18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Polska pogrąży się w mroku

Krzysztof Rybiński, doktor ekonomii i były wiceprezes NBP
Niszczejący stołeczny wieżowiec Rondo 1 wg wizji artysty Kobasa Luksa
Jeśli politycy nie będą myśleć strategicznie, nasz kraj będzie przypominał Republikę Południowej Afryki. Państwo, w którym codziennie wyłącza się prąd, gospodarka hamuje i ciężko przygotować mistrzostwa w piłce nożnej - ostrzega ekonomista dr Krzysztof Rybiński w rozmowie z Markiem Pielachem.

To dobrze, że wszyscy spieramy się teraz o historię?
Nie do końca. Oczywiście nasza przeszłość jest bardzo ważna, szczególnie w kontekście szans rozwojowych, które niesie znajomość historycznych sukcesów. Ale politycy nie zajmują się takim motywującym obrazem historii. Przeznaczają za to mnóstwo czasu na dyskusje o tym, kto jak zachował się wczoraj, zamiast dyskutować o tym, jak cały kraj będzie wyglądał jutro.

Nie zajmują się tym, do czego ich wybraliśmy - administrowaniem i rządzeniem?
Dobrego słowa pan użył - administrowanie. Od administrowania są urzędnicy, a rząd powinien zająć się czymś znacznie poważniejszym - myśleniem o przyszłości, zarządzaniem strategicznym. Powinien stworzyć ambitną wizję na 20-30 lat do przodu, a nie tylko przystawiać pieczątki na bieżących dokumentach. My nie dostrzegamy problemów dostatecznie szybko. Jedziemy samochodem, który uderza w ścianę, i dopiero wtedy wysiadamy i patrzymy, co się stało. A chodzi o to, żeby tę ścianę wcześniej ominąć.

I taką ścianą jest brak prądu. Straszy Pan, że w czasie Euro 2012 gdzieniegdzie zapadną ciemności

Stadiony pewnie będą oświetlone, ale w hotelach, restauracjach i niektórych domach prądu faktycznie może brakować. Już w tym roku mogą pojawić się blackouty - czyli przerwy w dostawie w czasie największego poboru mocy - jeśli lato będzie gorące. Społeczeństwo się bogaci, kupuje sprzęt AGD, działają lodówki, klimatyzatory, sprzęt elektroniczny. Prądu zużywamy coraz więcej, nowych elektrowni nie przybywa, a sieci przesyłowe się sypią. W 2012 roku nie będzie już żadnej rezerwy technicznej, jeśli chodzi o moce wytwarzania energii. Jeśli nastąpi sezonowy albo dobowy wzrost popytu, trzeba będzie podejmować trudne decyzje, komu wyłączyć prąd.

Przypomnimy sobie, czym jest dwudziesty stopień zasilania i jak czyta się przy świeczce?
Tak. Taka sytuacja jak sparaliżowanie całego Szczecina w kwietniu może się powtarzać również w innych miastach. Co gorsza, nie widzę działań, które mogłyby skrócić i złagodzić ten okres blackoutów. Wręcz przeciwnie - przyjęty obecnie sposób prywatyzacji energetyki i zaostrzanie limitów emisji CO2 mogą tylko pogorszyć sytuację.

To co by Pan teraz zrobił na miejscu premiera?
To trudne pytanie, bo na proste działania jest za późno. Nawet gdyby zmieniły się warunki ekonomiczne, tak żeby opłacało się inwestować w nowe elektrownie, to nasze spółki nie będą w stanie kupić potrzebnych urządzeń przed 2014 rokiem, bo tyle jest na nie zamówień. Jedynym sposobem na skrócenie okresu blackoutów jest więc pozyskanie dla polskiego sektora energetycznego kilku europejskich graczy, którzy są zapisani w kolejce po te urządzenia. Potrzeba nam więc prywatyzacji, która nie byłaby nastawiona na maksymalny zysk ze sprzedaży firm, ale na szybką modernizację sektora energetyki. Bo koszty zaniechań będą tutaj ogromne. Jeśli w skutek blackoutów wzrost gospodarczy spadnie o 1-2 proc., to mamy, z grubsza licząc, 5-10 mld złotych strat w budżecie co roku.

Z czego jednak produkować te większe ilości prądu - większe zużycie węgla to większe kary za emisję CO2.

Rzeczywiście, nasza energetyka oparta jest na węglu w ponad 90 proc. Zużywamy około połowę energii mniej na mieszkańca niż średnia unijna, ale emitujemy więcej niż przeciętna CO2. To oznacza, że coraz więcej limitów będziemy musieli kupować na wolnym rynku, bo w tym kierunki idzie Unia Europejska. Policzmy szybko: 250 mln ton emisji po 50 euro za tonę daje ponad 10 mld euro rocznie. Tyle pieniędzy będzie musiał wysupłać polski przemysł i energetyka, więc bardzo prawdopodobne jest, że część firm przeniesie się za granicę, tam gdzie nie obowiązują limity emisji CO2.

Błędne koło - mamy za mało prądu, a jak wyprodukujemy go więcej, to zbankrutujemy.

Ja bym powiedział, że to węzeł gordyjski, którego nie da się rozwiązać, myśląc tradycyjnie. I trzeba go przeciąć śmiałym, aleksandryjskim ruchem. Polska mogłaby zbudować koalicję z innymi krajami i wystąpić na forum europejskim z propozycją, aby połowę dotychczasowych środków na dopłaty bezpośrednie dla rolnictwa w ramach Wspólnej Polityki Rolnej przeznaczyć na program badań nad czystym węglem.

Co by nam to dało?
Zyskalibyśmy opinię reformatora Unii, który potrafił działać wbrew krótkotrwałym interesom politycznym i ograniczyć dopłaty - ten wielki przeżytek XX wieku. Dzięki liberalizacji rynku żywności spadłyby ich ceny, a my zaoszczędzilibyśmy ogromne pieniądze - zamiast płacić za prawa do emisji, budowalibyśmy w Polsce instalacje do gazyfikacji węgla lub do "łapania CO2", tzw. CCS. Potrzebna jest tylko odwaga do podjęcia takich śmiałych kroków.

Raczej szaleństwo. Wyobraża Pan sobie polityka, który mówi, że prywatyzuje elektrownie i zabiera dopłaty rolnikom ?

Cóż, to jest problem, który nazywam ślepotą strategiczną. Z nielicznymi wyjątkami myślenie strategiczne w Polsce ma horyzont maksymalnie czteroletni - do następnych wyborów. O tym, że potrzeba nam elektrowni, które buduje się osiem lat, a atomową nawet 25 lat, wiadomo było u nas od dawna. Potrzeba jednak widocznie ze dwóch, trzech dużych blackoutów, aby coś w tej sprawie zaczęło się dziać.

Skoro jest tak źle, to dlaczego inwestorzy zostawili u nas w zeszłym roku aż 13 mld euro?
To prawda, że na razie jesteśmy przez nich postrzegani jako bardzo atrakcyjny kraj. W badaniach Ernst & Young wyszło, że nawet najatrakcyjniejszy w Europie.Ale mamy chyba ostatnią szansę w ciągu najbliższych 10 lat.Szansę, żeby przeprowadzić reformy i osiągnąć sukces na miarę Irlandii z lat 90. lub na miarę tygrysów azjatyckich. Możemy też stracić ten czas i za dwa, trzy lata pożegnać się z dobrą opinią. Bo jeśli nie będzie prądu, to będą problemy gospodarcze. Nigdzie nie jest napisane, że każdy kraj musi kiedyś dogonić średnią unijną. Nie musi. Jesteśmy trzecim najbiedniejszym krajem Unii, a możemy zostać najbiedniejszym za Rumunią i Bułgarią.

Bieda jest chyba właściwym słowem, biorąc pod uwagę, że ZUS-owi zabraknie do 2013 roku prawie 160 mld złotych.

Może aż tyle nie. Ale faktycznie na przykład emerytury pomostowe w obecnym kształcie to ogromne koszty. I bardzo niesprawiedliwe wydawanie publicznych pieniędzy. Dlaczego bowiem mamy płacić nie tylko górnikom pracującym pod ziemią w ciężkich warunkach, ale i administracji kopalń, albo związkowcom?

Nawet bez wcześniejszych emerytur w 2030 roku 2 mln Polaków będzie miało ponad 80 lat, a utrzymywać ich będą nieliczni jedynacy.
Rzeczywiście, Polska będzie jednym z najstarszych krajów Europy. Po części dlatego, że nie mamy żadnej sensownej polityki prorodzinnej ani imigracyjnej, a dopiero niedawno rząd opracował program aktywizacji zawodowej osób po pięćdziesiątce. To wszystko powinniśmy zmienić. Nieuchronne jest, że pojawi się u nas duża emigracja z Afryki i Azji. Już powinniśmy myśleć, jak wybierać sobie imigrantów, jak pomagać im np. w kształceniu na odległość. Jeśli zostawimy to na żywioł, to będzie przyjeżdżał, kto chce, niekoniecznie ci, na którym powinno nam zależeć. I przy polskich miastach mogą pojawić się getta cudzoziemców. Tyle że za 20-30 lat, a taki horyzont mało kogo u nas interesuje.

Wyzwaniem jest też naprawa naszego systemu edukacji?
Jak najbardziej. Nie chciałbym wybiegać przed szereg, ale za kilka dni przedstawimy raport, w którym będzie mowa o tragicznym stanie naszego kapitału ludzkiego. Kompletnie nie potrafimy wykorzystać doświadczenia pokolenia seniorów, a dostęp dzieci w wieku 3-5 lat do edukacji jest najgorszy w całej Unii Europejskiej. To fatalne zaniedbanie, ponieważ w tym wieku uczymy się najwięcej.

Standardowy postulat ekonomistów - reforma finansów publicznych - w porównaniu do wyzwań, jakie Pan przedstawił, jest chyba dziecinnie prosty?
Te wszystkie problemy są ze sobą powiązane. Bo budżet się ładnie "spina", jak mamy 5 proc. wzrostu PKB. Gdy ten wzrost spadnie, to i z budżetem będą problemy.

O czym jeszcze nie myślą nasi politycy?
O wielu rzeczach. Nie mówiliśmy o słabym powiązaniu biznesu z uczelniami, o marnej liczbie zgłoszonych związków patentowych przez polskie firmy i uczonych. Takich spraw jest wiele. I skoro nie interesują się nimi politycy, to my ich nimi zainteresujmy. Pytajmy ich o emisję CO2, niech co miesiąc nas informują, jaki był pobór mocy w Polsce, jaka jest rezerwa techniczna. To znacznie ważniejsze dane niż bieżący wskaźnik produkcji.

Jeśli nie będziemy pytać, to jak będzie wyglądać Polska za pięć lat?
Wystarczy w internecie wyszukać jak wygląda teraz sytuacja w Afryce Południowej, gdzie mają codzienne blackouty. Mistrzostwa świata w piłce nożnej w RPA za dwa lata mogą być mocno nieudane z powodu braku prądu. I jak tak dalej pójdzie, to i my możemy stać się takim krajem bez prądu, bez wzrostu gospodarczego, najbiedniejszym w Unii.

* Krzysztof Rybiński, doktor ekonomii. Partner w Ernst & Young kierujący Zespołem Strategii Ekonomicznej. Od marca 2004 do stycznia 2008 roku wiceprezes Narodowego Banku Polskiego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie