reklama

Prof. Michał Kleiber: USA pozostaną liderem świata

RedakcjaZaktualizowano 
Prof. Michał Kleiber
Prof. Michał Kleiber Wojciech Barczyński / Polskapresse
Rola Ameryki na świecie zmieni się w najbliższych latach. Ale dalej będzie ona odgrywała kluczową rolę na globalnej scenie - pisze Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk, były minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządach Leszka Millera i Marka Belki, doradca społeczny prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. kontaktów z nauką.

Wiele osób na całym świecie wychowanych jest w kulcie amerykańskiego sukcesu. Nauczyliśmy się kochać USA za ich siłę stabilizowania sytuacji politycznej w skonfliktowanym świecie, za nieustępliwą walkę w imię demokratycznych swobód, cudowną prostotę życia na amerykańskiej prowincji, życzliwość dla polskiej emigracji w najtrudniejszych czasach naszej historii i wiele innych cech tak typowych dla tego wspaniałego kraju. No właśnie, wspaniałego. Ciągle? Czy mamy prawo dalej za taki uważać kraj, nad którym - jak twierdzi coraz więcej znawców - gromadzą się czarne chmury? Fakty wydają się nieubłagane. Fatalne zachowanie wszechpotężnych amerykańskich banków inwestycyjnych wypuszczających na rynek ryzykowne instrumenty pochodne stało się bezpośrednim powodem światowego kryzysu finansowego, a narastający do niebotycznych rozmiarów dług publiczny zagraża stabilności światowej gospodarki. Obniżka wiarygodności kredytowej USA przez agencję S&P jest faktem, którego nie umniejsza formułowana przez wielu ekspertów krytyka pod adresem samych agencji ratingowych. Amerykańskie PKB rośnie, ale nie jest to wzrost oparty na zdrowych podstawach, jest bowiem głównie skutkiem bezprecedensowego programu wydatków rządowych, zwiększającym i tak wysokie zadłużenie.

Czytaj też:Ameryka mniej biała, ale czynna

Jak to więc naprawdę jest z krajem, który przyzwyczaił nas do zajmowania czołowych miejsc w większości znaczących rankingów osiągnięć gospodarczych i cywilizacyjnych? USA zajmują dzisiaj 22. miejsce na świecie pod względem dostępności szerokopasmowego internetu i 72. pod względem nasycenia ludności telefonią komórkową. Ponad 50 proc. patentów przyznanych w USA dotyczy firm zagranicznych, spośród 10 firm najczęściej patentujących w USA tylko cztery są amerykańskie. Spośród 6 tys. dostawców największej amerykańskiej sieci supermarketów Wal-Mart aż 5 tys. to firmy chińskie. Chińska firma Hon Hai Precision Industry Co., produkująca sprzęt komputerowy, zatrudnia więcej pracowników niż Apple, Dell, Microsoft i Intel łącznie, a zatrudnienie w tym sektorze jest obecnie w USA mniejsze, niż było w roku pojawienia się pierwszego komputera osobistego w 1975 r. Kraj ten sklasyfikowano niedawno na 40. miejscu w świecie pod względem tempa wzrostu bazującej na innowacyjności konkurencyjności gospodarki. Przez ostatnie 15 lat produkcja ogniw fotowoltaicznych spadła w USA z 40 proc. produkcji światowej do grubo poniżej 10 proc. - w tym samym okresie światowa produkcja tych ogniw wzrosła prawie stukrotnie. Bilans handlowy USA wykazuje deficyt na poziomie 400 mld dol. - dla porównania w Chinach jest 200 mld dol. nadwyżki handlowej.

Potęga USA w przeszłości jest barierą blokującą zmiany w kraju. Ameryka stała się zaściankowa. Ale jej zdolność do znajdowania skutecznych rozwiązań zawsze była imponująca

Czytaj też:Jeśli chcemy miłości Ameryki, jak najwięcej zajmujmy się Polską

Spójrzmy gdzie indziej. Może lepiej jest ze szkolnictwem wyższym i badaniami naukowymi? Niestety, chyba też nie jest lepiej. Już dekadę temu liczba obcokrajowców studiujących w USA nauki ścisłe i techniczne przekroczyła połowę wszystkich studiujących, Amerykanie zajmują 27. miejsce w świecie pod względem odsetka osób studiujących te kierunki , wśród absolwentów uczelni amerykańskich jest więcej specjalistów w zakresie sztuki niż inżynierów. Niespłacone kredyty zaciągane przez amerykańskich studentów na uczelniane czesne wynoszą prawie 650 mld dol. Sukcesy Silicon Valley nie zaczęły się pół wieku temu przypadkiem - stan Kalifornia wydawał wtedy 18 proc. swego budżetu na wspomaganie systemu edukacji. Dzisiaj jest to dwa razy mniej - i znacznie mniej niż wydatki na kalifornijskie więzienia!

Czytaj też:Miliarder Warren Buffett: Najbogatsi Amerykanie powinni płacić wyższe podatki

Może lepiej będzie z finansowaniem badań? Też wiele niedobrych wiadomości. Odsetek PKB przeznaczany na badania w zakresie szeroko rozumianej fizyki zmniejszył się w okresie ostatnich 40 lat o ponad 50 proc. Modna i ważna jest ostatnio energetyka, ale tu też nie jest dobrze. W okresie ostatnich trzech dekad środki publiczne wydawane na ten cel zmalały realnie o ponad 50 proc., a środki prywatne o ponad 70 proc. Na dodatek znakomite uniwersytety, w końcu ostoja amerykańskiej cywilizacji, znalazły się ostatnio w niespodziewanych, często poważnych kłopotach finansowych. Jeśli dodamy do tego na koniec, iż zgodnie z danymi OECD USA zajmują 24. miejsce wśród 30 najbogatszych krajów pod względem spodziewanej długości życia w chwili urodzenia, to otrzymujemy niewesoły obraz przyszłości Stanów Zjednoczonych.
Czas na katastroficzne konkluzje? Nie tak prędko. Powyższe dane, choć niewątpliwie znaczące, są jednak wyrywkowe. USA udowodniły wielokrotnie, że potrafią uczyć się na błędach. Taki efekt miały ponure doświadczenia z wojny wietnamskiej, kryzys zaufania społecznego z okresu prezydentury Nixona czy dramatyczny wyścig zbrojeń z epoki Reagana - wszystkie owocowały wzmocnieniem swobód demokratycznych i racjonalnego kapitalizmu oraz rozkwitem innowacyjnej gospodarki. Sprzyja takiemu odnawianiu się pogrążonego w kłopotach państwa jego konstytucja, całe ustawodawstwo i system administrowania, których kręgosłupem nie jest (jak w UE) bezproduktywne określanie powiązań w ramach systemu administracji, a nacisk na regulowanie relacji między obywatelem a państwem, w tym wyznaczanie granic władzy. Obniżony rating będzie Amerykanów drogo kosztował, ale w dłuższej perspektywie dużo ważniejsze będą wyniki gospodarcze i sentymenty rynkowe - dla inwestorów finansowych nie ma dzisiaj sensownej alternatywy dla dolara i amerykańskich papierów skarbowych.

Czytaj też:Miliarder Warren Buffett: Najbogatsi Amerykanie powinni płacić wyższe podatki

Rola Ameryki w świecie będzie jednak w przyszłości inna niż dotychczas. Nawet jeśli globalne znaczenie Chin i Unii będzie rosło, nawet jeśli zwiększać się będzie rola potęg regionalnych, nie należy wątpić, że Stany Zjednoczone pozostaną światowym liderem - choć nie tak dominującym jak dotychczas. Co pozwala czy wręcz nakazuje w to wierzyć? Wielkość amerykańskiej gospodarki będzie dominować na świecie jeszcze przez wiele lat. Dla przykładu, przy średnim wzroście gospodarczym na poziomie 3 proc. rocznie, PKB w USA osiągnie w roku 2030 wartość 30 bln dol. (wobec około 15 bln dol. w roku 2009). Chiny, aby zbliżyć się za 20 lat do tego, startując z poziomu około 5 bln dol. w roku 2009, musiałyby rozwijać się w tempie minimum 11 proc. rocznie, tj. szybciej niż 9 proc. przez ostatnie lata. Wydaje się to mało realne. Trzeba przy tym pamiętać, że nawet gdyby tak się stało, PKB na głowę będzie w Chinach czterokrotnie mniejszy niż w USA. Jest także jasne, że gospodarcza pozycja USA wspierana jest przez militarną potęgę tego kraju, który jeszcze przez bardzo wiele lat pozostanie jedynym krajem na świecie zdolnym do interweniowania praktycznie w każdym zakątku globu.

Czytaj też:Jeśli chcemy miłości Ameryki, jak najwięcej zajmujmy się Polską

Stany Zjednoczone są ciągle niezmiernie bogate i atrakcyjne do życia - z 19 tys. lotnisk dla prywatnych samolotów, prywatnymi basenami o powierzchni bliskiej powierzchni Morza Śródziemnego i niezwykle rozbudowaną infrastrukturą mieszkaniową, oferującą przy danym poziomie zarobków komfort życia nieporównywalny z żadnym innym krajem, zapewniając przy okazji tak ważną dla gospodarki społeczną mobilność. USA ciągle mają ponad 30-procentowy udział w światowym finansowaniu badań i rozwoju, prawie trzykrotnie więcej niż Chiny i więcej niż cała Unia (która ma populację większą o 40 proc.!). W USA pracuje przeszło 70 proc. żyjących laureatów Nagrody Nobla, tam też znajduje się 17 z 20 najlepszych na świecie uczelni. Dopóki inne kraje (Chiny, Unia Europejska?) nie będą potrafiły przyciągnąć na swoje uniwersytety najzdolniejszych studentów z całego świata, szanse tych krajów na doścignięcie innowacyjnej gospodarki amerykańskiej są znikome. Edukacyjny "import" wzbogaca Stany Zjednoczone o 200 mld dol. rocznie, sumę generowaną przez absolwentów pochodzących spoza USA i decydujących się na podjęcie pracy w tym kraju. Siła amerykańskiego sektora nowych technologii, będącego kręgosłupem współczesnej gospodarki, jest - mimo wspomnianych kłopotów - niezrównana. A łatwość funkcjonowania biznesu pozostaje bezprzykładna.

Czytaj też:meryka mniej biała, ale czynna

USA są także ciągle zdecydowanym liderem na rynku rozrywki i kultury, co jest udowodnionym, silnym czynnikiem pobudzającym społeczną aktywność i stymulującym rozwój gospodarczy. Ameryka to też niezrównany mistrz w kreowaniu światowych marek produktowych, co jest ważnym elementem współczesnej gospodarczej konkurencyjności. Czy jakikolwiek kraj będzie w stanie w najbliższych dekadach wypromować marki na miarę Coca-Coli, Nike, McDonalds, Xerox, Citigroup, Intela, Microsftu czy Google? A marki, czy ogólniej tzw. aktywa niematerialne, mają coraz większy udział w wycenie firm. Nic nie wskazuje, że amerykańska dominacja w tym zakresie będzie się zmniejszać.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie