Prof. Marcin Król: Mochnackiego nie pożyczyłbym nikomu

Redakcja
Prof. Marcin Król zwierza się Katarzynie Żyszkiewicz ze swej namiętności do książek

Którą książkę z dzieciństwa darzy Pan największym sentymentem?
W dzieciństwie uwielbiałem wręcz "Doktora Dolittle" Loftinga. Przeczytałem całą olbrzymią serię. Bardzo ważne są dla mnie także książki, które dostałem od swojego ojca chrzestnego, Józefa Rybickiego, który był między innymi członkiem KOR-u. Zostawił mi około dwustu potwornie wręcz antykomunistycznych książek dla dzieci. Była w nich na przykład historia Antoniego Ossendowskiego o harcerzach, którzy mordowali bolszewików. Można powiedzieć, że te książki bardzo dobrze nastawiły mnie do realnego życia.

Która z lektur najmocniej wpłynęła na Pana światopogląd?

Naturalnie Marcel Proust. I oczywiście Albert Camus. Prousta czytałem, gdy miałem najwyżej trzynaście czy czternaście lat. Nie jestem dziś w stanie powiedzieć, ile wówczas z nich rozumiałem, ale już wtedy były to dla mnie książki bardzo ważne. To właśnie te lektury formowały moje wyobrażenia, poglądy humanistyczne i później filozoficzne. Może się wydawać, że są to książki trudne dla młodego człowieka, ale wtedy nauka szkolna trwała jedenaście, nie dwanaście lat, więc jako siedemnastolatek ukończyłem szkołę i poszedłem na studia.

Do jakiej książki najbardziej lubi Pan wracać?
Przyznam się pani, że lubię, tak przy śniadaniu, wracać do "Szwejka", którego po prostu ubóstwiam. To taka bardzo żartobliwa książka. Wielokrotnie w życiu wracałem także do głównych powieści Tomasza Manna, choćby "Doktora Faustusa".

Na bezludną wyspę zabrałby Pan...

na pewno "Próby" Montaigne'a. Tak, właśnie tę książkę zabrałbym na bezludną wyspę, po pierwsze dlatego, że ma trzy tomy, więc jest co czytać. Po drugie, można ją czytać kilkakrotnie i zawsze znajdzie się coś nowego, błyskotliwie inteligentnego. Poza tym bardzo trudno czytać ją jednym tchem. Bo nie jest to książka do przeczytania w ciągu trzech wieczorów, lecz raczej fragmentami. I dlatego właśnie jest genialna, bo zawsze znajdzie się w niej coś pobudzającego do myślenia. A co innego, chyba się pani zgodzi, można robić na bezludnej wyspie, jak nie myśleć właśnie?

Czy ma Pan w swoim księgozbiorze taką pozycję, której nigdy nikomu Pan nie pożyczył i nie pożyczy?
Takich książek jest wiele. Są to w większości pozycje, które nabyłem trzydzieści, czterdzieści lat temu, korzystając z tego, że w wielu ówczesnych antykwariatach można było kupić za niewielkie pieniądze dziewiętnastowieczne wydania różnych interesujących mnie książek. Przyznam się, że mam w posiadaniu między innymi pierwsze wydanie "Powstania narodu polskiego" Maurycego Mochnackiego, którego na pewno nigdy nikomu nie pożyczę.

Jaką książkę poleciłby Pan młodym ludziom?
Myślę, że "Buddenbrooków" Tomasza Manna. To jest książka o końcu pewnego świata, choć oczywiście przesiąknięta nadzieją na początek nowego. My przecież także przeżywamy dzisiaj koniec pewnego świata, i to wcale nie tak zupełnie odmienny.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie