Proces Breivika nie powinien być jawny

Wojciech Rogacin
Rozpoczęty w poniedziałek proces Andersa Breivika, zabójcy ponad 70 osób w Oslo i na wyspie Utoya latem ubiegłego roku, rozpoczął się od promocji zbrodniarza i jego chorej ideologii.

Breivik wszedł do sali rozpraw ubrany w marynarkę, niczym wojskowy uniform. W swej 1500-stronicowej odezwie sam się mianował Rycerzem Templariuszem, który walczy o czystość Europy wolnej od Islamu. "Pozdrowił" obecne na Sali rodziny ofiar i ocalałych z pogromu faszystowskim gestem wyciągniętej ręki. Uśmiechał się półgębkiem do zebranych, a potem rozrzewnił się, gdy pokazano nagrania z kamer przemysłowych jego zamachu bombowego w Oslo. W ten sposób po raz kolejny zadrwił ze swoich ofiar, ich rodzin i opinii publicznej.

Czytaj też: Rusza proces Breivika, szaleńca, który chciał zabić Norwegię

Staje się tradycją, że procesy wielkich zbrodniarzy w dzisiejszych czasach stają się w publicznej świadomości nie tyle sądem nad nimi, co okazją do autoreklamy każdego z nich oraz przekazania jeszcze raz ich chorych idei. Tak było z procesem Slobodana Miloszevicia, tak było również z sądem nad Saddamem Husajnem. Media w pogoni za sensacyjnym i krwistym przekazem uwypuklają ich bulwersujące zachowania i wypowiedzi. Przy okazji ofiary zbrodniarzy po raz kolejny przeżywają traumę i upokorzenie, gdy psychopata śmieje się rodzinom ofiar w twarz i głosi ponownie swoje

Czytaj też: Nieznany plan Breivika: Zabić Obamę. "Najlepsza forma reklamy antyislamizmu"

W tym samym czasie w bazie Guantanamo odbywa się proces wojskowy pomysłodawcy zamachów z 11 września Chalida Szejka Mohammeda. Proces nie odbywa się przed kamerami, ale i nie jest totalnie zamknięty. Do mediów przedostają się informacje o zarzutach czy reakcjach oskarżonego, który cieszy się, że może dostać wyrok śmierci, bo wówczas uważa, że pójdzie do raju jako męczennik. Nie ma natomiast całego spektaklu pychy, ani reklamy jego chorych ideologii, jak w przypadku Breivika. Amerykanie bowiem podjęli decyzję, że oskarżonych w sprawach o terroryzm nie będzie się sądzić pod okiem kamer.

Proces Breivika również powinien odbywać się bez kamer. Nie po to są bowiem media, ani sądy demokratycznych krajów, by rozgłaszać przesłanie psychopaty. Chyba nie mają racji Norwegowie, gdy twierdzą, że muszą zapewnić Breivikowi proces w pełni otwarty i publiczny, by pokazać, że właśnie wbrew intencjom zabójcy z wyspy Utoya tradycyjne wartości norweskiego wolnego i demokratycznego narodu nie będą pogwałcone. Że dając takiemu zbrodniarzowi możliwość głoszenia swych teorii w sądzie w rzeczywistości zadają cios jego ideom.

Czytaj też: Pozostałe komentarze Wojciecha Rogacina

Nie, oni dają mu to, na co czekał od lat. Przecież skala jego zbrodni, przygotowywanej przez wiele lat, była obliczona właśnie na to, by zbrodniarz mógł zyskać jak największy rozgłos. Teraz, o ironio, ten rozgłos jest jeszcze spotęgowany.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny
Między zwykłym dożywociem
a karą śmierci jest jeszcze
coś co możnaby wprowadzić:
obostrzone dożywocie;

Surowe rygory, żadnych przyjemności,
bardzo skromne wyżywienie
i brak możliwosci ubiegania się
o przedterminowe zwolnienie
za tzw. dobre zachowanie.

Byłoby to zatem b a r d z o bezwzględne
dożywocie. Toż to paranoja, że
gostek sobie siedzi na dożywociu,
ogląda telewizję a w "wolnych" chwilach
pisze książkę i jeszcze na tym kase trzepie.

Taki skazany na bardzo bezwzględne dożywocie
mógłby żyć ale powinien być traktowany niemal jak umarły:
żadnych kontaktów na zewnątrz itp.

Natomiast jestem przeciwny karze śmierci.
P
POparzony
Komuchy i socjaldemokraci boją tego procesu.
Sami terroryzują społeczeństwo poprawnością polityczną.
Zamykają usta swoim przeciwnikom.
To musiało się tak skończyć.
Ale Breivik nie będzie ostatnim.
N
Niniol
Tak, tak. Zakazane powinny być wszelkie niewygodne informacje. Fakt, ideologia sprawcy masakry w norweskim Artieku jest mocno pokręcona, ale jej podbudowa zawiera wiele faktów i wniosków, delikatnie mówiąc, niewygodnych dla środowisk lewicowych i tzw. "liberalnych".
I stąd ten chór zgodnie potakujących dziennikarzy, funkcjonariuszy medialnych i "autorytetów" domagających się procesu za zamkniętymi drzwiami. Kolejnym ich krokiem może być uczynienie z deklaracji Breivika nowego "Mein Kampf" - dzieła zakazanego, potępianego i znanego jedynie z tytułu.
Ś
Śledź
Amerykanie słusznie podjeli decyzję o medialnym wyciszeniu procesów terrorystów. Przecież wiekszość zamachów terrorystycznych ma w domyśle wpływać na opinię publiczną i albo wywołać strach przed terrorystami, albo spowodować że za terrorystą pójda inni.
Jest wiele przykładów, że pewne działania nagłośnione medialnie moga spowodować, że znajdą sie naśladowcy. I tak samobójstwo znanej popularnej postaci może znaleźć wielu naśladowców co zostało bezspornie udowodnione. Pisał o tym Cialdni w książce "Wywieranie wpływu na ludzi".

Także przestępcze modus oprandi może być instrukcją dla kolejnych przestępców, podobnych szaleńców tak jak Breivik.

Niestety dziennikarska brać w imię często niewłaściwie pojętemu dostepowi do informacji i wolności słowa swoimi artykułami często udziela wskazówek przyszłym terrorystom i przestępcom. W pogoni za tantiemami z wierszówek sa skłonni nawet narazić bezpieczeństwo narodowe. Kiedyś ten własnie wątek poruszył Bob Woodward w książce "Veil - The Secrect Wars of the CIA" opisując jak w Washington Post zastanaiwli sie czy opublikować informacje o podłuchu na kablach podmorskich.
Dodaj ogłoszenie