Polski Niemiec z Pisarzowic

Tomasz Jaroński
Polsapresse/Archiwum
Pisarzowice to wioska położona pomiędzy Kętami a Bielsko-Białą. Powstała w XIII wieku w efekcie kolonizacji Księstwa Oświęcimskiego przez księcia Władysława Opolczyka. Wówczas pojawiła się nazwa Villa Scriptoris, czyli Wieś Pisarza. We wsi stał piękny drewniany kościół, który spłonął w 1965 roku. Trzy lata później metropolita krakowski Karol Wojtyła poświęcił kamień węgielny pod budowę świątyni, a w 1973 odbyła się uroczystość konsekracji nowego kościoła.

To w tym kościele w 2008 roku proboszcz Janusz Gacek wznosił modlitwy na rzecz olimpijczyka z Pisarzowic Przemysława Niemca, który w Pekinie walczył na trasie wyścigu kolarskiego. Skutecznie, bo zajął dobre 16. miejsce. Niemiec jest niewątpliwie najbardziej znanym mieszkańcem Pisarzowic.

Czytaj też:Przemysław Niemiec na czele Lampre-ISD

Zaczynał w Sokole Kęty u Piotra Karkoszki, a od z górą 10 lat ściga się we włoskich grupach. Ma na koncie sporo wygranych, jednak fakt, że reprezentował barwy ekip z nie najwyższej półki, uniemożliwiał mu starty w najbardziej prestiżowych wyścigach. W tym roku trafił wreszcie do Lampre, przejechał Giro i Vueltę, gdzie pomagał swemu liderowi Scarponiemu. W sobotę Przemysław Niemiec odniósł swój życiowy sukces. Na mecie wyścigu Il Lombardia finiszował piąty. Piąty? - ktoś zapyta. A jednak, trzeba pamiętać, że Lombardia należy do najbardziej prestiżowych wyścigów na świecie, pomnikowych. Określenie "monumenty" dotyczy zaledwie pięciu - z Mediolanu do San Remo, Tour des Flandres, Paryż - Roubaix, Liegie - Bastogne - Liege i Giro di Lombardia (od tego roku Il Lombardia). Wygranie którejś z tych jednodniówek bliskie jest zdobycia tytułu mistrza świata, choć oczywiście tęczowa koszulka jest najcenniejszym trofeum dla kolarza. W Polsce sława monumentów nie jest specjalnie rozpowszechniona. My wychowaliśmy się na wyścigach etapowych, kiedyś umysłami kibiców władał Wyścig Pokoju, teraz mamy Tour de Pologne, a i zainteresowanie Tour de France znakomicie przewyższa inne imprezy.

Czytaj też:Pozostałe felietony Tomasza Jarońskiego

W sobotę na przecudnej trasie z Mediolanu do Lecco prowadzącej brzegami jeziora Como Niemiec nie jechał tylko dla siebie. Jak nie Scarponi (chory), to Cunego. Damiano wygrywał Lombardię trzy razy i chciał czwarty. Pomóc miał mu w tym nasz Niemiec. Polak narzucił odpowiednie tempo na podjeździe pod Madonna del Ghisallo, ale na szczęście w końcówce Cunego spuchł i Przemek miał wolną rękę. Dodajmy, że z Polaków w monumentach lepsze miejsca miał tylko Zbigniew Spruch (3. i 4. w San Remo), więc na koniec sezonu powiało optymizmem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie