Prof. Cellary: Nowoczesne technologie bardzo wolno trafiają np. do urzędów. Jesteśmy za Kazachstanem

"Polska"
Fot. Polskapresse
- Nowoczesne technologie trafiają do administracji, służby zdrowia itd. w Polsce tak strasznie wolno, że w rankingu e-administracji opracowanym przez ONZ jesteśmy na 47 miejscu, a przegonił nas nawet Kazachstan - mówi prof. Wojciech Cellary, kierownik Katedry Technologii Informacyjnych na UE w Poznaniu, w rozmowie z "Polską".

Wspominał Pan, że społeczeństwo informacyjne to takie, w którym każdy ma dostęp do informacji przez internet. Z kolei społeczeństwo wiedzy to takie społeczeństwo, w którym każdy (większość) ma dość wiedzy, aby z uzyskanej informacji umieć zrobić odpowiedni użytek. Pierwsze jest konsumentem, drugie twórcą i świadomym odbiorcą. Jaki model mamy w Polsce?
Moi studenci (niektórzy) mówią mi na początku semestru - po co mamy się uczyć, jeśli każdą informację możemy wygooglać? Jasne - odpowiadam - tylko co z tą wygooglaną informacją zrobicie, jeśli jej nie zrozumiecie? Informacja ma dla danego człowieka znaczenie tylko wówczas, jeśli na gruncie posiadanej wiedzy może być przez niego zinterpretowana, co w konsekwencji pozwala mu podjąć właściwe decyzje poprawiające jakość jego życia. Jeśli informacja nie może być zinterpretowana z braku wiedzy, to równie dobrze mogłoby jej nie być. A potem im mówię, że w ich przypadku - studentów elektronicznego biznesu - wiedza potrzebna do rozumienia i interpretowania informacji to za mało. Ich przyszłością po skończeniu studiów jest świadczenie elektronicznych usług opartych na wiedzy. Dlatego muszą być przedsiębiorczy i twórczy - najlepiej bowiem sprzedawać własną wiedzę. W społeczeństwie wiedzy ludzie będą sobie nawzajem sprzedawać specjalistyczną wiedzę na wolnym rynku. Przedmioty materialne będą produkowane przez roboty, więc malejąca część społeczeństwa będzie się z tego utrzymywać. Większość będzie musiała się utrzymywać ze sprzedaży produktów i usług cyfrowych - piosenek, filmów, oprogramowania, a przede wszystkim różnorodnej wiedzy. Im szybciej dane społeczeństwo przestawi się na gospodarkę opartą na wiedzy i innowacyjności, tym większe odniesie z tego korzyści. My w Polsce jesteśmy dopiero na początku tej drogi.

Nowoczesna gospodarka przenosi się do sieci. Coraz głośniej kwestionuje się jednak respektowanie praw własności w internecie. Czy można, Pana zdaniem, budować rozwój gospodarczy i społeczny podważając jednocześnie prawa własności? A może Ci którzy chcą opłat za treści publikowane w internecie działają wbrew rozwojowi gospodarczemu i społecznemu?
Nic nie jest za darmo. Wytworzenie jakiegokolwiek dobra wiąże się z kosztami i te koszty zawsze ktoś musi ponieść. Tylko nie zawsze jest to ten, kto te dobra konsumuje.

Z ekonomicznego punktu widzenia jest pewien konflikt pomiędzy dostawcami platform (usług telekomunikacyjnych, portali, wyszukiwarek itp.) a dostawcami treści (twórcami, autorami, wydawcami). Przychody dostawców platform zależą w największym stopniu od ruchu, więc im więcej darmowych treści, tym więcej ruchu w sieci i tym większe ich przychody.

Natomiast przychody dostawców treści zależą od ich sprzedaży, przy czym treść może być albo produktem na rynku, albo tylko wabikiem do sprzedaży reklam. Najlepiej jest to wytłumaczyć na przykładzie telewizji. Dla widza program składa się z treści - filmów, wiadomości, konkursów itp. - poprzedzielanych reklamami. Ale dla właściciela telewizji, program składa się z reklam poprzedzielanych treścią, bo reklamy są centrami zysku, a treści są centrami kosztów. Dlatego treść nie musi być wartościowa, tylko musi być atrakcyjna, aby przyciągnąć jak największą liczbę widzów do reklam. Naukowe wyjaśnienie jakiegoś zjawiska jest mało atrakcyjne, a skandal obyczajowy - bardzo, więc pokazujemy skandale. Oczywiście nie twierdzę, że cała treść w mediach jest bezwartościowa, tylko pokazuję mechanizm psucia jakości treści publikowanych w mediach z Internetem na czele, określany mianem "tabloidyzacji", u której podstaw leży darmowość treści. Jeśli jako społeczeństwo chcemy mieć wartościową treść, aby rozumieć świat, który nasz otacza, to musimy za nią zapłacić twórcom, bo oni muszą z czegoś żyć. Model, w którym twórca przez osiem godzin kopie rowy za pieniądze, a wieczorem tworzy i swoje dzieła udostępnia za darmo w Internecie jest całkowitą utopią.
Na powyższy problem można też spojrzeć z polskiego punktu widzenia, makroekonomicznego i społecznego. Najważniejszym problem Polski jest zapewnienie pracy młodym ludziom, często po studiach, aby nie musieli emigrować i nie musieli podejmować pracy poniżej swoich kwalifikacji, bo to jest marnotrawstwo. Jedyną szansą na taką pracę na skalę społeczną (przypomnijmy, że mamy w Polsce dwa miliony studentów, więc mowa o milionach miejsc pracy) jest elektroniczna gospodarka oparta na wiedzy. Celem gospodarczym Polski powinien być rozwój elektronicznych usług, najlepiej eksportowanych na cały świat przez Internet, u podstaw których leżą płatne treści. Znakomitym przykładem takiego podejścia i sukcesu jest polski przemysł gier komputerowych, które oczywiście są sprzedawane, a nie rozdawane za darmo. Gdyby nie były sprzedawane, to nigdy by nie powstały, bo ich twórcy nie mieliby za co żyć i nie byłoby pieniędzy na ich rozwój. W interesie Polski leży jak najszersze upowszechnienie modelu płatnych treści w Internecie, aby jak najwięcej ludzi znalazło pracę w tym sektorze gospodarczym. Polska bowiem nigdy nie będzie światowym dostawcą platform, z których mogłoby się utrzymać młode pokolenie Polaków.

Nowoczesne technologie trafiają do administracji, służby zdrowia itd. Rząd planuje także cyfryzację polskiej szkoły. Jednym z pomysłów w tym obszarze jest wprowadzenie darmowych e-podręczników? Czy uważa Pan, że to dobry pomysł, aby państwo wstępowało w rolę wydawców edukacyjnych oferując darmowe e-podręczniki?
Te nowoczesne technologie trafiają do administracji, służby zdrowia itd. w Polsce tak strasznie wolno, że w rankingu e-administracji opracowanym przez ONZ jesteśmy na 47 miejscu, a przegonił nas nawet Kazachstan. Można się zapytać, jak to jest możliwe, że w tym samym kraju mamy jedną z najlepszych na świecie e-bankowości i tak fatalną e-administrację? Przecież jedną i drugą robią ci sami informatycy! Informatycy rzeczywiście są ci sami, ale ponad nimi są raz przedsiębiorcy, a raz urzędnicy, i to nie jest to samo. Odpowiedzi należy doszukiwać się w różnicy pomiędzy sektorem prywatnym i państwowym. Nikt nie wymyślił lepszego mechanizmu rozwoju niż wolny rynek i walka konkurencyjna - to dlatego e-bankowość jest tak dobra. Dlatego pomysł, aby rząd (liberalny?) zniszczył rynek e-podręczników oferując jeden, państwowy i darmowy jest sprzeczna z interesem społecznym. Bo w interesie społecznym jest rozwój, a upaństwowienie e-podręcznika ten rozwój zahamuje i znowu wylądujemy w rankingach za Kazachstanem. A moglibyśmy w Polsce utworzyć rynek e-podręczników i eksportować je na cały świat, tak jak eksportujemy gry komputerowe.

Czy istnieje zagrożenie na monopol państwa w zakresie podręczników - po wprowadzeniu państwowych i darmowych e-podręczników?
Oczywiście, że istnieje takie zagrożenie, bo zadziała mechanizm dumpingu. Dumping to sprzedaż produktów poniżej kosztów ich wytworzenia. Ponieważ jednak zawsze całe koszty trzeba pokryć, to na tę różnicę przeznacza się pieniądze z innych źródeł niż przychód. Jeśli przedsiębiorstwo stosujące dumping ma dość pieniędzy na ten cel, to jest tylko kwestią czasu kiedy uczciwe przedsiębiorstwa odpadną w tej walce. Wówczas zostaje na rynku monopolista, który może dowolnie podnieść cenę i nawiązką zwrócić sobie straty, a co gorsza zaniechać rozwoju, który zawsze kosztuje. Dlatego dumping jest prawnie zabroniony i karany. Trudno sobie wyobrazić większy dumping niż oferowanie jakiegoś produktu za darmo, a jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego tak postępuje państwo polskie. Efektem tego postępowania będzie brak rozwoju. Rządowi skończą się pieniądze na e-podręczniki, a nasze dzieci będą uczone przestarzałych treści, niedostosowanymi metodami.

Nauczyciele uważają, że polska szkoła nie jest przygotowana na cyfryzację. Jak powinien być realizowany ten proces. Od czego zacząć? Od szkolenia nauczycieli, zakupu komputerów, stworzenia e-podręczników? Czy może od reformy polskiej szkoły zmierzającej do większej kreatywności uczniów, lepiej przygotowującej do rynku pracy?
Szkoła kojarzy się z solidnym budynkiem z klasami, z ławkami i tablicą; dzieci siedzą w ławkach i słuchają nauczyciela, który je uczy i razem z podręcznikiem jest dla nich głównym źródłem wiedzy. Aby zrozumieć wyzwanie, jakim jest cyfrowa szkoła wyobraźmy sobie wielki plac, na którym kłębi się kolorowy, różnorodny, międzynarodowy tłum przekrzykujący się nawzajem.

Z jednego boku tego placu mamy wspaniałe zabytki, z drugiego najnowocześniejsze wieżowce, z trzeciej zwyczajne blokowisko, a z czwartej ogromy śmietnik. Na środku tego placu siedzi na krześle nauczyciel z klasą uczniów i usiłuje prowadzić lekcję. Niby wszystko ma na wyciągnięcie ręki - od historii po nowoczesność, od spraw wielkiej wagi, po sprawy codzienne. Tylko żaden z uczniów go nie słucha, bo tyle jest atrakcji naokoło, w dodatku każdy uczeń zajmuje się czymś innym, a każdy przechodzień mówi mu coś innego. Najciekawsze dla uczniów jest oczywiście śmietnisko - za darmo, a jakie kolorowe, a jakie różnorodne. Cyfrowa szkoła wymaga przemyślenia na nowo całego procesu nauczania i wychowania dzieci w zupełnie innym środowisku. Żaden urzędnik, choćby był ministrem, nie może zamówić cyfrowej szkoły na przetargu. To musi być proces wykuwany latami w konkurencyjnej walce na wolnym rynku idei, sprzętu, oprogramowania, treści i metod. Zacząć trzeba od idei, czyli od naukowców, a nie od kupowania sprzętu komputerowego i "darmowych" e-podręczników. Kluczem do powodzenia jest podejście wolnorynkowe gwarantujące stały rozwój.

Prof. Wojciech Cellary jest kierownikiem Katedry Technologii Informacyjnych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, członkiem Rady Informatyzacji przy Ministrze Administracji i Cyfryzacji i Rady ds. informatyzacji Edukacji przy ministrze Edukacji Narodowej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie