Premiera Tuska kurs na kontynuację

Paweł Siennicki
Polskapresse/Archiwum
Odwlekanie powołania nowego rządu przez Donalda Tuska z powodu unijnej prezydencji, choć może wydawać się racjonalne, jest jednak symptomatyczne, bo zwiastuje kierunek, jaki stary-nowy premier obiera na drugą kadencję swoich rządów.

Powtórzmy: Donald Tusk dziś może wszystko. Ma najsilniejszy z możliwych mandat do rządzenia. To on pociągnął na finiszu kampanię Platformy Obywatelskiej, jego tour po Polsce zapewnił nokautującą przewagę nad Prawem i Sprawiedliwością. W relacjach z prezydentem czy w szeregach swojej własnej partii może dyktować warunki z pozycji siły. Pokazał to już, zaskakując prezydenta pomysłem trwania obecnego składu rządu do końca roku czy arbitralnie obsadzając obecną minister zdrowia Ewę Kopacz w fotelu marszałka Sejmu. Tusk wewnątrz PO już nie musi lawirować między stronnikami Grzegorza Schetyny czy Cezarego Grabarczyka.

Czytaj też:Tusk: "Schetyna aspirował do roli mojego konkurenta". Oto przyczyna awansu Kopacz?

Właśnie w tym kontekście patrzę na zapowiadane zmiany w rządzie, bo zamiast hasła: "Tusku, musisz", dziś wybrzmiewa inne: "Tusku, możesz". Nie musi nic, a wszystko może. I tutaj premier daje wszystkim wyraźną podpowiedź, co zamierza czynić przez drugą kadencję swoich rządów. Zapowiadając nadchodzący sztorm w postaci wielkiego kryzysu, chce co najwyżej lepiej przymocować ładunki na statku, niźli szukać innego ich rozłożenia. Nowe rządy to ma być przede wszystkim kontynuacja dotychczasowego kursu określanego przez samego Tuska jako polityka ciepłej wody w kranie. W wielce znaczącym wywiadzie dla "Polityki" premier wręcz zapowiada rezygnacje ze sztandarowych haseł kibiców reform, jakimi są reformy KRUS i emerytur mundurowych. Tych reform nie będzie także później, bo w elementarzu silnych polityków sprawujących władzę, podpartym przykładem i doświadczeniem Thatcher czy Reagana, jest jak wół zapisane: Każda nowa władza ma od 6 do 9 miesięcy na zapoczątkowanie poważnych zmian. Po tym czasie już niewiele można.

Czytaj też:Starcie Tusk - Schetyna. Premier atakuje

Można powiedzieć, że nie dzieje się nic nowego, nic zaskakującego. Donald Tusk w kampanii nie obiecywał radykalnych reform, nie wypisywał na sztandarach potrzeby nowego otwarcia. No, może raz premier puścił do publiczności oko, zapowiadając wielką, personalną przebudowę gabinetu.
Czy jednak mając tak mocny mandat do rządzenia, nie powinien postawić sobie ambitniejszych celów? Nie dla jakiejś potrzeby zapisania się dwa razy mocniej w historii, niźli już się w niej zapisał, nie dla spełnienia oczekiwań wiecznych reformatorów. Po prostu wydaje się, że co najmniej w kilku obszarach Polska potrzebuje zmian i głębokich reform, bo takie są wyzwania współczesnego świata.

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Siennickiego

Premier nie zmienia swojego sposobu myślenia o polityce, wybiera dość umiarkowany kierunek, nie formułuje już wielkich, ambitnych projektów. Być może ma rację. Być może nadchodzący kryzys będzie tak miażdżący, że trzeba myśleć wyłącznie o obronie, a nie o gruntownych zmianach. To czas pokaże, czy Donald Tusk ma rację. Niemniej trzeba też mocno powiedzieć - trudno wyobrazić sobie mocniejszy rząd i ewentualną większą aprobatę społeczną dla reform niż w czasach drugiej kadencji rządów Tuska.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Hanka

kontynuacja nic nie robienia - on nie jest w sanie prowdzic interesy panstwa - pila i trawa - tak bedzie to sie pchac.

G
Gość

A właściciwe 4:3:3 czyli przegrana 4:6

a
ala

.

p
polo

Służby Bezpieczeństwa Tuska, Palikota i Komorowskiego, w tym wypadku ABW i MSWiA, w ramach nowego projektu przygotowują narzędzia mogące sprawdzić każdego e-maila czy zdjęcie przesłane z sieci, a nawet zablokować stronę internetową.
MSWiA zapewnia, że chce dysponować narzędziami do „do identyfikacji tożsamości osób popełniających przestępstwa w sieci teleinformatycznej, kamuflujących swoją tożsamość przy użyciu serwera proxy i sieci TOR”
Więcej na: www.niezależna.pl

Zaciskanie pętli na szyjach "wrogów ludu" było do przewidzenia. Dzisiaj, przy poparciu kapusiów, homosiów, czerwonego lewactwa taki scenariusz reżim możne już zrealizować jawnie.
POspólstwo dało przyzwolenie i zaakceptuje wszystko, nawet zamordyzm.

Dodaj ogłoszenie