Prof. Gadacz: W każdej religii chodzi o to samo, ale ich wielość nie jest pomyłką

Redakcja
Prof. Tadeusz Gadacz
Prof. Tadeusz Gadacz FOT. ANDRZEJ BANAS / POLSKAPRESSE GAZETA KRAKOWSKA
- Toczy się teraz ogromna dyskusja o tym, czy wielość religii nie jest czymś na kształt współczesnej wieży Babel, dowodem na to, że Bóg pomieszał ludziom języki. Tylko czy ta wielość religii ma być jakąś pomyłką? Nie wierzę w to. Bardziej przekonuje mnie myśl, że ta wielość to zamierzone działanie Stwórcy - mówi prof. Tadeusz Gadacz, filozof, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Na czym polega magia Bożego Narodzenia?
Wszystko zależy od tego, na którą warstwę tych świąt spojrzymy. Pierwsza to same święta, zapachy z nimi związane - nawet teraz, gdy siedzimy w tej kawiarni, czuć zapach zupy grzybowej. Widzimy je w zastawionym stole wigilijnym, w choinkach stojących w naszych domach, w przepięknym świątecznym wystroju miast. Ale jest też druga warstwa, głębsza. To powrót do rodzinnego domu, poczucie więzi, bliskości z własną rodziną. Ci, którzy nie mają gdzie wrócić, wtedy chyba najmocniej doświadczają samotności. Wreszcie jest warstwa trzecia, związana z religią. Dla wielu osób istotą tych świąt jest przyjście Boga na świat.

Na ile te trzy warstwy, które Pan Profesor przed chwilą zdefiniował, są możliwe do rozdzielenia?
Do trzeciej, religijnej, pewnie już nie wszyscy docierają, zatrzymują się tylko na dwóch pierwszych. Wystarcza im możliwość zatrzymania się na chwilę w gronie najbliższych. Znam wiele osób, które Boże Narodzenie przeżywają z całkowitym pominięciem Boga. Składają sobie życzenia bez odwołań do Niego, odnosząc się jedynie do rodzinnej atmosfery. To pokłosie czasów, jakie nastały. Żyjemy w epoce postsekularnej, doświadczenie religijne zostało przysłonięte przez inne aspekty życia.

Świetnie pokazały to najnowsze badania CBOS-u. Dla 51 proc. Polaków to przede wszystkim święta rodzinne, a tylko dla 29 proc. przeżycie religijne.
Ale sam fakt, że doszło do rozdzielenia tych trzech warstw, nie oznacza, że warstwa religijna jest już niepotrzebna. Człowiek jej potrzebuje tak samo jak dwóch pozostałych, a właściwie jeszcze w większym stopniu. Ta trzecia warstwa, najgłębsza, niesie ze sobą bowiem wartość wręcz kluczową we współczesnych czasach: nadzieję. Przyjście Boga na świat otwiera nową perspektywę, to jest właśnie ten impuls nadziei. Gdy spojrzymy bowiem na nasze życie, to przypomina ono labirynt bez wyjścia.

Dlaczego akurat labirynt?
Po labiryncie chodzi się po to, żeby znaleźć wyjście z niego - na tym polega istota labiryntu. Tymczasem jeśli uznamy, że nasze życie jest skończone poprzez swoją śmiertelność, będzie to oznaczało, że labirynt życia jest zamknięty. Nie ma zatem znaczenia droga, jaką idziemy, gdyż żadna nas nie wyprowadzi. Przyjście Boga otwarło labirynt i wskazało wyjście z niego. Otwiera się inna perspektywa. Opiszę to na przykładzie polemiki św. Augustyna z grecką koncepcją czasu. Grecy zawsze przedstawiali czas za pomocą koła, czyli formy zamkniętej, poddanej fatum. Święty Augustyn, wskazując przyjście Boga na świat, pokazał czas jako otwarty.

Pod warunkiem, oczywiście, że Bóg istnieje. Pan Profesor kiedyś napisał, że możemy co najwyżej postawić hipotezę o jego istnieniu. Czy bez Boga też mielibyśmy takie święto jak Boże Narodzenie?
Bóg jest hipotezą jedynie dla rozumu, ale nie dla wiary. Wielu osobom wystarcza powierzchowne przeżywanie świąt. Jestem jednak przekonany, że osoby niewierzące zmagają się z tymi samymi dylematami egzystencjalnymi co osoby religijne. Mój mistrz, ksiądz Józef Tischner, mawiał: wszyscy ludzie są wierzący, tylko jedni wierzą w Boga, a w innych Bóg wierzy. Każdy człowiek ma jakiś problem z życiem, a przez to ma także problem z Bogiem. Boże Narodzenie przypomina o istocie chrześcijaństwa, a mianowicie o tym, że Bóg stał się człowiekiem. On się pojawił między ludźmi, nie trzeba zatem Boga szukać w zaświatach. Tak samo wieczność nie znajduje się po tamtej stronie śmierci. Ona dzieje się tu i teraz. Na tym polega esencja chrześcijaństwa, a także Bożego Narodzenia.

Czytaj także:
* O. Leon Knabit: Świąt wesołych, a nie ponurych, życzy nam Jezusek z góry
* Anne Applebaum: Radek sprząta, lubi przywracać ład. Ja gotuję, w kuchni odpoczywam

Pan Profesor podkreśla, że Boże Narodzenie daje nadzieję. Czy właśnie to wyróżnia chrześcijaństwo spośród innych religii?
Tak. Choć inne religie mają inny obraz świata, śmierci. Na przykład buddyzm nie kładzie praktycznie w ogóle akcentu na nadzieję - ale być może dlatego, że w tej religii nie ma doświadczenia tragizmu. Z tego powodu buddyzm jest jakby bardziej pogodzony z doświadczeniem cierpienia, śmierci. Hinduizm z kolei wierzy w wielość wcieleń. Chrześcijaństwo ma wiele do odrobienia w stosunku do innych religii.

Pod jakim względem?
Przypomina mi się słynne zdanie F. Nietzschego: "Na bardziej radosnych powinni mi wyglądać jego wyznawcy, bym w ich Zbawiciela uwierzyć zdołał". Ludzie wierzący często żyją tak, jakby nie bardzo wierzyli.

Chrześcijaństwo - jak żadna inna religia - jest przepojone cierpieniem. Czemu ta emocja tak bardzo zdominowała tę wiarę?
Znów odwołam się do księdza Tischnera, który powtarzał, że chrześcijaństwo ciągle mamy przed sobą. Dziś ulegamy wizji neoplatońskiej, wychodząc z założenia, że prawdziwy świat jest gdzieś tam daleko, doświadczymy go dopiero po śmierci - i w związku z tym realne życie traktujemy tylko jako moment przejściowy, tymczasowy, cały czas czekamy na przeprowadzkę. A przecież życie nie powinno być oczekiwaniem na przejście do innego wymiaru. Boże Narodzenie to świetny moment, który o tym przypomina. Bo realne życie to tak naprawdę stan serca. Podczas świąt przypominamy sobie o domu, o więziach, jakie w nim powstają. Bo dom może się stać ziemią obiecaną, ale też kryjówką, miejscem ucieczki. Dlatego bardzo trafia do mnie metafora duńskiego filozofa Sorena Kierkegaarda, który mówił, że chrześcijanin powinien płynąć przez życie jak wioślarz w łodzi: plecami do celu. Wtedy zwraca on uwagę na to, co się dzieje tu i teraz, a nie ucieka w iluzję czegoś, czego tak naprawdę nie ma. Nie można wyprowadzać się ze świata wtedy, gdy do nas schodzi sam Bóg, stając się człowiekiem.

Taka filozofia jest charakterystyczna dla buddyzmu. W tej religii żyje się nadzieją na to, że kolejne wcielenie będzie lepsze albo przynajmniej nie gorsze od aktualnego.
Tak, to jest natura tej religii. Ale człowiek ma przecież jedno życie. Boże Narodzenie jest takim momentem, który uświadamia nam niepowtarzalność czasu.

Wrócę jeszcze raz do problemu chrześcijaństwa, który Pan wcześniej zdefiniował: o tym, że cierpienie bierze w nim górę nad nadzieją. Może bierze się to stąd, że cierpienie jest łatwiejszym do osiągnięcia stanem niż nadzieja?
Trudno ocenić. Nie sądzę, by osoba, która cierpi, powiedziała, że to przyjemniejszy stan niż nadzieja.

Na pewno nie przyjemniejszy - ale łatwiejszy. W cierpieniu jesteśmy bierni, ono do nas przychodzi samo. Nadzieja wymaga już aktywności, sami musimy jej szukać.
Trzeba jeszcze odróżnić ból od cierpienia. Bólowi najczęściej można zaradzić, cierpieniu trudniej, ono ma bardziej charakter duchowy. Ale tak naprawdę trudno inaczej uporać się z cierpieniem niż poprzez nadzieję, ona jest jedynym rozwiązaniem. Żadna religia, także chrześcijaństwo, nie namawia wiernych do tego, żeby cierpieli.

Ale przed chwilą Pan Profesor cytował Nietzschego i jego powiedzenie o tym, że chrześcijanie mają cierpienie wypisane na twarzy. Skąd w takim razie bierze się ta dominacja cierpienia nad nadzieją?
Cały czas musimy to przepracowywać.

Czytaj także:
* O. Leon Knabit: Świąt wesołych, a nie ponurych, życzy nam Jezusek z góry
* Anne Applebaum: Radek sprząta, lubi przywracać ład. Ja gotuję, w kuchni odpoczywam

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jureq

niestety, filozofia to umiłowanie mądrości czy wielości mądrości?

d
daniel

to są wypowiedzi kogoś, kto ma tytuł profesora? litości...

s
spokojny

A niech mi w takim razie taki naukowiec powie: skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie, sam z siebie, się sprężył i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic więcej powstać i tego uczy cała Nauka, więc skąd?

Otóż w nauce istnieją takie prawa jak zachowania masy czy energii i to mam na myśli, że taka materia jak naszego wszechświata nie mogła wedle tych praw powstać bez jej odpowiedniego ekwiwalentu. Jeśli są inne prawa czy modele, które tłumaczą, że taka materia mogła powstać inaczej to chętnie posłucham.

Taka jest właśnie definicja materii i nie można jej zaprzeczać, twierdząc, że powstała z niczego, bez przyczyny. Oczywiście można przyjąć inną definicję materii i przypisać jej moc samostworzenia i dalej moc ewoluowania aż do fenomenu wszelkich form życia z samoświadomością włącznie a więc również i sferą duchową (uczuciową) ale wówczas możnaby w klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga” zastąpić innym słowem Boga tzn. mówić „Wierzę w materię, przyczynę wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, materia prawdziwa z materii prawdziwej, światłość fotonowa ze światłości fotonowej” itp.itd. Byłoby to podobne wyznanie wiary tylko w innym języku. I jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

Natomiast Bóg, z definicji, jest wszechmogący i nie ma tu sprzeczności w stwierdzeniu, że sam się stwarza, był jest i będzie.

M
Majka

Panie Profesorze,juz się w tym świecie zgubiłam.Człowieka,który chodzi do kościoła spostrzega się jako dobrego,pomimo z wiele z tych osób krzywdzi drugich.A osobę,która chce uczyc etyki zauwaza się jako ''dziwo''.Mieszkam w małej miejscowosci w kuj-pomorskim ,gdy napisałam kiedys artykuł o filozofii w jednym z powiatowych pisemek,które cieszy się tu wielką popularnoscią,gdyz są zdjęcia i duzo piszą ,oczywiście o mieszkancach .Filozofię osmieszono ,przedstawiono ją jako ''fach'' a ja powinnam się imac szewstwa itd.
Smieszny,protacki tekst dziwię się tylko iz to czasopismo jest poczytne,czy ''umiłowanie mądrości'',jest niepopularne?
A uznana jest religia,ale w tandetnym,ograniczonym wymiarze gdzie do koscioła chodzi się po to aby pokazac swój samochód,a studiowanie przesłania księzy jest już za duzym wysiłkiem intelektualnym.
Czyli praktycznie nie ma religii,ani zasad jest tylko beznadzieja i ułomnośc,szkoda ze brak jest mądrosci.

E
ET

Czy religia to rodzaj placebo zwalczacego bol egzystencjalny? A moze jednak trucizna, ktora koi bole duchowe za cene utraty zdrowego rozsadku i stopniowego popadania w iluzje?

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Prof. Gadacz: W każdej religii chodzi o to samo, ale ich wielość nie jest pomyłką

M
Mania Religiosa

i czym się ja mierzy? a może także jest kwestia wiary, nie wiedzy?

Dodaj ogłoszenie