Prezydent Andrzej Duda - zapomniany i … rekordowo popularny

Piotr ZarembaZaktualizowano 
Piotr Zaremba: Prezydent w sondażach pokonuje też Donalda Tuska
Piotr Zaremba: Prezydent w sondażach pokonuje też Donalda Tuska fot. Bartłomiej Ryży
Kiedy premier Morawiecki zapowiedział w Katowicach, kiedy odbędą się wybory, zapomniał o poszanowaniu kompetencji prezydenta Andrzeja Dudy. Opozycja zaczęła machinalnie drwić, a prezydencki minister Paweł Mucha zareagował irytacją. Skądinąd Morawiecki poprawił się już w tym samym wystąpieniu. Potem o prawie prezydenta do wyboru daty przypomniał Jarosław Kaczyński. Obozowi rządzącemu niepotrzebne są zatargi z własną głową państwa.

Ale to było przypomnienie, że prezydent Duda istnieje. Ostatnio mówiło się o nim w kontekście reakcji na pakiet zmian w kodeksie karnym. Nie zawetował go, pomimo masowego apelu środowisk prawniczych, a jedynie odesłał do Trybunału Konstytucyjnego - powołując się na naruszenia procedury przez zdominowany przez PiS parlament. Przedtem był na moment triumfatorem przywożąc z USA decyzję o powiększeniu amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce.

Raczej cierpkim powodem wspominania go było uchwalenie ustawy o pomocy frankowiczom, zgłoszonej przez niego. Dokonano tego głównie po to, aby prawica mogła się chwalić na konwencji w Katowicach kompletem spełnionych obietnic. Posiadacze frankowych kredytów odwoływali się do prezydenckich zapowiedzi z kampanii 2015 roku. Ale posłowie PiS wykastrowali jego projekt nie pozwalając nawet na namiastkę przewalutowania. Środowiska zajęte tym tematem skierowały pretensje do pałacu prezydenckiego - zwłaszcza, że Andrzej Duda zareagował na ten finał biernie.

Bywają miesiące, kiedy o prezydencie słychać tylko w kontekście ceremonialnych podróży po kraju. To jest kwitowane pogardliwymi uwagami o notariuszu PiS. Ja sam nazwałem go przed dwoma laty, w ogniu wojny o jego weta sądowe, „wielkim korektorem pisowskiej rewolucji”. Opozycji to nigdy nie wystarczyło, ale dziś niewiele z tej roli zostało.

Jako człowiek prawicy Duda nie chce porażki PiS. Będzie więc cicho, przynajmniej do jesiennych wyborów

Na obronę można powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze PiS tę rewolucję przynajmniej zawiesił do czasu wygrania kolejnych wyborów. Nie ma więc czego korygować. Poza tym Andrzej Duda - co pomijają krytycy jego „uległości” - jest po prostu politykiem PiS. Ma w wielu sprawach takie poglądy i odruchy jak jego koledzy, z którymi zasiadał w ławach poselskich. Jeśli mówi, że zasadniczo akceptuje kierunek zmian w kodeksie karnym, to pewnie tak jest. Nawet jeśli nie lubi Zbigniewa Ziobry.

Jest i trzeci powód jego wstrzemięźliwości. Po załagodzeniu sporu wokół ustaw sądowych wybuchały jeszcze pomniejsze niesnaski. Choćby o prezydenckie weto wobec ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Ale z perspektywy czasu zdają się one być mało istotne. Zaczęły się za to mnożyć przejawy namaszczania Dudy na kolejną kadencję. Może najmocniej widać to było podczas ostatniej uroczystej miesięcznicy smoleńskiej, 10 kwietnia 2019 roku. Wylewne podziękowania Jarosława Kaczyńskiego dla prezydenta nie pozostawiały wątpliwości: to nasz człowiek.

W tej sytuacji Andrzej Duda jest skazany na niewykonywanie gwałtownych ruchów. Wyobraźmy sobie, że kolejny konflikt prezydenckiego pałacu z partią matką wpłynąłby na jej sondaże. Jako człowiek prawicy Duda nie chce jej porażki. Ale też mógłby w takim przypadku spodziewać się odwetowych ruchów, łącznie z cofnięciem rekomendacji. Będzie więc cicho, przynajmniej do jesiennych wyborów. To decyzja polityczna.

Fenomenem jest to, że ów wycofany, grzeczny człowiek cieszy się dziś, po ponad czterech latach sprawowania urzędu, niezwykłą popularnością. W czerwcu według CBOS ufało mu 65 procent Polaków. Inny sondaż mówił o 60-procentowej akceptacji dla jego pracy (przeciwnego zdania było 29 procent). W sondażach wyborczych pokonuje każdego kontrkandydata łącznie z Donaldem Tuskiem.

On, bohater rozlicznych memów przedstawiających go jako bezwolnego niedojdę wygrywa z politycznym arcyspryciarzem. Widać, ze Polacy nie oczekują od prezydenta wiele więcej niż tego, aby był dobrze wychowanym, ładnie mówiącym galantem, kimś w rodzaju idealnego kandydata na zięcia.

Oceniając kiedyś Aleksandra Kwaśniewskiego, Jadwiga Staniszkis nazwała go kiedyś „ciepłym miejscem”. Było to określenie pogardliwe, miał to być przywódca bez celów, grający samą swoją obecnością. Oczywiście Kwaśniewski bywał aktywny, ale aktywnością negatywną - w czasach kiedy rządził AWS chętnie wetował ustawy i czasem wkładał kij w szprychy. Ale takie wyzwanie czekałoby Dudę tylko wtedy, gdyby na jesieni wybory wygrała koalicja skupiona wokół PO.

Nawet przy rządach SLD Kwaśniewski prowadził różne zakulisowe gry - to mogła być jedna z przyczyn afery Rywina w latach 2003-2004. Ale jego pozycja wśród postkomunistów była inna niż Dudy na prawicy. To historyczny lider obozu trzymający w swoich dłoniach wiele nitek, także personalnych. Duda został poproszony do kandydowania z drugiego szeregu, i z ramienia formacji, która ma jednego lidera. Z Kwaśniewskim łączy jednak Dudę założenie aby być, jeśli tylko się da, „ciepłym miejscem”. Stąd sympatyczne podróże po kraju, którymi uzupełnia bardziej drapieżnych, wojujących polityków partyjnych.

Ja sądzę, że prezydent mógłby być bardziej pomysłowy, bo nie każde wystąpienie w jakiejś sprawie musiałoby wieścić totalną wojnę z dawnymi kolegami. Miał monitorować reformę edukacji. Nic z tego nie wyszło. Podobnie zrezygnował z wtrącania się w konflikty w świecie nauki, z mocno kontrowersyjną reformą Jarosława Gowina. W wojsku po pozbyciu się Antoniego Macierewicza kontentuje się drobnymi ingerencjami w politykę kadrową. Nawet w dziedzinie polityki historycznej ogranicza się do ładnych słów, ale nie mnoży inicjatyw. Kiedy zgłosi interesujący projekt ustawy?

Można go tłumaczyć, że ma niewielkie i niezbyt pewne zaplecze personalne. Symboliczna jest tu postać Krzysztofa Szczerskiego, który wypchnął z pałacu wielu innych współpracowników prezydenta, a na koniec wybiera się do NATO na zastępcę sekretarza generalnego. Wcześniej zabiegał o miejsce na listach PiS do europarlamentu, co na chwilę oburzyło Andrzeja Dudę, który o tym do czasu nie wiedział.

Prezydent przekonał się też boleśnie, że nadmierna aktywność może się skończyć porażką - wobec słabości formalnych kompetencji. Tak było, gdy forsował zakup australijskich fregat, a premier dał mu po palcach, przypominając, że zasadnicza władza należy do niego. Niepotrzebny już wyjazd do Australii był upokorzeniem. Ale w wielu kwestiach Duda po prostu stara się schodzić z linii strzału, albo nie ma pomysłów. I to właśnie okazało się niezłym pomysłem na prezydenturę. Zawsze można powiedzieć, że jest strategiczną bronią PiS „na czarną godzinę”.

Możliwe, że tak określi datę wyborów, aby dać mniejszym partiom typu Ruchu Kukiza czas na pozbieranie podpisów. On z kolei potrzebuje w przyszłym roku szerszego poparcia niż pisowskie. Ale te partie są w rozsypce, za to on nie tyle wywalczył, co uciułał sobie stabilną pozycję w sercach Polaków.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

polecane: Komentarze ze sztabów wyborczych po ogłoszeniu wyników sondażowych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

h
hańba i zdrada

Zarezerwuj sobie pokój w nowym prywatnym zdrojowym hotelu albo parku rozrywki. Samorządy zadbają o prywatny biznes za zagrabione pieniądze suwerena bandycką solidarną transformacją.

kiedy rozliczy się solidarnych którzy oddali kraj w lepsze ręce gangsterów, rozdali bandytom i okupantom majątek jaki wypracowali Polacy w PRL. Za zdradę powinni dostać czapę.

I jak to możliwe że susza doskwiera tylko pietruszce ?

Dodaj ogłoszenie