Prof. Dudek: Legenda Gierka wzmocniła się na tle Jaruzelskiego. A przecież to też była dyktatura

Agaton Koziński
Prof. Antoni Dudek
Prof. Antoni Dudek Fot. Tomasz Hołod
Udostępnij:
- Mit Gierka na pewno zyskał wielu zwolenników - choć pomógł mu w tym także Jaruzelski ze swoją katastrofalną polityką. Na pewno był łagodniejszy od generała, ale mimo to Polska pod jego rządami była dyktaturą, ze wszystkimi tego konsekwencjami - mówi prof. Antoni Dudek, historyk, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Edward Gierek cieszy się opinią najlepszego przywódcy okresu PRL. Czy według Pana to twierdzenie jest uzasadnione?
Zależy, jakie kryterium oceny przyjmiemy. Jeśli uznamy, że najważniejszym jest tak zwane ogólne wrażenie, to na pewno Gierkowi należy się palma pierwszeństwa. W latach 70. bardzo wyraźnie podniósł się poziom życia w kraju, to był najwyraźniejszy tego typu wzrost we wszystkich dekadach PRL-u. Polska została w tym czasie zmodernizowana - choć tej modernizacji dokonano ekstensywnie i na kredyt. W wielu obszarach dokonano inwestycji nietrafionych, jak choćby w przypadku Huty Katowice. Poza tym nie we wszystkich dziedzinach Gierek przebijał innych komunistycznych przywódców. Na przykład jeśli spojrzy się na niego przez pryzmat niezależności od Moskwy, to on wyraźnie przegrywa z Władysławem Gomułką. Ale na pewno gdybyśmy mieli wybierać najbardziej wartościowego przywódcę PZPR, to wyboru byśmy dokonywali między nimi dwoma. Ani Bolesław Bierut, ani Wojciech Jaruzelski nie mają szans w konkurencji z nimi. Wprawdzie o spuściznę po Jaruzelskim cały czas trwa ostry spór, ale moim zdaniem ocena historyczna jego dokonań będzie bezlitosna.

Gomułka miał mniejsze sukcesy gospodarcze niż Gierek - ale też rządził w czasach głębokiej powojennej recesji. W latach 70. światowa gospodarka - przynajmniej do kryzysu naftowego - świetnie się rozwijała. Czy więc Gierkowi nie można zarzucić grzechu zaniedbania? Czy rzeczywiście wykorzystał on tę świetną koniunkturę do maksimum?

Rzeczywiście, w czasach Gierka gospodarka światowa była w dużo lepszym stanie niż w czasach Gomułki. To były czasy odprężenia między Wschodem a Zachodem, poza tym kraje zachodnie dużo chętniej udzielały kredytów niż wcześniej. Gomułka nie mógł z tego skorzystać. Z dwóch powodów.

Jakie to są powody?
Po pierwsze, on niechętnie zaciągał kredyty, po drugie, nie miał zaufania do Zachodu. Ale nawet gdyby miał takie możliwości finansowania różnych swych działań jak Gierek, to przyniosłyby one podobne efekty. Głównie dlatego, że pieniądze wpompowane zostałyby do gospodarki nakazowo-rozdzielczej, czyli gospodarki sterowanej centralnie i nieefektywnej. Ten system wymyślony w latach 20. w ZSRR zbankrutował we wszystkich krajach europejskich, w których go wprowadzono - funkcjonuje jedynie w Chinach, ale tylko dlatego, że Pekin odszedł od wszystkich dogmatów tego systemu. To działa trochę na usprawiedliwienie Gierka. Trudno było od niego oczekiwać, że naprawi ten system, skoro on był nienaprawialny.

Ale mógł przynajmniej nie robić tylu długów. Gomułka miał nad nim taką przewagę, że przynajmniej nie obciążał finansowo następnych pokoleń.
Pod tym względem Gierek mógł postąpić inaczej. On chciał poprawić życie Polakom i to mu się udało. Duża część z nich zanotowała absolutnie bezprecedensowy wzrost poziomu życia. Tylko ceną za to jest równia pochyła, po jakiej kraj zaczyna się zsuwać od 1976 r. Kończy się to w 1980 r. największą falą strajków w powojennej historii Polski. Zwolennicy Gierka często zapominają o tym, że strajki, które doprowadziły do narodzin Solidarności, nie wzięły się znikąd, lecz z ogromnego niezadowolenia wywołanego bankructwem programu budowy "drugiej Polski" - by sięgnąć po określenia z tamtych lat. Dziś można analizować, co Gierek mógł zrobić inaczej, ale należy pamiętać, że jego pole manewru było mocno ograniczone. Jego doradcy, m.in. prof. Paweł Bożyk, który do dziś broni polityki gospodarczej lat 70., wepchnęli I sekretarza na pewne tory, z których później ciężko było mu zejść. Dlatego mniej bym go obwiniał za sytuację gospodarczą - choć to ona doprowadziła do jego politycznego upadku. Natomiast uważam, że mógł mniej robić w warstwie symbolicznej. Na przykład wcale nie musiał dokonywać nowelizacji konstytucji w 1976 r., kiedy zdecydował się wpisać do ustawy zasadniczej zapisy o sojuszu ze Związkiem Radzieckim czy o przewodniej roli PZPR. To było niepotrzebne, nikt tego od Gierka nie wymagał. W ten sposób chciał się wykazać przed Kremlem. W tym czasie w Moskwie zmieniono całą konstytucję, więc on próbował dowieść, że Polska także się zmienia.
W porównaniach Gierka z innymi przywódcami okresu PRL jedno rzuca się w oczy - on, właściwie jako jedyny, nie strzelał do tłumów.
Tak, zgadza się. Wiąże się to z okolicznościami, w jakich Gierek doszedł do władzy. Został I sekretarzem partii, bowiem Gomułka zaczął strzelać do robotników protestujących na Wybrzeżu. Bez tego wydarzenia Gierek pewnie nigdy nie objąłby władzy. Ale później notował kolejne sukcesy - jak choćby wizyta u stoczniowców, podczas której padły słynne słowa: "Pomożecie? Pomożemy!". Później zresztą stał się on niejako zakładnikiem tej sytuacji. Gdy w 1976 r. wybuchły w Radomiu protesty, to on osobiście zakazał używania broni palnej. Choć "ścieżek zdrowia" już nie zakazał, także nie posuwałbym się zbyt daleko w idealizowaniu go. Na pewno był łagodniejszy od Jaruzelskiego, ale mimo to Polska pod jego rządami była dyktaturą, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Co jakiś czas dochodziło do tajemniczych pobić, w przypadku Stanisława Pyjasa niemal na pewno doszło do pobicia. To wszystko Gierka obciąża.

I to dowodzi jego niekonsekwencji. Jemu regularnie zdarzało się zmieniać zdanie, ulegał pod presją tłumu - jak choćby w 1976 r., gdy wycofał się z podwyżek cen. Skąd to się brało?
Gierek bał się tłumów, a także obawiał się Zachodu. Jego liberalizm wynikał w dużej mierze z tego, że chciał być przyjmowany przez największych przywódców świata zachodniego. I rzeczywiście, spotykał się z kanclerzem Niemiec Helmutem Schmidtem, miał dobry kontakt z prezydentem Francji Valerym Giscardem d'Estaing, rozmawiał z amerykańskimi prezydentami. Ale o te kontakty byłoby trudno, gdyby miał krew na rękach czy gdyby przetrzymywał więźniów politycznych. Dlatego Gierek się tego wystrzegał. Chciał uchodzić za najbardziej prozachodniego przywódcę w bloku wschodnim - i do pewnego momentu to mu się udawało. Choć i tak nie zapobiegło to jego upadkowi.

Czy to nie jest kolejny przykład niekonsekwencji Gierka? Z jednej strony, chciał być bardzo prozachodni, z drugiej - wpisywał do konstytucji wieczną przyjaźń z ZSRR. Czemu miała służyć ta strategia gry na wielu fortepianach?
Gierek zawsze działał na dwóch frontach. Polacy lepiej pamiętają jego otwarcie na Zachód. To pokazywano na ekranach telewizorów, ale to też przekładało się na życie osobiste wielu osób, przecież w tamtych czasach było dużo łatwiej otrzymać paszport niż dawniej, w sklepach pojawiły się coca-cola i papierosy Marlboro.

Dzieci pamiętają jeszcze gumę do żucia z Kaczorem Donaldem.
Tak, ale to była tylko fasada. Za tą fasadą kryły się konkretne decyzje, o których nie mówiono publicznie, a które wiązały Polskę silniej ze Związkiem Radzieckim, niż to miało miejsce w czasach Gomułki. Klasycznym przykładem takiej sytuacji jest Wojsko Polskie. Po 1957 r., kiedy Gomułce udało się odesłać praktycznie wszystkich radzieckich doradców wojskowych do Moskwy, nastąpiła polonizacja armii. Natomiast Gierek zgodził się podporządkować zdecydowaną większość wojsk bezpośrednio naczelnemu dowództwu Układu Warszawskiego. Do 1970 r. dowództwo układu mogło dowodzić polską armią za pośrednictwem sztabu generalnego. Gierek zgodził się na to, by poszczególne jednostki, całe dywizje, zostały podporządkowane Moskwie, omijając sztab generalny. W czasie jego rządów doszło do większego zacieśnienia współpracy służb specjalnych. Mamy wreszcie serię posunięć gospodarczych bardzo mocno wiążących Polskę z ZSRR. Symbolem tego jest budowa szerokotorowej linii kolejowej łączącej Hutę Katowice ze wschodnią granicą - tak żeby nie trzeba było zmieniać podwozi pociągów na granicy Polski ze Związkiem Radzieckim. Te wszystkie posunięcia dużo silniej związały nasz kraj ze Wschodem, niż to miało miejsce za czasów Gomułki. Ale o tym wiedzieli tylko nieliczni, bowiem Gierek tym się nie chwalił. Zależało mu jednak na tym, by Moskwa nie nabrała przekonania, że on chce być kolejnym Nicolae Ceauşescu, czyli przywódcą bloku wschodniego, który separuje się od Moskwy.

Wspomniał Pan, że Gierek działał na dwóch frontach - przy czym tylko jeden widać było w telewizji. Na ile jego współczesny mit jest konsekwencją bardzo nowoczesnej propagandy czy - używając współczesnego języka - PR-u, jaki stosował?

Mimo wszystko nie da się epoki Gierka sprowadzić tylko do propagandy. Za jego czasów ma miejsce wzrost jakości życia i to jest fakt bezdyskusyjny. Wtedy na przykład ruszyło masowe budowanie mieszkań. Owszem, było to liche budownictwo z wielkiej płyty, ale to jednak realni ludzie mogli wreszcie zamieszkać w realnych, własnych mieszkaniach. To Gierkowi pamięta się do dziś, podobnie jak inne sztandarowe inwestycje tamtej epoki, na przykład gierkówkę czy produkcję maluchów. Ale obok tych realnych osiągnięć mieliśmy też propagandę. Jej głównym autorem był Maciej Szczepański, ówczesny szef Radiokomitetu. Uczynił on z TVP tubę gierkowskiej propagandy. Wprowadził kolor, atrakcyjne programy. Z "Dziennika Telewizyjnego" uczynił najważniejszy, trwający godzinę, program informacyjny. Ale miał też oryginalne posunięcia, na przykład sprowadził do Polski niezwykle wtedy popularny zespół ABBA, by dał specjalny koncert dla telewidzów, czy stworzył festiwal w Opolu z koncertami gwiazd tamtej epoki. W ten sposób świetnie opakował gierkowską propagandę. Ówczesny program telewizyjny dobrze się oglądało - sam to pamiętam. Ta metoda przestała działać dopiero pod koniec lat 70., gdy rozdźwięk między rzeczywistością a faktami pokazywanymi w telewizji zrobił się zbyt duży. Miało to miejsce choćby przy okazji zimy stulecia, kiedy temperatura -5 st. C właściwie sparaliżowała kraj.

Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery - słynne powiedzenie z tamtych czasów.

Ale w telewizji dalej powtarzano na okrągło, że wszystko jest wspaniale, a Polska to 10. najbardziej uprzemysłowione państwo świata. Manipulację było też widać przy okazji przyjazdu Jana Pawła II do kraju w 1979 r. Na spotkaniu z papieżem pojawiły się tłumy, a w telewizji widać było tylko wąskie plany z jakimiś księżmi i staruszkami. Obraz, jaki ludzie widzieli na żywo, nijak się miał do tego, co pokazywano w TVP. Wtedy łuski opadły z oczu - i efektem tego było lato 1980 r.

Doszliśmy do wydarzeń sierpniowych, które były konsekwencją rządów Gierka. A czy jego należy też obarczyć odpowiedzialnością, przynajmniej częściową, za stan wojenny?
Nie. Gierek zgodził się podpisać porozumienia z Solidarnością w 1980 r., bowiem - jak sam kiedyś przyznał - w ten sposób wybrał mniejsze zło. Według niego użycie siły było większym złem.

Odwrócę więc pytanie. Czy gdyby Gierek rządził w 1981 r., nie doszłoby do wprowadzenia stanu wojennego?
Gdyby Gierek dłużej rządził, to pewnie zachowywałby się jak Stanisław Kania. Z jednej strony, próbowałby się porozumieć z umiarkowaną częścią Solidarności, z drugiej próbowałby ją rozbić za pomocą akcji propagandowych i służb specjalnych. Taką właśnie strategię realizował Kania, zastępca Gierka, który objął po nim władzę w PZPR i przez rok ją utrzymywał. On konsekwentnie odwodził Moskwę od myśli, by centralnie uderzyć w Solidarność. Natomiast Jaruzelski, po tym jak zajął miejsce Kani, uznał, że jego strategia jest drogą donikąd i zdecydował się na uderzenie. Także Gierek pewnie stanu wojennego by nie wprowadził. Ale proszę też pamiętać, że szanse na to, żeby on dotrwał u władzy do października 1981 r., były żadne. Pomijam już kwestię tego, że w 1980 r. dostał on rozległego zawału serca. W tamtym okresie dynamika rozwoju Solidarności oraz niezadowolenia społecznego była tak duża, że Gierek nie miał szans przetrwać na stanowisku I sekretarza. Bez względu na to, jakby się zachował. Gdyby w sierpniu 1980 r. zdecydował się na użycie siły, to jego upadek byłby pewnie jeszcze bardziej dramatyczny. Mimo wszystko Jaruzelski w grudniu 1981 r. miał bez porównania łatwiejszą sytuację niż Gierek w sierpniu 1980. W chwili gdy wprowadzano stan wojenny, Solidarność była już potwornie zmęczona ciągłymi strajkami, ona stawiała dużo słabszy opór, niż miała szansę postawić półtora roku wcześniej. Ale Gierek w żaden sposób nie miał szans tego doczekać u władzy.

Czyli zwrot o przerwanej dekadzie Gierka to nic innego tylko kolejny element jego propagandy.
Gierek zbudował sobie legendę, że był o krok od rozwiązania problemów gospodarczych kraju i tylko spisek Kani oraz Jaruzelskiego mu to uniemożliwił. Co ciekawe, on się broni w niemal podobny sposób jak jego poprzednik, czyli Władysław Gomułka. On twierdził, że władzy pozbawił go układ Gierka z Tejchmą, Szlachcicem i Kanią, którzy dogadali się, by pozbawić go władzy. Ale to dobre prawo każdego polityka. Każdy z nich może budować legendy i mity, by w ten sposób odejść ze stanowiska, ale zająć pozytywne miejsce w historii. Pytanie tylko, na ile te mity są nośne. Mit Gierka na pewno zyskał wielu zwolenników - choć pomógł mu w tym także Jaruzelski ze swoją katastrofalną polityką. Na jego tle legenda Gierka bardzo się wzmocniła.

Wideo

Komentarze 22

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gabriel
Zadłużenie jakie powstało za czasów E. Gierka należałoby zmniejszyć o całą wartość wysprzedanego majątku jaki
powstał w czasie Jego kadencji. Przecież
budżet ostatnich lat był zasilany wyprzedażą majątku jaki powstał z Jego
zadłużenia. Czy ktoś o tym pomyślał ?
Oczywiście, że część bezrobocia jest efektem tej wyprzedaży, często małych
zakładów pracy, tzw. przemysłu terenowego itp. oraz przemysłu
ciężkiego.
A
Alek
Tylko, ze Polska w 1982-gim zbankrutowala i takimz bankrutem byla
przez reszte swietlanego ustroju. Nasze "srebra rodowe" powinny
byly byc juz zajete wtedy, tylko dzieki transformacji amerykanie i unia
sie ulitowaly.
p
prostaczek
Zwichnięcie genetyczne rodem z ipn-u pozwala takim dudkom tylko na opluwanie PRL-u. Czy Pan wie, Panie Profesorze ipn-owski, że WSZYSTKIE wywody i wydawnictwa, pochodzące z tej współczesnej stajni Augiasza, cuchną obrzydliwą indoktrynacją antysocjalistyczno-nacjonalno-klerykalną. Zgodnie ze swą "jakością" ich iPana miejsce są na śmietniku historii. Co wkrótce stanie się nieuchronne.
s
solar
Dziwne, że jak Kaczor wprowadził dyktaturę to Pan Dudek przyklaskiwał.
S
Stały 59
Bajdurzenie wiadomej opcji.
G
Gabriel
Obojętnie czy rajska, czy ratajska, o co chodzi ?
G
Gabriel
Aby zweryfikować zasadność tej wypowiedzi wiele szczegółów brakuje: kiedy ten Kongres ?, co ma wspólnego z jakimś kongresem sygnatura sądowa dotycząca spraw rejestrowych ? W pismach dotyczących
rejestru sądowego nie zadaje się pytań.
Razem wszystko wymieszane łącznie
z przyjazdem z Libii.
Nie dostrzegam tu żadnych sensacji.
Przecież miało być o legendzie Gierka ?
B
Bożyk
Zbudowano prawie w całości polską energetykę, w tym elektrownie węglowe – Bełchatów (4400 MW), Kozienice (2600 MW), Jaworzno III (1200 MW), Dolna Odra (1800 MW), Rybnik (1800 MW), Połaniec (I blok) – oraz wodne w Żarnowcu (700 MW) i Włocławku (160 MW), które wciąż dostarczają połowę zużywanego w Polsce prądu. W ciągu 30 lat, które minęły od tego czasu, wybudowano tylko jedną elektrownię (o mocy 4400 MW). Reszta wymaga modernizacji – według szacunków pochłonie to 100 mld euro. W latach 70. poprowadzono też dziesiątki tysięcy kilometrów linii przesyłowych prądu; po 30 latach i one wymagają wymiany, co będzie kosztować przynajmniej 100 mld euro.
p
polo
To kreatura, na którego głosowały miliony innych kreatur.
???
Ze rewolucje nie wybuchaja kiedy zyje sie biednie, tylko wtedy gdy sytuacja ulegla duzej poprawie i nie wiadomo dlaczego zaczyna sie znacznie pogarszac. Juz od 1976 roku nastapilo mocne uaktywnienie sie roznych grupk opozycyjnych. Bezkrwawa rewolucja potem nazwana ,,Solidarnosc", wlasciwie wybuchla przeciwko Gierkowi a konkretnie brakiem wspomagania przez niego konsumpcji(brak dolarow). Oczywiscie ze Gierek zostal usuniety przez wierchuszke KC ale przeciez oni nie mogli zrobic nic innego. Gierek stwarzal zgrozenie kompletna destabilizacja zycia w kraju z tego powodu, ze nie chcialby i nie potrafilby wystapic przeciw ,,klasie robotniczej" tak zdecydowanie jak to zrobil Jaruzelski. Mozna przypuszczas, ze Jaruzelski oglaszajac stan wojenny(swietnie przygotowany i wykonany), uratowal tysiace istnien ludzkich w Polsce i zyskal potrzebny czas na dokonanie zmian ustroju. Tego ostatniego on nie planowal, to nastapilo samoistnie poprzez zmiany na Kremlu.
n
neron13
Wypowiedź emocjonalna, ale bardzo prawdziwa.
n
neron13
Młody był, głupszy niż teraz a chętny do polityki. Jak powiedział te bzdury to go przynajmniej inni zauważyli. A wtedy na fali haseł o rozwoju samorządu i o autonomiach (tym razem gospodarczych) mógl już popłynąć po polskim bagienku.
n
neron13
Z perspektywy 40 lat to Gierek był jedynym przywódcą Polski po równi dbającym nie tylko o dobrobyt swój i swojej partii ale też o podnoszenie (może przy okazji, ale jednak!) standardu życia społeczeństwa. Rozumiał socjalizm w stylu bardziej francuskim czy szwedzkim niż państw Układu Warszawskiego. Po gierkowskich drogach w wielu miejscach ciągle jeszcze jeździmy (bez perspektywy, że w ciągu np. 10 lat ktokolwiek pomyśli o odnowieniu nawierzchni). O samochodach na kieszeń normalnego człowieka, mieszkaniach dla młodych małżeństw, wycieczkach za granicę nie wspominam bo i po co. Nie bez kozery Polska za Gierka była przez inne "demoludy" traktowana jak przedsionek raju. Takiego Gierka ja pamiętam - człowiek, który wtedy ledwo od ziemi odrastał. Później nastawali tylko politykierzy albo hochsztaplerzy. Na tym tle Gierek wyrasta na nieprzecietnego męża stanu i ojca założyciela polskiego względnego dobrobytu społecznego.
???
Z tego wychodzi, ze jedyna wina Jaruzelskiego bylo to, ze nie mogl dostac ani dolara pozyczki na zachodzie. Bo gdyby mogl dostac to napewno tez by ,,polepszyl zycie Polakow". Gomulka mogl rzadzic bez pozyczek, bo Polacy byli okropnie zastrzszeni przez stalinizm i troche politycznej gomulkowskiej odwilzy przyjeli pozytywnie. Po drugie Polacy byli ,,przyzwyczajeni" do biedy przez okres miedzywojenny,wojenny i powojenny.
R
Rozczarowany
Została już nędzna końcówka majątku narodowego wypracowanego w nędzy i pocie Dziadów i Ojców, rozdanego korporacjom, kolesiom i najomyn knajakom. Z Agencji Rynku Rolnego - znany mi facio chwali się po kielichu - dostał 450 hektarów, a za każdy hektar dał 4 złote i 33 grosze. To zbadają już niedługo historycy. Warto pamiętać, że dzielą się oni w tej chwili na: a/ historyków i b/ historyków IPN.
Dodaj ogłoszenie