Prezydentura w zasięgu ręki

Marek Migalski, politolog
Aby walczyć o reelekcję, Lech Kaczyński powinien odróżnić się od partii brata bliźniaka.

Na półmetku prezydentury Lecha Kaczyńskiego warto zadać sobie pytanie o możliwość jego reelekcji oraz o konieczne ku temu zmiany w modelu sprawowania przez niego urzędu. Zwycięstwo w wyborach w 2010 roku jest wciąż możliwe, choć wcale nie będzie łatwe.

Dziś na Lecha Kaczyńskiego zagłosowałby co trzeci badany, a to gwarantuje mu wejście do drugiej tury, w której może zdarzyć się wszystko. Te trzydzieści kilka procent to niezłe poparcie, zważywszy, że Lech Wałęsa minimalnie przegrał wybory w 1995 roku, wychodząc z poparciem na poziomie zaledwie kilkunastoprocentowym jeszcze na parę miesięcy przed wyborami.

Biorąc pod uwagę, że głównym przeciwnikiem Kaczyńskiego będzie prawdopodobnie Donald Tusk lub inny z platformersów, można uznać, że nie jest on bez szans. Z każdym bowiem miesiącem politycy obozu rządzącego będą się zgrywać w procesie sprawowania władzy i ich popularność może już tylko maleć.

Co prezydent powinien zrobić, by uprawdopodobnić swoją wygraną za dwa i pół roku? Przede wszystkim nie wykonywać gwałtownych ruchów i nie zmieniać znacząco swojego emploi. On musi pozostać tym Kaczyńskim, na którego w 2005 roku oddało swój głos prawie 8 milionów wyborców. Musi więc postępować tak samo jak dotychczas, tylko że lepiej. Co to oznacza?

Powinien w dalszym ciągu prowadzić aktywną politykę wschodnią, kontynuować wysiłki w zapewnieniu Polsce bezpieczeństwa energetycznego, walczyć o nasze interesy w UE i trwać przy strategicznym sojuszu z USA. Ale musi ze swoimi wysiłkami w tych dziedzinach, które są często cenione także przez jego przeciwników, dotrzeć do wyborców. Musi znaleźć sposób na komunikowanie się z elektoratem ponad głowami niechętnych mu w większości mediów.

Podobnie musi postępować także w kwestiach wewnętrznych - tu także koniecznym wydaje się takie prowadzenie polityki informacyjnej, która pokaże go w jak najlepszym świetle. Będzie to łatwiejsze, bowiem kwestie polityki międzynarodowej są mało zrozumiałe dla większości naszych rodaków i mogą oni być w tej materii uzależnieni od opinii niechętnych Kaczyńskiemu ekspertów, natomiast w zakresie polityki wewnętrznej decyzje prezydenta mogą znajdować większe uznanie wyborców.

Bo w tej sferze może on prezentować bliskie sobie i większości Polaków podejście zdefiniowane w kampanii 2005 roku jako polityka solidarna. Musi zatem wetować prywatyzację szpitali, wprowadzenie podatku liniowego, liberalizację kodeksu pracy itp.

Słowem, winien prezentować wartości lewicowe, podzielane przez znaczącą część wyborców, i to tych, którzy w 2010 roku mogą zdecydować, podobnie jak w 2005 roku, który z prawicowych kandydatów zasiądzie w pałacu prezydenckim.

Będzie to o tyle naturalne i łatwe, że Kaczyński ma w kwestiach socjalnych "serce po lewej stronie", a jego przeciwnikiem będzie polityk z liberalnej PO.

Kaczyński musi więc robić to, co robił do tej pory, i nie udawać kogoś innego. Niech w dalszym ciągu występuje raczej w roli ojca narodu, a nie kolegi z podwórka. Dzisiaj króluje i święci triumfy styl Donalda Tuska - wyluzowanego, wciąż uśmiechniętego turysty w Machu Pichcu.

Ale może on się tak samo szybko znudzić Polakom, jak szybko ich uwiódł. I za dwa i pół roku wyborcy na powrót będą chcieli wybierać przywódcę narodu, a nie fajnego kolegę.

Nie ma więc potrzeby naśladowania zachowań i stylu obecnego premiera (pomijając już fakt, że Kaczyński byłby zupełnie niewiarygodny w tego typu ściganiu się w "fajności" z Tuskiem).

Do zwycięstwa będą mu jeszcze potrzebne dwie rzeczy - poprawa polityki informacyjnej ( o czym była już mowa) oraz odróżnienie się od PiS. To pierwsze wydaje się oczywistością - prezydent musi przestać być postrzegany jako naburmuszony zawistnik, który nic nie robi poza kłóceniem się z rządem. Być może potrzebna do tego będzie poważna zmiana kancelarii prezydenckiej.

Drugie zadanie, odróżnienie się od PiS, będzie trudniejsze. Lech Kaczyński jest postrzegany jako prezydent jednej tylko partii, partii swego brata. O ile Jarosławowi potrzeba do szczęścia około 35 proc., bo z takim wynikiem jego partia może sięgnąć po władzę, o tyle Lechowi do reelekcji potrzeba 51 proc. głosów, a to oznacza, że koniecznym zabiegiem jest pozyskanie innych grup społecznych niż zwolennicy PiS.

I to chyba będzie najtrudniejsze dla Kaczyńskiego, bo bardzo ciężko będzie mu różnić się od brata. Ale by powtórnie zameldować Jarosławowi wykonanie zadania, będzie to absolutnie niezbędne.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
Franka

tym Fotyga w tańcu! Szkoda czytać tego pisowskiego komentatora na każdy temat. Na kazdy temat ma własną opinię,tyle tylko,że propisowską. Facet bez autorytetu w swoim środowisku. Kto go prosi o komentarze i kogo obchodzi jego zdanie?

R
Rych

"Pan dr Migalski jest takim fachowcem od oceniania polityki jak każdy z nas." No nie moge, Zlota Czcionka dla "beti"!:D
Bo na szczescie jeszcze nie trzeba byc fachowcem, zeby moc sie wypowiadziec w dowolnym temacie w wolnym kraju.
Rozumiem "beti", ze jestes duzo lepszym fachowcem od pisania komentarzy niz kazdy z nas o wielki guru specjalizacji. Wybacz mi wiec, ze osmielilem sie skomentowac twoja wypowiedz nie majac do tego zadnych uprawnien, gdyz niestety zaden ze mnie fachowiec od oceniania. Jeszcze raz bardzo przepraszam.

F
Fuga

Rady pana Migalskiego sprowadzają się do: pan prezydent musi przestać być naburmuszonym zawistnikiem i echem swojego brata. Musi zatem przestać być sobą. Czy to realne?

A
AS

Panie Marku, Lech mógłby się odróżnić od brata tylko w jeden sposób: poprzez operację plastyczną. Innego wyjścia nie widzę.

b
beti

Takich etatowych klepaczy to aż żal słuchać. Jaką szczególną atrakcyjność ma ten pan, że wypowiada się w każdej sprawie. Dziś doktorat odklepuje się po pieciu latach bycia posłusznym promotorowi u tyle. Pan dr Migalski jest takim fachowcem od oceniania polityki jak każdy z nas.

Dodaj ogłoszenie