Prof. Antoni Dudek: Kukiz wszedł w fazę schyłkową

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Antoni Dudek - profesor , politolog
Antoni Dudek - profesor , politolog Bartek Syta
Kukiz się do tego nie przyzna, ale on zaczął rozumieć, że jego projekt polityczny już się kończy. Jemu już chodzi tylko o to, żeby w przyszłości, jak już zupełnie wypadnie z polityki, a moim zdaniem, nastąpi to za sprawą następnych wyborów parlamentarnych, mieć odpowiedź na pytanie, które będzie za nim do końca życia szło: „A coś ty właściwie Paweł przez te osiem lat w polityce zdziałał”? W tej chwili najbardziej zależy na ustawie antykorupcyjnej, próbuje nakłonić PiS, żeby w życie weszła taka bardzo surowa ustawa – mówi prof. Antoni Dudek, politolog

Panie profesorze, we wtorek Sejm zajmie się kandydaturami na stanowisko Rzecznika Prawa Obywatelskich. Mamy je dwie: Lidię Staroń, kandydatkę PiS i prof. Marcina Wiącka, kandydata opozycji. Mówi się, że Jarosław Gowin poprze tego drugiego, co może oznaczać jego dymisję.
W moim przekonaniu, jednak nie. Gowin, mam wrażenie, nie ryzykowałby tego. Proszę zwrócić uwagę, że w drugiej sprawie, która się toczy mniej więcej równolegle, czyli awanturze wokół wypowiedzi marszałka Terleckiego w sprawach białoruskich do pani Cichanouskiej, jednak Gowin powiedział, że będzie rekomendował swojej partii takie głosowanie w sprawie wniosku o odwołanie Terleckiego, które nie doprowadzi do kryzysu koalicyjnego. W domyśle: nie będziemy popierać odwołania Terleckiego. To będzie głosowanie późniejsze, po głosowaniu w sprawie Rzecznika Praw Obywatelskich. Mówiąc inaczej: Gowin zakłada, że tu sobie może pozwolić na nie poparcie Staroń, a tydzień potniej już nie może sobie pozwolić na głosowanie inne niż PiS.

Czyli myśli pan, że Gowin i jego ludzie zagłosują za kandydaturą prof. Wiącka?
Tak, myślę, że tak. Myślę, że jest na to milcząca akceptacja PiS-u, a dokładnie Kaczyńskiego. Mam wrażenie, że w tej sprawie to Gowin mówi prawdę twierdząc, że miał pewne uzgodnienia z prezesem. Nie znamy umowy koalicyjnej, nie wiemy, co w niej jest, bo umowa jest tajna. Ale Gowin twierdził, że było takie uzgodnienie, iż jeżeli kandydatura posła Wróblewskiego przepadnie, to kolejnego kandydata zgłosi Porozumienie w ramach Zjednoczonej Prawicy. Tyle, że przez wiele tygodni wydawało się, że tym kandydatem będzie pani senator Staroń, po czym, jak wiemy, Porozumienie zmieniło zdanie - wycofało kandydaturę pani Staroń i poparło prof. Wiącka. Co z kolei wywołało niezadowolenie w PiS-ie, który był już chyba oswojony z kandydaturą pani Staroń, choć wcześniej jej nie chciał. Moim zdaniem, gdyby PiS wcześniej, na etapie, kiedy jego kandydatami byli prof. Wawrzyk, a później poseł Wróblewski, wysunął kandydaturę pani Staroń, to byłaby już Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Ale tak się nie stało, a politycy często zmieniają zdanie w sprawach personalnych z powodów pozornie niezrozumiałych. Wiem, że przeciętnemu obywatelowi trudno za tym nadążyć, ale to tak naprawdę kryje się za tym zawsze walka o wpływy. Podsumowując: nie wierzę w to, że z powodu poparcia kandydatury prof. Wiącka na Rzecznika Praw Obywatelskich przez Porozumienie, Gowin zostanie wyrzucony z rządu. Ale oczywiście mogę się mylić.

Ale chodzą takie kuluarowe plotki, że Jarosław Kaczyński chce wypchnąć Jarosława Gowina z rządu, żeby mieć pretekst do przeprowadzenia przedterminowych wyborów i te przedterminowe wybory miałyby się odbyć 10 października tego roku.
Kompletnie w to nie wierzę. I powiem dlaczego, bo mamy tu problem z Konstytucją i chociaż prezes Kaczyński twórczo ją przez ostatnie lata interpretuje, to jeśli chodzi o skrócenie kadencji parlamentu są do tego trzy drogi, z których Kaczyński ma do wyboru de facto dwie, a właściwie tylko jedną.

Jakie to drogi?
Zacznijmy od tej, którą miałby w tej chwili realnie jako jedyną do wyboru - złożenie wniosku przez klub PiS-u o samorozwiązanie Sejmu i postawienie opozycji pod ścianą: „Skoro, uważacie nasze rządy za złe, to podnoście rękę natychmiast!” Sejm się rozwiązuje większością dwóch trzecich, więc taki wniosek musi poprzeć i Platforma i PiS. Ale to jest tak naprawdę oddanie decyzji w ręce Platformy, gdyby te wybory miały się odbyć 10 października, bo sam Kaczyński nie może o tym zdecydować. Dwa pozostałe sposoby, które mogłyby do tego doprowadzić są bez porównania trudniejsze. Jeden jest obecnie technicznie niemożliwy, bo wiąże się z nieuchwaleniem projektu budżetu na kolejny rok w terminie. Wtedy prezydent może rozwiązać parlament, ale to jest de facto możliwe dopiero na przełomie tego i przyszłego roku. Trzecia opcja, to opcja najbardziej upokarzająca i dlatego wydaje się w ogóle nie do przyjęcia, wiedzie bowiem poprzez dymisje rządu. To by oznaczało przyznanie, że rząd Morawieckiego jest zły, a tego by zwolennicy PiS mogli nie zrozumieć. Podsumowując: moim zdaniem, żadnych wyborów w tej chwili nie będzie, w tej chwili, czyli jesienią. Bez względu na to, czy Gowin zostanie wyrzucony z rządu, czy nie. Proszę pamiętać, że samo wyrzucenie Porozumienia z rządu nie oznacza jeszcze wyborów, mimo że rząd traci większość. Polska konstytucja jest tak skonstruowana, że dopóki się nie zbuduje inna większość, która będzie miała przynajmniej 231 posłów, rządzi dotychczasowy rząd. Nawet, jeśli nie ma większości. I moim zdaniem, taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Gowin odejdzie, albo go Kaczyński sam wyrzuci z rządu, ale najpewniej jeszcze nie w tym tygodniu, i kontynuowany będzie proces sztukowania większości. Już trwają rozmowy z kukizowcami, za chwilę zapewne okaże się, że także z kimś innym.

Właśnie pan poseł Kamil Bortniczuk ogłosił utworzenie Partii Republikańskiej z posłów, którzy odeszli z Porozumienia z Adamem Bielanem. Ponoć trwa bardzo intensywne namawianie posłów Porozumienia, żeby przeszli na stronę Bielana. To może być przyszły koalicjant PiS-u?
Tylko chcę zauważyć, że to namawianie polityków Porozumienia, żeby zostawili Gowina trwa od ponad roku, bo zaczęło się przy buncie Gowina w sprawie wyborów kopertowych. Ostatnią fazą tego procesu była wolta Bielana i próba odebrania Gowinowi jego partii. To się nie udało. Zdecydowana większość posłów wciąż jest po stronie Gowina. Oni, oczywiście, mogą zmienić zdanie w stosunku do swojego stanowiska sprzed dwóch, czy trzech miesięcy, tylko wydaje mi się to coraz mniej prawdopodobne.

Dlaczego?
Z prostego powodu: oni wszyscy dostali już atrakcyjne oferty i z jakichś powodów z nich nie skorzystali. Mam wrażenie, że to ludzie już zahartowani w próbach przekupienia. Oczywiście zawsze jest możliwie, że PiS podniesie stawkę, zaproponuje coś jeszcze bardziej atrakcyjnego. Prawda jest taka, że bardzo wielu posłów marzy, aby zostać wiceministrami. I Kaczyński oczywiście może całą dwunastkę zrobić wiceministrami, tylko nie wiem, czy oni na to pójdą śladem posłów Żalka i Gryglasa, którzy już przeszli tę drogę. Bardziej prawdopodobne moim zdaniem, jest wyrzucenie Gowina i tych jego dwunastu posłów ze Zjednoczonej Prawicy. I to ku temu powoli zmierza, ale nie sądzę, aby to miało nastąpić już w tym tygodniu.

Rozumie pan tę woltę Pawła Kukiza od pierwszego antysystemowa po osoba, która deklaruje, że może popierać PiS? Niektórzy mówią wręcz o przystawce PiS-u.
Rozumiem, Kukiz wszedł w fazę schyłkową. On się do tego nie przyzna, ale on zaczął rozumieć, że jego projekt polityczny już się kończy. Jemu już chodzi tylko o to, żeby w przyszłości, jak już zupełnie wypadnie z polityki, a moim zdaniem, nastąpi to za sprawą następnych wyborów parlamentarnych, mieć odpowiedź na pytanie, które będzie za nim do końca życia szło: „A coś ty właściwie Paweł przez te osiem lat w polityce zdziałał”? W tej chwili najbardziej zależy na ustawie antykorupcyjnej, próbuje nakłonić PiS, żeby w życie weszła taka bardzo surowa ustawa. Wtedy powie: „Wiele mi się nie udało, bo system okazał się strasznie odporny na moje działania, ale przynajmniej załatwiłem tę ustawę antykorupcyjną.” Kukiz zrozumiał, że już nie jest w stanie naprawić państwa, ale chce jakąś ustrojową pamiątkę po sobie zostawić. Nie może tego zrobić będąc w opozycji, to postanowił wykorzystać sytuację – Kaczyński jest teraz w sytuacji podbramkowej.

Słowa Ryszarda Terleckiego skierowane do pani Cichanouskiej pana zaskoczyły?
Nie zaskoczyły, bo Ryszarda Terleckiego znałem przed laty i wiem, że, delikatnie mówiąc, nie potrafi wypowiadać się dyplomatycznie, więc jeśli wkracza na obszar polityki zagranicznej to ten jego brak dyplomatyczności jest szczególnie rażący. To był właśnie tego przykład. Te słowa mnie zatem nie tyle zaskoczyły, co zasmuciły. Dlatego, że one jednak podważają jeden z ostatnich elementów wspólnych dla polskiej klasy politycznej. Mamy niewiele spraw, które łączą miażdżącą większość klasy politycznej. Dotąd jednak panował pogląd, że cała polska klasa polityczna, choć potwornie skłócona, to jednak solidarnie popiera demokratyczną opozycję na Białorusi. Nagle wkracza marszałek Terlecki i mówi: „My, oczywiście, dalej popieramy przeciwników Łukaszenki, ale tylko tych, którzy się nie spotykają z naszymi przeciwnikami politycznymi w Polsce, czyli niech pani Cichanouska szuka poparcia w Moskwie skoro chce się spotykać z Trzaskowskim.” To podważenie całego myślenia o polityce wschodniej, które dotąd dominowało. I co gorsza, gdyby to był tylko jeden wpis, za który Terlecki by przeprosił, to pół biedy. Ale on konsekwentnie brnie w to dalej ku radości Łukaszenki i Putina. Ten słynny list do pani Cichanouskiej jest kuriozalny. Tym co mnie najbardziej martwi to to, że Ryszard Terlecki tak się intelektualne stoczył. Przed laty współpracowałem z nim w IPN-ie. I wtedy i wcześniej pisał ciekawe książki, na przykład o historii Solidarności. Doskonale zatem wie, że jak przyjeżdżał w latach 80. przedstawiciel Solidarności do Stanów Zjednoczonych, to spotykał się nie tylko z przedstawicielami republikańskiej administracji Reagana, która popierała Solidarność, ale i z politykami partii demokratycznej. I nikomu w Stanach Zjednoczonych, w partii republikańskiej, nie przyszło wówczas do głowy, żeby pisać do przedstawicieli Solidarności: „Nie spotykajcie się z Demokratami. To są źli ludzie. Oni chcą ustanowić dyktaturę w Stanach Zjednoczonych”. Moim zdaniem, to jest intelektualny upadek prof. Ryszarda Terleckiego.

Ale szans na jego odwołania z funkcji wicemarszałka Sejmu, nie ma chyba żadnych.
Są niewielkie. Bo tak, jak mówiłem pani wcześniej, Gowin powiedział, że w tej sprawie nie będą wywoływać kryzysu koalicyjnego, czyli raczej zagłosują przeciwko jego odwołaniu. Więc chyba w tej sprawie koalicja zwana niegdyś Zjednoczoną Prawicą będzie miała większość i Ryszard Terlecki pozostanie wicemarszałkiem Sejmu. I niestety będzie dalej głosił to, co głosi, myślę nawet, że ze zdwojoną energią. Dla mnie to jest przykład człowieka, którego zdegenerowała intelektualnie polityka i towarzyszące jej zacietrzewienie. Smutna historia.

Mówi się, że Donald Tusk ma ochotę wrócić do polskiej polityki. Są różne teorie na temat tego, co miałby tu robić: jedni mówią, że podnosić platformę, inni, że współpracować z Szymonem Hołownią. Pan sobie taki powrót wyobraża?
Zacznę od tego, że to co najmniej trzecia próba powrotu Donald Tuska do polskiej polityki. Pierwsza miała miejsce w czerwcu 2019 roku, czyli dwa lata temu. Miał wówczas powstać tak zwany ruch 4 czerwca, którego rzekomo Tusk miał być liderem, czy patronem. Nic takiego nie powstało. Potem mieliśmy falę podsycanych przez byłego premiera spekulacji, że Tusk wystartuje w wyborach prezydenckich, jako kandydat Platformy. Skończyły się w grudniu 2019 roku deklaracją Tuska, że ma jednak zbyt duży elektorat negatywny i nie będzie startował. Teraz jest trzecia próba i moim zdaniem, ona się skończy podobnie – Tusk wygłosi jeszcze jedno, czy drugie przemówienie i znowu się schowa w Brukseli, czy w Sopocie. Ja po prostu w ten jego powrót nie wierzę, bo w polskiej polityce zbyt mało ludzi na niego czeka.

Myśli pan naprawdę, że nikt na Donalda Tuska nie czeka?
A kto czeka na Tuska w polskiej polityce? Czeka tylko ta część Platformy, która jest z nim najbardziej związana i która wierzyła, że Tusk jest nadzieją na powrót do dawnej świetności. Tyle tylko, że ci ludzie są dziś mniejszością Platformy, bo są w niej też schetynowcy, którzy nienawidzą Tuska z wiadomych względów. I są ci, którzy wierzą w Rafała Trzaskowskiego, wierzą, że on da im jakąś perspektywę. A cała reszta poza Platformą kompletnie Tuska nie potrzebuje, bo po co takiemu Hołowni Donald Tusk? To jest obciążenie, proszę zauważyć, że Ruch Polska 2050 jest bardzo antypisowski, ale on wcale nie wspomina z łezką w oku Platformy. Oni są wyraźnie krytyczni wobec tych ośmiu lat rządów Platformy. Także i na lewicy nikt za byłym premierem nie tęskni. Na Tuska nie ma zatem wielkiego zapotrzebowania w polskiej polityce. Natomiast on ma ciągle ogromną medialną siłę rażenia: jest szefem Europejskiej Partii Ludowej, były przewodniczącym Rady Europejskiej, byłym polskim premierem, jest zatem postacią ważną. Jeśli chce się wypowiedzieć dla mediów, to media go z radością pokazują. Czasami mówi dwuznaczne rzeczy i natychmiast zaczynają się spekulacje, ale z tego jak dotąd nic konkretnego nie wynika. Tusk ma głównie znaczenie w przestrzeni medialnej. Natomiast oczywiście można by sobie wyobrazić sytuacje, kiedy wskutek upadku Budki, niechęci Trzaskowskiego do przejęcia przywództwa w PO, zostanie liderem Platformy. Tylko to będzie wyglądało tak, jak powrót po latach Leszka Millera do przywództwa SLD, czyli to będzie fiasko.

Wychodzi na to, że Jarosław Kaczyński może spać spokojnie?
Nie może spać spokojnie. Gdyby celem Kaczyńskiego było tylko trwanie przy władzy, tak jak niegdyś Tuska, to istotnie przez najbliższe ponad dwa lata mógłby spać spokojnie. Natomiast Kaczyński jest politykiem, który chce przebudować cały kraj. I widzi, jak od dwóch lat ten buldożer, który przeorywał Polskę w I kadencji utknął. Tak naprawdę jemu się od prawie dwóch lat, od wyborów parlamentarnych nie udało przepchnąć przez parlament żadnej, poważniej ustawy, takiej, która by coś istotnego w Polsce zmieniała, bo albo Gowin to blokuje, albo Ziobro protestuje. Nie, Kaczyński nie może spać spokojnie. Następuje erozja czynnika sprawczego w polskiej polityce. Mogło się to podobać, albo jak mnie nie podobać, ale w pierwszej kadencji rządów PiS-u następowała zmiana za zmianą. Teraz niczego takiego nie ma.

Polacy wrócili do fast foodów

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ehh

Kukiz się niestety rozmienil na drobne.Pewnie ,że mają wspólne części programu z Pysem ,bo nawet Pys ma wiele programów dobrych a w wielu różnych dziedzinach kompletna liberalizacja na zasadzie,,robta co chceta "się nie sprawdzi.Moze pandemia miala na to wpływ,bo skończyły się przychody z koncertow albo trzeba dzieciom pewniejsza robote w spółkach Skarbu Państwa załatwić. Kukiz ,to się wydawal taki samiec alfa ,który z innymi samcami siła rzeczy będzie rywalizowal ale moze juz poziom testosteronu spadł...No nic do zobaczenia na ...sylwestrze marzeń.

l
lelek kozodój !

Właśnie podano wyniki exit poll wyborów na Prezydenta Rzeszowa. Wygrał w pierwszej turze z wynikiem 55 % K. Fijałek, o czym dziwnym sposobem bulwarówka DP nie informuje. A co do wyjca kukoca, to niestety mocno się na stare lata zesmrodził.

K
Kot Kaczora

Ten Antoni już od dawna jest w fazie schyłkowej, wraz ze swoją kochaną platformą.

G
Gość

Wręcz przeciwnie panie dudek , Kukiz będzie wreszcie tam gdzie powinien być od początku , czyli w Zjednoczonej Prawicy

Dodaj ogłoszenie