Prof. Tazbir: Pierwszym zamordowanym polskim władcą był tak naprawdę Gabriel Narutowicz

Agaton Koziński
prof. Janusz Tazbir, historyk Polskiej Akademii Nauk. Autor wielu książek i artykułów. Odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski
prof. Janusz Tazbir, historyk Polskiej Akademii Nauk. Autor wielu książek i artykułów. Odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski fot.W.Wasyluk/REPORTER
W Polsce zawsze istniała zasada, że opozycja polityczna należała do głównych cnót obywatelskich. Zamach na króla był powszechnie potępiany - mówi prof. Janusz Tazbir w rozmowie z Agatonem Kozińskim

Jedynym przykładem władcy, który został zgładzony przez poddanych, był Przemysław II. Czemu w Polsce nie zabijano władców?
Przemysław II, władca rządzący u schyłku XIII w., został zabity z podpuszczenia margrabiów brandenburskich. Następnie w 1533 r., kiedy Zygmunt Stary stał w oknach Wawelu, ktoś do niego strzelał. Według mnie to była właśnie manifestacja niezadowolenia z polityki królewskiej. Dalej był nieudany zamach na króla Zygmunta III Wazę, zamachowiec zdołał jedynie zadrasnąć go w rękę. Mówiono też, że Stanisław August Poniatowski został porwany przez konfederatów barskich, bo chcieli go zabić. To nieprawda, bo chcieli go porwać i wymusić w ten sposób akt abdykacji. Pierwszym zamordowanym władcą był tak naprawdę Gabriel Narutowicz.

Był jeszcze Aleksander II.
Tyle że on nigdy nie został koronowany na króla Polski. Inaczej niż jego poprzednik Aleksander I.

Wymienił Pan Profesor poczet królów Polski i w porównaniu do innych krajów- tych, którzy zginęli śmiercią tragiczną, jest niewielu.
Zygmunt I Stary miał powiedzieć, że tak dalece nie boi się swoich poddanych, że mógłby ze spokojem zasnąć na piersi każdego z nich. To powiedzenie przyjęło się i było popularne aż do czasów romantyzmu. Choć tak naprawdę narodziło się dopiero w XVII stuleciu - bardzo dokładnie sprawdziłem wszystkie dostępne XVI-wieczne źródła i nie ma na ten temat ani słowa. Tak czy inaczej oznaczało ono, że wszyscy polscy królowie mogli rządzić z podobnym spokojem.

To tylko legenda czy naprawdę polscy władcy mogli czuć się nieporównywalnie bezpieczniej niż królowie w innych krajach Europy Zachodniej?
Trudno to oceniać. Wiadomo jednak, że niezależnie od stosunku do władcy - był on świętością. Targnięcie się na życie króla było czynem niezwykle ryzykownym. Pokazuje to przykład pewnego szlachcica, który w latach 70. XVII stulecia porąbał szablą portret Jana Sobieskiego i został za ten występek skazany na karę śmierci. A pamiętamy przecież, że szlachta była chroniona szeregiem przywilejów. Surowe konsekwencje spotkały także szlachcica, który porwał się na Zygmunta III Wazę. Został w straszliwy sposób storturowany, zagrabiono jego majątek, zaorano jego ziemię.

Przyglądając się historii Francji czy Anglii, widzimy, że regularnie dochodziło do zamachów, państwo dzieliło się między władców. Władza centralna nie była tak wyrazista jak w Polsce. Wydaje się wręcz, że u nas nikt jej nie podważał, dlatego właśnie nie próbowano zabijać królów.

Pojawiały się jednak propozycje detronizacji. I tak na przykład uchwalony w początkach XVII w., w czasach tzw. rokoszu zebrzydowskiego, akt detronizacyjny został podpisany przez kilkudziesięciu szlachciców. Ogłosili akt detronizacji, którego na koniec nie uznano. To dowodzi, że król był postacią niezwykle szanowaną.

W Polsce nigdy nie było króla okrutnego, nie było więc pokusy, by dokonać na niego zamachu.

Z czego wynikała ta specyficzna ranga władcy w Polsce?
To sprawa psychiki narodowej. Król był symbolem jedności państwa złożonego tak naprawdę z dwóch państw, Polski i Litwy, do którego chciano przyłączyć Ruś. Musiał istnieć więc jakiś czynnik, który spajał te narody, uosabiał dążenie do jedności rozległego terytorium. W Anglii można krytykować wszystko z wyjątkiem królowej i w Polsce działo się podobnie. Zresztą w naszym kraju nawet gdy dochodziło do wojen domowych, takich jak rokosz lwowski w 1537 r., represje były minimalne. Nie było konfiskat majątków spiskujących. Mickiewicz pisze w "Panu Tadeuszu", że zwolennicy targowicy doprowadzili do konfiskaty dóbr tych, którzy walczyli, ale to nieprawda. Pierwszy raz takie konsekwencje zostały wyciągnięte dopiero po konfederacji barskiej. Dlatego uważam, że było to pierwsze powstanie narodowe i ostatni rokosz szlachecki. Rosja interweniowała z obawy przed tym, że Stanisław August Poniatowski może zostać obalony. Aby do tego nie doszło, przywódców rokoszu wywieziono w głąb Rosji. Wydałem powieść Rzewuskiego "Listopad". To wybitny pisarz o poglądach ultrakonserwatywnych, który opisał zamach na Augusta Poniatowskiego. Nie ma tam ani słowa o ingerencji Rosjan w stłumieniu jej. Była źle przygotowana, miała do czynienia i z wojskiem rosyjskim, i z chorągwiami królewskimi. Rzewuski pominął to milczeniem.

Mamy jeszcze w historii Polski spisek koronacyjny, kiedy w 1825 r. na koronację miał przyjechać Mikołaj I. Pojawił się pomysł, by przy okazji go zabić. Legaliści powoływali się jednak na wspomniane wcześniej przysłowie, zgodnie z którym na łonie poddanego każdy król mógł spać bezpiecznie, i nie możemy naruszać tradycji.

Uderzyło mnie to, co powiedział Pan o figurze króla. W Polsce nikt nie szargał się na świętość, jaką był władca, bo symbolizował jedność państwa. Przecież kiedy pierwszy król przyjechał z Litwy, możnowładztwo krakowskie poczuło się odsunięte od władzy - a mimo to nie próbowało siłą przejąć władzy. Czemu?
Uważano bowiem, że z chwilą, z którą królowi wkładano na głowę koronę, zyskiwał on określony respekt. Zresztą po abdykacji Jana II Kazimierza zapisano w konstytucji, że król nie ma prawa abdykować. Stanisław August Poniatowski to zrobił, przez co ułatwił mocarstwom zaborczym ingerencję. To był czas, kiedy obcięcie głowy władcy trąciło jakobinizmem. Co więc należałoby z tym królem zrobić? Na szczęście okazał się spolegliwy i sam abdykował. Naruszył jednak w ten sposób konstytucję.

A Henryk Walezy, który był królem heretykiem we Francji i zginął z ręki zamachowca? Należy doliczyć go do pocztu królów Polski, którzy padli ofiarą królobójstwa?
Nie, bo zginął jako król Francji. Fanatyczny zamachowiec nie wiedział być może nawet, że zabija osobę, która kiedyś była koronowana w Polsce.

Moment zabójstwa to dowód na słabość państwa? Czy może raczej na to, że państwo jest na tyle silne, że jego przywódcę można usunąć tylko w ten sposób?
Motywy zabójstw w historii były najróżniejsze i trudno znaleźć wśród nich jakiś klucz.

Zastrzelenie Abrahama Lincolna nie miało nic wspólnego ze słabością państwa. Stanowiło raczej wyraz społecznego rozgoryczenia. Karola I Angielskiego ścięto dlatego, że taki zapadł wyrok parlamentu na króla, który złamał wszystkie możliwe przysięgi. Gdy zamordowano skrytobójczo Wilhelma Orańskiego, który rządził Niderlandami, chodziło o sposób jego rządów. Nie miały one w każdym razie nic wspólnego ze słabością państwa. Inny przykład to zabójstwa amerykańskich prezydentów. Dochodziło do nich, mimo że Stany Zjednoczone stawały się przecież potęgą. Prezydenci symbolizowali wręcz władzę, która odniosła zwycięstwo. Amerykanie byli zresztą wobec swoich rządzących bardziej wymagający, oczekiwali od nich nieskazitelności. Królowie w Polsce mieli kochanki, a amerykański prezydent musiał być wzorowym przykładem obywatela.

Zastanawia mnie jednak, na czym polegała specyfika Polska? Król symbolizował jedność Rzeczypospolitej, jednak wydaje się to wbrew ludzkiej naturze. Chociażby we współczesnej polityce widać wyraźnie, że władzę uważa się za największy afrodyzjak. Trudno wyobrazić sobie, że nie istniała pokusa targnięcia się na życie władców, by w ten sposób samemu ją przejąć.
W Polsce zawsze istniała zasada, że opozycja polityczna należała do głównych cnót obywatelskich. Proszę sobie wyobrazić, że publiczne egzekucje w Rosji zostały zlikwidowane dopiero w czasach Katarzyny. Jeśli kat nie radził sobie z wykonaniem wyroku, miał prawo wybrać z tłumu dowolną osobę do pomocy, która musiała się na taką pomoc zgodzić, pod groźbą podobnego wyroku. W Polsce taki zwyczaj byłby nie do przyjęcia. Szlachcic, który zostałby pomocnikiem kata, byłby społecznie wykluczony, skończony w oczach opinii publicznej.

Poczucie moralności zawsze stało ponad rządzą władzy?
W Europie Zachodniej źródłem prawa była wola władcy. U nas zaś to, co zostało uchwalone w konstytucji. To zasadnicza różnica.

Mam nieodparte wrażenie, że Pan Profesor nieco idealizuje Polskę Królewską i respekt, jakim cieszyła się figura władcy.
Nic podobnego. Mówię tylko, że zamach na króla był powszechnie potępiany. Zresztą przestępstwa natury politycznej, jeśli nie były zdradą stanu, nie były ścigane sądownie.

Może Polacy po prostu nie interesowali się polityką na tyle, by targać się na życie króla?
Nie tyle nie interesowali się, ile uważali, że przywileje szlacheckie są rzeczą świętą i należy ich przestrzegać niezależnie od tego, po której stronie leży racja i która strona posiada większość. Z tych założeń wynikała na przykład słynna tolerancja w stosunku do innowierców.

Możemy mówić o żelaznej kurtynie między granicą Polski i Europy Zachodniej, która się naturalnie wykształciła? Tam brutalny rozlew krwi, u nas respekt i obyczaj.
Polska od zawsze czuła się w tej kwestii wyodrębnioną wyspą. Wiedziano dobrze, co dzieje się w pustoszonej wojnami religijnymi Europie czy w Turcji. Te wydarzenia działały pobudzająco w określonym kierunku.

I w ten sposób u nas cementował się spokój?
Tak. Napisałem kiedyś, co zresztą później miano mi za złe, że w Polsce nie trzeba byłoby wieszać po wybuchu powstania kościuszkowskiego tych, którzy podpisali targowicę, gdyby wieszano ich wcześniej.

A może chodzi o to, że nigdy w Polsce nie było króla, który rządziłby żelazną ręką, w stylu rosyjskim? Wówczas ludzie nie wytrzymywaliby reżimu i planowaliby polityczne przewroty.
Tak, ponadto uważaliby, że zmiana władcy spowoduje zmianę systemu rządzenia. Że po dyktatorze nadejdzie władca bardziej łagodny.

Czy mieliśmy króla, którego można by nazwać okrutnikiem?
Nie przypominam sobie takiego władcy.

Z drugiej strony Polska rozłożyła się od środka sama, rozbiory były konsekwencją uwiądu Polski jako państwa.
Rozbiory były konsekwencją tego, że przez Polskę nie przeszła nigdy burza wojny domowej ani rewolucji.

Zabrakło szczepionki, która zahartowałaby państwo?
Tak. Ustrój został ustalony w XVI w., później szlachta panicznie bała się zmian.

Jeśli w miejsce Sasów, którzy byli fatalnym wyborem w elekcjach królewskich, pojawiłaby się silna osobowość, rządząca twardą ręką, nawet na granicy brutalności, nie byłaby to szczepionka na uratowanie Polski?
Na pewno tak. Nie umiem rozstrzygnąć, kiedy był ostatni moment na reformę ustroju w Polsce.

To nie były czasy Sobieskiego?
Myślę, że wówczas doszłoby raczej do wojny z Litwą. W moim przekonaniu ostatnim takim momentem był najazd szwedzki. To był większy wstrząs dla opinii publicznej niż pierwszy rozbiór Polski. Tak zwany potop przyniósł rozwój nietolerancji i osłabienie autorytetu królewskiego. Partia reform miałaby duże szanse na zniesienie zalążków liberum veto.

Rozmawiał Agaton Koziński

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
burger
ale kaczyński naprawdę był idiotą i alkoholikiem.
l
lesio
Nagle Kaczyński jest porównywany do króla. Niby zamach na niby króla. Tamten zabity a żyjący dyszy z nienawiści do wszystkich i wszystkiego. Zły Jaruzelski i SB nie chciał aresztować i internować leszcza. A zły Tusk i Komorowski jak większość ludzi ignoruje Jarka. Ale od czego są światy równoległe? Już od Nowego Roku PiS zaczyna w nim swoje życie. Powoła swój rząd ze swoim premierem. A potem to już będzie tylko z górki...
h
henio
A Kaczynskiego zamordowal Herr Thusk i ma sie dobrze
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Prof. Tazbir: Pierwszym zamordowanym polskim władcą był tak naprawdę Gabriel Narutowicz
O
Ość
teraz NADRABIAMY zaległości... wzorując się i w tym na krajach CYWILIZOWANYCH, którym zawsze tej cywilizacji - zazdrościmy?
G
Gość
Obaj byli ofiarami atmosfery nienawiści.
Dodaj ogłoszenie