Polskie drogi, czyli od kenkarty do green karty

Paweł Zarzeczny
Polsapresse/Archiwum
Jacek Rostowski, minister finansów, zapowiedział, że po wyborach nie zostaną podniesione podatki" - takie właśnie zdanie znalazłem w necie. Tak już mam, że natychmiast zapala się ostrzegawcza lampka, kiedy czytam jakąś bzdurę. No bo w to, że ktokolwiek w Polsce obniży podatki (bo wciąż rosną wraz z inflacją, i zawsze jedno ciągnie drugie), no to w to nie uwierzę nigdy. Prędzej w to, że Jacek Rostowski po wyborach nie będzie już ministrem finansów, na co nawet po cichu liczę. I nie dlatego, że ten facet mnie denerwuje, bo kobiety denerwują mnie jeszcze bardziej.

Po prostu dość mam absolutnie wszystkich ekonomistów bez wyjątku. Mianowicie najoczywistsze nawet zdanie wygłaszają z nabożeństwem i zasugerowaniem jakiejś własnej wiedzy tajemnej, niedostępnej zwykłym śmiertelnikom. Oczywiście wszystkie ich proroctwa tudzież opasłe tomiska nadają się najwyżej na śmietnik, kompletnie nic się nie zgadza, jak frank ma tanieć, to rośnie, a jak rosnąć, to spada, ale oni wciąż guru, uśmiechnięci, pewni, stabilni. Przypomniało mi się to ostatnio, gdy jeden niegłupi polski trener skontrował dziennikarza też mającego w sobie coś z ekonomisty i takiego mądrali srali już po fakcie: "Ja panu też mogę w poniedziałek podać wyniki totolotka z soboty". Bingo!

Czytaj też:Rostowski o zagrożeniach dla Unii i wojnie. SLD żąda wyjaśnień

Dzieci ostatnio wierzą w Janusza Palikota, a to - jak mniemam - z powodu zbliżonego poziomu umysłowego chyba

No więc Rostowski jako ekonomista wart jest wszystkich innych poza Stieglitzem noblistą (nie mylić ze Stierlitzem, takim enkawudzistą), tym Stieglitzem, który zaimponował mi odważną prognozą, że "najlepsze, co nas może spotkać, to stagnacja". Gdybyż zresztą ekonomiści rozgryźli prawa rynku, jak twierdzą zgodnie, nie dzieliliby się tą wiedzą z nami, ale zbijali fortuny na giełdach - tymczasem to zazwyczaj są zwykłe golasy. Zaś fortuny u nas robią najczęściej absolwenci zawodówek rolniczych i enerdowskich techników elektrycznych, gdzie nie uczono nie tylko ekonomii, ale nawet podstaw ekonomii, zresztą zdaje się nie uczono niczego, może oprócz sporządzania mikrofilmów (ooo, tu Stierlitz mógł być nawet nauczycielem ZPT-u). Przeświadczenie o ekonomicznej wiedzy bywa nawet zgubne. Niedawno jeden facet z Grudziądza wpadł na pomysł, świetny i niby bez słabego punktu, że zarobi przy nowych polskich autostradach, wożąc żwir, przecież potrzebna go od cholery i jeszcze więcej. W tym celu wyleasingował kilka ciężarówek, zaczął wozić, liczyć zyski, wkurzać sąsiadów, ale biedak nie przewidział jednego: że Chińczycy zwiną się z budowy, nie płacąc rachunków, a następnie rząd polski ani pomyśli przejmować niczyich długów. A że banki nie chciały czekać, no to zabrały ciężarówki, a faceta zostawiły w ruinie - teraz zgadnijcie, bo łatwe, czy już się powiesił? No bo Polska, bo rząd, Chiny, pewny kontrakt, droga nie w Pcimiu, a do stolicy, a tu taki wybuch jak na wojnie! Wyrok!

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

No więc ekonomistom wierzę tak samo jak Cygankom, czyli wcale, no i nie dam pięciu groszy nawet, choć czasem jedni i drudzy rzeczywiście trafią, zwykle wtedy, jak się pomylą. I tak było z Rostowskim. Nasz minister mianowicie wieszczy wojnę w Europie czy też cytuje jakiegoś kolegę, choć mnie trudno przypuszczać, by facet od skarbówek miał jeszcze kolegów. No więc wojna będzie, to zła wiadomość, ale dobra jest taka, że według Rostowskiego dopiero za dziesięć lat. Jak dla mnie - dużo szybciej. Ale naprawdę nie ma powodu do zmartwień.
Przede wszystkim na wojnie nie każdy wbrew pozorom traci - ja na przykład w wojsku się spasłem, tak dobrze mi się wiodło, a gdybym zechciał, łatwo mogłem złupić niejedną kwaterę, serio. Na wojnie zarabiają fabryki zbrojeniowe, ale i księża kapelani, i markietanki (nawet więcej, idąc na śmierć, chętniej wyzbywamy się gotówki dla paru drobiazgów albo sekundowych nawet uniesień). Zarabiają redaktorzy wojennych gazetek, filmowcy, poeci i kompozytorzy, chóry, a jak wieść niesie, na I wojnie zarabiali nawet paryscy taksówkarze (a Wokulski gdzież się dorobił - piekąc chleb dla wojaków przecież, i podobno nieźle był zarobiony). Janusz Morgenstern, którego właśnie żegnano w Alei Zasłużonych, stworzył postać Kurasia, a w tle jego rozliczne dochodowe w czas wojny biznesy, pralnia, szklarnia… Wojny kalkulują się milionom, zresztą ci, którzy je wywołują, rzadko kiedy trafiają na front - słyszeliście o jakimś zabitym ostatnio w Afganistanie czy Iraku generale?

Czytaj też:Rostowski o zagrożeniach dla Unii i wojnie. SLD żąda wyjaśnień

Polskę zresztą następna wojna raczej ominie bokiem (bardziej realnie i obrazowo - górą), bo nie ma u nas zbyt wielu strategicznych miejsc do zdobywania, wyrzutni rakiet, stoczni budujących okręty podwodne, fabryk samolotów, rakiet. Węzły komunikacyjne nie istnieją również bądź są w budowie, lotniska Okęcie nie pozwolą zdobyć taksówkarze (coś chodzi mi ta profesja po głowie, czyżbym pozazdrościł?). Dworzec Centralny? Czołgi utkną w korkach z wszystkich czterech kierunków. Od biedy możemy stracić kilka fabryk konserw albo mleczarni, ale wtedy przynajmniej ucieszy się załoga, że towar wreszcie ktoś zabrał! Rostowski nie ujawnił wprawdzie, kto będzie walczył z kim, nam dziś wydaje się to aż nieprawdopodobne w Europie, ale w Jugosławii to było? A to, że przyłożymy rękę do rozbioru chrześcijańskiego i bratniego państwa Tity, uznając zarazem muzułmańskie i wrogie Kosowo, to się w głowie mieściło? (Nie zdziwmy się więc, jak kiedyś i nas się zostawi wkrótce samych w kłopocie, bez butów, bo tak będzie).

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Jedyne, co w tej wypowiedzi Rostowskiego warte jest podkreślenia, to to, że dzieci dyrektorów banków, tych z dwustutysięcznymi pensjami, nie marzą o umieraniu za Polskę, co jednak nawet logiczne - bo tylko biedakom śnią się karabiny, jak teraz w całej północnej Afryce, południowo-wschodniej Azji i w całkiem przecież europejskiej Gruzji na przykład. Gdyby Morgenstern żył, mógłby dojść do smutnej konstatacji a propos polskich dróg, mianowicie są to drogi od kenkarty do green karty. Przetrwać na lewych dokumentach, oto najwyraźniej wciąż niespełnione marzenie Polaka. Ale i to nic dziwnego - w końcu dla wielu ludzi na świecie cenne stają się dla odmiany… polskie papiery, choćby dla Żydów, którzy już mają przeciw sobie przynajmniej trzy muzułmańskie potęgi: Iran, Turcję, Egipt, no i zobaczymy, co stanie się po uznaniu Palestyny przez świat - ja sądzę, że Wieczni Tułacze powrócą do ojczyzny przodków (bo nie tylko Natalie Portman miała u nas dziadka, z takich dziadków składały się całe polskie miasta).
Wracając do Rostowskiego - świat jakoś nie odnotował jego słów z należytą powagą, bo wojna dzięki telewizji spowszedniała. Cóż, jak u Clausewitza, wojna to tylko polityka prowadzona innymi środkami. Nie robi też wojna na nikim wrażenia z tak zwanej ulicy - nikt już nie kupuje na zapas soli, mąki, cukru, bo jak wiadomo, za okupacji te towary były, a po niej… nie było - zatem wojny niekoniecznie źle robią na handel, gorzej czasem robi pokój, jak teraz, gdy kończą się z wolna zapasy gotówki. Świat odnotowałby wypowiedź polskiego ministra finansów tylko wtedy, gdyby ten wyznał, że tę wojnę wywoła Jarosław Kaczyński z PiS-em, ale w to już dzieci nawet nie wierzą, dzieci ostatnio wierzą zresztą w Palikota - a to, jak mniemam, z powodu zbliżonego poziomu umysłowego chyba (dlatego też dzieci tak bardzo uwielbiają babcie i dziadków, łapiecie, staruszkowie?)

Czytaj też:Rostowski o zagrożeniach dla Unii i wojnie. SLD żąda wyjaśnień

No cóż, zatem wiemy, że nic nie wiemy, kto wojnę zacznie i pod jakim pretekstem, zdaje się, że będzie to jednak pospolite ruszenie, jak właśnie w Libii, gdzie Francuzom się chciało i Brytyjczykom, Niemcom niezupełnie, a my nie mieliśmy żadnych statków ani samolotów na tak daleką wyprawę. Istnieje wśród Polaków niepokój, że dawno nie wywojowała nic Rosja, to wreszcie zacznie, żeby chociaż amunicję wystrzelać, ale sądzę, że jak nic ruszy na Arktykę, a z tych wojenek Zachodu się śmieje. I nie chodzi tu o odmowę wydania mordercy Litwinienki, to pionek, ale o to, że Putin zaprasza na przykład brytyjskich finansistów do robienia interesów w Rosji - zaraz po tym, jak znacjonalizował im kilka naftowych przedsiębiorstw. Zatem mówi, będziemy robili, co chcieli - no i Zachód w pokłonnym geście to przyjmuje, bo nie ma wyjścia innego, jak stale pozwalać się okradać (też czasem dajemy na parkingu parę złotych lumpom, żeby nie porysowali nowego lakieru, nieprawdaż?). Czy z tego powodu też powinniśmy bać się Rosji? Ano niespecjalnie. Bo jak już wiele razy pisałem, to, co mamy, to głównie kartofle. No a kartofle to nawet Rosjanie mają już własne. Im potrzeba technologii. Odkryć. A nie spożywki.

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Ja też ostatnio odkryłem coś dla siebie, coś, co warto byłoby złupić. Mianowicie siostra postawiła pod Warszawą piękny dom, właśnie wczoraj podjechałem tam na spacer. Wygląda jak ekskluzywny dom starców, taki w sam raz dla... jednego pacjenta. Ciekawe, czy zrobiła to dla mnie, czy dla jakiegoś innego pana… A więc tak czy owak, przesądzone, czeka mnie jakaś wojna. Z nią, o nią, ale tak czy siak - wojna.

Aha, zakończę więc na wesoło, wojennie wesoło. Putin z Obamą planują trzecią wojnę światową. Cameron dowiaduje się o tych planach od Rostowskiego i pyta:
- Wojna, OK, ale z kim?
- Z muzułmanami i z dentystami.
- A z dentystami to po co???
Podsłuchują tę rozmowę Putin z Obamą. I Wołodia klepie się po kolanach:
- Wiedziałem, że o muzułmanów nikt nie zapyta!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gabriel
Byłoby dobrze gdyby Pan Redaktor Zarzeczny uzasadnił uprzedzenia do Ministra Rostkowskiego.
H
HENTYK
Pawelku ,ale sie zapetliles w tym Rostowskim. CIEZKO BYLO DOCZYTAC DO KONCA
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Polskie drogi, czyli od kenkarty do green karty
k
kad
rostowski to POLITOLOG... nie ekonomista... zdrowka zycze
Dodaj ogłoszenie