Producent "Smoleńska": Prawica odzyskuje pole. Zrozumiała, że musi tworzyć własne instytucje

Anita Czupryn
Maciej Pawlicki
Maciej Pawlicki
- Prezydent Lech Kaczyński jest jedną z głównych, ale nie główną postacią tego filmu w sensie liczby scen - o powstającym właśnie filmie "Smoleńsk" Antoniego Krauzego z jego producentem Maciejem Pawlickim rozmawia Anita Czupryn.

Kto zagra rolę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w filmie "Smoleńsk"?
Aktor został wybrany i przyjął propozycję, ale daliśmy sobie słowo, że ujawnimy jego nazwisko po podpisaniu umowy, czyli za kilka tygodni.

Może powiedzieć Pan więcej o innych aktorach, którzy wystąpią w tym filmie?
Ukończyliśmy scenariusz, dostają go aktorzy, z którymi jesteśmy dogadani, do innych ról jeszcze w tym miesiącu będziemy organizować castingi. W scenie realizowanej na lotnisku wystąpiło już kilkoro aktorów, m.in. Tomasz Radawiec, Blanka Kaczorowska.

Ile trzeba mieć dziś pieniędzy na zrobienie antymainstreamowego filmu?
Budżet wyniesie około 12 mln zł.

Film "1920 Bitwa Warszawska" zamknął się w 24 mln zł, a i tak pojawiły się krytyczne głosy, że kiepsko wyszło. 12 mln zł na dobry film to wystarczający budżet?
"Bitwa Warszawska" to film kostiumowy z wielką ilością scen batalistycznych. Bardzo duże przedsięwzięcie scenograficzne, kostiumograficzne - zupełnie inna produkcja. My robimy film współczesny, opowiadamy historię, która się wydarzyła trzy lata temu i dzieje się dziś. Pewnie moglibyśmy realizować ten film z większym rozmachem. Dziennikarz "New York Timesa" dziwił się, dlaczego taki mały budżet, skoro taki ważny temat. Ja myślę, że to przyzwoity budżet, gospodarujemy oszczędnie i musi wystarczyć.

Samolot, sceny w powietrzu - to też nie byle jakie przedsięwzięcie logistyczne.
Przy dzisiejszej technice wiele ujęć realizuje się przez animacje komputerowe, technika umożliwia robienie tych rzeczy taniej, a z równie dobrym skutkiem.

Dostaniecie dofinansowanie z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej? Złożyliście o to wniosek?
Czy otrzymamy dofinansowanie - tego nie wiemy. Wniosek złożymy w najbliższej sesji, w lipcu.

Skąd więc pieniądze na film?
Od wielu miesięcy trwa zbiórka, prowadzi ją Fundacja "Smoleńsk 2010", pieniądze wpłaciło wiele tysięcy ludzi. Są datki od sum sporych do bardzo skromnych, ale równie dla nas ważnych, bo liczy się tutaj każdy grosz. Drobne wpłaty są nawet cenniejsze, bo mamy świadomość, że ludzie, którzy wpłacają pieniądze na ten film, normalnie nie zajmują się wspieraniem produkcji filmowych, a tak bardzo im zależy na tym, żeby ten film powstał, że decydują się na wsparcie produkcji. Jest to więc film w pewnym sensie narodowy, bo już realnie wsparły go tysiące Polaków i mogą czuć się jego współproducentami. Taka sytuacja nie miała miejsca w polskiej kinematografii jeszcze nigdy. Poza tym jest kilka firm, które widzą w tym filmie dobrą inwestycję i sądzą, że zainwestowane pieniądze zostaną zwrócone z zyskiem. Nazwy tych firm ujawnimy po podpisaniu umów. Nadal wszakże budżet nie jest zamknięty, nadal apelujemy o wpłaty - szczegóły na stronie www.fundacjasmoleńsk2010.pl.

Na czym został oparty scenariusz? Na badaniach prof. Biniendy, eksperta zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza?
Scenariusz będzie oparty przede wszystkim na relacjach świadków. Robimy film - nie tyle naukową rekonstrukcję tego, co się stało z samolotem, co opowieść o ludziach, których ta tragedia dotyczy. Zarówno w retrospekcjach tego, co działo się przed 10 kwietnia, jak i przede wszystkim tego, co działo się po katastrofie. Nasi bohaterowie są zbudowani z historii kilku osób - rodzin ofiar katastrofy. Jeśli chodzi o samą katastrofę czy unicestwienie samolotu, to opieramy się na różnych źródłach, również na badaniach ekspertów komisji parlamentarnej. Ale to nie my jesteśmy od tego, by naukowo przyczyny tragedii rozpracowywać, to mają zrobić śledczy. My pokażemy artystyczną wizję Antoniego Krauzego - jak mogło to wyglądać - zgodną z tym, co wiadomo z badań naukowców na pewno.
Jak w filmie zostanie pokazany prezydent Lech Kaczyński? Zwykły człowiek czy heros? Film będzie ukoronowaniem jego drogi politycznej?
To jest film o Polsce z 2010-2013 r. i wcześniej, bo wracamy do wydarzeń w Gruzji z 2008 r. - czasu prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Prezydent jest jedną z głównych, ale nie główną postacią tego filmu w sensie ilości scen. Są role częściowo oparte na postaciach autentycznych, a częściowo - jak główna bohaterka, dziennikarka - są całkowicie fikcyjne. Prezydenta pokażemy zarówno jako polityka, jak i zwykłego człowieka. A na ile okaże się to wiarygodne? Poczekamy na opinie widzów.

Znajdą się w "Smoleńsku" odniesienia do sytuacji politycznej, tarć między PO a PiS w tamtym czasie?
To nie jest film o walce politycznej, ale o losach ludzi, których ta tragedia dotknęła, także o tym, co publicyści nazwali katastrofą posmoleńską - o podziale, jaki w Polsce istniał, ale został dramatycznie pogłębiony przez świadome działania. Ta jedność, która istniała przez pierwsze dni po 10 kwietnia, która mogła być zaczynem czegoś wspaniałego, została rozbita i o tym rozbijaniu też chcemy opowiedzieć. To film o losach i emocjach ludzi, których taka właśnie polityka dotyczy.

Będzie też wątek katyński?
W szczątkowej formie - dla tych widzów, którzy mogą nie wiedzieć, o co chodzi. Mam nadzieję, że ich w Polsce nie ma, ale jednak z punktu widzenia logiki narracji sceny z wątku katyńskiego muszą zaistnieć.

W jaki sposób film pokaże polityków, którzy zginęli w katastrofie, a którzy należeli do innych partii?
Nie przedstawiamy w filmie po kolei wszystkich pasażerów rządowego samolotu. Koncentrujemy się na losach kilku kobiet, które straciły mężów w tej tragedii. To nie jest opowieść o scenie politycznej, ale o ludziach, którzy próbują odnaleźć sposób na życie po tym, co się stało, jak chcą oddać cześć swoim najbliższym. I o tym, według jakiej hierarchii wartości żyli, żyją i chcą żyć. Jaką wspólnotę tworzyć.

Jaka jest rola prezesa Jarosława Kaczyńskiego w powstaniu filmu? Konsultowaliście z nim scenariusz?
Nie, nie konsultowaliśmy. Myślę, że jego rola jest taka jak wielu innych osób, które życzą nam, aby ten film powstał. Wiem, że chciałby, by ten film powstał, i że bardzo ceni reżysera Antoniego Krauzego.

Powstało już kilka filmów o Smoleńsku. Jest też dokument BBC pokazujący rządową wersję. Czy "Smoleńsk" będzie kontrdokumentem fabularnym?
Nasz film w ogóle nie będzie dokumentem, to film fabularny. Znajdą się w nim oczywiście elementy opowieści dokumentalnych zarejestrowane podczas wydarzeń, pokazywane jako relacje telewizyjne. Nie będziemy się ścigać z dokumentami, jakie powstały, które są albo bardzo dobre i ciekawe, albo propagandowo koszmarkami, jak film National Geographic, który budzi pusty śmiech. Ta kuriozalna produkcja tak dramatycznie różni się od znanych nam dobrze realiów rosyjskiego śledztwa, że nie warto nawet z nią polemizować. My rekonstrukcję lotu pokażemy zupełnie inaczej. A z dokumentalistami, a raczej - zazwyczaj - dokumentalistkami, bo to kobiety zrobiły najważniejsze filmy o "Smoleńsku", nie zamierzamy rywalizować. One wykonują swoją robotę znakomicie. Raczej chcemy czerpać z ich pracy, liczymy na wykorzystanie niektórych ich materiałów.

Co Pana skłoniło, żeby pakować się w tak zdradliwą w polskich realiach dziedzinę, jaką jest film?
Filmem zajmuję się od 30 lat. Nigdy nie uważałem, że jest on dziedziną zdradliwą, ale piękną i dającą ogromne możliwości. Przez wiele lat pisałem o filmie, po czym produkowałem rzeczy mniejsze, większe. Teraz mam szansę wyprodukować film bardzo duży i bardzo ważny. Antoni Krauze poprosił mnie, abym został jego producentem, i traktuję to jako zaszczyt oraz wielką przygodę, profesjonalną i artystyczną, bo jestem także współscenarzystą tego filmu. Poznaliśmy się już po 10 kwietnia, choć oczywiście znałem Antoniego Krauzego z jego filmów i bardzo je cenię. A rolę producenta rozumiem tak, jak rozumieją ją producenci amerykańscy, to znaczy biorąc odpowiedzialność nie tylko za organizację całości, ale również stając się bliskim współpracownikiem reżysera, który pomaga mu w zrealizowaniu jego artystycznej wizji. Pod względem etycznym, duchowym traktuję to jako wielkie zobowiązanie, jedną z najważniejszych rzeczy, jakie w życiu zawodowym robię. Może najważniejszą. Uważam, że to będzie najważniejszy film w polskiej kinematografii od dawna, i jestem szczęśliwy, że mogę przyłożyć do tego swoją rękę.
W ostatnim czasie różne dziedziny sztuki w naszym kraju zostały zdominowane przez liberałów. Ale mamy tygodniki konserwatywne, w telewizji pojawiają się prawicowe przedstawienia. To początek zjawiska - prawica wkracza do popkultury?
Nie nazywałbym tego wkraczaniem, raczej odzyskiwaniem pola. Środowiska konserwatywne zrozumiały, że muszą tworzyć swoje instytucje, ponieważ zostały przez liberalną lewicę wypchnięte właściwie ze wszystkich miejsc. Byłem dyrektorem TVP 1 w latach 1994-1996 i robiliśmy wiele programów, które były oglądane przez masową widownię, a jednocześnie miały przekaz zgodny z tradycyjnym systemem wartości - przekaz, który był atrakcyjną alternatywą dla rewolucji obyczajowej propagowanej przez lewicę. Jednocześnie pozostawiając dla liberalnej lewicy miejsce, nie eliminując jej. Tworzyłem również telewizję RTL 7, która była telewizją rodzinną, komercyjną i w obszarach równej dostępności miała większą oglądalność niż TVN. To wyeliminowanie przekazu dla masowej widowni zgodnego z tradycyjnym systemem wartości odbyło się na drodze administracyjnej, mechanicznej. Jedne telewizje dostawały kredyty w nieskończoność i mimo że mają, tak jak TVN, 2 mld zł długu, nadal dominują, dostają kolejne koncesje na multipleks, a "nie starcza" miejsca dla TV Trwam. Inne stacje koncesji ani kredytów nie dostały i to były polityczne decyzje, aby ich nie przyznawać. Mam na myśli TV Puls. Ta eliminacja treści konserwatywnych i dławienie instytucji o takim zabarwieniu odbyły się w brutalny sposób. Środowiska, których jestem częścią, doszły do wniosku, że trzeba samemu tworzyć swoje instytucje, inaczej nie da się dotrzeć do ogromnej widowni, która czeka na takie pisma, portale, filmy, także seriale. Tak jest zresztą na całym świecie, zwłaszcza w USA. Polacy pod względem mentalności są zbliżeni do Amerykanów, podobne bądź te same rzeczy są dla nich ważne - patriotyzm, rodzina, honor, historia, czyli ciągłość i wzajemne zobowiązania pokoleń, naród jako wspólnota. Rozumieją, że dobro wspólnoty jest dobrem ich samych. Przynajmniej część Polaków, bo niestety ogromna część została wyprana z tej świadomości, dała sobie wmówić, że egoizm jest najlepszym sposobem na życie. Nasz film jest elementem powrotu do kultury masowej świata wartości, powrotu do normalności.

Rozmawiała Anita Czupryn

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
aa

aaa ty RG skąd to wiesz? W Wyborczej ci to powiedzieli? Nie twoja rzecz, więc nie mieszaj się. Leć oglądać produkcje Agory

r
rg

Powstaje następny paszkwilek oparty nie na prawdzie a na emocjach

Dodaj ogłoszenie