Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Polska też odpowiada za kryzys na Łotwie

Monika Michaliszyn, ekspert ds. krajów bałtyckich
Łotewski kryzys jest skutkiem ignorancji polityków unijnych, także polskich, którzy nie byli zainteresowani rozwojem tego kraju. Ten błąd może w przyszłości doprowadzić do tego, że kontrolę nad łotewską gospodarką i polityką przejmie mniejszość rosyjska.

Symbolem współczesnej Łotwy powinno stać się Centrum Handlowe "Olimpia", wybudowane na pozostałościach zakładów sprzętu radioelektronicznego VEF, słynących z produkcji doskonałych radioodbiorników "Spidola", o których posiadaniu marzyli mieszkańcy wszystkich krajów i republik byłego bloku wschodniego.

Założone u początków wolnej Łotwy zakłady VEF, w ciągu dwudziestu lat niepodległości osiągnęły znakomitą pozycję międzynarodową. Niejedno zdjęcie szpiegowskie w czasach drugiej wojny światowej zostało zrobione łotewskim miniaparatem MINOX.

Mimo wojennej pożogi fabryka przetrwała i w czasach dominacji sowieckiej stała się jednym z ważniejszych producentów sprzętu elektronicznego. Dwie trzecie funkcjonujących w ZSRR telefonów było wyprodukowane w ryskiej fabryce.

Zakłady VEF, które przetrwały wojnę i komunizm, upadły w momencie odzyskania niepodległości przez Łotwę na początku lat dziewięćdziesiątych. Podobnie jak wiele innych fabryk nie tylko na Łotwie, ale i Litwie oraz w Estonii zakłady VEF funkcjonowały w systemie naczyń połączonych gospodarki ZSRR, który miejscową produkcję uzależniał od dostaw półfabrykatów z pozostałych republik państwa.

Dodatkowo produkcja konsumpcyjna tych zakładów stanowiła jedynie element produkcji nakierowanej na potrzeby militarne sowieckiego państwa. Polityczna decyzja oderwania się Bałtów od ZSRR przyniosła w konsekwencji zerwanie kooperacji gospodarczej i odcięcie zamówień militarnych, które napędzały w dużym stopniu gospodarki republik bałtyckich.

Podobne spustoszenie nastąpiło w nauce, która przez czterdzieści lat komunizmu rozwijała głównie te dziedziny, które nastawione były na potrzeby wojskowe Sowietów: fizykę, inżynierię, energetykę.
I tak w 1989 roku Bałtowie pozostali z pustymi rękami. Sytuacja na Łotwie była zdecydowanie najgorsza. Estończykom pozostały w końcu jeszcze łupki bitumiczne, których wydobycie i przetwarzanie na prąd stanowiło sporą część przemysłu. Litwini mieli Ignalinę i rafinerię Możejki, które wytwarzają lwią część dochodu narodowego.

Dodatkowy element dezintegrujący stanowiły nie najlepsze łotewskie elity ekonomiczne, które kształcone w sowieckich szkołach nie miały ani wiedzy, ani doświadczenia, jak przeprowadzić reformy w tak skomplikowanej sytuacji gospodarczej i politycznej. Lata komunizmu przyniosły jeszcze jeden fatalny skutek - szalejącą korupcję, która doprowadziła do rozkradzenia i wyprzedania resztek majątku narodowego.
Wstąpienie Łotwy do Unii Europejskiej z kolei postawiło na skraju bankructwa wyniszczone przez lata kolektywizacji łotewskie rolnictwo i rybołówstwo.

Nic dziwnego, że w tej sytuacji jedyną wizją rozwoju państwa, jaką mogły realizować elity Rygi, była próba usytuowania Łotwy jako kraju tranzytowego (w sensie finansowym i politycznym) między Wschodem a Zachodem.

Liczna rosyjska mniejszość, która zajęła się wszelkiego rodzaju biznesem, aktywne rosyjskie lobby powodowało coraz silniejsze powiązania Łotwy z biznesem rosyjskim, również tym mafijnym czy też elegancko zwanym "szarym". Zamknięta w uścisku między Wschodem a Zachodem Łotwa stała się strefą wpływów rosyjskiego biznesu, który w tym kraju "regulował" swoje relacje z krajami Unii Europejskiej.

Nie ma się co łudzić, że Unia Europejska, szczególnie największe i najbardziej związane z Łotwą kraje, jak Niemcy czy Szwecja, nie zdawały sobie sprawy z zachodzących w tym kraju procesów. Zwłaszcza że kluczową rolę w gospodarce łotewskiej po 1991 roku zaczęły odgrywać banki, szczególnie szwedzkie.

Można się pokusić o stwierdzenie, że pomysł na Łotwę jako szarą strefę wpływów odbywał się przy cichej akceptacji krajów unijnych. Unia Europejska Łotwie i pozostałym krajom bałtyckim, pomimo że te trzy kraje jako jedyne w Unii Europejskiej stanowiły wcześniej część ZSRR, nie zaproponowała żadnego programu zrównoważonego rozwoju.

Nie bez winy jest również Polska, która opowiadając przez dwadzieścia lat bajki o solidarności regionalnej, nie była w stanie przeprowadzić ani jednego regionalnego projektu wspólnie z krajami bałtyckimi. I, co jest grzechem ciężkim wobec żyjących w dużej mierze z tranzytu naszych sąsiadów, nie zrealizowała projektów połączeń drogowych i kolejowych do krajów bałtyckich, separując je tym samym od reszty Europy.

Do tego dołożyła się nieodpowiedzialna polityka szwedzkich i amerykańskich banków, która łakomym na dobra konsumpcyjne po latach siermiężnego komunizmu Łotyszom udzielała kredytów, które nota- bene były prawie równe depozytom.

Teraz, kiedy mleko się rozlało, a Łotwa stoi na skraju bankructwa, Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy udziela Łotwie kredytów na drakońskich warunkach. Udzielone kredyty pozwolą, jak twierdzą łotewscy analitycy, głównie na spłatę zagranicznego długu i na ratowanie sektora bankowego, który prawie cały jest w rękach zagranicznych.

Zatem na rozruch łotewskiej gospodarki, pomimo iż zadłużenie spłacać będą Łotysze, środków najprawdopodobniej zabraknie. Działalność Unii, a zwłaszcza MFW, nastawiona jest więc tradycyjnie nie na ochronę interesów obywateli Łotwy, ale krajów, które chcą ratować poczynione w tym kraju inwestycje, zwłaszcza Szwecji.
Nie jest przecież przypadkiem, że to właśnie ten kraj odgrywa wiodącą rolę w negocjacjach i "fachowej pomocy" Łotwie w dialogu z MFW. Obserwując demonstracje na ulicach Rygi, trzeba pamiętać, że Łotysze mają świadomość potrzeby oszczędności, ale mają też świadomość tego, że sposób ich wymuszenia przez MFW jest wysoce wątpliwy, jeśli idzie o skuteczność dla rozwoju gospodarki.

Kredyty UE i MFW pomogą Łotwie jedynie załatać fatalną sytuację finansową. W dalszej perspektywie doprowadzą jednak do zubożenia łotewskiego społeczeństwa, co z kolei doprowadzi do pogłębienia i tak olbrzymiej emigracji ludności z kraju, gdzie mieszka 2,3 mln ludzi (Łotwę opuściło już ponad 50 tys. osób). Kraj opuszczą głównie Łotysze, w większości pracownicy sfery budżetowej, którą najbardziej dotkną cięcia. Rosjanie zatrudnieni głównie w powiązanym z Rosją biznesie będą emigrować znacznie niechętniej i wkrótce stanowić będą na Łotwie większość.

Kolejne cięcia budżetowe i wzrost podatków, które proponuje rząd łotewski, aby spełnić wymagania obu instytucji, doprowadzą także do osłabienia i tak wątłej łotewskiej przedsiębiorczości. Są to działania dla tego kraju niszczące. W zamian za twarde warunki pomocy finansowej należałoby raczej zadbać o kontrolę instytucji międzynarodowych nad sposobem zarządzania środkami pomocowymi, jak również pomóc wypracować Łotyszom plan naprawy i rozwoju ich gospodarki.

Aktem tak podkreślanej zwłaszcza przez polski rząd solidarności regionalnej byłoby zainteresowanie się możliwościami wspierania inwestycji na Łotwie lub chociażby próba realizacji tych projektów, które od kilkunastu lat leżą odłogiem. Szczególnie projektów infrastrukturalnych i energetycznych.

Brak koncepcji ze strony międzynarodowych instytucji, jak można Łotwie realnie pomóc, będzie miał wbrew przekonaniu decydentów w Brukseli i Warszawie wpływ na całą Unię. Unia niedługo będzie musiała poradzić sobie z problemem zdestabilizowanego i zubożałego kraju i społeczeństwa, w którym rodowici mieszkańcy będą stanowić mniejszość.

Władze w Warszawie, oprócz doniesień na temat wpływu prorokowanej dewaluacji łata na polską złotówkę, zaniepokoić powinien głównie wynik ostatnich wyborów samorządowych na Łotwie, gdzie zdecydowaną przewagę zyskały partie centrolewicowe, z silnym elementem rosyjskim. To wyraz rozczarowania efektami prozachodniego kursu, który pomimo strachu przed Wielkim Bratem wybrało łotewskie społeczeństwo w czasie przemian ustrojowych. "Dziwnym trafem" niedawno negocjatorem przystąpienia wszystkich krajów bałtyckich do projektu Gazociągu Północnego został właśnie Łotysz.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
facet

bym sie z Pania umowil, bo ladna.

G
Gość

А есть что-нибудь, в чём Россия не виновата?:-)

W
WWW

TYLKO ZA GRADOBICIE I KOKLUSZ

e
echh

podstawową przyczyną obecnego kryzysu na Łotwie jest uwiązanie tego kraju w wężu ERM2 i tym samym zupełny brak kursowego amortyzatora.
Co to za ekspert, który nawet się nie zająknie na ten temat.

N
Niniol

Tak sobie to czytam i się zastanawiam czy ja dobrze widzę, że ktoś tu wprost pisze o tym, że Łotysze to nie umiejąca sobie radzić banda tępaków? Bo jak inaczej mam interpretować te płacze nad przemysłem i nauką nastawionymi na wspomaganie rozwoju komunizmu, który miał problemy z przestawieniem się na inne tory po jego upadku?
Natomiast nie dziwi mnie brak informacji o pewnym małym drobnym szczególiku, o którym eurofanatycy jakoś zapominają. Że od 1 stycznia 2005 roku łat jest na sztywno powiązany z euro, a od ponad 4 lat tkwi w ERM II. A przydałoby się teraz osłabienie własnej waluty, oj przydałoby się.

A
Amerykanin

są raczej dobrem Rosji, oligarchizacją Polski i jej wyprzedażą. Co tam jakaś Łotwa, jak Rosja ma Sybrię i ogromne wpływy w Niemczech. JKBielecki spędził cały rok w Rosji w l. 70. - to wie, jak się sprawy mają. A Tusk mu ufa... Ale szykują się geszefty... Na miarę b. Kanclerz Schroedera!!!

Dodaj ogłoszenie