Pomysł na przyszłość polskiej gospodarki: Jak skodę zmienić w jaguara?

Agaton Koziński
Polska będzie mieć problem z demografią i wzrostem gospodarczym. Trzeba dziś temu zaradzić
Polska będzie mieć problem z demografią i wzrostem gospodarczym. Trzeba dziś temu zaradzić
Udostępnij:
Polska gospodarka jest dziś skodą i ma nieciekawe perspektywy. Co należy zrobić, żeby w 2050 roku stała się jaguarem? Zastanawia się Agaton Koziński.

Liczby nie pozostawiają złudzeń. Według szacunków GUS w 2020 r. będzie niecałe 37 mln Polaków, a dziesięć lat później ok. 35 mln. Jak oblicza OECD, nasz kraj w latach 2011-2030 będzie się rozwijał w średnim tempie 2,6 proc. PKB rocznie, a w latach 2030-2060 - 1 proc. PKB (przeciętna dla wszystkich 30 krajów OECD to odpowiednio 2,2 proc i 1,8 proc.). Prognozy ośrodka International Futures mówią, że wskaźnik określający poziom budowy społeczeństwa opartego na wiedzy wzrośnie w Polsce z obecnych 49,41 pkt do 66,29 pkt (skala kończy się na 100 pkt), ale w tym samym przedziale czasowym ten parametr wyliczony dla całej Europy podskoczy z dzisiejszych 55,71 pkt do 71,78 pkt (dla samym Niemiec z 55,77 pkt do 74,98 pkt).
Oznacza to, że wzrost Polski, choć zauważalny, cały czas będzie utrzymywał nas w drugim szeregu państw europejskich.

Smutno brzmią te prognozy. Jeszcze niedawno wysłuchiwaliśmy analiz mówiących, że Polskę czeka drugi złoty wiek (pisał tak w 2009 r. Marcin Piątkowski, ekonomista Banku Światowego), a przynajmniej złota dekada (taką tezę postawił w tym samym roku prof. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP). Teraz wygląda na to, że czeka nas seria artykułów o czarnym wieku albo przynajmniej o zmarnowanej dekadzie. Czy rzeczywiście jest tak źle? Nie do końca. Prawdziwe są jedynie diagnozy demograficzne. Po 1989 r. Polki przestały rodzić dzieci, do dziś współczynnik dzietności utrzymuje się na poziomie 1,3 dziecka na kobietę (tymczasem powinien wynosić 2,1, aby liczba mieszkańców Polski się nie zmniejszała). Dlatego też nawet najbardziej aktywna polityka prorodzinna nie ma szans zahamować trendu malejącej liczby Polaków. Ale wcale nie musi to oznaczać spadku innych współczynników. Owszem, prognozują je międzynarodowe instytucje, ale trzeba pamiętać o metodologii, jaką do tych analiz stosują. W tego typu szacunkach przyjmuje się najczęściej linearny rozwój rzeczywistości - bo tak jest najprościej i najbezpieczniej. Przekładając to na język praktyki - Polska dziś w miarę szybko rozwija się gospodarczo, gdyż jest jednym z najmłodszych społeczeństw w Europie. Ale z każdą kolejną dekadą będzie coraz starsza, a więc tempo rozwoju gospodarczego będzie coraz niższe. Trudno temu rozumowaniu odmówić logiki - dlatego też ono jest fundamentem przy tworzeniu tego typu prognoz.

Przełamując trendy

Logice obowiązującej przy tworzeniu prognoz trudno zaprzeczyć, ale można próbować ją przełamać. Można pasywnie czekać, co przyniesie nam los (a wtedy przyniesie on nam załamanie gospodarcze) albo można aktywnie działać i próbować znaleźć sposoby na uniknięcie problemów. Co można w ten sposób ugrać? Różnicę świetnie wychwycił raport brytyjskiego banku HSBC "Świat w 2050 r.". Przygotował on dwa scenariusze rozwoju sytuacji gospodarczej. W pierwszym eksperci banku przeanalizowali możliwości rozwoju poszczególnych krajów w sytuacji, gdy władze tych państw nie robią nic, aby dokonać jakościowych zmian. W tym modelu Polska rozwija się o 4,1 proc. PKB w latach 2011-2020, o 3,3 proc. w latach 2021-2030, o 2,7 proc. w latach 2031-2040 i o 2,2 proc. w latach 2041-2050.

Przyszłości Polski nie należy opierać na wielkich koncepcjach. Zamiast wielkich firm energetycznych twórzmy mniejsze z branży biotworzyw

Natomiast w drugim scenariuszu dokonano analiz, w których założono, że każdy rząd "na maksa podkręci" infrastrukturę ekonomiczną w swoim państwie. W przypadku naszego kraju takie działania przyniosłyby efekt piorunujący - w obecnej dekadzie polska gospodarka rozwijałaby się w średnim rocznym tempie równym 4,1 proc., w następnej - 4,4 proc, w latach 30. - 4,8 proc., a w latach 40. - 5,1 proc. Pisząc obrazowo (i trzymając się terminologii motoryzacyjnej), jeśli nasza gospodarka jest dziś skodą, to za lat 40 tą skodą pozostanie, ewentualnie zamieni się w dacię. Ale jeśli zaczniemy ją aktywnie podkręcać i trafimy z tuningiem, to mamy szansę w 2050 r. jeździć jaguarem - i to modelem z wyższej półki tej marki.
Nikt nie ma wątpliwości, że właściwy tuning to budowa społeczeństwa opartego na wiedzy. "W przyszłości analfabetą będzie nie ten, który nie umie czytać, ale ten, kto nie potrafi się uczyć" - przewidywał już kilkadziesiąt lat temu Alvin Toffler, najsłynniejszy futurolog świata. Współczesność każdego dnia dowodzi trafności jego prognozy. Osoby, które nie posiadły umiejętności szybkiego przyswajania nowych umiejętności, błyskawicznego uczenia się obsługi nowych urządzeń, programów komputerów czy mobilnych aplikacji, powoli tracą szansę na funkcjonowanie w nowoczesnej gospodarce, pozostają dla nich tylko proste prace fizyczne (do takich należy już zacząć zaliczać także wprowadzanie danych do komputera). Posiadana wiedza i sztuka szybkiego jej poszerzania oraz praktycznego zastosowania to klucz do gospodarki w XXI wieku.

Jaki model wybrać

Wiedza to szerokie słowo. Trzeba je jakoś zawęzić, a więc wybrać model rozwojowy. Problem w tym, że modele najlepiej nam znane są trudne do dostosowania do polskich realiów. Europa Zachodnia zbudowała swą potęgę ekonomiczną na tym, że sama zbudowała nowoczesną gospodarkę i umiejętnie wykorzystała premię przynależną pierwszemu. Polska pierwsza nie będzie, także ta opcja odpada. Chiny z kolei swą pomyślność budują poprzez powielanie. Ten kraj jest w stanie zrobić to samo co Zachód, tylko taniej - to jego sposób na ciągły przyrost PKB. Ale dla nas te rozwiązania nie są zbyt atrakcyjne, gdyż wymagałyby radykalnego obniżenia kosztów pracy, a trudno podejrzewać, by Polacy to zaakceptowali.

Warto się bliżej przyjrzeć modelowi rozwojowemu zastosowanemu przez Rosję. Moskwa wypracowała własną strategię. Stratedzy na Kremlu dość wcześnie zdiagnozowali coraz szybciej rosnącą rolę surowców energetycznych - i umiejętnie zaczęli wykorzystywać gigantyczne rezerwy rosyjskiego gazu i ropy naftowej. W ten sposób upiekli dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony, zapewnili regularne wysokie dochody do budżetu kraju (Rosja posiada rezerwy budżetowe w wysokości pół biliona dolarów - większe mają tylko Chiny i Japonia). Z drugiej strony, za pomocą surowców energetycznych zbudowali sobie bardzo silną pozycję polityczną - i umiejętnie ją dyskontowali w rozgrywkach z sąsiadami czy Unią Europejską.

Przykład polityki energetycznej realizowanej przez Kreml świetnie dowodzi, że umiejętność długofalowego myślenia strategicznego, przewidywania globalnych trendów jest na wagę złota. Można odnieść wrażenie, że rosyjski pomysł polityczno-gospodarczego wykorzystania surowców energetycznych na tyle nas zafascynował, że próbujemy go powtórzyć za pomocą gazu łupkowego i inwestycji w sektor energetyczny (premier Donald Tusk zapowiedział, że do 2020 r. zainwestujemy w tę dziedzinę 100 mld zł). Owszem, te działania są ważne - do tego, aby wreszcie zneutralizować przewagi konkurencyjne Rosji w energetyce. Ale w ciemno można obstawiać, że próba prostego powielania tej koncepcji i uczynienia z niej koła zamachowego polskiej gospodarki spali na panewce. Po pierwsze, dlatego że nie będziemy pierwsi. Po drugie, dlatego że rynek energetyczny bardzo szybko się zmienia, decentralizuje, a przez to traci swą moc. Jeśli teraz postawimy jednoznacznie na energetykę, to za 20-30 lat dalej będziemy skodą.

Małe okręty, a nie wielki flagowiec

Co więc powinniśmy zrobić, by przesiąść się do auta wyższej klasy? Jeszcze raz wróćmy do modelu rosyjskiego. Ale patrzmy nie na ropę i gaz, które stały się jego synonimem, lecz na umiejętność przewidywania. Rosyjscy stratedzy świetnie zdiagnozowali swoje przewagi konkurencyjne i skutecznie zaaplikowali je do globalnej gospodarki. Ten scenariusz należy powtórzyć. Musimy precyzyjnie zdiagnozować polskie przewagi, a następnie na ich bazie stworzyć narzędzia pozwalające nam wypłynąć na globalne rynki.

Przewagi konkurencyjne zdiagnozował rząd w raporcie "Polska 2030". Opisano tam "kapitał przetrwania" i "kapitał adaptacyjny". Pierwszy wykształtowały w Polakach lata rozbiorów, okupacji i PRL, drugi - lata transformacji po 1989 r. "Okres PRL spowodował, że Polacy nauczyli się działać w sposób nastawiony na przetrwanie, z kolei transformacja wyzwoliła w nich wrodzoną zaradność i umiejętność dostosowania się do okoliczności" - pisali autorzy raportu.

Oczywiste jest, że na dłuższą metę nie można się doskonalić w sztucę przetrwania czy adaptowania się. Ale należy te umiejętności skutecznie wykorzystać. Dziś Polaków w Europie wyróżnia zaradność, umiejętność improwizowania, poradzenia sobie w sytuacjach nieoczywistych. Trzeba iść za ciosem. Zamiast szukać projektów wielkich, które mogłyby się stać kołem zamachowym polskiej gospodarki, lepiej stworzyć wiele projektów małych, ale za to skutecznie radzących sobie w rzeczywistości. Zamiast próbować powtarzać metody Niemiec, Francji czy Rosji, które zbudowały u siebie wielkie przedsiębiorstwa i potężne gałęzie przemysłu, lepiej twórzmy firmy małe i średnie - ale za to świetnie dopasowane do rynku i współczesnych czasów.

Jakie więc firmy tworzyć? Na przykład na rynku biotworzyw (czyli plastików, ale produkowanych na bazie surowców odnawialnych). Bank inwestycyjny Morgan Stanley przewiduje, że do 2020 r. ich produkcja powiększy się o 40 proc. Polska, dzięki dużym złożom gazu łupkowego, może szybko na ten rynek wejść, gdyż tanie źródło gazu jest na nim dużym kapitałem. Profesor Andrzej Wierzbicki, współautor PAN-owskiego raportu "Polska 2050", wskazuje jeszcze trzy inne dziedziny, na które warto już dziś postawić: automatykę wraz z robotyką, informatykę i inżynierię biomedyczną. Żadna z tych dziedzin nie sprawi, że w Polsce uda nam się stworzyć wielki wpływowy koncern porównywalny z rosyjskim Gazpromem, francuskim EDF czy niemieckim BASF. Ale też koncepcja floty z wielkim okrętem flagowym do nas nie pasuje. W polskiej naturze bardziej leży budowa flotylli wielu niewielkich, ale za to niezatapialnych jednostek. Narzędziem, które warto wykorzystać do ich konstrukcji, jest program Inwestycje Polskie. Jeśli będziemy właściwie korzystać z tego śrubokręta, mamy szansę zrealizować cel nadrzędny: zbudować silne państwo, w którym każdemu będzie się dobrze żyło.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Stan przedzawałowy gospodarki.
Bezrobocie może skoczyć nawet do 14,6 proc., a PKB wzrośnie tylko o 1,5 proc. – szacują ekonomiści.
Czytaj rp.pl

ZA Kaczora gospodarka PĘDZIŁA i budżet miał się dobrze. Bezrobocie - 9% zbite niesłychanie z 18. To zastał Pikny Donald. W ciągu 5 lat doprowadził gospodarkę do stanu przedzawałowego. Zrobił to, bo umożliwili mu to DZIENNIKARZE tuskowych mediów. I w tym wypadku są WINNI całego nieszczęścia. Walenie dzień w dzień w Kaczora spowodowało, że Pikny Donald poczuł się bezkarny, nic nie robił, nie bronił stoczni, zakładów, jedynie dbał o słupki i właścicieli mediów (te państwowe reklamy, spoty i inne pierdoły - pieniądze polskich podatników wrzucone do wiadomych kieszeni).
Dodaj ogłoszenie