Prof. Ewa Rembiałkowska: Uprawy transgeniczne są szkodliwe

Redakcja
Nie mamy w Polsce regulacji prawnych nadzorujących obrót produktami zawierającymi modyfikacje genetyczne. Pod względem oznaczenia opakowań przypominamy Bangladesz. A za modyfikacjami genetycznymi stoją lobbyści - mówi ekolog żywienia Ewa Rembiałkowska w rozmowie z Anną Ziobro

Sprzeciwia się Pani ustawie o uprawach GMO w Polsce. Skąd przeświadczenie, że żywność modyfikowana genetycznie jest szkodliwa?
Z obserwacji i z badań.

Podkreśla się jednak, że wszystkie zagrożenia są potencjalne.
Nie. Są mocne dowody na to, że jest to realne zagrożenie. Mamy kilka faktów dotyczących wpływu roślin genetycznie modyfikowanych na organizm człowieka. W USA już w latach 80. Amerykanie wprowadzili na rynek suplement diety poprawiający nastrój i kondycję, modyfikowany genetycznie Tryptofan. Wywołał on falę chorób kilku tysięcy osób. Wielu z nich zostało inwalidami, a około stu umarło. Przyczyną kłopotów były nieznane substancje wytworzone w trakcie produkcji preparatu przy zastosowaniu modyfikacji genetycznej, żeby było taniej. I rzeczywiście preparat nie był drogi.

Od lat 80. zmieniła się technologia.
W przypadku GMO nauka nie posunęła się aż tak bardzo. Nie potrafimy precyzyjnie wszczepiać genu w konkretnym miejscu. Zatem miejsce w chromosomie, w który trafia obcy gen, jest dość przypadkowe. W konsekwencji mogą powstać białka o nieznanym składzie. Ponadto różne warunki środowiskowe i skład komórki wpływają na sposób funkcjonowania genu w nowym organizmie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co stanie się z tym organizmem. W Wielkiej Brytanii w 1999 r. po wprowadzeniu do obrotu zmodyfikowanej soi liczba alergii wzrosła o 50 proc. Na Filipinach kilkaset osób poważnie zachorowało wskutek wdychania pyłku modyfikowanej kukurydzy.

Czytaj też:

Borecki: Trzeba iść z postępem. A postęp dziś to modyfikacje genetyczne
Prezydent zawetował ustawę z zapisami o GMO. "Bubel legislacyjny"

To ta sama kukurydza rozpowszechniana teraz w Europie, której kilka państw zakazało?
Tak. Według prawa jest ona dopuszczona na rynek europejski, ale państwa mają prawo zabronić jej uprawy na swoim terenie. I dziewięć krajów, w tym siedem z Unii, już wprowadziło zakaz. Polska nie zabroniła.

Zakazy wydały u siebie kraje bardziej rozwinięte?
Tak. Zrobiły to Francja, Niemcy, Włochy, Grecja, Austria, Węgry, Szwajcaria, Luksemburg, ale też Bułgaria. W latach 2004-2005 w Indiach też zaobserwowano silne alergie na ten sam związek co u pracowników plantacji na Filipinach. Zachorowało kilkaset osób. Nie wiemy, czego do końca można się spodziewać po organizmach modyfikowanych, bo przecież nie można robić badań na ludziach. W ubiegłym roku w Kanadzie wykryto w krwi noworodków toksynę pochodzącą od bakterii, którą wszczepiano do kukurydzy. Okazało się, że bakteria ta przechodzi przez łożysko kobiet w ciąży. Na razie nie wiadomo, jak wpłynie ona na rozwój dzieci.

Czego obecność stwierdzono?
W krwi kanadyjskich noworodków były pozostałości glifosatu, który jest składnikiem aktywnym pestycydu randap. Osiemdziesiąt procent modyfikowanych roślin na świecie to właśnie randapredy, w których można stosować duże ilości związku zawierającego glifosat. W konsekwencji ilość tego pestycydu zwiększa się. Czasami nawet dwu-, trzykrotnie w porównaniu do tradycyjnych plantacji, gdzie też stosowano ten środek chwastobójczy. Nieprawda więc, że modyfikacje genetyczne pozwalają zmniejszać chemizację na polach. Jest dokładne odwrotnie.

Są spekulacje, że koncerny i tak testują swoje produkty na ludziach w najbiedniejszych krajach Afryki.
Nie złapano nikogo za rękę. W krajach Zachodu zanika etyka producentów, przedsiębiorców, przetwórców żywności, polityków, naukowców i rolników. Na razie wiadomo, że faszerujemy Afrykę wycofanymi z naszych rynków środkami ochrony roślin. Są one wysyłane tam skrzyniami jako dary dla biednej ludności, której nie stać na kupno pestycydów. Rzeczywiście, rośliny modyfikowane genetycznie najpierw wprowadzono w Indiach, Afryce, w Brazylii i Argentynie. Takie działania wędrują tam pod hasłami pomocy. Nie zdziwię się, gdy okaże się, że naukowcy obserwują przy okazji, jak rozwijają się tamtejsze dzieci żywione od początku modyfikowaną żywnością.

Żadna praca naukowa nie została uznana przez Brytyjskie Towarzystwo Naukowe za dowodzącą szkodliwości roślin GMO.
Ale tych prac jest wiele. Jest kilka m.in. francuskich, włoskich. Świetny przegląd tych badań prezentują artykuły publikowane przez doc. Lisowską i prof. Chorążego. Jest też raport przeprowadzony na pokoleniach myszy zamówiony przez rząd austriacki, który wykazał wyraźnie obniżoną rozrodczość myszy żywionych kukurydzą Monsanto 810. Co ciekawe, przez kilka miesięcy raport był dostępny na stronie w internecie. Była w nim mowa o tym, że u myszy żywionych zmodyfikowaną kukurydzą wystąpiły zmiany. Najsilniej przejawiło się obniżenie reprodukcji w drugim pokoleniu myszy. Było też więcej zwierząt martwo urodzonych i bezpłodnych samic. Odnotowano też upośledzenia metabolizmu. Po kilku miesiącach raport zdjęto z internetu. Obwieszczono, że te badania muszą zostać zweryfikowane. Jedna z autorek zaczęła być szykanowana. Powiedziano, że jest kiepskim naukowcem. Ta kobieta ma 60 lat i cały czas pracowała w laboratoriach. Do czasu raportu była cenionym naukowcem. Zmuszono ją, aby przeszła na emeryturę i zabroniono prowadzenia badań na zwierzętach. Co więcej, ludzie, którzy z nią wtedy pracowali, teraz nie chcą się do tego przyznawać i naciskają, by pozwoliła wykreślić wszystkie bezpłodne samice i martwe płody z dokumentacji.
Lobbyści rządzą?
To zatajanie faktów naukowych i manipulowanie danymi. Wielcy zwolennicy GMO, tacy jak prof. Węgleński i prof. Twardowski, nie przyjmują do wiadomości istnienia tego raportu, jak i wielu innych dokumentów. Moje tłumaczenie, że są naciski z zewnątrz, by nie publikować takich informacji, do nich nie docierają. Koncerny, głównie Monsanto, produkujące modyfikowane nasiona i środki chemiczne, mają w tym swój wielomiliardowy cel. Próbują nie tylko korumpować, ale też wpływać na wyniki badań, by nadal ubijać genetyczny interes.
Co stało się z rządowym raportem?
Praca nie ukazała się w żadnym czasopiśmie. Takich badań dowodzących szkodliwości żywności modyfikowanej jest więcej. We francuskich pracach prof. Seraliniego też zauważono zmiany metaboliczne u zwierząt.

Mamy jakieś polskie badania?
Tak, ale nie jest z nimi dobrze. Docent Lisowska je przeanalizowała. Okazało się, że badania robiono głównie na kurczakach, które są szybko tuczone, a więc nie są dobrym materiałem do badania tzw. toksyczności chronicznej. Poza tym zwierzęta te nie były badane pod kątem zdrowia. Robiono tylko przegląd przyrostu masy i obecności obcego DNA w ich organizmach. Mówiąc krótko, polskie badania były robione w taki sposób, by nic nie wykryć.

Aż tak nierzetelnie?

Badania ustawiono tak, by nie było widać różnic między badanymi grupami. Nie zbadano ani poziomu rozrodczości, ani systemu odpornościowego. Skoro różne badania wykazują, że jest toksyczność chroniczna, upośledzony metabolizm, upośledzona praca nerek, wątroby i śledziony, a rozrodczość obniżona, to jest to wystarczający alarm.

Czytaj też:

Borecki: Trzeba iść z postępem. A postęp dziś to modyfikacje genetyczne
Prezydent zawetował ustawę z zapisami o GMO. "Bubel legislacyjny"

Atutem jest niższa cena roślin modyfikowanych w porównaniu do ekologicznych.
Ceny płodów pochodzących z transgeniki nie są niższe. Przeanalizujmy nakłady od początku do zbiorów rzepaku, soi, kukurydzy i bawełny z upraw transgenicznych. Sama produkcja potrzebnej do upraw modyfikowanych chemii pochłania ogromne koszty. Analizy Greenpeace'u, ale też polskie pokazują, że transgenika nie jest bardziej opłacalna. Rośliny modyfikowane nie rozwiązały problemu słabych plonów ani nie obniżyły cen. Atakowanie rolnictwa ekologicznego w tym kontekście jest nieuczciwe.

Jest spora różnica cen.
W Niemczech od dawna jest rolnictwo ekologiczne. Obecnie różnica w cenach żywności masowo produkowanej i ekologicznej nie jest tak duża jak kiedyś, bo sięga 10-50 procent. W Polsce natomiast to jeszcze różnice rzędu stu procent. Nie mamy rozwiniętego rynku żywności ekologicznej. Jeśli wprowadzimy większą konkurencję żywności ekologicznej, ceny spadną. W Niemczech tak właśnie się dzieje.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gmotodno

U szczurów karmionych modyfikowaną genetycznie kukurydzą firmy Monsanto
stwierdzono znaczny
wzrost liczby białych ciałek we krwi. U innych szczurów ziemniaki genetycznie
modyfikowane wywołały osłabienie układu odporności. Z kolei w gruszkach
genetycznie modyfikowanych pewne nieszkodliwe białko przekształciło się w
potencjalnie zabójczy alergen. Wspomniane ziemniaki i gruszki nie trafiły na
rynek, lecz przeszły przez powierzchowne badania, które są przeprowadzane
regularnie w celu dopuszczenia upraw GMO na rynek. Te z genetycznie
modyfikowanych roślin, które już znajdują się na rynku mogą wywoływać alergię
u nieświadomych tego konsumentów (nie każdy organizm ma taką samą specyfikę
układu immunologicznego).

Wkrótce po wprowadzeniu soi genetycznie modyfikowanej na rynek w Anglii,
badacze z York Laboratory donieśli, iż w ciągu roku liczba alergii na soję
skoczyła o 50%. Nie przeprowadzono dalszych badań.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Prof. Ewa Rembiałkowska: Uprawy transgeniczne są szkodliwe

G
Gość

To co mamy bardzo cennego - to nasze rolnictwo, a PSL chce je ZNISZCZYĆ! Skumali sie z jakimiś lobbystami i koncernami i usiłują przepchnąć ustawę o GMO! Jestem absolutnie PRZECIW! Rację miał Hofman, gdy powiedział parę słów prawdy o PSL - ZBARANIELI, jeśli chcą u nas GMO. Zbaranieli, albo... może konto z walutą w którymś z banków czeka...

Dodaj ogłoszenie