Prof. Bralczyk: Agresorzy zamienią się w błaznów. Ten środek straci skuteczność w mediach

Agaton Koziński
Prof. Jerzy Bralczyk
Prof. Jerzy Bralczyk FOT. PIOTR KRZYZANOWSKI/POLSKAPRESSE
- Żyjemy w czasach burzy i naporu, stąd tyle agresji - mówi prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Michał Boni zaproponował utworzenie rady, która będzie walczyła z mową nienawiści. Zgodziłby się Pan zostać jej członkiem?
Pomysł nie jest zły, choć jeśli nazwa tej rady będzie brzmiała tak, jak pan ją przytoczył, to bardzo niechętnie - nie lubię określenia "mowa nienawiści". Mam wrażenie, że samo używanie takiego terminu może prowokować nienawiść.

Nie podoba się Panu określenia "mowa nienawiści". Ale dostrzega Pan zjawisko, które za nim się kryje?
Tak, rzeczywiście czuć wzrost radykalizacji nastrojów, który przekłada się na język używany w życiu publicznym. Choć ustawami nie da się tego wyplenić. Powinny do tego być użyte inne środki, mniej instytucjonalne, które sprawią, że tego typu wypowiedzi przestaną być opłacalne.

Sam pomysł rady, który rzucił minister Boni, Panu się spodobał. W jakie kompetencje należy więc ją wyposażyć?
W radzie powinny znaleźć się osoby, które są zwolennikami ostrzejszych rozwiązań, jak i ci, którzy będą mówić o imponderabiliach. Na dłuższą metę prowokowanie społecznego odrzucenia - przez wyśmiewanie, potępianie, ograniczanie kontaktu z osobami, które taką mową się posługują - przynosi lepsze efekty niż karanie. Ludzie lubią pokrzywdzonych. Jeśli się wsadzi kogoś do więzienia za używanie takich określeń, może to przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Co innego z nawoływaniem do czynów zabronionych. Gdy wzywa się do strzelania do ludzi, to nie można tego rozpatrywać w kategoriach językowych. W takich sytuacjach powinna wkraczać prokuratura.

Jak daleko doszliśmy w brutalizacji języka używanego w życiu publicznym? Momentami wydaje się, że właściwie ostrzejszych słów nie da się używać. Doszliśmy go granicy?
Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu - napisał kiedyś Stanisław Jerzy Lec. Nie wiemy, gdzie się to kończy. Eskalacja zawsze rodzi negatywne zjawiska, także na pewno nie zaryzykowałbym opinii, że doszliśmy do ściany. Język w takich sytuacjach potrafi być bardzo elastyczny.

Jakie są przyczyny tak nagłej brutalizacji języka debaty publicznej?
Przez ostatnie kilkanaście lat używanie jak najostrzejszych określeń wobec ludzi poprzedniego ustroju nie było w ogóle hamowane. Potem doszła możliwość zamieszczania anonimowych komentarzy w internecie. Hulaj dusza, piekła nie ma. W internecie tego piekła rzeczywiście nie ma, w nim można dosłownie wszystko, zwłaszcza bez nazwiska. Takie standardy szybko przedostały się do blogów czy mediów internetowych gromadzących tłumy wyznawców i wielbicieli takich treści. Później już poszło. Wiele osób zauważyło, że owszem, można zrobić karierę, ciężko pracując od podstaw, mozolnie budując swą pozycję, ale można też pójść na skróty, rzucając inwektywami i w ten sposób trafiając na czołówki gazet. Media do tego dopuszczają, także one też są winne takiej sytuacji.

Może więc zamiast tworzyć nową radę językową, należy wzmocnić pozycję Rady Etyki Mediów? Bo to ona powinna stać na straży języka używanego publicznie.

Tak, powinna. W mediach jest tolerancja dla różnego rodzaju skrajnych wypowiedzi. Wprawdzie nie zdarzają się w nich wulgaryzmy czy zwroty tak plugawe, jakie można usłyszeć na ulicy czy w tramwaju, ale to pokazuje, że cały czas nie doszliśmy do granic brutalizacji języka publicznego. Co innego, gdy publicznie nawołuje się do działań karalnych. Już Stanisław Wyspiański pisał, że "będziemy tym, co naszą łamali cześć, grób grześć, na piersi kolanem sieść i łamać kości". Przed Wyspiańskim, w czasach romantycznych podobnych sformułowań używano sporo, poeci sięgali po nie, żeby budzić grozę. Obok takich słów jak ojczyzna, honor, Bóg, często pojawiały się też takie jak: zbrodnia, zdrada, hańba. A wiadomo, że jak jest zdrada, to musi też być za nią kara. Dzisiaj wielu patetycznie sięga do tego dawnego języka romantycznego, stosując coś w rodzaju szantażu moralnego.
Panie Profesorze, jest Pan językoznawcą, ale także od lat kształci kolejne roczniki dziennikarzy na Uniwersytecie Warszawskim. Proszę powiedzieć, jak Pan widzi ewolucję mediów w Polsce w ostatnich latach? Czemu jest w nich tak duże przyzwolenie dla radykalizacji języka?
Mówiąc najkrócej: to forma walki o odbiorcę. Media się skomercjalizowały, rywalizują między sobą na wolnym rynku. To ma niestety tę złą stronę, że wartości językowe odchodzą na plan dalszy. Trudno jest sprawić, by w takiej sytuacji dziennikarze dbali przede wszystkim o subtelny, delikatny język. Choć cały czas wierzę, że to nie jest jedyny możliwy kierunek ewolucji mediów. Ciągle czekam na eleganckie pismo, które będzie z jednej strony ciekawe, a z drugiej nie przekraczało granicy przyzwoitości. Taka gazeta nie musi drukować długich i nudnych elaboratów. Może, a nawet powinna, być zabawna, inteligentna, redagowana w sposób atrakcyjny. Mogłaby być czymś w stylu Kabaretu Starszych Panów. Mam nadzieję, że z czasem pojawi się grono komentatorów, którzy będą się wypowiadać lekko, ironicznie, używając atrakcyjnego języka będą komentować naszą rzeczywistość.

Piękna wizja. Ale takie medium miałoby szansę znaleźć w Polsce więcej niż pięciu czytelników, słuchaczy czy widzów?
Nie wiem. Ale przecież już teraz nie można mówić, że wszędzie jest źle. Są tygodniki, które także dziś nie przekraczają pewnej granicy. Chociażby "Tygodnik Powszechny", który czytelników zbyt wielu nie ma. Pod tym względem lepiej jest z "Polityką", chociaż ona już zbyt łatwo feruje wyroki. Jej ostatnia okładka ze zdjęciami osób określonych jako "oszołomy" mnie zasmuciła, bowiem miałem ten tygodnik za wyjątkowo elegancki i niedążący do sensacji za wszelką cenę.

W Polsce regularnie pojawia się marzenie o stworzeniu u nas gazety w stylu amerykańskiego "New Yorkera" - ale nie widać szans na jego realizację.
Bez przesady. Przez lata mieliśmy podobnej klasy gazety, chociażby "Przekrój" w czasach PRL. Dziś daleki jest on od dawnej świetności, ale może sobie kiedyś przypomnimy, dlaczego był tak chętnie czytany. W czasach PRL, które dziś widzimy jako wielką czarną dziurę, było wiele eleganckich gazet, eleganckich dyskusji. Nie chwalę cenzury, ale nawet dziś można wrócić do samokontroli. Może w tym swoim wywodzie znajduje się na granicy naiwności, ale mimo wszystko wierzę, że to jest możliwe. W polityce nadzieję na zmianę niesie Janusz Piechociński, który zaszedł już bardzo wysoko, a trudno przypisać mu jakieś ostre zdanie.

Chwali Pan media z czasów PRL, ale wtedy mieliśmy klasyczny dyktat ówczesnych elit, które same decydowały o tym, na jakie tytuły zostanie przyznany papier. Na brukowce go nie było. Ale dziś nie rządzi elita, tylko odbiorca - i do niego dostosowuje się treści.
Ale ja wiem, jak jest - i mówię, jak powinno być. Choć nie mam w głowie gotowej recepty na to, jak obecny stan rzeczy zmienić. Mogę tylko powiedzieć, że wierzę, że zmiany są możliwe, zresztą w czasie naszej rozmowy czasownika "wierzyć" użyłem już kilkakrotnie. Dziś żyjemy w okresie burzy i naporu, ale on kiedyś minie. I mam nadzieję, że po tym okresie mocnego rozbuchania agresji ludzie zatęsknią za spokojem. Dziś, owszem, oni oglądają i słuchają tych, którzy mówią ostro, ale potem głosują na tych, którzy zachowują się spokojnie. Z czasem powinno się to zmienić także w mediach. Osoby, które dziś postrzegamy jako agresorów, z czasem będziemy widzieć jako błaznów. Agresja słowna przestanie być skuteczna, przestanie nabijać słupki oglądalności.
Rozmawiał Agaton Koziński

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

I
Internet jest jak ulica
Pies, który pokala ulicę nie zostawia wizytówki obok ekskrementu.
Mimo tego przykrego faktu ulice pozostają względnie czyste - i co może dziwić - nawet bez sprzątania.
"Panta rei - wszystko płynie, wszystko na tym świecie jest zmienne i nietrwałe". ( Heraklit).
K
Krytyk
tak "wyinterpretował" wypowiedż Palikota, w której ten ostatni prezydenta L. Kaczyńskiego chamem nazwał. Wyszło to na "komplement" pod adresem prezydenta wypowiedziany. Mimo wszystko nie chciałbym z Bralczykiem komplementem tym - w imieniu L. Kaczyńskiego - się podzielić.
K
Krytyk
tak "wyinterpretował" wypowiedż Palikota, w której ten ostatni prezydenta L. Kaczyńskiego chamem został nazwany, że wyszło to na "komplement" pod adresem prezydenta wypowiedziany. Mimo wszystko nie chciałbym z Bralczykiem komplementem tym - w imieniu L. Kaczyńskiego - się podzielić.
w
waldi
wymadrzaj sie brodaczu do lewakow i Michnika,q.rwa go mac!!!!!!
P
Poncyliusz
Jaja sobie ktoś robi , jak można dać dziecku imię AGATON !Chyba ,że to jakiś pseudonim.
k
kaktusnadłoni
Moim zdaniem, jednym ze sposobów "walki z mową nienawiści" (ohydna zbitka słów), powinna być eliminacja anonimowości wypowiedzi komentatorów.

Piszę to na swoim przykładzie. Komentarze zamieszczam od lat, inaczej piszę gdy jestem zalogowany poprzez facebook, a inaczej gdy jestem anonimem schowanym za krzakiem.

Zauważyłem kilka prawidłowości, między innymi tę że, coraz bardziej są zorganizowane grupy partyjniaków lub komentatorów skupionych wokół jakiejś ideologii.

Przykład: RAŚ na Śląsku.
Jak jest jakiś artykuł który dotyczy spraw śląskich lub województwa śląskiego, grupa dyżurnych ideologów zaraz pisze komentarze, a inni skupieni wokół nich klikają kciuk do góry, natomiast komentatorów, też anonimowych którzy się odważą napisać komentarz nie zgodny z poglądami RAŚistów, oznakowują kciukiem w dół. I nie ważne, czy komentarz RAŚisty jest rozumny i coś wnoszący, ważne że "jest nasz". Podobnie z antyRAŚistą, nie ważne czy pisze mądrze, czy to tylko bełkot spowodowany zasadą emocjonalnej reakcji, kciuk idzie w dół. Tworzy to obraz tego, ze większość czytających ma zdanie zgodne z zamierzeniami pastuchów dyżurnych.

Tak jest nie tylko na Śląsku z RAŚem. Wielu jest pastuchów dyżurnych partyjnych z PO i PiS.

Reasumując, moim zdaniem nie zlikwiduje się mowy nienawiści pozostawiając anonimowość komentatorów.
w
wysypka
A co to za Agaton????
3
i obrońca Starej Komunistycznej Władzy! Bo przecież to ludzie HONORU!
Ot, drugi Michnik.
N
NorvidNH
Uczciwość naukowca nakazuje być obiektywnym a nie chować głowy w piasek co Pan czyni. Przecież wiadomo,że ściera się chimera populistyczna z katolicką. Jęsli w Bobu nie ma racji to jest w PEŁO masturbacji?
n
nauczyciel
narodu. A co powiedział, gdy Palikot używał obraźliwych słów wobec śp. Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego? Już zapomniał faryzeusz. Wstydziłby się pokazywać Polakom na oczy.
Dodaj ogłoszenie