18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

''Potrzebowałem siedmiu godzin''. Kiszczak nie tylko o stanie wojennym

Redakcja
Generał Czesław Kiszczak był ministrem spraw wewnętrznych oraz szefem wywiadu
Generał Czesław Kiszczak był ministrem spraw wewnętrznych oraz szefem wywiadu Mateusz Wróblewski/Polskapresse
Willa z lat 70. Za płotem widać zadbany ogród pełen iglaków. Na płocie wisi tabliczka ''Uwaga, zły pies, a gospodarz jeszcze gorszy''. Kiedy dwie godziny później będę wychodzić z domu generała Czesława Kiszczaka i jego żony Marii Teresy, obdarowana książką gospodyni ''Żona generała Kiszczaka mówi...'', zapytam o tego psa. Okaże się, że leży pochowany pod płotem. - Ale tabliczkę pan zostawił. Przewrotna. Gospodarz roześmieje się, przytakując.

Do byłego ministra spraw wewnętrznych w rządzie generała Wojciecha Jaruzelskiego, byłego szefa wojskowego wywiadu i kontrwywiadu, pojechałam prosto od Ligii Iłłakowicz-Grajnert, jednej z czołowych postaci Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Córka jednej z najlepszych polskich agentek Narodowych Sił Zbrojnych, podporucznik Ireny Iłłakowicz zamordowanej w Warszawie w 1943 r. w niewyjaśnionych okolicznościach, była jedną z tych osób, które w maju 1984 r. zwróciły się o do arcybiskupa Dąbrowskiego o interwencję u generała Kiszczaka.

Chodziło o ratowanie Piotra Bednarza, który po aresztowaniu Władysława Frasyniuka stanął na czele wrocławskiego podziemia. Bednarz zaledwie miesiąc później został aresztowany i skazany na cztery lata więzienia. Po półtora roku odsiadki, w Barczewie, w którym trwała głodówka więźniów politycznych, próbował się zabić. Ówczesny minister spraw wewnętrznych sprawę załatwił. Piotra Bednarza - w ciężkim stanie - przewieziono najpierw do cywilnego szpitala w Olsztynie, a potem w Warszawie. O tej sprawie generał Kiszczak mówi chętnie.

Od Ligii Iłłakowicz-Grajnert do wilii generała Kiszczaka jest zaledwie jeden przystanek tramwajem. Trzeba tylko dojść do niego ulicą Dąbrowskiego.
- Naprawdę mam takiego sąsiada - kiwa głową z niedowierzaniem pani Ligia. - No, ale jak pani musi, to trudno. Rozmawiać trzeba z każdym. Choć fakt, że wtedy z Bednarzem rzeczywiście zachował się tak, jak powinien był się zachować przyzwoity człowiek.

Uliczka, przy której stoi willa państwa Kiszczaków, jest bardzo cicha. Latem musi tu być uroczo. W listopadowy wieczór jest zimno i ciemno. W domu za to jest jasno i ciepło. W salonie z boazerią na ścianach pełnych obrazów głośno gra telewizor. Generał ścisza go, tłumacząc, że niedosłyszy i nosi aparat. W etażerce i dużym, starym kredensie pieczołowicie ustawione bibeloty. Obok pięknie utrzymane rośliny. Gospodarz proponuje herbatę. Od razu zastrzega, że rozmawiać do gazety nie chce. Bo zdrowie już nie to, a pamięć jeszcze gorsza. Kiedy mówię, że wygląda bardzo dobrze, zastrzega, że to tylko skorupa, bo środek do niczego już się nie nadaje.

Herbata to dobry pomysł. Zaledwie godzinę wcześniej Ligia Iłłakowicz-Grajnert tłumaczyła mi, że za każdym razem, kiedy szły z wizytą do człowieka z drugiej strony barykady walczyć o prawa skazanych i internowanych, nigdy nie odmawiały herbaty.
- Bo przecież kulturalny człowiek nie wyrzuci kogoś, kto siedzi przy stole i pije herbatę - mówiła Ligia Iłłakowicz-Grajnert.

Więc u generała przy herbacie mimo wszystko pytam, czy kiedy obejmował resort spraw wewnętrznych w rządzie generała Wojciecha Jaruzelskiego, wiedział, że zostanie wprowadzony stan wojenny. Czy pamięta, co się działo 12 grudnia 1981 r.? I czy wie, że byli ludzie służb uważają, że wszystko, co złego, wydarzyło się w SB po 13 grudnia 1981 r. to robota wojska?

Generał wbrew początkowej deklaracji opowiada chętnie. Do rozmowy włącza się jego żona Maria Teresa, która po chwili wychodzi z saloniku i kilka minut później wraca ze swoją książką. Jej wspomnienia wyszły w 1994 r. Od tego czasu wydała też bajki, wiersze i kolejną autobiografię.

CZYTAJ TEŻ:
* Spowiedź generała. Wojciech Jaruzelski wciąż broni PRL
* Inne oblicze stanu wojennego: Bimber i marihuana, czyli wesoła cela na Białołęce
* Nie cały Zachód poparł Wałęsę. Przegląd prasy sprzed 30 lat
* Chris Niedenthal, autor słynnych zdjęć ze stanu wojennego: PRL był ciekawszy niż Londyn [GALERIA]
* ''The Times'' z 14 grudnia 1981 roku: Z Niemiec do Polski na własną odpowiedzialność

Kiszczakowie mieszkali kilka lat we Wrocławiu. On był szefem Zarządu Wojskowej Służby Wywiadowczej Śląskiego Okręgu Wojskowego, ona nauczycielką. Ale po chwili generał mówi, że z nas wszystkich on jest najstarszym wrocławianiem, bo w 1943 r. został zesłany do Breslau na roboty.

Jak więc wyglądał 12 grudnia 1981 r.? Rano u generała Jaruzelskiego spotkali się I sekretarz KC PZPR, generał Kiszczak, generał Florian Siwicki i generał Michał Janiszewski. Każdy zdał raport z sytuacji. Jaruzelski miał powiedzieć, że jest źle. Kiszczak miał odpowiedzieć, że potrzebuje siedmiu godzin na uruchomienie służb. W stoczni w Gdańsku trwało posiedzenie Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".

Zanosiło się na wezwanie do strajku generalnego. Jaruzelski zdecydował, że czekają do godz. 14. I o 14, kiedy przyszły wiadomości ze stoczni, zapadła decyzja. W nocy z 12 na 13 grudnia zostanie wprowadzony stan wojenny. Kiszczak do domu wrócił 16 grudnia. I zdecydowanie podkreśla, że to nie on odpowiada za strzały w kopalni Wujek, które padły tego dnia. Kilkakrotnie powtarza, że został uniewinniony, a poza tym wydał rozkaz zabraniający użycia broni.
- Kto więc zdecydował o strzałach?
Generał przyznaje, że usłyszał od jednej z osób biorących udział w "odblokowaniu" kopalni, że zdecydował strach.

Koperty z odpowiednimi rozkazami dotyczącymi akcji "Synchronizacja" już od października leżały w sejfach u szefów służb w poszczególnych województwach. Ale przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego rozpoczęły się w Polsce równolegle ze strajkami sierpniowymi w 1980 r., a po zarejestrowaniu w sądzie pierwszych wolnych związków zawodowych generał Jaruzelski przedstawił najważniejszym osobom w państwie zbiór rozporządzeń uzasadniających stan wyjątkowy. W ramach akcji "Lato" od wczesnej jesieni 1980 r. gromadzono informacje na temat osób potencjalnie niebezpiecznych dla systemu: adresy, rozkłady mieszkań, plan dnia.

Generał Kiszczak przyznaje, że gorąco było już w połowie 1981 r., kiedy tzw. grupa Grabskiego, której przewodził Tadeusz Grabski, chciała obalić Stanisława Kanię i Wojciecha Jaruzelskiego. Pucz się nie udał, ale zapadła decyzja o usunięciu ze stanowiska szefa MSW, generała Milewskiego. Kania dostał bowiem tekst jego wystąpienia jednoznacznie opowiadającego się po stronie twardogłowych w partii. Dla Kani był to szok, bo przyjaźnił się z Milewskim. I jednoznaczny sygnał - nowym szefem MSW zostanie Kiszczak, ówczesny szef kontrwywiadu wojskowego. Jego żona Maria o tej nominacji dowiedziała się na bankiecie u zaprzyjaźnionej Rosjanki, pracownicy ambasady ZSRR, od żony jakiegoś oficera MSW. Jak napisała w swoich wspomnieniach, tę rewelację skomentowała okrzykiem "Niech Bóg broni". Najwyraźniej nie obronił.

Milewski został zdjęty w sierpniu. Kiszczak twierdzi, że zdawał sobie sprawę z tego, że będzie miał w resorcie opozycję, a w najlepszym wypadku - będzie łagodnie kontestowany. Twierdzi też, że choć ludzie peerelowskich służb o najgorsze oskarżają wojsko, to właśnie służby aż się rwały, by rzucić się do gardła solidarnościowej opozycji i odegrać się za półtora roku karnawału "S".

CZYTAJ TEŻ:
* Spowiedź generała. Wojciech Jaruzelski wciąż broni PRL
* Inne oblicze stanu wojennego: Bimber i marihuana, czyli wesoła cela na Białołęce
* Nie cały Zachód poparł Wałęsę. Przegląd prasy sprzed 30 lat
* Chris Niedenthal, autor słynnych zdjęć ze stanu wojennego: PRL był ciekawszy niż Londyn [GALERIA]
* ''The Times'' z 14 grudnia 1981 roku: Z Niemiec do Polski na własną odpowiedzialność

Z książki Marii Teresy Kiszczak można się dowiedzieć, że jej rodzina była w bliskich relacjach z kardynałem Franciszkiem Macharskim. Generał Kiszczak nie kryje, że z metropolitą krakowskim spotkał się już 14 grudnia 1981 r. Mieli rozmawiać o sytuacji po stanie wojennym. Bo jak twierdzi, oni też się bali - że twardogłowi ich rękami załatwią swoje sprawy. Jaruzelski wprowadził stan wojenny, więc oni wykorzystają sytuację, obalą go i zaczną swoje porządki. Czy taki plan w ogóle był możliwy?
Wiosną 1982 r. generałowie Kiszczak, Jaruzelski i Siwicki spotkali się ośrodku rządowym w Łańsku. Spędzili tam święta wielkanocne z rodzinami.

- Bo tam nie podsłuchiwali was Rosjanie? - pytam Kiszczaka, który uśmiecha się i mówi, że w Łańsku co najwyżej podsłuchiwać mógł on. Wtedy, wiosną 1982 r., w łańskim basenie z podgrzewaną wodą Jaruzelski, Siwicki i Kiszczak mieli w trakcie kilkugodzinnej rozmowy zdecydować, że zaczną narodowi popuszczać cugle. Najpierw jednak trzeba było przesunąć planowaną na 1982 r. pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski. Władza bała się masowych manifestacji.

Kiszczak zwrócił się więc o pomoc do Adama Schaffa, z którym przyjaźnił się od 1945 r. Upewnia się, czy wiem, kim był ten wybitny filozof marksistowski. Wiem, więc wyjaśnia, że Schaff miał świetne relacje z kardynałem Königiem. I dlatego poproszono go, by załatwił audiencję w Watykanie. Po trzech dniach został przyjęty w Rzymie.

Wymieniono stosowne dokumenty dyplomatyczne. Wizyta została przesunięta. A papież zaproponował Schaffowi, by zwracał się do niego "panie profesorze", bo spotkało się dwóch intelektualistów. W końcu Karol Wojtyła uczył się marksizmu na książkach Adama Schaffa.

Katarzyna Kaczorowska

CZYTAJ TEŻ:
* Spowiedź generała. Wojciech Jaruzelski wciąż broni PRL
* Inne oblicze stanu wojennego: Bimber i marihuana, czyli wesoła cela na Białołęce
* Nie cały Zachód poparł Wałęsę. Przegląd prasy sprzed 30 lat
* Chris Niedenthal, autor słynnych zdjęć ze stanu wojennego: PRL był ciekawszy niż Londyn [GALERIA]
* ''The Times'' z 14 grudnia 1981 roku: Z Niemiec do Polski na własną odpowiedzialność

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
dzips

Byłem w Archimedesie 15 lub 16 grudnia.Wjeżdżaliśmy BWP za czołgami które niszczyły mury i bramy.My żołnierze nie rzucaliśmy ani peterd ani gazu łzawiącego.O ile pamiętam to w Archimedesie było spokojnie,przynajmniej w miejscu gdzie stał mój wóz.Co robiła milicja i zomo tego nie wiem.Nam nie wolno było opuszczać wozów.

l
lolo

co za wspaniały sukinkot

v
val- Wrocław

Pamiętny mrozny ranek 13.12.1981 rano wyszedłem z domu i spotkałem grupę robotników z Archimedesa w cienkich roboczych kombinezonach, mieli zaczerwienione łzawiące oczy .Jeden z nich okazał się moim znajomym.Zbyszek zapytał mnie: -co oni z nami zrobili?Potem opowiedział jak wojsko rozbijało czołgami bramy zakładu i jak petardami z gazami łzawiącymi zarzucono teren zakładu.Byłem zdruzgotany.Wróciłem do domu by wyprowadzić psa,przed bramą stał wojskowy patrol wpuscili mnie do domu.Gdy chciałem wyjsc z psem to okazało się,że pies może wyjść a ja już nie..... Następnego dnia dowiadywałem się o znajomych internowanych w nocy.Na ulicach były patrole wojska.....

p
pdf

w których takich ludzi jak Kiszczak przedstawia się jako kulturalnych staruszków, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia. Nawiasem mówiąc - to co mieliby ciekawego do powiedzenia nigdy nie powiedzą, bo wiedzą że mogliby wisieć za to. Bezwzględni despoci, którzy nie wahali się strzelać do Polaków, miliony wpędzić w biedę i cierpienia. Mający na sumieniu wiele więcej niż pospolici mordercy i bandyci. A wszystko w obronie zachowania władzy, interesów sowieckich oraz posiadania wygodnych "willi w zacisznej ulicze" i zasobnych kont.
SZKODA ŻE TO PIES LEŻY POD PŁOTEM. On pewnie nie był aż tak zły.

t
troll

polecam jako lekturę żywot świętego Rajmunda

s
spadlem z fotela

kto z tym bucem jeszcze wywiady przeprowadza

J
Jarosław

Kiszczak i Jaruzelski to pachołki ZSRR.

s
stefan gryniewicz bereza

dzis przeczytalem wypowiedzi tego czerwonego scierwa kality o Stanie Wojennym i uwazam,ze popelniono blad nie wieszajac 90% czerwonych zdrajcow i katow.

s
stefan gryniewicz bereza

pod tym plotem powinien od dawna ,zakopany ,lezec i gnic ten lotr i kanalia.

G
Gazda z Diabelnej

Największym błędem Kiszczaka i Jaruzelskiego przy wprowadzaniu Stanu Wojennego było pozostawienie Prezia na wolności. No nie może być tak że prawdziwy polak nie cierpiał i nie jest męczennikiem stanu wojennego mam propozycję niech SLD na dwa dni ogłosi że wprowadzają stan wojenny w swojej siedzibie i internują w niej Prezia no i w ten sposób naprawią błąd Jaruzelskiego i Kiszczaka a Prezio będzie miał legendę w swoim życiorysie i byle jaki dziennikarzyna sługus niemieckich redakcji nie będzie zarzucał Preziowi że Prezio nie stał kiedyś tam gdzie my.

Dodaj ogłoszenie