Programistki i informatyczki. Jak kobiety zbudowały internet

Claire L. Evans, „Pionierki Internetu”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
pixabay
Udostępnij:
Wymarzony przez Grace Hopper kod maszynowy, który napisze się sam, teraz jest silnikiem, który napędza świat. Pozwolił mi znaleźć kobiety, które poznacie w tej książce, ni z tego ni z owego napisać do nich maila, pomachać na dzień dobry przed składającą się z coraz większej liczby pikseli twarzą i robić plany, dzięki którym znalazłam się w ich domach - pisze Claire L. Evans.

W 1967 roku w kwietniowym wydaniu „Cosmopolitan” pojawił się artykuł „Komputerowe dziewczyny”, poświęcony programowaniu. Komputerowe dziewczyny, jak donosił magazyn, w epoce „wielkich, oszałamiających komputerów” wykonują „całkiem nowy rodzaj pracy dla kobiet”, ucząc te „cudowne maszyny, co i w jaki sposób mają robić”. Podobnie jak dwadzieścia lat wcześniej kobieta mogła wybrać zawód nauczycielki, pielęgniarki czy sekretarki, tak teraz, sugerowała autorka, ma do wyboru także programowanie komputerów. Na zdjęciach ilustrujących artykuł inżynierka systemów IBM Ann Richardson trzyma karty perforowane, pstryka przełączniki i „karmi faktami” komputer. Kobieta wygląda szykownie w pasiastej bluzce bez rękawów i z elegancko upiętymi na czubku głowy włosami, a otaczają ją anonimowi mężczyźni w identycznych garniturach, którzy patrzą na nią z góry, gdy uśmiecha się radośnie, minispódniczka wśród komputerów typu mainframe1.

Grace Hopper, która wówczas była już po sześćdziesiątce, wróciła do aktywnej służby w marynarce wojennej, gdzie kierowała zespołem do spraw języków programistycznych w Office of Information Systems Planning [Biurze Planowania Systemów Informatycznych]. Cytowana w artykule „Cosmopolitana” używa jednej ze swoich ulubionych analogii dotyczących kobiet i programowania, porównując pisanie programów do planowania przyjęcia: „Musisz to przemyśleć z wyprzedzeniem i wszystko zaplanować, żeby było gotowe, kiedy będzie potrzebne”. To zdanie może wydawać się uproszczeniem w ustach kogoś, kto ostatecznie opracował obowiązujący w całej flocie system taktyczny dla łodzi podwodnych z napędem jądrowym, ale taki właśnie był styl Grace. Zastosowania praktyczne były dla niej najważniejsze i zawsze wiązała komputery z prawdziwym codziennym życiem. Jednak ostatnie słowo w artykule miał zacytowany programista. „Oczywiście, że cieszymy się z towarzystwa dziewczyn”, oznajmiał, „są ładniejsze od nas”.

Coś się stało z pokoleniem programistów po Grace Hopper i jej rówieśniczkach. Chociaż artykuł z „Cosmo” sugeruje, że kobiety są zachęcane do zajmowania się programowaniem jako alternatywą dla pracy sekretarskiej, ta dziedzina szybko stawała się mniej przyjazna dla kobiet niż jeszcze dziesięć lat wcześniej. Niektóre szacunki podają, że w latach sześćdziesiątych programistki stanowiły od trzydziestu do pięćdziesięciu procent zatrudnionych, ale zamiast kierować działami i rozwijać tę sztukę, zaczynały gromadzić się „na dolnych szczeblach drabiny zawodowej”, wykonując mało prestiżowe zajęcia operatorek dziurkarek klawiaturowych, polegające na wybijaniu dziurek w papierowych kartach przez cały dzień, co w latach sześćdziesiątych było odpowiednikiem wprowadzania danych.

Pisanie oprogramowania jest jak pisanie wierszy z bezwzględną precyzją równań, a jednocześnie wpływa na życie

Równocześnie eksperci technologiczni często i gromko pisali o „kryzysie oprogramowania” dręczącym przemysł informatyczny. Z powodu ogromnego niedoboru wykwalifikowanych programistów projekty software’owe wychodziły z opóźnieniem, nie spełniały specyfikacji i były pełne błędów. Wiele z nich okazało się dramatycznymi publicznymi porażkami: w początkach lat sześćdziesiątych IBM dostarczył system operacyjny OS/360 z rocznym opóźnieniem, czterokrotnie przekraczając budżet, a NASA była zmuszona zniszczyć pojazd kosmiczny Mariner I, który miał zgłębić tajemnice Wenus, z powodu prostego błędu w programowaniu.

Pisanie programów może i przypomina planowanie uroczystej kolacji, ale wymaga również perfekcji na poziomie niespotykanym w żadnym innym ludzkim przedsięwzięciu - jeden źle umieszczony przecinek może sprawić, że rakieta spadnie na Ziemię. „Jeżeli jeden znak, jedna pauza w zaklęciu nie ma precyzyjnie określonej formy, magia nie zadziała”, napisał Frederick Brooks, który kierował fatalnym systemem operacyjnym OS/360 w IBM. Z tego powodu programowanie może być trudne do nauczenia. W pierwszych dekadach istnienia tej dziedziny właśnie to uniemożliwiało tworzenie kodu na skalę przemysłową, co z kolei napędziłoby rozwój produkcji hardware’u: pisanie oprogramowania jest jak pisanie wierszy z bezwzględną precyzją równań, a jednocześnie wpływa na ludzkie życie na niespotykaną dotąd skalę.

Margaret Hamilton stojąca obok wydruku kodu programu nawigacyjnego, który napisaała dla projektu Apollo (1969 r.)
Margaret Hamilton
Fot. Wikipedia/Draper Laboratory

Niektórzy historycy przypisują „kryzys oprogramowania” niewspółmiernemu rozwojowi sprzętu i oprogramowania - do użytku wchodziły coraz szybsze i potężniejsze maszyny, a programiści nie potrafili za nimi nadążyć. Inni przytaczają niezgodność charakterów pomiędzy programistami - jeżeli nie kobietami, to wyjątkowo innowacyjnymi, trudnymi i czasami aroganckimi mężczyznami - a ich zasadniczymi szefami z przemysłu i rządu.

Jest jednak trzecia perspektywa, która bierze pod uwagę to, że kryzys oprogramowania zbiegł się z długim, powolnym spadkiem liczby kobiet na kierowniczych stanowiskach programistycznych w całym przemyśle.

Pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy „Cosmo” lansowało programowanie jako świetną alternatywę dla odbierania telefonów w biurze, kobiety w informatyce dostawały znacząco mniejsze pensje niż ich odpowiednicy płci męskiej. Zgodnie z tradycją sięgającą jeszcze XIX wieku, kiedy to ludzkie biura obliczeniowe zatrudniały kobiety, żeby zaoszczędzić, programistki zarabiały przeciętnie 7 763 dolary, a średnia pensja roczna mężczyzn wykonujących tę samą pracę wynosiła 11 193 dolary. Ta dyskryminacja płacowa w połączeniu ze strukturalną niechęcią ze strony firm informatycznych do umożliwienia opieki nad dziećmi wygoniła kobiety z branży. Tymczasem kryzys programistyczny stał się tak poważny, że NATO w 1968 roku zwołało międzynarodową konferencję, która miała zająć się tym problemem. Nie zaproszono na nią żadnej kobiety.

Konferencja odbyła się w bawarskim kurorcie narciarskim Garmisch. Pomiędzy zjazdami z Zugspitze uczestniczący w niej mężczyźni wysmażyli nowe podejście do programowania, mające w ich mniemaniu ograniczyć część problemów, z którymi borykał się przemysł informatyczny. Najistotniejsza zmiana, jakiej dokonali, była semantyczna - postanowili, że programowanie będzie odtąd nosiło nazwę inżynierii oprogramowania. Dzięki temu będzie traktowane jako gałąź inżynierii, a nie osobna, rozwijająca się bez żadnego nadzoru dziedzina zaciekle niezależnych, samodzielnie pracujących odmieńców i kobiet. Inżynieria to praca o jasno określonych kwalifikacjach, a nie jakieś tajemnicze kapłaństwo. Ta zmiana zwiastowała szerzej zakrojone renegocjacje zawodowego statusu informatyki, co w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych miało przełożyć się na branżowe pisma i stowarzyszenia, praktyki rekrutacyjne oraz programy certyfikacji.

Im bardziej rósł prestiż i standardy zawodowe tej dziedziny, tym bardziej, choć niezauważenie, stawała się ona domeną mężczyzn. Na przykład wprowadzenie wymogu formalnej edukacji na posadach programistycznych utrudniło samoukom znalezienie zatrudnienia - a taka zmiana uderzała w kobiety, zwłaszcza te, które musiały zarzucić edukację, żeby wychowywać dzieci. Choć programowanie komputerowe „zaczęło się jako zajęcie kobiece”, to - jak pisze historyk Nathan Ensmenger - „musiało zostać zaanektowane przez mężczyzn”.

(...) Kryzysu oprogramowania należało się jednak spodziewać. Powodem, dla którego projekty stale się opóźniały i przekraczały budżet było to, że opierały się na niespójnych oczekiwaniach. Ustalenie wstępnej specyfikacji oprogramowania wymaga umiejętności słuchania klienta, przełożenia skomplikowanych i pozbawionych ładu problemów świata realnego na wykonywalne programy oraz przewidywania potrzeb personelu nietechnicznego. Chociaż programowanie ma opinię dziedziny dla introwertycznych perfekcjonistów, to kompetencje społeczne są w nim cenne - a nawet bezcenne. Grace Hopper to rozumiała i właśnie dzięki samokształceniu się w przeróżnych nietechnicznych dziedzinach stała się tak wyjątkowo kompetentną programistką. Jak powiedziała historyczce w 1968 roku, żeby połączyć „ludzi zajmujących się komputerami” z zewnętrznym światem klientów, problemów i możliwych programów użytkowych „potrzeba ludzi z bogatszym słownictwem”.

To słownictwo nie jest z natury kobiece, lecz kompetencje miękkie i umiejętności komunikacyjne są z pewnością traktowane społecznie jako zdolności typowo kobiece. Podczas kryzysu aspekty projektowania oprogramowania, które zależą od „stereotypowo kobiecych umiejętności komunikacyjnych i interpersonalnych”, były „deprecjonowane i pomijane”, ignorowane przez programujących mężczyzn i zaniedbywane w programach nauczania inżynierii oprogramowania. Branża na tym ucierpiała i być może cierpi do dziś.

Pierwsze komputery stały się przestarzałe, zanim zaczęły na dobre funkcjonować. Mark I doprowadził do powstania Mark II, a potem Mark III; ledwie przestano modyfikować projekt ENIAC-a i zaczęto go konstruować, a John Mauchly i J. Presper Eckert już zaczęli wymyślać jego następcę. Żywotność tych wczesnych komputerów wynosiła tylko kilka lat, zanim pojawiało się coś mniejszego, szybszego i sprytniejszego, który to wzorzec trwa, niepowstrzymany, aż do dziś. To samo można powiedzieć o programowaniu, które w niecałą dekadę z uciążliwego dodatku stało się formą sztuki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

SONDA - Od 21 maja ruszyła dobrowolna zasadnicza służba wojskowa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną PolskaTimes
Dodaj ogłoszenie