Polska prezydencja, czyli głos wołającego na puszczy

Witold Głowacki
Polsapresse/Archiwum
Polskie pięć minut w Unii przypadło na najgorszy jak dotąd moment w historii zjednoczonej Europy. Rzecz jasna, nie nasza to wina, do kryzysu strefy euro ręki nie przyłożyliśmy, fakt więc, że to akurat polskie przewodnictwo w Unii upłynęło pod znakiem kolejnych niezbyt udanych "szczytów ostatniej szansy", możemy sobie tłumaczyć tylko narodowym pechem.

Z drugiej strony jednak, choć ani losów świata, ani nawet Europy chwilowo Polsce nie udało się zmienić, możemy się przynajmniej cieszyć, że nasz kraj po tych sześciu miesiącach nie będzie uważany za symbol tej europejskiej Wielkiej Smuty. Przeciwnie, zebraliśmy za tę prezydencję raczej laurki, momentami utrzymane w cokolwiek protekcjonalnym tonie - jak słowa przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso, że "spełniliśmy pokładane w nas oczekiwania". Cóż, warto pamiętać, że paradoksem sytuacji polskiej prezydencji było to, że przewodnictwo w Unii należało do kraju, który nie jest członkiem eurostrefy. A to niestety tylko w tym gronie mogły zapadać realne decyzje dotyczące kryzysu we wspólnym obszarze walutowym. Ten sam paradoks czeka zresztą Danię, której przypada następna prezydencja. Tyle tylko, że ten kraj, co dość naturalne, będzie w jej trakcie raczej rzecznikiem interesów europejskiej Północy.

Czytaj też:Tusk podsumowuje polską prezydencję w UE. "Zabrzmi to nieskromnie, ale..."

Przez te sześć miesięcy Polska żądała udziału w decyzjach eurostrefy. Przypominała też Unii o zasadzie solidarności

Polska natomiast wzięła na siebie znacznie trudniejszą rolę wołającego na puszczy. Nie chodzi tu bynajmniej o chwalone przez Barroso domaganie się "więcej Europy w trakcie kryzysu". Tym bardziej że w dzisiejszej sytuacji sam naiwny euroentuzjazm nie świadczyłby o niczyim rozsądku.

Polskie wołanie na puszczy dotyczyło innych kwestii. Po pierwsze, stale podejmowanej przez polskiego premiera i ministrów Sikorskiego i Rostowskiego sprawy uczestnictwa krajów spoza należącej do strefy euro siedemnastki w kluczowych procesach decyzyjnych dotyczących europejskiej gospodarki. Po drugie zaś - przypominania coraz bardziej egoistycznie nastawionym Niemcom i Francji o europejskiej zasadzie solidarności, obowiązującej nie tylko w kwestii polskiego bezpieczeństwa energetycznego, jak chciałaby polska prawica, lecz także wobec krajów dotkniętych - niestety z reguły za sprawą własnej niegospodarności - przez kryzys. I to właśnie dwie sprawy, za które rzeczywiście należą się Polsce laurki.

Czytaj też:Barroso: Polska prezydencja spełniła nasze oczekiwania

Przez te sześć miesięcy prezydencji Polski w UE zdążyło się spełnić już kilka czarnych scenariuszy dotyczących poszczególnych krajów członkowskich, na horyzoncie rysują się kolejne. Wciąż nie widać przekonującego planu na wyjście z kryzysu eurostrefy. Jak zgrabnie ujął to Tusk w mowie podsumowującej prezydencję, Północ Europy musi się nauczyć większej solidarności, a Południe większej odpowiedzialności. Z pewnością. Tyle tylko, że sama ta świadomość niewiele załatwia. A przyjęta podczas ostatniego szczytu droga nowego traktatu międzyrządowego zostawia otwartych mnóstwo pytań. Co z dotychczasowymi instytucjami Unii? Co z obecnością w europejskich strukturach Wielkiej Brytanii? Jak odbudować zaufanie rynków do Europy? I jak z powrotem wrócić na ścieżkę wzrostu?

Na te pytania chyba nie mamy gotowej odpowiedzi. Pocieszające więc tylko to, że na razie chyba nikt w Europie jej nie ma. Polska zaś zadbała o pamięć o kilku podstawowych zasadach.

Czytaj też:Pozostałe komentarze Witolda Głowackiego

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
precz z komuną

taki z Pana Gazda, jak ze mnie baletnica. Cała reszta wpisu podobnie trzymająca sie kupy, jak to gazdowanie

G
Gazda z Diabelnej

A dla mnie to ostatnie posiedzenie Parlamentu Europejskiego pokazało dwie Polski. Jedna Polska to ta z zaścianku nepotyczna przekupna która uważa że władza to dorwanie się do koryta z którego należy czerpać obydwoma rękami i pełną gębą jak jest się u władzy to czemu nie można załatwić sobie tanio leśniczówki na Mazurach i czemu nie załatwić większych dopłat do rolnictwa i wcale to nie ważne że to nie za naszej kadencji będą dzielone kwoty dla rolnictwa. Jeżeli jesteśmy u władzy to należą się nam przywileje i niech Europa nie marudzi a daje kasę bo my jesteśmy biedni i nic nas nie obchodzą problemy z jakimi się boryka. A druga Polska to ta Polska pełna godności Polska wypełniająca mandat dany jej przez 26 państw które dobrze wypowiadają się o niej i można było być dumny że się jest polakiem nie tym prawdziwym polakiem kiedy padały słowa że to najlepsza prezydencja od 15 kadencji. I tylko należało by przypomnieć sobie jakie słowa padały na początku naszej kadencji od europosła z Holandii zresztą kolegi naszych dzielnych europosłów z prawej strony i prawdziwych polaków małych zakompleksionych karłów.

L
Logik

Co za smutne i wykoślawione forum,sami płatni wyrobnicy pis-u.Widać że rozsądni ludzie omijają ten portal szerokim łukiem.

c
cezar

Czy to prawda, że w Moskwie na placu Czerwonym rozdają samochody? Tak, to prawda, tylko że nie w Moskwie, lecz w Leningradzie, i nie na placu Czerwonym, a na placu Rewolucji, i nie samochody, a rowery, i nie rozdają, a kradną". Treść tej urokliwej opowiastki sprzed lat podobna jest do medialnych narracji polityków rządzącej partii na temat ich "twardych negocjacji" z przywódcami Unii Europejskiej. Dzięki udanym negocjacjom prowadzonym przez polityków PO Polska miała dostać od państw Unii Europejskiej dodatkowe 300 miliardów złotych! Dopiero później okazało się, że informacje te są prawdziwe jedynie w pewnej części. Negocjacje się odbywały. Tyle że chodziło w nich o 10 miliardów, a nie o 300, i nie złotych, a euro, a Polska tych pieniędzy nie dostanie, ale ma je krajom Unii przekazać... Zupełnie jak z samochodami w Moskwie!

G
Gość

Tusk nasze oszczędności niby "pożyczy na święty nigdy". Gdy przyjdzie do oddawania - Merkozy orzeknie, że DONEK ma się ZRZEC roszczeń i BOSKI TUSK bez szemrania się ZRZEKNIE!

G
Gość

a Vincent siedział na wycieraczce W PRZEDPOKOJU.
Teraz dalej siedzi na wycieraczce, a my mamy zapłacic za to jego siedzenie 7 mld EURO.

p
precz z komuną

to Jonasz Tusk ściąga na Polskę same klęski.
Bułgaria nie zapłaci, Czechy nie zapłacą, Wlk.Brytania nie zapłaci, tylko Tusk chce pozbawić Polskę 10% majątku zgromadzonego w gotówce w NBP .
Jak Lepper chciał kasy z NBP na rozwój Polski, to Balcerowicz podnióasł krzyk, że NBP jest niezalezny i wara od tej kasy. I kasa została ocalona.

Jakoś nie słychac Balcerowicza teraz, kiedy Belka chce wydać POLSKIE PIENIĄDZE - 10% CAŁEJ KASY na ratowanie banków niemieckich i fracuzkich.

Dodaj ogłoszenie