reklama

Polska political fiction w natarciu

Bożydar BrakonieckiZaktualizowano 
Wzorzec gatunku: Sean Connery w "Polowaniu na Czerwony Październik" wg Clancy'ego
Wzorzec gatunku: Sean Connery w "Polowaniu na Czerwony Październik" wg Clancy'ego Materiały prasowe
Koniec tygodnia upłynie pod znakiem rodzimej political fiction. Na księgarskie półki trafią aż dwie powieści, które chcą stanąć obok kanonicznych dzieł gatunku, rozsławionego przez Frederica Forsytha ("Czwarty protokół") czy Roberta Harrisa ("Vaterland").

Weźcie więc głęboki oddech i otwórzcie szeroko umysły złaknione polityczno-literackiej fantazji. Zaczynamy.

Na pierwszy ogień idą "Kisuny" Artura Baniewicza (W.A.B., premiera w czwartek, 34,90 zł). Zanim otworzymy opasłe dzieło i zagłębimy się w żwawo galopującą od pierwszej strony akcję, słówko o autorze. Wyedukowany na inżyniera lądowego, a przy tym chlubiący się w CV stopniem sierżanta podchorążego, produkuje księgi z szybkością stachanowca.

Naliczyliśmy dwanaście tłustych tomów, które wyszły spod jego pracowitych palców w ciągu zaledwie pięciu lat. Przy czym autor z równą łatwością tworzy opowieści o średniowiecznych czarnoksiężnikach ("Smoczy pazur"), jak i krwawe polityczne thrillery w stylu Clancy?ego ("Drzymalski przeciw Rzeczypospolitej").

W przypadku "Kisunów", prozy futurystycznej z elementami politycznej łamigłówki, również na papierze nie oszczędzał. Tak więc ruszamy w przyszłość - do Niezależnej Republiki Sambii, która odłączywszy się od Rosji, popadła w konflikt terytorialny z imperialnym sąsiadem. Ale prawdziwe epicentrum sporu nie znajduje się wcale w Moskwie, lecz w mazurskiej wioseczce Kisuny. To właśnie tutaj osiadła grupa tajemniczych rosyjskich niewiast, które posiadają informacje bezcenne dla międzynarodowego pokoju.

Na tym - przyznajmy - efektownym gruncie, godnym XXI wieku, Baniewicz z pieczołowitością hoduje plan mikro swojego dzieła. To naturalnie romans: między niejakim Januszem Krechowiakiem (ekswojak, a obecnie lokalny szmugler) z ponętną jak marzenie porucznik Straży Granicznej.

Tableau skądinąd bardziej podobne do prawdy niż do fikcji; nie od dziś wiadomo, że gros przemytu, np. papierosów, odbywa się u nas przez skorumpowane stanice wojsk obrony pogranicza. Ale to nieważne - grunt, że zgodnie z wymogami gatunku para bohaterów rozgryzie sekret międzynarodowej intrygi, przy okazji ratując światowy pokój. Więcej już nie wolno nam zdradzić; dodamy tylko, że podczas lektury niejeden czytelnik nabierze słusznego przekonania, że seks i światowa polityka są związane ze sobą nierozerwalnie.

Z ogarniętych wojną Kisunów przenosimy się do Warszawy. Do roku 2056, kiedy rozegra się akcja "Rdzy" Rafała Nowakowskiego (Świat Książki, w księgarniach w piątek, 23,50 zł), poety i performera, który postanowił zadebiutować jako prozaik właśnie na polu pf. Ale uwaga! Początek dzieła, zwłaszcza dla czytelników z nachyleniem bogoojczyźnianym, może być trudny do przełknięcia. Oto po wielkiej wojnie Polska jest prowincją Chin. Po Wiśle w najlepsze pływają dżonki, wszędzie króluje chińska kuchnia, a nad miastem unosi się wonna chmura z licznych palarni opium, gdzie na zgłębianiu sinologicznych anagramów spędzają czas nasi rodacy.

Głównym bohaterem jest terapeuta uzależnień Adrian Górski, nasz Filip Marlowe z nieodległej przyszłości. Tropi pana Wanga, geniusza biochemii, szarą eminencję podziemnej Warszawy. Czasu jest niewiele, wrogowie liczni jak... jak... no, jak to Chińczycy, a na karku ciąży odpowiedzialność za los Ojczyzny. Krótko mówiąc, nasz terapeuta srodze się natrudzi - a ile, to potrafi wyrazić słowem jedynie Nowakowski. Nie bez powodu za swojego patrona pisarz obrał Philipa K. Dicka, mistrza wiwisekcji mrocznych charakterów swoich bohaterów.

Jeśli więc odnieśliście wrażenie, że dzisiejsza polska political fiction nie może się obyć bez nutki patriotyzmu - macie rację. Potwierdza to powieść "Pałac Ostrogskich" Tomasza Piątka, która od kilku dni króluje w księgarniach (W.A.B., 35,50 zł). Opis podziemi pałacu na Tamce, w których ważą się losy świata, w niejednym narodowcu wywoła spazm erotycznego wzruszenia. A już niebawem premiera dwóch kolejnych bomb spod znaku pf.

Latem dostaniemy do rąk "Zadrę" Krzysztofa Piskorskiego, osadzone w epoce napoleońskiej losy Stanisława Tyca, który odkrywa tajemnice etheru, cudownej substancji ludzkości. A gdyby ktoś wolał jeszcze dawniejsze czasy, niech w sierpniu szuka "Plag tej ziemi" Michała Krzywickiego. To historia polskiego krzyżowca, który w 1147 r. nawraca pogan połabskich, romansując przy tym z cudną jak anioł księżną Petrysą. Zaprawdę lato z political fiction będzie ostre i gorące.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie