Polska w drodze na szczyt rankingu FIFA. Na razie jest piąta, ale to jeszcze nie koniec

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Polska w tych eliminacjach mistrzostw świata pięć meczów wygrała i jeden zremisowała. Bartek Syta/Polska Press
Reprezentacja Polski znów awansowała w rankingu FIFA. Tym razem o jedną pozycję i od 10 sierpnia jest piąta. Przeskoczyła mistrzów Europy Portugalczyków, a wkrótce może być nawet trzecia. Jak to możliwe?

Gdy Franciszek Smuda był selekcjonerem reprezentacji Polski, kpił z rankingu FIFA. Nie ma się co dziwić, skoro jego drużyna zajmowała miejsca w szóstej dziesiątce tego zestawienia. Później było gorzej, aż w październiku 2014 r. kadra z 70. miejsca wskoczyła na 44. Choć wtedy Adam Nawałka miał za sobą dopiero rok pracy (zastąpił Waldemara Fornalika), w którym przetestował kilkudziesięciu piłkarzy, to tydzień przed publikacją rankingu odniósł historyczne zwycięstwo nad Niemcami. Biało-czerwoni dostali potężny zastrzyk punktów. W kolejnych miesiącach częściej było lepiej. Nie dość, że przestawały się liczyć rezultaty poprzedników Nawałki, to kadra grała „pod ranking”. I dziś na system liczenia punktów nikt w Polsce nie ma co narzekać.

FIFA zaczęła stosować ranking w 1992 r. I jak nietrudno się domyślić, wielokrotnie była krytykowana za to, w jaki sposób go opracowuje. Na przestrzeni lat przeszedł kilka reform, ale żadna nie dogodziła wszystkim. Obecnie punkty liczy się na podstawie mnożenia osiągniętego rezultatu w meczach z ostatnich czterech lat (wygrana - 3 pkt, wygrana po karnych - 2 pkt, remis lub porażka po karnych - 1 pkt, porażka - 0 pkt), ich rangi (na mistrzostwach świata - 4 pkt, na mistrzostwach kontynentu i w Pucharze Konfederacji - 3 pkt, eliminacje mistrzostw świata i kontynentu - 2,5 pkt, towarzyski - 1 pkt), siły rywala na podstawie rankingu FIFA (za ogranie lidera jest 200 pkt, w przypadków zespołów z miejsc 2-149 od 200 odejmuje się pozycję w rankingu, za 150. drużynę i niższą - 50 pkt) i siły konfederacji określanej trzema ostatnimi mundialami (po MŚ 2014 współczynnik 1 ma Ameryka Południowa, 0,99 Europa, pozostałe - Ameryka Północna, Ameryka Środkowa i Karaiby, Azja, Afryka oraz Oceania - po 0,85). W przypadku potyczki drużyn z dwóch różnych konfederacji wyciągana jest średnia arytmetyczna z ich współczynników.

Przykładem niech będzie zwycięstwo nad Niemcami w eliminacjach mistrzostw Europy 2016, które tak bardzo podrzuciło nas do góry. Za wygraną (2:0) mamy 3 pkt, że w kwalifikacjach do Euro - 2,5 pkt, Niemcy byli w październiku 2014 r. liderami rankingu, więc mamy 200 pkt, do tego współczynnik UEFA, czyli 0,99. Po pomnożeniu dostajemy 1485 pkt.

W przypadku ostatniego starcia w eliminacjach mundialu z Rumunią, równanie będzie wyglądało tak: 3 (wygrana) x 2,5 (ranga rozgrywek) x 154 (Rumunia w czerwcu była 46., a zatem 200-46=154) x 0,99 (siła konfederacji) = 1143.

Następnie z sumy wyników mnożenia po każdym roku wyciągana jest średnia arytmetyczna. Każda z nich mnożona jest przez inną wagę. Starcia z ostatnich 12 miesięcy przez 1, z wcześniejszych przez 0,5, jeszcze wcześniejszych - 0,3 i najstarszych - 0,2. Na koniec sumuje się cztery wyniki i wreszcie mamy liczbę punktów, która wyznacza miejsce w nowym rankingu FIFA.

Na szczęście przy jego opracowywaniu światowa federacja nie bierze wyników osiąganych przez kluby z danego kraju. Inaczej po przegranych eliminacjach Ligi Mistrzów przez Legię Warszawa (zagra o Ligę Europy) i odpadnięciu z kwalifikacji do Ligi Europy Jagiellonii Białystok, Lecha Poznań oraz Arki Gdynia Polska szykowałaby się do solidnego spadku. A w kontekście mundialu w Rosji wysoka pozycja w rankingu w najbliższym czasie będzie bardzo pomocna.

Choć Robert Lewandowski z ekipą matematycznie nie są jeszcze pewni awansu, to jednak tylko niespotykana obniżka formy i wredne wyniki mogłyby sprawić, że tego nie zrobią. Losowanie grup mistrzostw świata nastąpi 1 grudnia. Koszyki zostaną podzielone na podstawie rankingu FIFA z 19 października. Żeby biało-czerwoni znaleźli się w pierwszym, muszą być przynajmniej na siódmym miejscu. Każde niżej nie ma większego znaczenia, bo pozostałe koszyki zostaną ustalone według kryterium geograficznego.

Dużo będzie zależało od czterech ostatnich meczów eliminacyjnych (we wrześniu z Danią na wyjeździe i Kazachstanem u siebie oraz w październiku z Armenią na wyjeździe i Rumunią u siebie). Gdyby kadra Nawałki je wygrała, to może wskoczyć nawet na trzecie miejsce w rankingu. Głównie dlatego, że punkty za zwycięstwa zastąpią m.in. porażki z Ukrainą i Anglią w eliminacjach mundialu 2014 (październik 2013 r.). Na dodatek mniejszą wagę będzie miał remis z Kazachstanem rok temu i porażka z Niemcami we wrześniu 2015 r. Niestety, zmniejszeniu ulegną też punkty za zwycięstwo nad mistrzami świata.

W każdym razie nie powinno być źle, bo reprezentacja Polski nie gra sparingów (i przy założeniu, że nie straci punktów w nadchodzących spotkaniach). To jeden z absurdów systemu FIFA. Z jednej strony, to tylko potyczki towarzyskie, jednak nawet pokonanie drużyny z pierwszej dziesiątki daje mniej niż połowę punktów ze starć eliminacyjnych z drużynami takimi jak Rumunia czy Dania. Z drugiej - towarzyskie ogranie Gibraltaru, Somalii i Tonga (trzy ostatnie drużyny w rankingu FIFA) da więcej punktów niż trzy porażki na mistrzostwach świata (szalenie duże znaczenie dla punktów miało na przykład to, że z Portugalczykami na Euro 2016 Biało-Czerwoni przegrali dopiero po rzutach karnych).

W przypadku Polaków problem meczów towarzyskich ma mniejsze znaczenie. Biorąc pod uwagę ostatni rok, zagrali tylko jeden sparing (w listopadzie ze Słowenią), czyli „pod ranking”. Podobna sytuacja była swego czasu z Belgią, która przez pewien czas była na szczycie zestawienia.

To o tyle ciekawe, bo w czerwcu 2014 r. była sytuacja, gdy zaplanowany wcześniej mecz towarzyski z Grecją sprawił, że bez względu na wynik (było 0:0) Polaków wyprzedziła Bośnia i Hercegowina, która w tym terminie FIFA nie grała. W efekcie przeskoczyła ich w rankingu i przed losowaniem grup trwających eliminacji mundialu zepchnęła z drugiego do trzeciego koszyka.

Obecnie takie problemy nas nie dotyczą. W końcu drużyna Adama Nawałki wygrywa wszystko, jak leci.

Robert Lewandowski: Nie możemy tak grać, jak w końcówce meczu z Rumunią:

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
abrakadabra

Ten ranking to jakaś żenada. Z jednej strony fajnie, że jesteśmy tak wysoko ale z drugiej strony obiektywnie patrząc to np. Anglia czy Hiszpania, które są o dziwo za nami na 10 meczów wygrają z nami pewnie 9 a raz może zremisujemy. Gdzie tu przełożenie?

Dodaj ogłoszenie