18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Poparcie Libertas to same paradoksy

Marian Piłka
Ganley widzi Europę pod wodzą prezydenta Unii i silnego europarlamentu - pisze o liderze partii Libertas Marian Piłka z Prawicy Rzeczpospolotej.

Sukces Declana Ganleya, irlandzkiego biznesmena, w obaleniu traktatu lizbońskiego w Irlandii stał się nadzieją wielu różnorakich środowisk w poszczególnych krajach Unii Europejskiej na stworzenie paneuropejskiego ruchu politycznego przeciwnego wprowadzeniu w życie tego traktatu.

Wizyty Ganleya w Polsce doprowadziły do rejestracji partii Libertas także w naszym kraju. Jest to jedyna partia w Polsce, której liderem jest cudzoziemiec nieposiadający obywatelstwa polskiego. I jest to jedyna partia, która deklaruje się jako część paneuropejskiego ruchu politycznego, w przeciwieństwie do innych polskich partii, które nawet blisko współpracując ze swymi odpowiednikami, zachowują pełną polityczną, organizacyjną, a nawet ideową suwerenność.

Partia Ganleya w poszczególnych krajach Unii skupia w swoich szeregach środowiska bardzo różne pod względem ideowym i politycznym. To, co ich łączy, to sprzeciw wobec traktatu lizbońskiego i pewna, dość ogólnikowa, ale wyraźna wizja Unii Europejskiej. Zasadniczym motywem sprzeciwu irlandzkiego ruchu wobec ratyfikacji tego traktatu był zarzut braku w Unii demokracji, a ten traktat ten deficyt demokracji wyraźnie zwiększa.

Otóż jest prawdą, że z demokracją w Unii nie jest najlepiej. Sam sposób ratyfikacji traktatu lizbońskiego o tym świadczy. Jest on bowiem tylko kosmetyczną zmianą traktatu konstytucyjnego odrzuconego w referendach we Francji i w Holandii. Drobne kosmetyczne zmiany, wprowadzone do tego traktatu, uruchomiły ponownie proces jego ratyfikacji, pod zmienioną nazwą i pod pozorem, że jest to nowy traktat. Żeby przepchnąć jego ratyfikację, rządy państw unijnych odrzuciły metodę referendum, w którym społeczeństwa europejskie mogłyby wyrazić swoją decyzję, nawet tam - jak w Portugalii czy Wielkiej Brytanii - gdzie obiecały przeprowadzenie referendum, i postanowiono ratyfikować ten traktat drogą parlamentarną.

Jedyny kraj, gdzie konstytucja wymaga referendum ratyfikacyjnego, i gdzie to referendum przeprowadzono, to Irlandia, która odrzuciła traktat. I pomimo że wedle prawa europejskiego sprzeciw jednego kraju jest wystarczający do odrzucenia traktatu, trwają międzynarodowe naciski na ten kraj, aby ponownie przeprowadzić referendum i złamać opór Irlandczyków. Warto tu także wspomnieć, iż w przypadku Francji, dużego kraju unijnego, nikt nie śmiał nawet sugerować powtórnego referendum. To tylko świadczy, iż wbrew europejskiemu prawu państwa i narody europejskie nie są traktowane równo.

W odpowiedzi na ten brak demokracji Libertas proponuje nowy, krótki traktat, który określiłby na nowo zasady organizacyjne Unii Europejskiej. I tu kryje się największa niespodzianka. Bowiem w wielu krajach opór wobec traktatu lizbońskiego nie był wcale motywowany przede wszystkim deficytem demokracji, ale obawą przekształcania Unii w państwo federalne.

Otóż propozycje nowego traktatu proponowane przez irlandzkiego polityka nie odrzucają federacyjnego modelu Unii, ale proponują tylko inne rozwiązania w ramach tego modelu. Libertas w propozycjach formułowanych przez swego irlandzkiego lidera proponuje wyraźne wzmocnienie centralnych władz unijnych, m.in. poprzez powołanie prezydenta Unii i wzmocnienie kompetencji ustawodawczych Parlamentu Europejskiego, co pozwoliłoby Unii skuteczniej niż dotychczas narzucać swoje rozwiązania społeczeństwom europejskim.
Otóż zasadniczym problemem Unii nie jest deficyt demokracji. W instytucji tak wielonarodowej zakres demokratycznej kontroli władz Unii nie powiedzie się na poziomie paneuropejskim. Już dawno teoretycy demokracji zauważyli, że rozwój i sukces instytucji demokratycznych jest możliwy tylko w społecznościach narodowych. W społecznościach wielonarodowych demokracja zawsze kuleje i jest zagrożona w swoim istnieniu. Do jej prawidłowego funkcjonowania potrzebny jest narodowy konsensus, który jest bardzo trudno wypracować w społecznościach wieloetnicznych. W tym sensie demokracja ze swej natury jest zawsze narodowa. A narody europejskie są zbyt silnie określone narodowo, by mechanizmy demokratyczne mogły skutecznie funkcjonować.

Kontrola władz Unii i jej instytucji może się skutecznie odbywać tylko poprzez demokratyczną kontrolę rządów państw narodowych. Dlatego najlepszą odpowiedzią na federalistyczne projekty zawarte w traktacie lizbońskim nie może być postulat demokratyzacji Unii, w tym także wzmocnienia kompetencji Parlamentu Europejskiego, ale wyraźne wzmocnienie kompetencji rządów i umocnienie prerogatyw Rady Europejskiej. To właśnie ta rządowa płaszczyzna unijnej współpracy powinna być dominująca w ustroju Unii Europejskiej, a organ, którym jest Komisja Europejska, powinien być jej znacznie silniej podporządkowany.

Europa potrzebuje bliskiej i wielostronnej współpracy, ale ta współpraca nie może się odbywać kosztem suwerennych prerogatyw państw narodowych.

Tylko poprzez wzmocnienie Rady Europejskiej jest możliwa współpraca oparta na proponowanej przez Marka Jurka zasadzie: tyle wspólnych instytucji, ile wspólnych interesów i wartości, nigdy odwrotnie. Nie można rozbudowywać centralnych unijnych instytucji i ich kompetencji bez wcześniejszego określenia zasad ich polityki. Bo w ten sposób, rozbudowując ich kompetencje, godzimy się na narzucanie nam rozwiązań, których nie akceptujemy i które mogą naruszać i w praktyce naruszają nasze wartości, naszą tożsamość i nasze interesy.

Siła Europy polega na sile jej państw narodowych. Ich osłabienie jest także osłabieniem samej Unii. Europa nie będzie się dynamicznie rozwijać, jeżeli Unia dokona erozji państw narodowych, a zarówno traktat lizboński, jak i propozycje Libertas prowadzą w konsekwencji do osłabienia państw narodowych. Sam fakt stworzenia pierwszej paneuropejskiej partii jest znaczącym gestem wskazującym na federalistyczny charakter tego ugrupowania. Jest swoistym paradoksem, że pierwszą w Polsce formalną partię zagraniczną stworzyli politycy, którzy publicznie deklarowali obronę interesów narodowych wobec Unii Europejskiej.

Marian Piłka
Prawica Rzeczypospolitej

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Lech

Unia ma być wspólnotą interesów
a nie nowym ZSRR.
M. Piłka ma rację.

k
krawiec

piłka zerżnie wszystko .

s
spokojny

Myślę, że nikogo nie można zmuszać aby przyjął reguły, który mu nie odpowiadają. Dobrym wyjściem z sytuacji byłoby przyjęcie nowego traktatu przez państwa, które go już ratyfikowały i stworzenie w ten sposób szybszej UE a reszta, w tym Irlandia czy Polska, byłyby w w drugiej grupie wolniejszych krajów, które tego traktatu nie akceptują i mogłyby prowadzić negocjacje z szybką Unią, tak jak przy wchodzeniu do UE.

Wówczas nie byłoby problemu z Turcją, bo możnaby ją przyjąć do szerokiej UE. Technicznie jest to do zrobienia podobnie jak ze wspólną waltuą – euro. W tym systemie jest już kilkanaście krajów i one sobie razem się spotykają w ramach Europejskiego Banku Centralnego a reszta nie bierze udziału w tych posiedzeniach, natomiast bierze udział w posiedzeniach całej Unii, bo ci co nie mają euro i tak są w tzw. wężu walutowym.

z
znajomy Giedroycia

- ciekawy tekst

Dodaj ogłoszenie