Polski celebryta w literackim sosie: Autobiografie, kulinaria, zapisy z podróży, a nawet thrillery

Bożydar Brakoniecki
Agnieszka Maciąg ma w CV m.in. poezję i poradnik kulinarny. Nergal napisał tylko wspomnienia, ale za to skandalizujące
Agnieszka Maciąg ma w CV m.in. poezję i poradnik kulinarny. Nergal napisał tylko wspomnienia, ale za to skandalizujące Łukasz Gdak/Polskapresse
Najgorętszym newsem ostatniego tygodnia jest premiera thrillera erotycznego Ilony Felicjańskiej "Wszystkie odcienie czerni", mocnej, bezpruderyjnej - tak przynajmniej zaznacza wydawca - opowieści o pożądaniu, seksie, miłości i zbrodni. Była Wicemiss Polonia, ostatnio na marginesie celebryckiej socjety, postanowiła - jak widać - wrócić na świecznik mocnym akcentem - w roli literatki.

To warta odnotowania ciekawostka w dziedzinie tzw. rebrandingu wizerunku nadszarpniętego przed laty alkoholowymi ekscesami. Skoro zawiodły tradycyjne metody - ofensywa medialna, brylowanie na celebryckich spędach, nagie sesje zdjęciowe - doradcy wizerunkowi poradzili Felicjańskiej rozwiązanie niebanalne, czyli zwrot w kierunku edytorskim. Można iść o zakład, że jeśli w jej przypadku się sprawdzi, czeka nas zalew literackich produkcji od innych, zapomnianych dziś sław.

Smakowanie "Wszystkich odcieni czerni" jeszcze przed nami, choć już dziś można być pewnym, że powieść na Nike raczej nie może liczyć. PR-owskie zachwyty nad jej rzekomo odkrywczą treścią nic nie znaczą - z podobnym zadęciem sprzedajni, a może tylko scyniczali krytycy pieli przed laty nad ponadczasowością "Zielonych pantofli", zbioru uduchowionych poezji modelki Agnieszki Maciąg, czy nowatorstwem "Gabinetu żółcieni", zbioru opowiadań efemerycznej aktorki Iwony Petry.

Ale nie ma co zbytnio lamentować. Książka Felicjańskiej znajdzie swoich czytelników, a ona sama będzie mogła uzupełnić swoje CV o soczysty wpis. Ucieszą się też socjolodzy, bo przybędzie im kolejny element do opisu nadwiślańskiego zjawiska zwanego celebryctwem. Ktoś przeprowadzi na ten temat badania, kto wie, może powstanie nawet doktorat. Ale już dziś można powiedzieć, że pisząca Felicjańska to potwierdzenie tezy, że jednym z celów chwytających za pióro celebrytów jest próba ugruntowania swojej zachwianej pozycji w grupie.

Z takiej motywacji powstało dzieło "Chcę być jak agent" Weroniki Marczuk, roztkliwiająca autobiografia ofiary wyżelowanego demona z CBA, ale też "Noc żywych Żydów" Igora Ostachowicza, rzecz z gatunku fantasy o polsko-żydowskich resentymentach. Przy tej ostatniej książce warto się chwilę zatrzymać: wszak podążający literackimi ścieżkami sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów to brzmi znacznie lepiej niż najbardziej sumienny urzędnik spędzający bezszelestne życie za biurkiem. Daje przewagę nad rywalami, szacunek sekretarek i niewątpliwe fory w wyścigu do łask pracodawcy.

Ni dziwnego, że w cieniu literackiego debiutu Ilony Felicjańskiej zupełnie zginęła inna księgarska nowość - "Moja Dolce Vita" Marty Grycan, liderki wpływowej w polskim show-biznesie grupy Grycanek. Książka jest klasycznym dziełem aspirującej celebrytki: sporo tu o żarciu, dietach, a właściwie ich zbędności, reminiscencji z egzotycznych podróży i pseudopsychologicznych remediów w stylu "wystarczy wsłuchać się w siebie i wyczuć harmonię".

Po co z kolei pisze się takie książki? Odpowiedź jest prosta - bo istnieje na nie popyt. Czytelnicy uwielbiają mizdrzące się gwiazdy ględzące o swoim luksusowym żywocie. Działa tu mechanizm bezwarunkowej miłości, którą my - maluczcy - darzymy celebrytów. Czytanie ich zwierzeń jest przedłużeniem oglądania ich w telewizji, gdzie wcześniej zapowiadają zwykle to, co później napiszą w książkach. Można być zatem pewnym, że rewelacje Grycan znajdą swoich fanów, podobnie jak wcześniej znalazły ich "Mój Egipt" Jarosława Kreta, "Jak być zawsze młodą, piękną i bogatą" Grażyny Wolszczak i "Strzał w dziesiątkę" Agnieszki Perepeczko, żeby wymieć kilka tytułów z niekończącej się listy bezpłciowych czytelniczych hitów.

Kolejna kategoria nowości motywowana jest kasą. Wiedzą państwo, ile egzemplarzy wywiadu rzeki ze sobą samą "Co z tym życiem?" sprzedała Kinga Rusin? Nikt nie wie, wskaźnik pomiaru zatrzymał się na granicy 100 tys. i oszalał. Innymi słowy, sto tysięcy Polaków nabyło wywiad z celebrytką, aby osobiście przekonać się, czy to, co sugerowała złośliwie o libido byłego męża Tomasza Lisa w trakcie błahej pogawędki w jednej z telewizji śniadaniowej, jest prawdą. Przyznacie, że to prowokacja godna najtęższego taktyka.
Na podobnej prowokacji chcieli zarobić Rusinowi naśladowcy. Jacek Poniedziałek, aktor słynący z tego, że z upodobaniem gania po scenie w stroju Adama, napisał "Wyjście z cienia", a inny prowokator - muzyk Nergal - "Spowiedź heretyka". Kto czytał, wie, że w obu przypadkach skórka nie jest warta wyprawki. Wnurzenia Poniedziałka o przypadkowym seksie w toalecie są równie nudne jak sekrety z alkowy Dody oraz z łóżek innych zauroczonych nim dziewcząt sączone przez Nergala.

Psychologowie dorzucą zapewne, że obaj wspomniani dżentelmeni są przy okazji ofiarami innej przypadłości, pasjami dopadającej celebrytów - ekshibicjonizmu. To prawda, objawia się ona w najróżniejszy sposób: od pseudoartystycznego bełkotu, którym sławy raczą bliźnich, poprzez obnażanie się w miejscach publicznych (casus aktorki Joanny Szczepkowskiej) czy wreszcie przelewanie intymności na papier.

W tej dziedzinie Rusin, Poniedziałek i Nergal dopiero raczkują. Tak naprawdę mistrzynią pisanego ekshibicjonizmu jest roztańczona aktorka Katarzyna Cichopek, autorka dwóch bestsellerowych dzieł "Sexy mama" i sequela "Sexy Mama 2", które swego czasu zdemolowały empikowe rankingi. Cichopek poszła na całość: rozważania o cellulicie i nadwadze splotła z metafizycznym problemem niemożności dobrania odpowiedniego stanika i szczodrze podlała egzystencjalnymi wywodami o roli kobiet w życiu społecznym. Czy cellulitowi można się oprzeć? Cichopkowemu nigdy.

Krzysztof Ibisz, autor "Jak dobrze wyglądać po 40", reprezentuje zaś inną frakcję wśród polskich sław - tych, których książki nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Rozpaczliwe usiłowania zwrócenia na siebie uwagi nużą juz po kilku stronach. Czy aktorki Monika Mrozowska ("Fajna Babka, Ale Ciacho"). Izabela Kuna ("Klara"), wreszcie Anna Powierza, czyli Czesia z "Klanu" ("Jak zostać sławną"), muszą akurat pisać? Mogłyby przecież, ze znacznie większym powodzeniem, latać na paralotni, uprawiać boks w kisielu albo propagować nordic walking.

Niestety, moda na zaczernianie papieru wśród celebrytów rośnie. Coraz realniej zapowiada się literacki debiut Dody, o spisaniu swych sensacyjnych wspomnień przebąkuje Michał Piróg, o tantiemach z książki myśli Alicja Bachleda-Curuś. Jeśli wierzyć plotkarskim portalom, za zamiarem podbicia czytelniczego rynku noszą się Frytka i groteskowa Jola Rutowicz, choć tej ostatniej nikt nie podejrzewałby o umiejętność składania liter. Niebawem usłyszmy pewnie o lawinie pikantnych wspomnień naszych modelek, które z taką ochotą pielgrzymowały na luksusowe jachty arabskich szejków.

Że nie umieją ująć wrażeń w słowa? Nie szkodzi, istnieje już wyspecjalizowany nurt dziennikarskich speców, którzy służą pomocą w roli ghostwriterów. Ostatnio na portal Linkedin.com do procederu przyznali się dwaj znani dziennikarze: Marcin Mastalerz i Marcin Bojanowski. Choćby z ich pomocą można liczyć na murowaną sławę, taką właśnie, jak czeka zapewne Ilonę Felicjańską.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wszystko na sprzedaż
Ekshibicjonizm, goni ekshibicjonizm. Brakuje jeszcze ilustracji w formie usg kiszki stolcowej, składu rzygowin i kupy porannej ... choć pierwsze szlaki przetarła już sławetną kupą Alanka Edyta Górniak, którą to kupę zaprezentowały w całej okazałości w tabloidy.
B
Bibliofil.
To przez tych pseudo pisarzy od dekady nie kupiłam żadnej książki z tzw literatury pięknej.A trzy lata temu wywaliłam ze swoich półek masę książek - literatura piękna.Po selekcji zostały - klasyka dla dzieci oraz popularno-naukowe dla dorosłych.
R
Rudy
Bardzo celny strzał.
Dodaj ogłoszenie