Polski sport w 2010: Justyna i Adam na plus, a kadra i "Isia" na minus (ZDJĘCIA)

Tomasz Biliński, Cezary Kowalski, Maciej Stolarczyk, Hubert Zdankiewicz
Rok 2010 był dla polskiego sportu bardzo niejednoznaczny. Wielkie sukcesy przeplatały się z nie mniejszymi porażkami czy nawet klęskami. Na plus na pewno możemy zapisać spektakularną postawę Justyny Kowalczyk i Adama Małysza na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver czy pierwsze sukcesy Tomasza Adamka w wadze ciężkiej. Niestety, zawiódł futbol i tenis. Zwłaszcza reprezentacja Polski i Agnieszka Radwańska.

Justyna i Adam na medal, a nawet na kilka medali

Gdyby jakiś malkontent obiecał, że da sobie rękę uciąć, jeśli igrzyska olimpijskie w Vancouver będą dla nas najlepsze w historii, to już by tej ręki nie miał. Ówczesnemu prezesowi PKOl Piotrowi Nurowskiemu wystarczyłyby tylko dwa medale, by w rankingu wszech czasów ich liczba dla Polski stała się dwucyfrowa, Kibice też by zapewne nie narzekali. Tym większa była jednak radość, gdy nasi reprezentanci zdobyli ich sześć. Złoty, trzy srebrne i brązowy. Dzięki nim trwające od 12 do 28 lutego igrzyska będą dla nas niezapomniane.

Najwięcej radości dała nam Justyna Kowalczyk, która aż trzy razy stawała na podium, z czego raz na najwyższym stopniu. Ten najcenniejszy krążek wywalczyła w biegu na 30 km. Tym samym 38 lat po zdobyciu złota przez skoczka narciarskiego Wojciecha Fortunę doczekaliśmy się drugiego zimowego mistrza olimpijskiego. Srebro zdobyła w sprincie, a brąz w biegu łączonym.

Dwa srebrne medale do białoczerwonego worka dorzucił Adam Małysz. Wymarzone złoto znów przeszło mu koło nosa, ale nikt nie narzekał. Nasz najlepszy skoczek narciarski uznawany był z urzędu za jednego z faworytów obu konkursów, ale mało kto przypuszczał, że uda mu się pokonać fenomenalnie skaczących w tamtym okresie Austriaków.

Rzeczywistość okazała się dla nas wspaniała. Małysz, jak zaobserwował komentator radiowy Tomasz Zimoch, sprawił, że niedźwiedzie zaczęły ryczeć, a okoliczne ptaki śpiewały "Adaś taś, taś". Orzeł z Wisły przegrał jedynie z niesamowitym Szwajcarem Simonem Ammannem, który powtórzył swój sukces z Salt Lake City (2002 r.) i zdobył dwa złote medale.

CZYTAJ TAKŻE:
* Justyna Kowalczyk coraz bliżej Bjoergen. Dzieli je już tylko sekunda
* Justyna Kowalczyk idzie na wojnę. 'Teraz dostanie karę za szeroki uśmiech na mecie'
* Nikt nie uwziął się na Kowalczyk
* Zarzeczny: Taniec na rurze lepszy od biathlonu

Od zera do bohatera, czyli Lech Poznań 2010

Gdy wiosną Lech Poznań odzyskał po 17 latach tytuł mistrza Polski, mało kto spodziewał się, że to dopiero uwertura do tego, co będzie działo się później. W eliminacjach Ligi Mistrzów Kolejorz otarł się o śmieszność, bo azerski Inter Baku wyeliminował dopiero po rzutach karnych. Później już "po bożemu" nasz mistrz nie zakwalifikował się do Champions League (13. raz z rzędu), ulegając Sparcie Praga, i wszyscy postawili na nim krzyżyk, gdy okazało się, że o awans do Ligi Europejskiej trzeba mierzyć się z Dnipro Dniepropietrowsk.

Sensacyjne zwycięstwo na Ukrainie uruchomiło lawinę kolejnych niespodzianek. W najciekawszej grupie Lech był spisywany na straty w starciach z Juventusem, Manchesterem City i Salzburgiem. Zajął drugie miejsce, a do samego końca walczył o zwycięstwo. Strzałem w dziesiątkę okazało się zatrudnienie Łotysza Rudnevsa, który dzielnie zastąpił Roberta Lewandowskiego i w dwóch meczach z Juve wbił Włochom cztery gole.

Rewelacyjna postawa na arenie europejskiej odbiła się czkawką w lidze. Lech znalazł się blisko strefy spadkowej, a wychwalani do tej pory działacze okazali się raptusami i zwolnili twórcę sukcesów drużyny trenera Jacka Zielińskiego. Jego następca José Mari Bakero elegancko przy każdej okazji podkreśla zasługi poprzednika, ale niesmak pozostał.

Nie zmienia to jednak faktu, że Lech ratuje honor polskiej piłki i budzi szacunek. Jego przyszłość jest w rękach działaczy. Przedłużyli co prawda kontrakt z Arboledą, ale już pozbyli się Peszki, a następni w kolejce są Rudnevs, Kriwiec, Stilić i Wojtkowiak.

CZYTAJ TAKŻE:
* Poznańska delegacja nie dotarła na losowanie
* Oceniamy lechitów w Salzburgu: Peszko był najlepszy
* Bakero: Chcę trafić na hiszpańskiego rywala
* Bo pieniądze i nazwiska nie grają, czyli rozczarowania fazy grupowej Ligi Europy
* FC Salzburg - Lech Poznań 0:1. Zdjęcia
* Rywal dla Lecha z górnej półki. Liverpool czy PSG?
* Wielcy i mocni czy wcale nie? Jak w grupach LE radziły sobie znane piłkarskie firmy
Kadra Franciszka Smudy: Za wiele porażek, za wiele remisów, za wiele afer, za mało zwycięstw

Świat emocjonował się już zbliżającym się mundialem. Nasza dzielna, odmłodzona kadra pojechała za to do Hiszpanii wcielić się w rolę chłopców do bicia dla napalonych na mistrzostwo świata mistrzów Europy.
Z zadania wybrańcy Smudy wywiązali się idealnie. Pomógł trener, który zakazał murowania bramki i doradził grać odważnie. Tuż po ostatnim gwizdku sędziego, który zakończył blamaż (o:6), Polacy rzucili się do swoich idoli, aby wymienić się koszulkami. Żal było na to patrzeć, ale uświadomiliśmy sobie, że nie ma co żałować przegranych eliminacji mundialu. My do tego towarzystwa po prostu nie pasowaliśmy.

Na domiar złego prysnęły nadzieje kibiców na odległą przyszłość. Młodzieżówka przegrała bowiem z Luksemburgiem 0:1. I to nie był żart. Przerażony takim wynikiem Zbigniew Boniek przypomniał, że za jego czasów z Luksemburgiem wygrywało się 5:0 po całonocnej libacji alkoholowej. Futbol w wydaniu reprezentacyjnym sięgnął dna. Selekcjoner przekonał się, że jego wcześniejsze plany, ofensywna strategia, radosny, widowiskowy futbol, to w naszych realiach zwykłe mrzonki. Uruchomił więc plan awaryjny - naturalizacje. Po Niemcu Matuszczyku namówił do gry także Boenischa z Werderu. Kolejne przymiarki to Francuz Perquis z Socheaux i Kolumbijczyk Arboleda z Lecha Poznań.

W tym czasie kadra się rozpiła. Dwie afery alkoholowe w ciągu kilku miesięcy pogrążyły Iwańskiego i Peszkę oraz Boruca z Żewłakowem. Pozostałych kadrowiczów bardziej niż samo zjawisko picia w kadrze dręczyła sprawa kreta, który wynosił informacje do mediów. Paradoks, ale był to pierwszy impuls, który naprawdę zjednoczył drużynę.

Pod wodzą nowego kapitana Jakuba Błaszczykowskiego pokonaliśmy w dobrym stylu uczestnika mundialu Wybrzeże Kości Słoniowej. O eskapadzie do Turcji na koniec roku i śmiesznym meczu z Bośnią przy pustych trybunach nawet nie ma co wspominać. Tu jak zwykle chodziło o to, aby wyrwać kasę od TVP za sprzedaż praw telewizyjnych.

CZYTAJ TAKŻE:
* Smuda się przekonał, ile wart jest gabinet cieni kadry
*

Dziekanowski: Smuda tylko mówi, że jest mocny

Pierwsze szlify w "królewskiej dywizji". Tomek Adamek idzie po tytuł, "Diablo" już go zdobył

Nie była to pierwsza walka Tomasza Adamka w królewskiej kategorii, ale pierwsza, na którą poważnie patrzył sportowy świat. W debiucie "Góral" z Gilowic szybko poradził sobie z emerytowanym Andrzejem Gołotą, co dużej chwały mu nie przyniosło. Prawdziwym sprawdzianem był pojedynek z Jasonem Estradą.
Adamek wygrał na punkty. W swoim stylu. Wykorzystał przewagę szybkości, unikał wymian i raził ciosami z dystansu.

Mniej więcej miesiąc po tej walce świat obiegła wiadomość, że o mistrzostwo świata z Witalijem Kliczką zmierzy się... Albert Sosnowski. Zgodnie z prognozami "Dragon" poległ przez nokaut.

Od 16 maja mamy za to mistrza świata federacji WBC w kategorii junior ciężkiej. Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka, który pokonał przez techniczny nokaut w ósmej rundzie Giacobbe Fragomeniego. We wrześniu Włodarczyk z powodzeniem bronił pasa, wygrywając na punkty z Amerykaninem Jasonem Robinsonem.

CZYTAJ TAKŻE:
* Adamek idzie po pas IBF - walka z Peterem coraz bardziej prawdopodobna
* Samuel Peter najlepszym rywalem dla Tomasza Adamka
* Adamek znokautował Maddalone (ZDJĘCIA)
* Kliczko nokautuje i broni pasów mistrzowskich federacji WBO i IBF

Skandal zamiast sukcesu. "Isia" zapisuje rok 2010 na minus

"Sp...alaj! Sp...alaj!" - tyle zapamiętaliśmy z występu Agnieszki Radwańskiej w Roland Garros. W ten mało subtelny sposób, wygoniła z trybun ojca, wytykającego jej błędy w przegranym meczu drugiej rundy z Jarosławą Szwedową.

Rozgrywany na przełomie maja i czerwca turniej mógłby wystarczyć za podsumowanie roku w jej wykonaniu. Miała awansować do pierwszej piątki rankingu WTA, tymczasem po raz pierwszy od dwóch lat wypadła z pierwszej dziesiątki (na 14. miejsce). Miała przebić się do półfinału w jednej z imprez Wielkiego Szlema, tymczasem po raz pierwszy od dwóch lat nie dotarła w żadnym nawet do ćwierćfinału. A do tego musiała przedwcześnie zakończyć sezon z powodu kontuzji stopy.

Z konieczności przerzuciliśmy się więc na kibicowanie Caroline Wozniacki, albo - jak nazywamy ją w Polsce - Karolinie Woźniackiej. Ona z kolei rozgrywała najlepszy sezon w karierze i zakończyła go jako liderka rankingu WTA. Zawsze to miło, gdy wygrywa nasza, nawet jeśli dla całego świata to Dunka.

CZYTAJ TAKŻE:
* Siostry Radwańskie: Odcięły pępowinę, kupiły dom i rozpoczynają nowe życie
* Piotr Woźniacki: Chcę ściągnąć do Polski Jordana
* Australian Open: Rogowska a nie Dokic wywalczyła 'dziką kartę'
* Nadal najlepszym sportowcem Europy w 53. Ankiecie Polskiej Agencji Prasowej
* Wielkie wyróżnienie dla polskiego tenisisty. Sam Federer zaprosił go do wspólnych treningów

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

i
ignotus

Bardzo przepraszam za uzycie slowa "renegat", musialy mnie poniesc emocje. Jeszcze raz przepraszam szanownego pana. Zamiast niedopuszczalnego i nieadekwatnego okreslenia "renegat"powinnem napisac dunski dziennikarz, bo nim pan Hubert musi juz byc skoro wobec dunskiej tenisistki uzywa slowka "nasza". Prosze o skasowanie komentarzy skoro nie chcecie aby z nich korzystac. Albo wprowadzcie mozliwosc zamieszczania tylko komentarzy pochwalnych z podanym przez Was tekstem i z wolnym miejscem na podpis ( tak jak w "Misiu" Barei). Prosze rowniez wprowadzic wizyty domowe czy tez redakcyjne dla poszczegolnych autorow z okreslonymi godzinami przyjec i z obietnica ze ich plon bedzie przez Was udostepniony czytelnikom.

A
Andrzej Budzisz.

Dla mnie wypowiedz waszego dziennikarza Huberta Zdanowicza jest bardziej niz skandaliczna, chodzi mi o fragment dotyczacy dunskiej liderki WTA, zwlaszcza ze autor zdaje wypowiadac sie i w moim imieniu, a nie przypominam sobie abym wyrazil na to zgode. Wiem natomiast, ze w zadnym razie nie podzielam stanowiska autora. Nigdy nie "przezucilem sie" na kibicowanie dunskiej gwiazdy tenisa, bo nie mialem zadnego do tego powodu. Dla mnie o przynaleznosci panstwowo - narodowej decyduje swiadomosc przejawiajaca sie wolnymi wyborami i moim zdaniem nalezy je respektowac niezaleznie czy nam sie podobaja czy nie, a nie przypadkowy kolor skory, czy pochodzenie rodzicow, dziadkow, czy pradziadkow. Tak wiec zawsze widzialem w dunskiej tenisistce Dunke i nic wiecej. Rozumiem, ze moze byc w taki czy inny sposob przywiazana do kraju przodkow, ale to juz jej prywatna sprawa. Wiec nie odczuwalem najmniejszej koniecznosci kibicowania Dunce, traktowalem ja tak samo jak kazdego innego zagranicznego sportowca. Ngdy nie bylo mi milo, ani tez i nie milo, z powodu zwyciestw, czy porazek dunskiej tenisistki, bo zwyczajnie nie odczuwalem w zwiazku z nimi najmniejszych emocji zazwyczaj towarzyszacych mi w czasie wystepow Polakow, a kibicem jestem od szeregu lat. Tak poprostu bylo i jest, bo nie widze zadnego powodu abym mial sie w jakikolwiek sposob utozsamiac ze sportowcami ktorzy dobrowolnie reprezentuja obce barwy inaczej niz przez indywidualne upodobania dla nich jako sportowcow, ale to osobny temat. Zawsze uwazalem to za calkiem naturalne. Tak wiec nie uwazam tez Dunki za "nasza", to juz bardziej pana jestem sklonny uznac za Dunczyka, bo wtedy pana wypowiedz bedzie dla mnie zrozumiala. Jestem naprawde nieklamanie oburzony tym, ze pan sie wypowiada w moim imieniu w sprawach dla mnie waznych i bardzo bym prosil wydawcow o zajecie sie ta sprawa, aby wiecej nie dochodzilo do podobnych incydentow.

i
ignotus

"Z konieczności przerzuciliśmy się więc na kibicowanie Caroline Wozniacki, albo - jak nazywamy ją w Polsce - Karolinie Woźniackiej. Ona z kolei rozgrywała najlepszy sezon w karierze i zakończyła go jako liderka rankingu WTA. Zawsze to miło, gdy wygrywa nasza, nawet jeśli dla całego świata to Dunka". - trudno o wieksze bzdury. Jest Dunka nie dlatego ze swiat tak chce, tylko dlatego, ze z wlasnego niczym nieprzymuszonego wyboru gra dla Danii, pod dunska flaga i na calym swiecie podaje sie za Dunke, bo za taka sama sie uwaza, a ze przy okazji wychodzi na jaw polska zasciankowosc i polskie kompleksy ( czesc Polakow pozbedzie sie nawet resztek godnosci za zludzenie ze swiat spojrzy na nich choc troszke laskawszym okiem) to osobna sprawa, na ktorej dodatkowo mozna zarobic robiac ludziom wode z mozgow. W imieniu jakiego ogolu ( redakcji, dziennikarzy, wszystkich Polakow?) wypowiada sie ten renegat i kto mu na to pozwolil?

pawel

pan Zdanowicz ( domyslam sie ze to on pisal o tenisie) stosuje -wobec polskiego damskiego tenisa motode, o ktorej niedawno wspominal polski trener dunskiej tenisistki - "dajcie mi psa, a już kij na niego się znajdzie"

o
oburzony czytelnik

przeczytane w prasie pod zdjiciem Dunki Wozniacki do jednego z tekstow Huberta Zdanowicza: " dla swiata Caroline Wozniacki, dla nas Karolina Wozniacka" - wiec pytam kto dal temu panu prawo wypowiadac sie chocby w moim imieniu?!, zdanie to co najwyzej powinno brzmiec: "dla swiata ( a my/ja jestesmy organiczna czescia tego swiata ) Caroline Wozniacki, dla Huberta Zdanowicza Karolina Wozniacka", wiec pytam sie wlascicieli gazety, kto zatrudnil dziennikarza o duszy niewolnika, ktory za nic ma polskie symbole narodowe i jeszcze do tego ma czelnosc wypowiadac sie za innych?!.

powyzsze odnosi sie rowniez do absurdalnego okreslenia "nasza" w stosunku do dunskiej tenisistki, i oczywiscie zadnemu polskiemu kibicowi ( zaslugujacemu na to miano ) nie przyszloby nawet do glowy kibicowac dunskiej tenisistce, nawet gdyby wogole nie bylo polskich tenisistek

wg mnie pisanie o duzym roczarowaniu ( wiadomo ze kibice chcieliby jak najwiecej) w przypadku najlepszej polskiej tenisistki jest duza przesada, rozniaca miedzy 10 a 14 miejscem nie jest duza zwlaszcza gdy sie wezmie pod uwage kontuzje i to w kraju bez jakichkolwiek sukcesow tenisowych od wielu dziesiecioleci ( przed Radwanska pierwsza 10 mogla byc jedynie malo realnym marzeniem kibicow), a najlepsza 5 to byl cel, a cele chyba musza byc odpowiednio ambitne i nie powinny sluzyc jako punkt odniesienia do ocen, ani tym bardziej byc pretekstem do roszczen i pretensji, o szukaniu skandali na sile, to juz nie chce mowic, bo to okropny parafianizm - obluda, jak stad do nieba bram ( przypomne ze np. Federer wzial w obrone Serene Williams nawet gdy ta posunela sie - pod wplywem emocji - az do grozb karalnych wobec pani sedziny, a i kara za to na nia nalozona byla bardzo symboliczna, i na pewno nie bylo nawet niewielkiej czesci tego oburzenia jakie sie w Polsce robi niemal z niczego )

Dodaj ogłoszenie