Polskie tsunami zalewa holenderskie miasta

Joanna Ćwiek
W Niedrlandach pracuje już ponad 120 tys. rodaków Zarabiają więcej niż w Wielkiej Brytanii.

Zmienia się kierunek emigracji. Zamiast do Wielkiej Brytanii i Irlandii Polacy jeżdżą teraz na saksy do Holandii. Z danych międzynarodowej organizacji badającej emigrację na naszym kontynencie European Citizen Action Service wynika, że w ciągu ostatniego roku przyjechało ponad 40 tys. pracowników z Polski.

- Zgłaszają się osoby pracujące na wyspach z prośbą, abyśmy znaleźli im posadę - mówi Justyna Kooijmans, Polka zajmująca się rekrutacją pracowników do Holandii. Powód: o zajęcie nie trudno, jest lepiej płatne i bliżej stąd do Polski.

- Przyjechałam z Londynu. Zaoferowano mi wyższą pensję i dodatkową mieszkanie - mówi Anna zatrudniona w firmie logistycznej.

Ale Holandia to nie eldorado. Co prawda ofert jest mnóstwo, ale tylko na najniższych stanowiskach. - Większość pracuje w zawodach, których nie chcą wykonywać Holendrzy: na farmach przy zbiorze szparagów i przy taśmach produkcyjnych - mówi Jola Criens z biura pośrednictwa pracy OTTO Work Force. Na pracę na lepszych stanowiskach raczej nie mają szans. Nawet jeśli ukończyli studia.

Poszukiwani są hydraulicy, malarze, spawacze i stolarze. - Oni zarabiają tyle co miejscowi fachowcy. Holendzy wolą jednak Polaków bo są szybsi i solidniejsi - dodaje Criens.

Minimalna pensja w Holandii to 7,71 euro za godzinę. - Miesięcznie wyciągam około 1000 euro -mówi Irena, absolwentka matematyki w Opolu, która zarabia pakując buty w firmie logistyczej. Trzeba jednak pamiętać, że Holandii osoby pracujące na najniższych stanowiskach nie mają stałych umów, tylko są zatrudniani przez agencje pracy tymczasowej i w miarę potrzeby "wypożyczani" firmom .

Z danych ABU - Powszechnego Związku Zawodowego Biur Pracy Tymczasowej wynika, że ponad połowa Polaków w Holandii to pracownicy tymczasowi. Niestety zarabiają tylko wtedy, gdy jest dla nich praca. - Są takie tygodnie, kiedy pracuję najwyżej dwa dni. Niezbyt mi się to podoba - przyznaje Agnieszka, nauczycielka informatyki obecnie pracująca w fabryce pod Rotterdamem.

Polscy pracownicy narzekają na warunki mieszkaniowe. Między sobą nazywają je nawet "polskimi koszarami." Są to dawne ośrodki wypoczynkowe położonymi w odludnych miejscach skąd trudno się wydostać. - Raz w miesiącu organizują nam wyjazd na zakupy. Na własną rękę ciężko wyjechać, bo autobusy nie kursują - opowiada jedna z pracownic.

Jeśli już zdecydują się wyprowadzić z "koszar", to łatwo padają łupem oszustów. - Zdarza się, że w trzypokojowych mieszkaniach mieszka po 15-20 osób z Polski. Dla nich oznacza to złe warunki, dla okolicznych mieszkańców - zagrożenie, choćby pożarami i znaczny hałas- mówi Hamit Karakus, radny Rotterdamu.

Stąd m. in wzięła się niechęć wobec pracowników z Polski. Bo chociaż Holendrzy rozumieją, że bez Polaków nie będą jeść szparagów, to jednak często dają naszym rodakom odczuć, że nie są mile widziani. Nazywają ich polskim tsunami, które zalało holenderski rynek pracy. Hitem tegorocznego karnawału była piosenka "Bussie vol van Polen" nagrana przez zespół Vlemmix & Roos. Opowiada ona o pracownikach znad Wisły, którzy przyjeżdżają do Holandii w poszukiwaniu zajęcia, za "parę groszy i puszkę piwa", piją wódkę i sikają, gdzie popadnie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie