Profesor Marek Kornat: Rewizjonizm historyczny to droga donikąd

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
W listopadzie w wyniku prywatnej inicjatywy odnowiono znajdujący się w Londynie grób Władysława Studnickiego, jednego ze zwolenników koncepcji polsko-niemieckiego sojuszu przed II Wojną Światową. Postać publicysty, w którego pismach można znaleźć poglądy antysemickie, do dziś budzi kontrowersje. – Swobodnie interpretowana historia i rewizjonizm nie przyniosą nam odpowiedzi na dylemat, przed którym Polska stanęła w 1939 roku. - mówi profesor Marek Kornat z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Kim właściwie był Władysław Studnicki – działaczem, politykiem, publicystą?
Był to pisarz polityczny. Intelektualnie bardzo płodny. Właściwie całe jego życie kręciło się wokół słowa drukowanego. Był konceptualistą – nie komentował wydarzeń, które rozgrywały się na jego oczach, ale raczej formułował idee. Miał wizję silnej Polski między Niemcami a Rosją. Te pierwsze brał jako postulowanego sojusznika. Tej drugiej nienawidził – niezależnie od ustroju, jaki miała. Nie sądzę, aby Studnicki miał ambicje czy predyspozycje do działalności w polityce – rozumianej jako sprawowanie urzędów. Nie był człowiekiem czynu, ale myśli. Takim pozostał od pierwszych prób pisarskich w dobie popowstaniowej niewoli aż po ostatnie prace i wystąpienia już na uchodźstwie po II wojnie światowej.

Można go powiązać z konkretnym środowiskiem politycznym?
W zakresie spraw wewnętrznych, o czym pisał już przed lat profesor Jacek Gzella, miał wizję Polski dość podobną do tej prezentowanej przez narodowych demokratów, ale dzielił go z nimi stosunek do Rosji. Jako konserwatysta Studnicki był zwolennikiem Polski narodowej, zbudowanej jako państwo unitarne. Miało ono orientować się na Niemcy. Jeszcze w dobie narodowej niewoli przekonany był on o tym, że o niepodległość Polacy muszą bić się z Rosją, która zajęła ponad 80% terytorium przedrozbiorowej Rzeczpospolitej. To przekonanie najdobitniej wyłożył w książce Sprawa polska z 1910 r. Podczas Wielkiej Wojny z dużym oddaniem pracował Studnicki na rzecz orientacji aktywistycznej. Przy pomocy Niemiec należało stworzyć państwo polskie. W rzeczywistości, pod opieką Niemiec nie było żadnych szans na państwo niepodległe, a tym bardziej niezawisłe. Niemcy mieli dla Polaków ofertę. A była to oferta małego państewka (w granicach Królestwa Kongresowego) i w ramach niemieckiej Mitteleuropy oraz niemieckiej „wielkiej przestrzeni gospodarczej” (Grossraumwirtschaft). Wolność uzyskaliśmy dzięki klęsce Rzeszy Niemieckiej. To jest fundamentalne przesłanie jakie przyniosła nam lekcja I wojny światowej.

Wysunięcie propozycji obsadzenia tronu polskiego przez księcia saskiego nie zakładało czegoś więcej niż partnerstwo?
Kwestia domu panującego nie była najważniejsza. Studnicki pragnął, aby wykorzystać potęgę Niemiec i zadać rozstrzygającą klęskę Rosji. A tylko Niemcy mogły to zrobić. W obliczu klęski Rosji można było wcielić w czyn pragnienie nowej Polski. Mówienie o polsko-niemieckim partnerstwie nie byłoby poważne. Hegemon dyktuje swoją wolę – i to wszystko.

Ta koncepcja miała sens?
Miała. Gdyby bowiem cały naród polski biernie czekał na finał wojny – start do niepodległości byłby dużo trudniejszy. „Aktywizmu” jako programu politycznego nie potępiam. Doceniam to wszystko, co dla zbudowania państwa polskiego zrobiono w okresie dwóch lat – między Aktem 5 Listopada 1916, a zawieszeniem broni na frontach I wojny światowej w dniu 11 listopada 1918. Przygotowywano w tym czasie kadry urzędnicze, zorganizowano urzędy centralne. Powstało polskie szkolnictwo i sądownictwo. Opracowywano projekty ustaw w kluczowej materii spraw państwa. Oczywiście wszystkie działania państwowotwórcze pod niemiecką okupacją obejmowały tylko skromny obszar ziem polskim, na którym można było je prowadzić.

Studnicki zmienił poglądy w przededniu II Wojny Światowej?
O ile mi wiadomo Studnicki z wielkim zadowoleniem przyjął do wiadomości zawarcie polsko-niemieckiego paktu o nieagresji z 26 stycznia 1934 r. Porozumienie to wydawało się być ważnym krokiem w kierunku załagodzenia historycznego antagonizmu i otwierać drogę do lepszego sąsiedztwa dwóch zwaśnionych narodów. W rzeczywistości było to jednak tylko czasowe zamrożenie konfliktu. Niemcy chcieli zyskać na czasie, aby w spokojnych warunkach intensywnie się zbroić i przygotować do wojny o „przestrzeń do życia” (Lebensraum) na wschodzie Europy. Polsce układ z Niemcami dawał możliwość prowadzenia polityki równowagi. Studnicki zaproponował dla tej koncepcji alternatywę, publikując w roku 1935 książkę Polska a system polityczny Europy. Postulował, aby Polska i Niemcy przeszły do współpracy sojuszniczej. Wymagałoby to oczywiście porzucenia polityki równowagi. Innej opcji Studnicki nie widział. Uważał, że w przypadku wojny z Niemcami Polska jest skazana na klęskę. Przesądza o tym dysproporcja potencjałów gospodarczych. Mocarstwa zachodnie nie przyjdą jej z pomocą. Nie będą zdolne przeciwstawić się Niemcom.

Co to miało oznaczać w praktyce?
Studnicki pragnął udziału Polski u boku Niemiec w wojnie przeciw Sowietom. Alians polsko-niemiecki miałby zresztą sens tylko w imię realizacji takiego zadania.

Tego typu poglądy były w latach 30-tych liczyć na uznanie?
Nie był Studnicki przewodnikiem narodu, ale outsiderem. Jeśli można mówić o jego autorytecie to takim mógł się cieszyć jedynie w wąskich kołach konserwatystów. Wspomnę tu wileńskie „Słowo” jako dziennik redagowany przez Stanisława Mackiewicza oraz czasopismo „Polityka”, które wydawał Jerzy Giedroyć. Społeczeństwo polskie było wyraźnie antyniemieckie.

Studnicki próbował wpłynąć na politykę polskich władz?
W szczególny sposób ujawnił takie ambicje w przełomowym roku 1939. I tak też 13 kwietnia Studnicki skierował do Józefa Becka list, w którym domagał się przyjęcia niemieckich żądań terytorialnych, które zresztą nie były mu dokładnie znane. Postulował oddanie Gdańska oraz podjęcie rokowań w sprawie eksterytorialnej autostrady, ale tak by nie podejmować decyzji, tylko przewlekać rokowania. Oczywiście możliwości takiej nie było, o czym dobrze wiadomo. Niemcy żądały niezwłocznego spełnienia swoich żądań stawiając między nimi iunctim. Zresztą 13 kwietnia było już po wszystkim. Po fiasku rozmów ministra Ribbentropa z ambasadorem Lipski w końcu marca Hitler uznał swoje propozycje za „jednorazowe” i je wycofał. Wbrew wszystkiemu Studnicki wyobrażał sobie, że Polska powinna w nadchodzącej wojnie w Europie zachować neutralność. Uzasadniał to całkowicie słusznymi argumentami. Podnosił, że Polska nie ma szans wygrać wojny z Niemcami. Twierdził, że jeśli Niemcy rozpętają wojnę światową, to powstanie koalicja Wielkiej Brytanii, Francji i ZSRR. Za udział Sowietów w tym zespole mocarstwa zachodnie zapłacą Moskwie Polską.

Miał rację?
Oczywiście, że nie. Można mieć dobre argumenty, ale nie dostrzec tego, co najważniejsze. Problem przecież polega na tym, że żadnej neutralności w II wojnie światowej Polska zachować nie mogła. Przyjmując żądania terytorialne Hitlera i stając się jego wasalem musiałaby spełniać wolę Berlina we wszystkim. To oczywiste. Studnicki całkowicie nie zdawał sobie sprawy z tego, że Niemcy Hitlera nie idą na wojnę, aby ubiegać się o Mitteleuropę, tylko chcą zdobyć Lebensraum. A skoro tak, to w urządzonej po zwycięskiej wojnie Europie miejsca dla Polski nie będzie. Studnicki nie rozumiał natury niemieckiego totalitaryzmu. Wydaje się, że Niemcy Hitlera to to samo, co Wilhelmińska Rzesza. Rozwinięciem listu do ministra Becka była książka Studnickiego: „Wobec nadchodzącej II wojny światowej” w ostatniej chwili wycofana z druku i skonfiskowana przez cenzurę latem 1939 r. Wierząc mocno w słuszność swych słów, autor napisał do Becka jeszcze list, w którym prosił o wydostanie choć jednego egzemplarza i jego lekturze. Wojna z Niemcami była już oczywiście nieunikniona. Beck książki z pewnością nie czytał.

Jakie byłyby konsekwencje wejścia w sojusz z Niemcami?
Ze wszech miar tragiczne. Prowadziło to do klęski. W przypadku pokonania Francji a następie zwycięskiego podboju Rosji Polacy staliby się helotami Hitlera. W tym położeniu geopolitycznym, w jakim Polska się znajduje, nie można było marzyć o taktycznym związaniu się z Niemcami, aby następnie ów alians zerwać. Trzeba wspomnieć jeszcze o innych uwarunkowaniach. Otóż 18 lutego 1939 r. Heinrich Himmler spotkał się, goszcząc w Polsce, z Beckiem i wyraźnie wspomniał o konieczności „pozbycia się” Żydów. Przecież to była wyraźna zapowiedź, że gdyby Polska wybrała sojusz z Niemcami, to i temat byłby zaktualizowany. Trudno sobie wyobrazić odmowę współpracy przy „rozwiązywaniu” – mówiąc eufemistycznie – problemu żydowskiego, gdyby Polska wybrała rolę alianta-wasala Niemiec.

Studnicki był antysemitą?
Na pewno miał antyżydowskie poglądy, ale nie można nazwać go rasistą. Z pewnością nie był człowiekiem wolnym od myślowych schematów antyżydowskich. Były one w Europie tamtego czasu szeroko obecne w opinii publicznej i polityce.

Podobnie jak Roman Dmowski, którego roli jako jednego z „ojców niepodległości” nikt dziś nie podważa.
Ciężko to porównywać. Oczywiście Dmowski pod koniec życia miał wiele obsesji antyżydowskich. Studnicki też był przekonany o wielkim wpływie „światowego żydostwa” na stosunki międzynarodowe.

Okupacja niemiecka w Polsce nie wpłynęła na jego poglądy?
Podczas II wojny światowej Studnicki nie wyrzekł się swoich dotychczasowych poglądów. Oczywiście widział w jak zbrodniczy sposób Niemcy sprawują okupację na opanowanych przez siebie ziemiach polskich. Chciał złagodzenia terroru niemieckiego. Podejmował wysiłki. Oczywiście nikt nie był w stanie złagodzić polityki Hitlera. Losy narodu polskiego – w myśli Hitlera – były przesądzone. Z tego oczywiście Studnicki nie zdawał sobie sprawy. Tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego miał powiedzieć, że Niemcy powinni dać Polakom broń, a ci wtedy rzucą się na Sowietów. Jakby nie rozumiał, że Polacy rzuciliby się, ale na Niemców w odwecie za zbrodniczą okupację.

Według osób, które odrestaurowały grób Władysława Studnickiego, jest to postać niesłusznie zapomniana. Co Pan na to?
Restauracja pomników to piękna rzecz. Ja jednak nie mam przekonania, że postać tego pisarza politycznego jest zapomniana. Tak na pewno można powiedzieć o wielu bardziej zasłużonych Polakach. Nie widzę podstaw, aby Studnickiego należało stawiać w roli niedoszłego zbawcy ojczyzny. Osoby, które tak postępują – działają na wzór sekty, nie przyjmując żadnych argumentów przeciwko swoim zapatrywaniom. Nie znają źródeł, archiwów dyplomacji, a także i literatury. Wątpię, czy w ogóle są historykami, chociaż się za nich podają. Kreują swoją narrację. Próbują stworzyć rewizjonizm historyczny i uczynić go narzędziem przewartościowań podejścia społeczeństwa polskiego do przeszłości. To droga donikąd. Nie przynosi nam ona żadnej odpowiedzi na pytanie o drogę wyjścia z sytuacji, w jakiej znalazła się Polska w 1939 roku. Służy to jedynie zohydzeniu kierownictwa politycznego państwa. Chodzi o pozbawienie nas dumy z II Rzeczypospolitej. Cóż bowiem warte było to kierownictwo, skoro nie potrafiło wybrać rozwiązań prostych i zgodnych z politycznym realizmem? Właśnie takiemu myśleniu trzeba się przeciwstawiać.

500+. Będzie zmiana okresu rozliczeniowego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie