Polskie służby podały Amerykanom bin Ladena na tacy. CIA je zignorowało

Aleksander Makowski
Były oficer polskiego wywiadu Aleksander Makowski w pasjonującej książce opisuje, jak dwa lata przed zamachami 11 września przekazał CIA dane mogące pomóc w ujęciu szefa Al-Kaidy. Amerykanie z informacji nie skorzystali i wkrótce świat srodze za to zapłacił.

Uroki i klimaty Londynu były niepowtarzalne. Jego muzea, pałace, parki, restauracje, kluby, puby i ludzie. Mnóstwo interesujących osób z całego świata, wszelkich ras i nacji. Stara metropolia przyciągała spadkobierców dawnych kolonii brytyjskich jak magnes. W pewien sposób Londyn wciąż pełnił funkcję stolicy światowego mocarstwa, choć ono samo zostało już zdmuchnięte przez wiatr historii.

Spotkanie wywiadowcze na terenie Londynu musiało mieć swój urok. Choć, rzecz jasna, bez owego dreszczyku emocji jak za czasów, gdy MI5 i MI6 były naszymi przeciwnikami.

Zgodnie z ustaleniami wylądowałem w Londynie 16 lipca 1999 roku. Zamieszkałem w jednym z licznych małych hoteli koło Hyde Parku. Przygotowując się na spotkanie z [działającym w Afganistanie agentem] X-Manem, zrobiłem podsumowanie dotychczasowych wysiłków. Dzięki kontaktom biznesowym przyjaciela poznałem ważny ośrodek polityczny w Afganistanie będący w opozycji do talibów i ekstremistycznych ugrupowań islamskiego fundamentalizmu, w tym do organizacji bin Ladena. Zainteresowanie, które okazywał nam Masud [legendarny lider Sojuszu Północnego - red.] , nie ograniczało się do spraw biznesowych. Po licznych spotkaniach i rozmowach połączyła nas więź oparta na zaufaniu, szacunku i dobrej chemii. To ważne, szczególnie w Azji. Tym sposobem stworzyłem polskiemu wywiadowi możliwość odegrania istotnej roli w poważnej, międzynarodowej rozgrywce z siłami terrorystycznymi.

Kontakt z X-Manem nawiązaliśmy po jedenastej w Fortnum & Mason i przeszliśmy do jednego z pubów. X-Man zamówił herbatę, a ja guinnessa. - Jak żyjesz, Aleks? Jak twoi amerykańscy sojusznicy? Nadal chcą polować na bin Ladena?

- U mnie wszystko dobrze. Myślę, że Amerykanom zależy na ujęciu UBL bardziej niż kiedykolwiek. Moja służba chce im w tym pomóc.

- Opowiem ci - zaczął X-Man - o wszystkich aktualnych działaniach bin Ladena, jakie są nam znane, a stopień szczegółowości powinien cię przekonać, że naprawdę mamy pełne rozeznanie w sytuacji oraz kompetencje w jej ocenie. (...) Informacje zawierały praktycznie wszystko, czego można by sobie życzyć, przygotowując operację specjalną przeciw konkretnej osobie. [Mowa była m.in. o spotkaniach UBL z przywódcami innych grup ekstremistycznych, transferze 20 milionów dolarów dla Al-Kaidy, gdzie mieszka bin Laden i jaki jest układ pokoi w jego mieszkaniu, jego planach, sobowtórach, liczebności ochrony czy udawaniu chorego psychicznie - red.].

[Powiedziałem:] - Teoretycznie więc można byłoby go zatrzymać lub wyeliminować.

- Nie tylko teoretycznie. Jeżeli do tego typu operacji udałoby się włączyć naszych ludzi z otoczenia bin Ladena, to teoria stałaby się praktyką.

- Jak można byłoby to zrobić? Kto musiałby o tym zadecydować? Masud?

- Niekoniecznie. Nie wiem, czy chciałby o tym decydować.

- Więc kto?

- Może ty i ja. No i paru facetów w Waszyngtonie. - Obecnie Amerykanie dają za bin Ladena 5 milionów dolarów nagrody. Myślę, że jest im obojętne, żywego czy martwego. Ty przygotuj sprawę organizacyjnie w zakresie wypłaty nagrody i wsparcia logistycznego ze strony Amerykanów i swojej służby, a ja zadbam o realizację. X-Man długo jeszcze podawał dziesiątki informacji: gdzie, kiedy, w jakiej lokalizacji, z jaką ochroną i jakimi środkami transportu bin Laden i jego ludzie będą się poruszać po Afganistanie i nie tylko tam. Słuchałem w skupieniu.
- Jak łatwo sobie wyobrazić, istnieje możliwość ustawienia na trasie samochodu pułapki z materiałem wybuchowym i zdetonowania go w stosownym momencie. Nawet kilku samochodów pułapek, gdyby coś zawiodło - podsumował z poważną miną X-Man.

Było jasne, że nie żartuje. Mogliśmy złożyć Amerykanom konkretną propozycję. Tuż po powrocie do Warszawy przekazałem pozyskane informacje wraz ze swoimi komentarzami nowemu oficerowi prowadzącemu Jurkowi. Po kilku dniach znowu się spotkaliśmy. Towarzyszyła mu Maja, naczelniczka wydziału.

- Na wstępie pozdrowienia od B. i wielkie dzięki za informacje - rozpoczęła spotkanie. - Koledzy z rezydentury CIA w Warszawie są zachwyceni. Oceniają, że ze względu na twój osobisty kontakt z Masudem i źródłami mogą polegać na ich wiarygodności. Działaj dalej. Mów, w czym możemy ci pomoc?

- Musicie wyciągnąć od CIA kilkadziesiąt tysięcy dolarów za informacje, które płyną. Muszę opłacić źródła. Trzeba uświadomić Amerykanom, że powinni szybko się zdecydować co do propozycji, jakie stamtąd otrzymałem.

[W Afganistanie byłem ponownie 12 sierpnia.] W umówionym miejscu przy drodze pandższerskiej czekał X-Man. - Od 15 listopada do 1 grudnia bin Laden będzie przebywał w miejscu, w którym jest możliwa bardzo dokładna inwigilacja jego osoby. Zaistnieje praktycznie sposobność ujęcia go lub zastosowania innego rozwiązania. Ale twoja służba i wasi sojusznicy musieliby błyskawicznie podjąć decyzję, gdyż wdrożenie odpowiednich działań wymagałoby wielu przygotowań. Mogę jedynie dodać, że jest to okazja, jaka się już nie trafi.

- Dziękuję, X-Man. Myślę, że nawet bin Laden… a może zwłaszcza on… byłby pod wrażeniem informacji, jakimi dysponujesz na jego temat.

Masud zaprosił nas na obiad. Posadził mnie na honorowym miejscu i w sposób ostentacyjny zaczął wychwalać naszą znajomość i wspólne przedsięwzięcia. - Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy ponad dwa lata temu, najbardziej zależało mi na tym, aby ludzie Zachodu, a zwłaszcza Amerykanie, właściwie ocenili talibów, a zarazem zrozumieli, że to nie ja jestem wrogiem. W tej sprawie nastąpił widoczny postęp. Wiem, że miałeś w tym duży udział.

- Amerykanie wydają się rzeczywiście zdeterminowani co do zwalczania terroryzmu i samego bin Ladena. Daj im go, a zaskarbisz sobie ich wdzięczność.

- Może byliby wdzięczni, a może nie - odparł Masud. - (...) A może stałoby się tak, że wszyscy zainteresowani, oprócz mnie oczywiście, doszliby do wniosku, że skoro bin Ladena już nie ma w Afganistanie i problem wspierania go przez reżim talibów przestał istnieć, to należałoby się z nimi dogadać?

- Co zatem zrobisz, żeby osiągnąć swój cel, w który wpisana jest walka z talibami?

- Zrobię to, co w Afganistanie zrobić najłatwiej. Nie powiem Amerykanom "nie" i nie powiem "tak". Będę grał na zwłokę, aż się przekonam, że przestali popierać talibów i gotowi są mnie wesprzeć.

[Po powrocie] czym prędzej umówiłem się ze swoim łącznikiem z wywiadu Jurkiem, aby przekazać mu jego porcję relacji z Afganistanu. Rutynowo przeszliśmy przez odpowiedzi na tasiemcowe pytajniki Amerykanów. Potem nawiązałem do informacji X-Mana, że od 15 listopada do 1 grudnia bin Laden będzie przebywał w miejscu, w którym zaistnieje realna możliwość ujęcia go lub innego rozwiązania problemu.

- Czy sądzisz, że to rzetelna ocena? - dopytywał się Jurek.

- Nie dowiemy się, dopóki nie spróbujemy. Według mnie możemy polegać na profesjonalizmie ocen X-Mana. Ale decyzje muszą zapaść szybko.

B. nie miał jeszcze wyrobionego zdania w kwestii udziału polskiego wywiadu w możliwej operacji przeciwko UBL. Jako odpowiedzialny szef wywiadu musiał wyważyć szanse i zagrożenia dla służby, którą kierował. Zaangażowanie w tę sprawę oznaczałoby, że polski wywiad znalazłby się w samym środku poważnej operacji wywiadowczej o globalnym zasięgu, ale o trudnych do przewidzenia konsekwencjach. Wytypowani ludzie działaliby w terenie, a kontrola nad tym, co się z nimi dzieje, byłaby niewielka lub wręcz żadna. W razie jakiejś wpadki dochodzi do bezwzględnego szukania kozłów ofiarnych. B. miał o czym myśleć.
Rozmowy z Amerykanami rozpoczęły się w siedzibie wywiadu 14 października. Następnego dnia doszło do spotkania, w którym brałem udział. Ze strony amerykańskiej obecni byli pracownicy rezydentury CIA w Warszawie Ski i Megan oraz reprezentant centrali Jim, którego Ski przedstawił jako wysokiego funkcjonariusza Counterterrorism Center. Jim przeszedł do meritum. - Pragnę powiedzieć, że w ocenie moich kolegów i mojej jest zdecydowanie zbyt mało czasu, aby CIA mogła się przygotować na tego typu operację. Nie wierzę też w to, aby wasze źródła afgańskie mogły w tak krótkim czasie zorganizować działanie umożliwiające pojmanie żywego bin Ladena i przewiezienie go do Stanów. (...) Pragnę, aby było całkowicie jasne, że my nie mamy licencji na zabijanie i nie poprzemy żadnych działań, które by zmierzały w tym kierunku. CIA będzie się poruszać się w ściśle określonych ramach amerykańskiego porządku prawnego.

Po takiej przemowie było dla mnie jasne, że z tym facetem nie będzie się dobrze współpracować. On nie rozumiał realiów i politycznych konieczności w tamtym regionie. (...) Wiedziałem jedno i przy okazji przekazałem to Mai: Jeżeli to jest facet, który koordynuje i odpowiada w CIA za wszystko, co dotyczy bin Ladena, to wróżyłem Osamie długie lata życia i szczęśliwą starość, a światu zachodniemu mnóstwo bolesnych aktów terroru.

Od października 1999 do lutego 2000 roku polski wywiad systematycznie przekazywał CIA zebrane przeze mnie ważne dane o UBL, jego aktywności i planach. (...) Najbardziej zaufanymi ochroniarzami bin Ladena była grupa dwudziestu pięciu Jemeńczyków, którzy mieli do niego bezpośredni dostęp. Co jakiś czas zmieniali imiona, aby skutecznie ukryć prawdziwą tożsamość. Dysponowaliśmy dokładnymi danymi o ich uzbrojeniu. Wiedzieliśmy też, że tę bezpośrednią ochronę mają wkrótce wzmocnić następni Jemeńczycy w tej samej liczbie. Wskazaliśmy Amerykanom kilka miejsc, w których bin Laden przebywał najczęściej, z dokładnym opisem istotnych dla potencjalnej akcji aspektów.

Śledziliśmy każdy ruch bin Ladena, zarówno fizyczny - dokąd i kiedy zmierzał - jak i polityczny. Omawialiśmy zawartość informacji oraz dalsze posunięcia. Tak też powinno wyglądać spotkanie 24 lutego 2000 roku. Ale miało inny, zaskakujący przebieg.

- Mamy, Aleks, problem z CIA - zaczął Jurek i widać było po jego twarzy, że przez ostatnie parę dni życie nie traktowało go łaskawie.

- Co się stało? - spytałem zdziwiony i niezdziwiony zarazem.

- Wczoraj odbyliśmy dłuższe spotkanie z ludźmi z warszawskiej rezydentury CIA.

- No i co?

- Nagle zakwestionowali twoje źródła i informacje. Odmawiasz podania danych osobowych źródeł, co jest barierą w weryfikacji ich tożsamości. (...)

- Te ich zastrzeżenia to banialuki. Dogadali się z Masudem za naszymi plecami i dają nam kopa w dupę, nieprawdaż?

- Na to wygląda. Poinformowali nas, że udało im się nawiązać z nim stały roboczy kontakt. Przedstawili to jako rezultat własnych, niezależnych starań. (...) W sumie podziękowali nam za dotychczasowe wysiłki i współpracę w sprawach afgańskich. Odtąd będą sobie radzili sami.

Bezceremonialne wycofanie się CIA ze współpracy z nami zakończyło moje współdziałanie z wywiadem w sprawach afgańskich. Rozpoczęło się ono za sprawą splotu przypadków, lecz zaowocowało masą ważnych informacji i stworzyło pole do efektywnych działań na tamtym terenie. Praktycznie wszystko to CIA dostała za darmo. Miałem świeżo w pamięci słowa Masuda, że niekiedy lepiej jest obejść mur, aniżeli probować rozbijać go głową, i sądzę, że dotyczyły one tej konkretnej sytuacji.

Dla mnie ten zwrot akcji był nie do końca zrozumiały. Czułem przecież, że przy udziale moim i moich źródeł można było dokonać w Afganistanie sensownych rzeczy. Czułem, że Amerykanie nie będą umieli wykorzystać tych wszystkich atutów, jakich im dostarczyliśmy.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gazda z Diabelnej
Amerykanie weryfikowali Makowskiego u Macierewicza i dla tego nici z akcji
?
Pierwszy talib IV RP i koledzy w jego komisji
c
caro
Z uwagi na zarosty twarzy Arabów nie rozróżniam, który jest który. Ale z arabską płcią żeńską jest już trochę inaczej, gdyż da się dopatrzyć stosowne niuase. Naturalnie, kiedy nie są zakryte burką. Czyli jest nadzieja, że doświadczony zwiadowca-autor i grupa przekaże prokuraturze siatkę grasujących po Polsce samobójców ludzi niewygodnych.
A
AgentPutina
Szok !!!!
Tylko to głupie CIA nie zajarzyło o co chodzi.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Polskie służby podały Amerykanom bin Ladena na tacy. CIA je zignorowało
z
zdzich
picu picu mój dziedzicu.
e
easyrider
Wojenka toczy się cały czas o to samo. O to czyja prawda jest "mojsza". Czy ludzi z byłych służb, którzy (według Macierewicza) rozgrywali swoją gierkę polegającą głównie na robieniu kasy przy wykorzystaniu potencjału swojej instytucji, czy też Macierewicza, który (według towarzyszy głównie z dawnego WSI) miał rozwalić służby. Osoba Makowskiego jest tu tylko jednym z elementów tej wojenki. Powód jest prosty. Skoro Makowski miał być takim "superszpiegiem", że potrafił bez pudła wystawić Osamę Amerykanom, to kim są ci, którzy go źle opisywali w raporcie o WSI? Pan Makowski może teraz oczywiście powiedzieć wszystko co mu ślina na język przyniesie. Nie jest ważne jak było naprawdę, bo i tak nikt tego nie jest w stanie zweryfikować. Ważne jest jak przedstawią to media. A gdzie leży prawda? Cholera wie. Wiadomo jednak, że pomimo "sprywatyzowania" większości majątku narodowego, 23 lata po obaleniu komuny, nadal mamy służbę zdrowia, szkolnictwo, infrastrukturę, wojsko, rolnictwo (całej listy nie wymienię) w przysłowiowym proszku. Jednocześnie w biednym kraju wzbogaciło się niezbyt wiele osób, które dziwnym trafem mają dziwne powiązania z dawnymi służbami. Czyli co się stało z tymi pieniędzmi?
Dodaj ogłoszenie