Prorocy, heretycy, szarlatani - to oni potrafili omamić tłumy

Anita Czupryn
Edgar Cayce
Edgar Cayce Fot. Wikipedia Commons
Na świecie od zarania pojawiali się fałszywi prorocy, którzy powołując się na Boga, zdobywali wpływy, a fala wyznawców wynosiła ich na szczyty. A potem ich z tych szczytów zrzucała - pisze Anita Czupryn

Historia zna wielu fałszywych proroków, którzy swoją utopijną wizją świata potrafili omamić nawet umysły światłe i wykształcone. Przykład pierwszy z brzegu, nieomal podręcznikowy: Adam Mickiewicz, największy polski poeta, dał się uwieść utopii Andrzeja Towiańskiego, magnetycznego przywódcy organizacji zwanej Koło Sprawy Bożej (czy też towiańczykami) oskarżanego o szpiegostwo na rzecz Rosji. - Do dziś jest to sprawa niewyjaśniona, czy był Towiański na służbie rosyjskiej - mówi prof. Marcin Król i mniejsza o to, komu służył. Ciekawe jest to, że prócz Mickiewicza zaufali mu inni znani Polacy - o prawdziwości całościowej wizji świata Towiańskiego, opartej, jak głosił, na Biblii, przekonani byli też Seweryn Goszczyński i Juliusz Słowacki. Choć akurat ten ostatni związki z Towiańskim potraktował twórczo, stwarzając własną, mistyczną koncepcję poezji.

Mickiewicz jednak wierzył Towiańskiemu do końca. Wbił sobie w głowę, że da się wytworzyć taką siłę duchową, taką moralną potęgę, która będzie w stanie góry przenosić. Ale i nasz największy wieszcz też ma swoich wyznawców (bo "wieszcz" to inaczej "prorok"), a jego słynne zdanie: "A imię jego czterdzieści i cztery", o czym mówił ksiądz Piotr w swoim widzeniu w III części "Dziadów", do dziś badacze próbują interpretować jako tajemne proroctwo. Jedni widzą w tej liczbie samego poetę (według kabały w liczbie 44 zaszyfrowane jest imię Adam), inni przyszłego Mesjasza, zbawcę Polski, jeszcze inni Józefa Piłsudskiego czy Andrzeja Towiańskiego.

Sam Towiański cierpiał zapewne, jak wielu podobnych przed nim i wielu po nim, na syndrom Kasandry, w mitologii greckiej - córka króla Troi, Priama, która miała dar przewidywania przyszłości, ale nikt nie chciał wierzyć w jej przepowiednie o nadchodzącej zagładzie Troi.

I tak jest od zarania ludzkości - ktoś w jednym środowisku uchodzi za proroka, ale inni uważają go za szarlatana. Jedni twierdzą, że jego proroctwa się nie spełniły, inni znajdują liczne dowody na to, że jest wprost przeciwnie, bo sprawdziło się wszystko, co do joty.

Na syndrom Kasandry cierpieć musi nasz współczesny, najbardziej znany polski jasnowidz Krzysztof Jackowski. Z jednej strony, jego przepowiednie przyszłości z ubiegłych lat nie znalazły pokrycia w rzeczywistości, ale z drugiej - ma on mnóstwo zaświadczeń, dowodów i podziękowań, bo jego jasnowidzenie pomogło policji w odnalezieniu ludzi, którzy zaginęli, albo (co częściej) potrafił wskazać miejsce ukrycia ich zwłok.

- Jasnowidze zawsze próbowali przepowiadać przyszłość. Wizje Jackowskiego dotyczą raczeń zdarzeń, które już były - mówi prof. Anna Mikołejko, socjolog religii i kultury oraz historyczka idei. I zwraca uwagę, że zwykle przy jasnowidzach, przepowiadaczach przyszłości i prorokach już od czasów Nostradamusa kręcili się ludzie władzy. - Sam Jackowski przepowiadał Andrzejowi Lepperowi i innym politykom, choć z konkretną opcją polityczną się nie wiąże - dodaje prof. Anna Mikołejko.

Najsłynniejszym na świecie prorokiem był Edgar Cayce urodzony w 1877 r. Zwano go śpiącym prorokiem, gdyż diagnozy chorób, jakie stawiał dla swoich pacjentów, otrzymywał w stanie sennego transu. Ci, którzy dzięki niemu powracali do zdrowia, wychwalali go jako cudotwórcę. Była to tylko część jego dorobku. Druga - znacznie mniej trafna - mówiła o wielkich zmianach na Ziemi i ponownym wynurzeniu się Atlantydy. Chodziły legendy o tym, że Cayce potrafi ustalić stan pacjenta, nawet go nie widząc. Wystarczył mu opis objawów, by wejść w trans i tam szukać diagnozy. Na przestrzeni 40 lat jego diagnozy potwierdzały się w stu procentach. Co ciekawe, nie przyjmował pieniędzy od swoich pacjentów, aby uniknąć oskarżeń o oszustwo. O ile jego działalność medyczna się sprawdzała, o tyle jego proroctwa bywały mgliste i często mało wiarygodne, jak zatopienie Nowego Jorku i Japonii. Ale rzesze jego zwolenników okrzyknęły go jasnowidzem - prorokiem, medium i uzdrowicielem.

- Czy rzeczywiście miał właściwości lecznicze, czy to wiara ludzi wspomagała procesy zdrowotne? - zastanawia się prof. Anna Mikołejko. Prawdą jest jednakże, że Cayce miał wpływ na życie tysięcy ludzi, z których ogromna liczba wróciła do zdrowia po zastosowaniu się do jego porad. Ale przecież byli i tacy, którzy mu nie wierzyli i walczyli z nim.

- Ta wojna między wierzącymi w proroctwa a niewierzącymi nie ma końca. Zawsze będą i tacy, i tacy. Jednak to ci, którzy wierzą, posuwają naukę naprzód, a badania nad niewyjaśnionymi zjawiskami mogą przynosić nowe odkrycia - uważa prof. Anna Mikołejko.

Ostatnio międzynarodowe zaniepokojenie wśród wierzących wzbudza Chris Oyakhilome, popularny kaznodzieja z Afryki. To nigeryjski prezenter telewizyjny mieniący się uzdrowicielem. Dzięki programom telewizyjnym, książkom i internetowi jego wpływ na świecie wzrasta. Niedawno wieść o jego cudach dotarła do Rumunii. Przywódcy rumuńskiego Kościoła zafascynowani jego "cudami" odwiedzili go w Johannesburgu, aby przywieźć do kraju i przekazać ludziom jego cudowną moc. Tymczasem ta jego moc jest mocno dyskusyjna, a on sam jest człowiekiem o wątpliwej reputacji. W 2010 r. był oskarżony o pranie brudnych pieniędzy. Prowadzi wystawny tryb życia. Nic jednak nie przeszkodziło mu stworzyć ruchu zwanego Ambasadą Chrystusa, który w USA ma już 16 kościołów, w Wielkiej Brytanii - 39 i 18 w Kanadzie. Jego religijne dzienniki są ponoć dostępne w 70 językach.

Dyskusyjna jest też jego moc uzdrawiania, kiedy to jedna z osób ujawniła dziennikarzom, że kaznodzieja chciał mu zapłacić 1200 dol. za udawanie kaleki, którego on uzdrowi.

Wielu samozwańczych proroków powołuje się na Biblię czy słowa Chrystusa, ale warto przypomnieć, co sam Jezus mówił o tego typu postaciach: "Nie każdy, który mi mówi: »Panie, Panie!«, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie mi w owym dniu: »Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?«. Wtedy oświadczę im: »Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!«.

- Proroctwa na temat, jak zbawić świat czy jak będzie wyglądało życie za sto lat, to typ proroctwa szaleńczego. Jak na przykład to, że internet zbawi demokrację. Albo zbawi, albo zniszczy. Na dwoje babka wróżyła. To wróżenie z fusów, czyli proroctwo nieoparte na niczym - śmieje się prof. Król.

Tymczasem szaleńcze wizje bywają zorganizowane, czego przykładem jest jeden z największych zbrodniarzy, w którego wizję świata uwierzyły miliony - Adolf Hitler. - Hitler wiedział, jak przemawiać do ludzi. Wiedział, że na wiecach należy mówić wyłącznie jednoznacznie, bez względu na to, czy to jest prawdą - mówi Marcin Król. Hitler trafił na podatny grunt: w kraju bezrobocie, bieda. Trafił też, jak zauważają badacze jego biografii, na strukturę społeczną charakterystyczną dla społeczeństw sado-masochistycznych. Z jednej strony, potrzebowali przywódcy, który chwyci ich za mordę, z drugiej - wyjdzie naprzeciw im skłonnościom mściwości, chęci zemsty. Wokół niego skupiły się grupy związane z okultyzmem, parapsychologią. Najbardziej znana jest nazistowska organizacja Ahnenerbe działająca w strukturach SS. Wspierała eksperymenty medyczne w obozach koncentracyjnych. Jej celem było udowodnienie nazistowskich teorii o wyższości rasy aryjskiej przez badania historyczne, etnograficzne, antropologiczne i archeologiczne.

- Ahnenerbe miało kontrolować z wnętrza ziemi życie na powierzchni, mieli posiadać silną energię, którą Hitler chciał zdobyć do panowania nad światem - mówi prof. Anna Mikołejko. Dziś również w politycznych przywódcach część społeczeństwa chce upatrywać nowych mesjaszy, którzy zbawią kraj. Przykładu nie trzeba szukać daleko: w Polsce duża część zwolenników Jarosława Kaczyńskiego woła na marszach i wiecach: "Jarosław, Polskę zbaw". Cuda i wspaniały świat dla wszystkich obiecują też sekty, swoje wizje opierając nie na faktach, ale właśnie na nadziei i wierze. I mimo że jesteśmy racjonalni, nie tak łatwo nas już omamić, to zawsze znajdzie się margines ludzi, który uwierzy. W Polsce jednak sekty, jak twierdzą eksperci, nie przyjmują się łatwo. Ale oczywiście te największe, międzynarodowe - jak scjentolodzy czy sekta Moon'a - mają u nas swoje ekspozytury.

Najbardziej znaną w kraju była nasza rodzima sekta Niebo założona w 1990 r. przez Bogdana Kacmajora, który uważał się za uzdrowiciela i wysłannika Boga. Oczywiście odwoływał się do Biblii i głosił rychły koniec świata. Całkowicie podporządkował sobie swoich wyznawców. To on decydował o małżeństwach i życiu seksualnym członków sekty, "błogosławiąc" np. związek 14-letniego chłopca z dojrzałą kobietą. Rodzące się w sekcie dzieci nie były rejestrowane, nie chodziły do szkoły. Wokół sekty narosło wiele oskarżeń do końca niezweryfikowanych. Niebo rozpadło się w 2000 r. Ale prorocy religijni nieczęsto zdarzają się w Polsce. Najsłynniejszy to żyjący na Podlasiu Eliasz Klimowicz, zwany Prorokiem Ilją, żyjący na przełomie XIX i XX w. Razem ze swoimi wyznawcami wybudował cerkiew w Wierszalinie. Dla wielu był cudotwórcą i uzdrowicielem, choć, jak wieść niesie, ci sami wierni postanowili go ukrzyżować jak Chrystusa, by spełniły się jego proroctwa. Na szczęście tak się nie stało, a Ilja, przeżywszy sowiecki łagier, zmarł w klasztornym domu starców.

Dla profesora Marcina Króla religijnym prorokiem szaleńczym jest dziś ksiądz Piotr Natanek, przywódca rycerzy Chrystusa Króla. W lipcu tego roku kardynał Stanisław Dziwisz nałożył na księdza Natanka suspensę, czyli zakaz wykonywania funkcji kapłana, za nieposłuszeństwo. Wokół księdza Natanka, chodzącego w czerwonym płaszczu proroka, skupiła się grupa około stu osób, ale ma on duży zasięg dzięki internetowi. Ksiądz Natanek domaga się intronizacji Chrystusa na króla Polski. W swojej wizji zobaczył, że pomnik Chrystusa Króla stanie na krakowskim Rynku, przy nim wyznawcy będą pełnić ustawiczną wartę, a hołd oddawać mu będą głowy wszystkich państw. - Projekt księdza Natanka jest indywidualnym i takie w kościele też się pojawiają, ale chodzi o to, aby działał w formie aprobowanej przez hierarchów. Jeśli je przekracza, to idzie w kierunku herezji - mówi prof. Anna Mikołejko. Zdaniem Marcina Króla liczba duchowych przywódców może w Polsce wzrastać na skutek usychania źródeł religijności. - Ulegając sekularyzacji, ludzie nadal będą mieli potrzebę życia duchowego. Wykorzystuje to już dzisiaj Kościół scjentologów - mówi prof. Król. W tym zalewie proroków sprzed lat, obecnych i przyszłych, warto pamiętać o jednym: to ludzie tworzą i ludzie obalają proroków.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie