Prof. Katarzyna Popiołek: Kiedyś był inny rytm życia. Dziś przez całą dobę chcemy być wszędzie

Anita Czupryn
Jaroslaw Jakubczak
Im jesteśmy starsi, tym więcej mamy przyzwyczajeń, tym mniej rzeczy nas zaskakuje. W kółko doświadczamy powtarzalności zdarzeń. Kiedy coś staje się rutynowe i powtarzalne, niewiele przeżywamy. Dlatego czas mija jak z bicza trzasnął - mówi prof. Katarzyna Popiołek.

Ucieszyło panią, że Parlament Europejski przegłosował w końcu zniesienie zmiany czasu?
Mówiąc szczerze, myślałam, że w ten weekend przesuwamy zegarki ostatni raz.

Nie tak szybko, jak powiada pewna piosenka. Jeszcze przez dwa lata będziemy przesuwać zegarki z czasu zimowego na letni i odwrotnie. Na dodatek ostatecznie to rządy poszczególnych krajów zdecydują, jak to będzie.
Myślę, że bierze się to stąd, że kolejne kraje będą liczyć, jak to wpłynie na ich ekonomię, funkcjonowanie gospodarki czy instytucji, jakie będą zyski, jakie straty i że każdy kraj widzi to trochę inaczej. Tylko koszty ludzkie, jak zwykle, liczą się najmniej. A one są. Człowiek przyjmuje pewien rytuał funkcjonowania w czasie, nawyka do określonego trybu. Jak nawyka do wstawania o określonej porze, to na początku mu trudno, ale potem się przyzwyczaja. A jak już do tego nawykł, to znów mu się zmienia czas.

A jakby tego było mało, to każdy z nas inaczej postrzega czas. Po sobie widzę, jak zmienia mi się poczucie czasu, im jestem starsza. Kiedy byłam dzieckiem, nie mogłam się doczekać dnia urodzin. Dziś z przerażeniem patrzę na to, jak szybko spadają kartki z kalendarza i że do kolejnych urodzin coraz bliżej.
Zwrócił na to uwagę Tomasz Mann w „Czarodziejskiej górze”.

W książce czas płynie jeszcze inaczej.
Jeśli się dokładnie czytało tę książkę, to się wie, że jest w niej całe kompendium wiedzy o czasie. Mann tłumaczy, że im jesteśmy starsi, tym szybciej nam upływa czas. Zwrócił uwagę, że kiedy oceniamy długość czasu, najczęściej robimy to ex post, czyli z pewnego dystansu. Jeśli w danym czasie było bardzo dużo wydarzeń, jedno goniło drugie, to ten czas upłynął nam bardzo szybko. Ale kiedy patrzymy na niego z dystansu, to wydaje się nam dłuższy właśnie dlatego, że tak strasznie dużo się w nim wydarzyło, i to zupełnie nowych, porywających, angażujących nas rzeczy. Kiedy zaś na coś czekamy, kiedy ogarnia nas pustka, to ten czas, w momencie przeżywania go, wydłuża nam się bardzo. Kiedy zaś patrzymy na to z dystansu, to mamy wrażenie, że to był bardzo krótki odcinek, nic się w nim nie działo i właściwie nie mamy co wspominać. Ot, przeminęło z wiatrem.

Minęło jak z bicza trzasnął.
Albo jak jeden dzień. Dlaczego tak się dzieje? Kiedy jesteśmy dziećmi, potem młodzi, to co chwilę coś nas zaskakuje, coś jest nowe - coś nowego przeżywmy, coś nowego dostrzegamy, wszystko nas pobudza, dużo w tym czasie się dzieje. Czujemy, że tyle tego! Czujemy czasu bieg i to, że w tym biegu coś przeżyliśmy. Im jesteśmy starsi, tym więcej mamy przyzwyczajeń, tym więcej znajomości pewnych rzeczy, tym mniej rzeczy nas zaskakuje. Dlatego mamy wrażenie, że tydzień za tygodniem bezbarwnie leci, bo w kółko doświadczamy powtarzalności pewnych zdarzeń. Kiedy coś staje się rutynowe i powtarzalne, niewiele przeżywamy. Dlatego ten czas mija jak z bicza trzasnął.

CZYTAJ TAKŻE: Zmiana czasu 2019. Europosłowie zdecydowali. To koniec ze zmianą czasu!

Kiedy wyjeżdżam na urlop, albo choć na weekend, obiecuję sobie, że nie zmarnuję ani chwili, wykorzystam każdą minutę na mnóstwo nowych zajęć i nowych doświadczeń. Wtedy dopiero czas pędzi jak szalony.
Owszem, ale w momencie, kiedy będzie pani ten czas wspominać, to poczuje, jak wiele się wydarzyło. To był kawałek fajnego życia. Gdyby to były trzy dni nudy, mówiłaby pani: „Jezu, ale się wynudziłam. Minęło i nic nie zostało”. Tymczasem ważny jest ślad, który zostaje w naszej pamięci. Czasem zastanawiam się: „Co się wydarzyło od ostatniego poniedziałku do tego poniedziałku? Nic nie pamiętam”. Czyli wszystko było, jak było: tu zajęcia, tam senat, dzień za dniem znika. A czasem znowu tyle się dzieje - ktoś przyjechał, coś się wydarzyło, obejrzałam wspaniały spektakl. I wtedy mam poczucie, że ten czas rzeczywiście był. Że mi nie uciekł.

Wiele mam momentów, kiedy chciałabym zawołać słynnym zdaniem z „Fausta” Goethego: „Trwaj chwilo, jesteś taka piękna”. Powstrzymuje mnie to, co na ten temat mówiła pani profesor Maria Janion - że powtórzyła te słowa tylko raz i więcej nie zrobi, bo powiedziane w nieodpowiednim momencie stały się klątwą. A nieraz tak by się chciało zatrzymać czas.
Można go zatrzymać wspomnieniami. I nie przerywać takich chwil, kiedy mamy poczucie, że one się właśnie wydarzają. Amerykański psycholog Abraham Maslow nazywał je przeżyciami mistycznymi: dzieje się coś, co czujemy jako niezwykłe, fantastyczne; mamy poczucie odlotu, jakbyśmy się na chwile oderwali od ziemi, od tego ciężaru, który trzyma nam nogi. Jeśli tylko to jest możliwe, to nie przerywajmy tego stanu. A potem sobie go uprzytomnijmy. To bardzo ważne, bo my czasami przegapiamy te momenty. Warto więc w danej chwili powiedzieć: „To jest cudowne, niech trwa”, a kiedy się skończy, dodać: „Będę to pamiętać przez całe życie”. Tylko w ten sposób możemy zatrzymać czas - zatrzymując go w naszej pamięci i zatrzymując to uczucie, jakie w nas wtedy było. To próba sprawienia, aby czas był po naszej stronie. Często jednak gubimy takie momenty właśnie dlatego, że nie próbujemy ich świadomie uchwycić. Jeśli jesteśmy szczęśliwi, spróbujmy sobie to uświadomić: „W tej chwili jestem szczęśliwy”.

W tej chwili problemy nie istnieją.
Tak. I w tej chwili ten moment zostaje zapisany w naszej pamięci, głębiej się w niej odciska i z nami zostaje. Już nie ucieknie. To jest ten kawałek życia, który udało nam się uchwycić.

Ludzie starsi, nawet jeśli w ich życiu dużo się dzieje, mówią, że im czas mknie w straszliwym pędzie. To tylko takie wrażenie, tylko tak im się wydaje, czy naprawdę jest coś na rzeczy, że w starszym wieku odczuwamy, że wszechświat przyspiesza?
To jest ten mechanizm, który wskazał Tomasz Mann. Ludziom starszym dni się zlewają. Proszę sobie przypomnieć, jak kiedyś dzieliliśmy nasze życie. Dzieliliśmy je klasami: pierwsza klasa, druga klasa, trzecia. Albo: podstawówka, średnia szkoła, uniwersytet. Albo: życie przed ślubem i życie po ślubie. Określaliśmy wyraźne punkty graniczne. Kiedy ich zabraknie, to pewnych zdarzeń nie potrafimy ulokować w czasie. Zastanawiamy się wtedy: „Kiedy to było?”.

Parlament Europejski zdecydował. Od 2021 roku koniec ze zmianą czasu

AIP/x-news

Nie potrafię powiedzieć, czy to było dwa dni temu, dwa tygodnie temu czy dwa miesiące temu. Właśnie dlatego, że tak dużo się w moim życiu dzieje.
Dużo się dzieje, ale widocznie nic takiego, co by pani uchwyciła, żeby się stało tym punktem granicznym: przed spotkaniem z kimś - po spotkaniu. Przed zrozumieniem czegoś - po zrozumieniu. Przed przeżyciem czegoś - po przeżyciu czegoś. Przed urodzeniem dziecka - po urodzeniu dziecka. To są te chwile, które pomagają nam w jakiś sposób układać, wyraziście strukturować czas. A kiedy jesteśmy w momencie apogeum kariery, to jest jeszcze jeden mechanizm, który nas niszczy, jeśli chodzi o odczuwanie czasu. To presja czasu. Ona powoduje, że człowiek nie żyje w czasie bieżącym, tylko stale myśli: „Za chwilę muszę to, potem muszę tamto”. Czyli żyje w stałej ucieczce od tego czasu ku chwili następnej. Ale w tej chwili przecież jeszcze nas tam nie ma! W bieżącej już nie jesteśmy, bo myślimy o następnej. W ten sposób funkcjonujemy w jakimś nieistniejącym międzyczasie. Można by rzec, że żyjemy na niby, zubożając samego siebie.

Wszystko przez to, że żyjemy w wariackim tempie.
Tak! Nastąpiło straszliwe przyspieszenie życia. Mamy nowe technologie, nowy rytm życia. Dawne społeczności miały inny rytm: w dzień się pracowało, w nocy się spało. Teraz mamy układ 7 razy 24. Przez 24 godziny i 7 dni w tygodniu chcemy być wszędzie. Świat żyje przez 24 godziny na okrągło i my chcemy brać w tym udział. Angażuje nas w to też internet. Mamy poczucie, że jeśli w jakimś momencie nie będziemy obecni, nie będziemy brali udziału w tym maratonie toczącym się przez pełne 7 dni bez wytchnienia, to możemy coś utracić, to coś nas omija, czegoś się nie dowiedzieliśmy i jesteśmy w pewien sposób wykluczeni z tego kawałka, w którym nie uczestniczyliśmy. To powoduje, że mamy absolutnie zakłócony rytm aktywności i wypoczynku. I to nas wykańcza.

CZYTAJ TAKŻE: Zmiana czasu 2019. Polacy za wprowadzeniem jednego czasu. MPiT: Zmiana czasu nie daje żadnych oszczędności

Czuję się wykończona, ale myślę: „Dlaczego moja doba nie może trwać 48 godzin? Może wtedy bym zdążyła z tą robotą”.
A gdyby miała 48 godzin, to pani chciałaby, żeby miała 72 godziny, bo jest tyle rzeczy, którymi można by wypełnić te godziny.

I to już byłoby prawdziwe wariactwo. Wrócę do tego, co nazwała pani strukturyzowaniem naszego czasu, bo wydaje mi się, że te momenty graniczne, które pomagają nam ten czas poukładać, to były wszystkie te rzeczy, które wydarzyły nam się po raz pierwszy.
Tak jest. I dlatego dzieciństwo i młodość tak strasznie bogate są w te momenty graniczne. Pierwsza wizyta u babci! Takie drobiazgi stają się ważnymi wydarzeniami. A teraz? Jakakolwiek wizyta by była, może pani być nawet u premiera i pani o niej zapomni, bo toczy się to w ramach pani pracy. To, co się wydarza po raz pierwszy, co jest odkryciem, co nas pobudza, zaskakuje, rozwija, coś, czego jeszcze nie było i czego jesteśmy świadomi - to wszystko zapamiętamy.

Jak żyć, aby te pierwsze rzeczy wydarzały nam się przez całe życie? Abyśmy przeżywali coś tak, jak za pierwszym razem. To możliwe?
To się nazywa świeżość przeżyć. Nie poddawać się zniechęceniu, nie mówić: „Wszystko już było”, „Co mi tam nowego powiedzą”. Są ludzie, którzy ciągle są zainteresowani innymi. A są też tacy, którzy mówią: „I co on mi nowego powie, przecież żyję tyle lat, wszystko już wiem; pewnie będzie nudził”. Taki człowiek o wiele mniej się dowie od innej osoby niż ten, który myśli: „Rany boskie, nowa osoba! Ciekawe, co przyniesie, ciekawe, co da. Może to będzie wielkie wydarzenie”.

Wniosek z tego, że postrzeganie czasu zależy od rodzaju naszej osobowości, od naszego charakteru.
Zależy. Warto zachować świeżość i otwartość na nowe wydarzenia - to ważna rzecz. Podobnie jak odwaga na przyjmowanie zmian; nieunikanie zmian, ale wychodzenie ku nim.

Jak najpełniej wykorzystywać czas, jaki mamy?
Czas jest niewidzialnym dyrygentem życia, ale możemy podyrygować wraz z nim. Nie pozwólmy, żeby był niewidzialny i żeby dyrygował bez naszej świadomości.

Przy rytmie życia 7 razy 24? Jak wyzwolić się spod tej szalonej presji? Jak wyzwolić się też spod presji czasu zegarowego - bo wciąż patrzymy na zegarek; mam wrażenie, że dziś zegary są wszędzie.
Ponieważ zegar stał się narzędziem terroru i ten terror jest wszędzie. Czy w szkołach naprawdę muszą być przerwy po 45-minutowych lekcjach? Czy nie mogłoby być tak, że jak dzieje się coś ciekawego, to dalej pracujemy z dziećmi? Nie, musi być dzwonek na przerwę! A potem znów dzwonek na lekcję. Nowoczesna edukacja próbuje z tym walczyć - nie tnijmy dzieciom życia na czterdziestopięciominutówki! Ale nie. Nauczyliśmy się tego zegarkowego terroru i mu ulegamy. W rzeczywistości jednak mamy więcej kontroli nad czasem, niż nam się wydaje. Ktoś mówi: „Nie mam czasu czytać książek”, ale marnuje czas na oglądanie telewizji, jakichś głupot, których się nie da oglądać, ale ogląda i traci czas.

Albo siedzi na Facebooku. Tylko co dla współczesnego człowieka oznacza zwrot „zmarnowany czas”?
To czas, w którym czuliśmy, że niczego dobrego, niczego sensownego w tym czasie nie robiliśmy; że to czas, który zabijaliśmy i on też nas zabija.

Parlament Europejski zdecydował. Od 2021 roku koniec ze zmianą czasu

AIP/x-news

Nie jest to czas, w którym nie zarabiamy pieniędzy?
To zależy od tego, jak traktujemy czas. Albo wolny czas prywatyzujemy, czyli staramy się, aby on był tylko nasz, żeby w tym prywatnym czasie czuć, że to, co robimy, sprawia nam radość, przyjemność, rozwija nas, że czujemy się sobą. Albo go komercjalizujemy. I my dzisiaj nadmiernie komercjalizujemy czas. Mam wolne dwie godzinki? To sobie dorobię. Bywa też tak, że czas uspołeczniamy, mówiąc: „Mam wolną chwilę, to teraz zrobię coś dla innych albo coś wspólnie z innymi podziałam”.

To by było piękne! Jak byłam mała i mieszkałam na wsi, w mojej rodzinie był jeszcze inny stosunek do czasu. Czas na wsi był narzędziem do bycia produktywnym. Nie marnowało się go na coś, co nie było konkretnie pożyteczne. Kiedy więc biegałam, trenując do zawodów sportowych, mój ojciec zawołał mnie i powiedział: „Co tak biegasz bez sensu? Weź worek i pobiegnij na pole po buraki dla krowy. Niech będzie z tego jakiś pożytek”.
(Śmiech). To jest już pragmatyzm maksymalny, prawda?

No tak. Przypominam sobie ten moment często, zwłaszcza ostatnio, kiedy jadę tramwajem 10 kilometrów z jednego miejsca Warszawy w drugie, by w siłowni, na bieżni, pobiegać 5 kilometrów. Wtedy dopiero łapie mnie poczucie bezsensu (śmiech).
Czas, w którym, jak to się mówi, nic nie robimy, wcale nie musi być czasem straconym. Jeśli żyję uważnie, to oznacza, że skupiam się na tym, co się ze mną dzieje, co dzieje się wokół mnie. Wtedy nie pozwalam przeciekać dniom przez sito niemocy; nie siedzę i nie mówię, że nic mi się nie chce, że nie wiem, co bym chciała. To moment, w którym nic nie robię, ale czuję, że odpoczywam, że mózg mi się czyści, że otwieram się na doznania, na które do tej pory byłam zamknięta. Czy uwierzy mi pani, że raz przegapiłam wiosnę? Żyłam tak nieuważnie, tylko pracowałam - miałam do wykonania zadanie za zadaniem. Zanim się obejrzałam, minęły trzy miesiące.

Też mi się to parę razy zdarzyło. Nie zdążyłam zauważyć, że zakwitły jabłonie, a one już zdążyły przekwitnąć.
Pozwalamy sobie na to, aby ten kierat kręcił się coraz szybciej. Przecież jak miałam lat dwadzieścia i studiowałam, też miałam dużo zajęć. Ale był czas na zabawę, na spotkania, na rozmowy, na przeżywanie miłości. A potem zaprzęgłam się w kierat, bo pieniądze są potrzebne. I skomercjalizowałam sobie życie. Pewnie bym się skomercjalizowała na amen, gdyby nie przyjaciele. Zdaliśmy sobie sprawę, że żyjemy w kieracie i postanowiliśmy żyć uważniej. Staramy się spotykać, rozmawiać i czuć te przyjemne momenty odlotu. Zdarzyło nam się raz pojechać do Rzymu. Późno wstaliśmy, poszliśmy na szybkie śniadanie na Piazza di Navona, zaplanowaliśmy, że potem będziemy zwiedzali Villa Borghese, potem pójdziemy w inne miejsce, potem w kolejne… Ale świeciło słońce, patrzyliśmy, jak kładą się cienie na rzeźbach. Zapatrzyliśmy się, zagapiliśmy. Trochę rozmawialiśmy, trochę milczeliśmy. Okazało się, że to krótkie śniadanko trwało do piątej po południu. Od godziny 11 do 17 nikt z nas nie przerwał tej chwili. Owszem, byliśmy na wyjeździe, nie goniła nas praca, mogliśmy sobie na to pozwolić. Ale pozwoliliśmy sobie też przeżywać, nie tylko zwiedzać. Pozwoliliśmy sobie poczuć czas.

Celebrować chwilę.
Właśnie! Wszyscy to pamiętamy i staramy się, aby takich momentów było więcej.

A ja, kiedy w wannie leżę dłużej niż 5 minut, to myślę: „O Boże, nic nie robię, ale jestem leniwa” i napadają mnie wyrzuty sumienia, bo przecież mam tyle roboty.
Nie wolno sobie tego wyrzucać! Marnuje pani to, co zyskała. Krystian Lupa, którego uwielbiam jako reżysera, mówił, że czasem ma takie momenty, kiedy przez trzy dni leży i patrzy w ścianę. I nie wynika to z depresji, tylko odpręża się po tym, co było, i nabiera siły na coś nowego. To jest cudowne nicnierobienie.

Dla jednego carpe diem - życie chwilą będzie oznaką nieodpowiedzialności. Dla drugiego - ktoś, kto jest nastawiony bardziej na przyszłość, na jej planowanie, będzie się jawił niczym niewolnik. Okazuje się, że każdy z nas może inaczej postrzegać czas.
Ludzie bardzo się pod tym względem różnią, co pokazały też badania, jakie przeprowadzaliśmy, dzieląc czas na czas życia codziennego i na czas życia. To niejako dwa porządki czasowe, w których człowiek żyje. W perspektywie czasu życia codziennego patrzymy, jak żyjemy w odcinku dnia i nocy i co potrafimy uchwycić. Możemy przyjrzeć się, w jakim tempie żyjemy. W jakim tempie upływają nam te dni, czy mamy kontrolę nad tym, co z nami się dzieje, czy potrafimy planować, czy dni są urozmaicone, czy bardziej monotonne, wypełnione zdarzeniami czy pełne pustki. Słowem, możemy postrzegać ten czas codzienny i być go świadomym. Akceptować bądź chcieć zwolnić. Ważne, aby to tempo, urozmaicenie, sposób wypełniania czasu było zgodne z naszymi preferencjami na tyle, na ile to możliwe. Żebyśmy mieli poczucie, że wpływamy na gospodarowanie naszym czasem, że jest on efektywny, przynosi nam radość, rozwój, dobro, jakie czynimy. Drugi czas - czas życia percypujemy zupełnie inaczej, oceny dokonujemy nie w interwale 24 godzin, tylko w dużych interwałach: przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Jedni sięgają daleko w przeszłość, inni mniej, jedni są bardziej nastawieni na przyszłość, inni bardziej na teraźniejszość. Ale, krótko mówiąc, oscylujemy w tych trzech aspektach czasowych i na ich podstawie oceniamy, jak ten czas życia nam upływa: czy był stracony, czy wykorzystany, czy mamy jeszcze jakieś zasoby czasowe? Czy już uważamy, że życie nam się skończyło, wszystkie rozdania już poszły, nic nie zrobimy, nic w perspektywie nie widzimy? Czy nas czas zniszczył, czy rozwinął? Przyznam pani, że ja, im jestem starsza, tym bardziej czuję, że czas zmienia mnie na korzyść, że działa na mnie konstruktywnie. Ale są ludzie, którzy uważają, że czas ich zniszczył.

Żyjąc, tracimy życie - znów się powołam na panią profesor Marię Janion i książkę, którą napisała.
Zgadza się, ale to już jest coś innego. To ujęcie filozoficzne.

I mało pozytywne.
Mało pozytywne, ale to jest też fakt biologiczny. Natomiast psychologicznie możemy odbierać to zupełnie inaczej. Mogę pomyśleć: „Boże, jakimi ja głupotami martwiłam się w przeszłości. Pozwalałam sobie być nieszczęśliwa z bzdurnych powodów. Albo pozwalałam komuś, żeby mnie unieszczęśliwiał”. Teraz widzę to w inny sposób, teraz mogę iść przez życie pogodniej. Teraz nie pozwalam, by inni tak dalece kształtowali moje życie. Dobrze by było, żebyśmy sami byli dyrygentami naszego czasu życia. Czas jest materią życia i życie upływa nam wraz z nim, ale nie zawsze to czujemy. Tak jak nie czujemy tego, że mamy nogę czy rękę, póki nas nie zaboli. Mam kolegę, który bardzo chciał być reżyserem. Ale decyzję o skończeniu reżyserskich studiów odkładał, bo miał ciągle coś innego do zrobienia. I miał poczucie, że przed nim jest morze czasu. Mając lat pięćdziesiąt parę, nagle zorientował się, że już jest późno, że już tego czasu nie ma. A wcześniej nie zauważył, że ten czas upływa.

To, w jaki sposób odczuwamy czas, wpływa też na nasze wybory. Na przykład przy kupowaniu auta. Człowiek skupiony na przeszłości będzie przypominał sobie, jakimi jeździł, które były dobre. Skupiony na teraźniejszości kupi auto, które sprawi mu przyjemność. A skupiony na przyszłości będzie myślał, żeby to auto było ekonomiczne.
Fascynującą książkę na ten temat napisał znany psycholog Philip Zimbardo, zwracając uwagę, że przeszłość źle czy dobrze wspominana również nas kształtuje. Teraźniejszość też może być przeżywana na różne sposoby. Przyszłość też będzie różna w zależności od tego, jak ją będziemy widzieć: może być przyszłość, której się boimy, a może być taka, którą radośnie przed sobą widzimy.

Jeśli więc spróbujemy zmienić nasz sposób postrzegania czasu, to zapanujemy nad nim?
Musimy zobaczyć, jak my się w tym swoim czasie czujemy. Czy mam poczucie, że ten mój czas należy do mnie, czy oddałem go w zawiadywanie innym? Jeśli tak jest, to trzeba coś z tym zrobić. Może trzeba zwolnić. Może czas żyć uważniej.

Parlament Europejski zdecydował. Od 2021 roku koniec ze zmianą czasu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie