Prof. Romuald Dębski. Król życia [WSPOMNIENIE]

    Prof. Romuald Dębski. Król życia [WSPOMNIENIE]

    Magdalena Rigamonti

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Źródło: TVN 24

    Prof. Romuald Dębski kochał swoje pacjentki i one go kochały. Miały dość manifestacji ruchów pro-life i nazywania profesora mordercą. Mówiły, że i one, i ich dzieci są dowodem na to, że prof. Dębski jest prawdziwym obrońcą życia.

    ZOBACZ TEŻ | POGRZEB PROF. ROMUALDA DĘBSKIEGO. PRZED KOŚCIOŁEM PROTESTOWALI DZIAŁACZE ANTYABORCYJNI [ZDJĘCIA]



    Dzwoni telefon profesora. Do słuchawki mówi tylko: „Za minutę jestem”. A do mnie: „Idziemy”.
    Biegniemy w zasadzie. No to biegniemy. Wbiegamy do sali. Zostaję za szybą. Liczę, że razem z profesorem jest jedenaście osób w medycznych zielonych fartuchach, czepkach i maskach. Profesor uśmiecha się do kobiety leżącej na stole operacyjnym. Jest przytomna. Odwzajemnia uśmiech. A po chwili już z jej brzucha profesor wyjmuje dziecko. Chłopczyk. I już wiem, dlaczego pilnie wzywali profesora. Dziecko ma wszystkie jelita na wierzchu. – Tylko on umie tak wyciągnąć dziecko z wytrzewieniem, żeby nie uszkodzić nic z tego małego brzuszka – słyszę od pielęgniarki. Dzidziuś już jest ważony, mierzony, a jego brzuszek opakowany specjalnym opatrunkiem. Za chwilę zajmą się nim specjaliści z Centrum Zdrowia Dziecka. Profesor już myje ręce. Zdejmuje fartuch. Ja nie mogę się ruszyć. – Dziecko, chodź - mówi do mnie. Już po wszystkim.

    WYWIAD | MAGDALENA RIGAMONTI: CZŁOWIEK JEST OD SAMEGO POCZĄTKU. ABORCJA TO COŚ, CZEGO NIE OGARNIAM



    Z tym dzidziusiem wszystko w porządku. Zabezpieczą mu jelitka, a potem jakiś mistrz lekarski schowa mu je do brzuszka. Może być tylko tak, że mały nie będzie miał pępka. Mama jest zdrowa i szczęśliwa.

    To było cztery lata temu, kiedy rozmawiałam z prof. Romualdem Dębskim i dr Marzeną Dębską, przygotowując książkę „Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek”. Każde spotkanie z tymi lekarzami to była nauka. Nie, nie uczyłam się medycyny, tylko tego, jak kruche jest ludzkie życie, jak łatwo je stracić, nawet jeszcze zanim pojawi się na świecie. I jeszcze, jakich niezwykłych umiejętności potrzeba, żeby to życie ratować. Ilu wyborów trzeba dokonać, jakie dylematy im towarzyszą. Czy matka, czy dziecko?

    Kto ma żyć?



    20 NAJLEPSZYCH ZDJĘĆ PORODÓW 2018 ROKU. KONTROWERSYJNE I PIĘKNE. PRZEŁAMUJĄ TABU?



    Cała ściana w gabinecie profesora pokryta jest zdjęciami i laurkami. Te zdjęcia w zmniejszonej wersji trafiły też do sali, w której profesor leżał przez ostatnie dni swojego życia. Jeszcze słyszę, jak profesor Dębski mi opowiada o swoich pacjentach i dużych, i małych: „O, to jest dziewczynka, tam, patrz, na tym zdjęciu. Malutka. Niedawno skończyła rok. Miała nie żyć. Nowotwór, guz pupki, większy od niej maleńkiej w brzuchu mamy. Operacja jeszcze przed urodzeniem. Udana”.

    Pamiętam, jak mówił do mnie: „Masz już dwie córeczki, miej jeszcze synka. Albo dwóch synków, albo trzech. Ja mam pięciu i jestem szczęśliwy”. Pamiętam, jak zapytałam, czy byłby moim lekarzem prowadzącym ciąże, czy by ze mną rodził. Usłyszałam, że lepiej nie, że on jest przecież od trudnych ciąż i trudnych porodów, od ratowania życia, a u mnie ma być wszystko dobrze.

    Spotykaliśmy się zwykle po 10 rano. Ja zaczynałam pracę, profesor był już po jednej, dwóch albo i trzech operacjach. Jeszcze na korytarzu rozmawiał z pacjentkami, przytulał, uspokajał. Po czym wchodził do gabinetu, padał na fotel, zdejmował swoją lekarską czapeczkę w Spidermany i mówił. A mówił tak, że naprawdę czasami zapierało dech i łzy leciały. Zawsze z tych słów wynikało, że człowiek jest od samego początku. Czyli od kiedy, od którego momentu? Od początku. Od razu jest człowiek. Nie mam żadnych wątpliwości. Człowiek jest wtedy, kiedy... Jest na każdym etapie. Kiedy komórka jajowa łączy się z plemnikiem.

    I zawsze robił wszystko, żeby tego człowieka uratować. Sam o tym nie mówił, dowiedziałam się od dr Dębskiej, że potrafił przerywać urlop, święta, niedzielny obiad, by jechać do szpitala, bo trzeba było jego wiedzy, fachowości, jego doświadczonych chirurgicznych rąk. Wracał z Barcelony w połowie urlopu, bo trzeba było operować pacjentkę, bardzo skomplikowany przypadek. Inni się bali, nie wiedzieli czy podołają. Zoperował. Wrócił na urlop. Pacjentka uratowana. Kiedyś zapytałam, dlaczego nosi tę czapeczkę w Spidermana. – Niech ten dzidziuś, co się zaraz urodzi, zobaczy coś wesołego.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Profesor

    Ewa (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Wspaniały człowiek i lekarz. Profesorze dziękuję. Zawsze w naszej pamięci i sercu !

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 28 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »