18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Prof. Reykowski: SLD nie ma tożsamości, to przyczyna ich porażki

Redakcja
Fot. Polskapresse/Archiwum
- Przyczyny klęski Sojuszu tkwią w tym, że partia ta nie potrafiła trafnie zdefiniować potrzeb ważnych dla niej grup społecznych i ukazać się w ich oczach jako skuteczny reprezentant ich interesów i wartości - mówi prof. Janusz Reykowski w rozmowie z Joanną Miziołek.

"Jest coś z prawdy w pierwszym zdaniu Ewangelii św. Jana »Na początku było słowo«. Trzeba zacząć odbudowę lewicy od idei" - powiedział Pan w jednym z wywiadów? Jakiej idei?
SLD powinien przemyśleć swoją tożsamość ideową. Sojusz jako partia nie wytworzył wyraźnego, lewicowego, ideowego profilu. W znacznym stopniu ulegał dominującemu w Polsce dyskursowi, który można określić jako neoliberalny, mimo że starał się - w różnych czasach z różnymi efektami - wyrażać lewicową perspektywę. Ten neoliberalny sposób myślenia poddawany jest teraz coraz szerszej, coraz poważniejszej krytyce. Jest też przez różne siły społeczne praktycznie kwestionowany. Jeśli SLD chce istnieć na polskiej scenie politycznej jako odrębna partia, to musi znaleźć odpowiedź na pytanie, co ma ważnego do powiedzenia na temat procesów, które zachodzą w tym zmieniającym się świecie. Jak wyobraża sobie zmiany w sposobie prowadzenia polityki gospodarczej i społecznej, jak mają być kształtowane społeczne stosunki. To są niełatwe pytania i samym politykom trudno będzie znaleźć na nie odpowiedź. Dlatego partia, która ma ambicje być polityczną reprezentacją lewicy, musi utrzymywać silną więź ze środowiskami intelektualnymi, musi popierać lewicowe ruchy umysłowe. To w tych środowiskach może rodzić się nowy sposób spojrzenia na współczesną rzeczywistość, nowy obraz przyszłości. Dlatego uważam, że SLD, myśląc o nowej definicji swojej tożsamości, powinien poszukiwać jej w dialogu z lewicowymi środowiskami intelektualnymi.

Czytaj także: Miller: Odpowiedzialność za wybory ponosi kierownictwo partii

Na przykład z "Krytyką Polityczną"?
Na pewno tak, choć nie tylko. W Polsce jest dość duży potencjał lewicowego myślenia wśród inteligencji, w tym wśród ludzi sztuki i ludzi nauki. Ale środowiska lewicowe uległy rozproszeniu, a dość znaczna ich część wycofała się z życia publicznego wobec odczuwanej dużej przewagi dyskursu prawicowego. Sytuacja obecna stwarza jednak sprzyjające warunki dla mobilizacji intelektualnego potencjału lewicy.

To, co stanowiło siłę PiS, to umiejętność rozpoznania stanu umysłów dużych grup społecznych, które z różnych powodów czuły się pokrzywdzone. Partia ta znalazła sposób nazwania tego stanu umysłów i wymyśliła strategię, która jakoby owemu pokrzywdzeniu będzie mogła zaradzić.

Stąd też pomysł powołania centrum Daszyńskiego, którego szefem został Tomasz Kalita. Czyli jednak polityk.
Nie wiem, jakie centrum SLD tworzy i kto będzie jego kierownikiem. Pani pyta mnie o to, co ja na ten temat myślę, więc o tym mówię. A co się naprawdę stanie, to tego nie wiem. Zresztą swoją opinię przedstawiłem klubowi parlamentarnemu SLD. Na to, jaką drogą on pójdzie, wpływu nie mam.

Jednak omawiany instytut już w tym miesiącu ma się zająć analizą wyborczej porażki. Skąd, Pana zdaniem, ta klęska?
To dłuższa opowieść. Gdyby skondensować ją do dwóch tez, to jedna byłaby o tym, że SLD utraciła znaczną część swego elektoratu tożsamościowego. Każda poważna partia dłużej obecna na scenie politycznej ma swój "elektorat tożsamościowy", czyli osoby, które identyfikują się z daną partią, czują się z nią związani na dobre i na złe. Są dane, które wskazują że Platforma, a także PiS mają wyraźnie ukształtowane te elektoraty. Ich wielkość ocenia się na 16-18 proc.

Czytaj także: Kurski: Chcieliśmy naprawiać, gdy inni szkodzili. PiS przegrał na własną prośbę

To ten twardy elektorat?
Możemy go nazwać twardym, bo są wobec swej partii bardzo lojalni, niczym zapamiętali kibice klubu sportowego. W ich umysłach podział: mój klub - obcy klub, to jedna z istotnych osi organizujących wyobrażenia o świecie społecznym. Lewica też miała swój, nader liczny, tożsamościowy elektorat, tylko że on bardzo stopniał. Nie mamy tu miejsca na opisanie okoliczności, które do tego stopnienia się przyczyniły. Wspomnę tylko, że bardzo wiele zależy od jakości przywództwa. Druga teza na temat przyczyny klęski SLD sprowadza się do stwierdzenia, że partia ta nie potrafiła trafnie zdefiniować potrzeb ważnych dla niej grup społecznych i ukazać się w ich oczach jako skuteczny reprezentant ich interesów i wartości. To, co na przykład w wyborach 2005 r. stanowiło siłę PiS, to umiejętność jej przywództwa, a w szczególności Jarosława Kaczyńskiego, rozpoznania stanu umysłów dużych grup społecznych, które z różnych powodów czuły się pokrzywdzone polityką III RP. Partia ta znalazła sposób nazwania tego stanu umysłów i wymyśliła strategię, która jakoby owemu pokrzywdzeniu będzie mogła zaradzić.
Sojuszowi brak umiejętności przemawiania do ludzi?
SLD kiedyś te umiejętności też posiadał, ale od jakiegoś czasu ma ich już zbyt mało. Trudność sprawia mu nawet konsekwentne zdefiniowanie grup społecznych, do których ma być adresowany program polityczny Sojuszu. Programu takiego nie można sprowadzać do zbioru obietnic wyborczych, z których ma wynikać, że każdemu (prawie) będzie lepiej. Musi to być pewna propozycja rozwiązywania problemów, które nurtują elektorat, i to obietnica formułowana przez ludzi, którzy wzbudzają zaufanie do swych kompetencji i do swej uczciwości.

Czytaj także: SLD potrzebuje ideologii. Zajmie się nią Leszek Miller

Dlaczego SLD nie trafia już do elektoratu socjalnego?
Sojusz próbował dotrzeć do elektoratu socjalnego. Ale niemałą część tego elektoratu potrafił zagospodarować PiS. Choć polityka PiS, kiedy partia ta sprawowała rządy, była w tym obszarze raczej niekonsekwentna, ale przekaz tej partii jest w dużym stopniu do tego elektoratu zwrócony. Jest jednak również inny problem. Chodzi o pewną sprzeczność w sytuacji lewicy. Otóż realizacja celów związanych ze sferą kulturową i realizacja celów związanych ze sferą społeczną mogą sobie przeszkadzać. Grupy, dla których ważne są cele społeczne, bywają, w dużej części, niechętne tym celom, które w sferze kulturowych lewica chciałaby realizować, takie jak na przykład świeckość państwa, prawa mniejszości seksualnych, prawa imigrantów, a nawet w jakimś stopniu prawa kobiet. Zbudowanie programu, który we właściwy sposób potrafiłby połączyć oba nurty, to trudne intelektualne wyzwanie i jak do tej pory lewica nie potrafiła mu sprostać.

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jas wedrowniczek

to zdradzieckie ugrupowanie nie ma miejsca w polskiej rzeczywistosci.Czas najwyzszy wytarcia z powierzchni Polski wszelkich sladow tych wszystkich kwasniewskich,millerow i calej ich parszywej reszty.

S
SLD

Problem w tym, że ukradł im to Palikot!

Dodaj ogłoszenie