Polska może być high-tech

Maciej Domagała
Wojciech Barczyński/POLSKA
Wszystkie pozytywne scenariusze naszego rozwoju opierają się na budowie silnego sektora nauki- mówi w rozmowie prof. Michał Kleiber, prezes PAN

Pojawił się program dużego dofinansowania uczelni technicznych. Dobra wiadomość?
Rząd niewątpliwie powinien aktywnie wspierać najpotrzebniejsze kierunki studiów. Dobrze byłoby jednak mieć pewność, że dofinansowanie nie zostanie zrealizowane kosztem innych obszarów nauki.

Właśnie, w sytuacji kryzysu jest to odważne posunięcie.
Faktem jest jednak, że mamy bardzo złą strukturę studentów na poszczególnych kierunkach. Żywiołowy rozwój szkolnictwa wyższego sprawił, że studentów na kierunkach ścisłych i technicznych jest o wiele za mało. A to one głównie decydują o rozwoju cywilizacyjnym kraju i konkurencyjności gospodarki. Zmiana tych proporcji jest absolutnie niezbędna.

Rząd chce zacząć od uczelni. Ale może humanistów jest za dużo z winy szkół średnich?
Ma pan rację - szkoły średnie powinny przygotowywać absolwentów w taki sposób, żeby nie trzeba było na pierwszych latach studiów tracić czasu na powtórki z matematyki i fizyki. To jest podstawa. Kluczem do rozwoju społeczeństwa wiedzy, tj. społeczeństwa, które przypisuje właśnie wiedzy rolę naczelnego czynnika rozwoju, jest szeroko i właściwie rozumiana edukacja: od samego początku przez wszystkie tradycyjne szczeble aż po kształcenie ustawiczne, całkowicie u nas zaniedbane.

Uczniowie są nieprzygotowani?
Praca, którą trzeba włożyć w takie studia, jest większa. Kandydaci unikają uczelni technicznych, sądząc, że są to studia trudne, po których w dodatku nie ma szans na szybkie zdobycie dobrej pracy. Z tym syndromem trzeba walczyć. Kiedy zaczynaliśmy transformację, to takie dziedziny jak marketing albo zarządzanie były nam bardzo potrzebne. Ale teraz mamy nadprodukcję menedżerów, nie zawsze najlepiej wykształconych - i automatycznie mniejszą liczbę absolwentów kierunków ścisłych i technicznych.

Czy wystarczą wyższe stypendia, żeby absolwenci szkół średnich poczuli miłość do matematyki?
Rząd musi demonstrować, że rozumie wagę studiów na kierunkach ścisłych i technicznych, oraz oferować zachęty w postaci stypendiów i ciekawych, wybitnych wykładowców, również z zagranicy. Jeśli nie postawimy na taki model kształcenia, to czeka nas wielkie cywilizacyjne rozczarowanie.

Jakie będą namacalne korzyści dofinansowania?
Projekt to krok w dobrym kierunku. W ostatnich trzech latach kierowałem wielkim przedsięwzięciem prognostycznym pod nazwą Narodowy Program Foresight - Polska 2020, w ramach którego parę tysięcy ekspertów opracowywało różne możliwe scenariusze rozwoju kraju. Ciekawym wynikiem naszych analiz jest fakt, że realizacja wszystkich pozytywnych czy choćby umiarkowanie pozytywnych scenariuszy wymaga stworzenia w Polsce silnego sektora wiedzy.

Czym jest sektor wiedzy?
To oczywiście całość systemów edukacji, prowadzenia badań i wdrażania ich wyników, ale także problematyka ochrony własności intelektualnej, dostępności kapitału podwyższonego ryzyka, wspierania firm high-tech czy wpływu procesów globalizacyjnych na badania i innowacyjność przedsiębiorstw. Ale rozwiązania wspierające procesy tworzenia i wykorzystywania wiedzy okażą się nieskuteczne bez upowszechnienia się w Polsce kultury wspierania innowacyjności.

Czy mamy szansę w ogóle konkurować z uczelniami światowymi?
Nie ma wyjścia - musimy podjąć to wyzwanie. Jest oczywiście mało prawdopodobne, że za 10 czy 20 lat zostaniemy liderem we wszystkich możliwych obszarach nowoczesnych technologii. Ale istnieje bardzo dużo nisz i obszarów współpracy, w których możemy mieć sukcesy, bazując na wypracowanej w pocie czoła kreatywności i skoncentrowanym wysiłku edukacyjnym.

A konkretniej?
Zapomnijmy na razie o marzeniu stworzenia szybkiego sukcesu na miarę fińskiej Nokii - skoncentrujmy się na budowie szerokiego kapitału wiedzy, który w naszej sytuacji jest najlepszym gwarantem stabilnego rozwoju. Mamy olbrzymi, nie w pełni wykorzystany potencjał rozwojowy, który trzeba wreszcie uruchomić - chociaż to trudne, musimy skupić się na tworzeniu warunków, które pozwolą nam sprostać przyszłym, nieznanym dzisiaj wyzwaniom. Zrobić to tak samo dobrze albo nawet lepiej niż nasi globalni konkurenci - dziś to właśnie jest polską racją stanu.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

że równie bezmyślnym ruchem było likwidowanie zawodówek, tak jakby gospodarka to były tylko "biurowe" miejsca pracy. Tymczasem do łopaty też trzeba ludzi nie?

. I teraz do humanizmu. Owszem „człowiek bez wiedzy humanistycznej traci część swego człowieczeństwa.” Ale człowiek bez wiedzy praktycznej traci pracę. Widać różnicę w priorytetach? Bo ja widzę. Pracodawca nie będzie cię odpytywał z „Syzyfowych prac” i Gala Anonima ale z excela, komputera i znajomości angielskiego. A humanizm można sobie poczytać do poduszki po pracy. Zakazu nie ma. Tylko dziwne, że jakoś mało jest chętnych na szkolenia humanistyczne a pełno ludzi robi dokształt w angielskim, komputerach czy innych konkretnych umiejętnościach. Czyli szkoła powinna z tego wyciągać wnioski i uczyć tego co będzie człowiekowi w życiu potrzebne.

Jaki „kod kulturowy”? Jaka „humanistyka”? O tym to sobie można w domu do poduszki przeczytać w wolnym czasie. Uczeń ma znać języki i znaleźć dobrze płatną pracę. Po co mu bzdury o szczękoczułkach i nogogłaszczkach i tępe wykłady o roślinach nago czy pokrytozaklążkowych? Praktyka się liczy. Czyli zabrać ich do lasu żeby umieli klon od platanu odróżnić. Nauczyć gotowania, rozliczania kredytów w excelu, przekazywać praktyczną wiedzę o ruchu drogowym, uczyć brydża, szachów i jeżdżenia na nartach czy gry na gitarze elektrycznej albo tańca salsa w kontaktach z rówieśnikami z innych krajów. Bo to są przydatne umiejętności w życiu. To samo z literaturą. Po co komu knoty z XIX-go wieku. Trzeba znać Władcę pierścieni czy Gwiezdne wojny, bo to jest współczesny kod kulturowy a nie jakaś średniowieczna łacina. Jasne, że te śmieszne papierowe biblioteki trzeba pozamieniać na kawiarenki internetowe gdzie uczeń może pożytecznie spędzić czas grając w nowoczesne technologicznie gry komputerowe albo ma dostęp do sprzętu DVD,CD,mp3,mp4 i kina domowego a nie do pożółkłej makulatury gdzie Konopnicka opisuje przyrodę nad Niemenem. To było dobre 100 lat temu, bo nie było TV i urlopów na Majorce. A dziś od opisów przyrody to jest nowoczesna telewizja i to się widzi na Discovery albo na National Geografic.

Szkoła też jest „fabryką”, której „produktem” ma być wykształcony i wychowany uczeń czy student. Poziom jego wykształcenia i wychowania da się mierzyć. Zatem można też oceniać nauczycieli i to trzeba robić i uzależniać zarobki nauczyciela od wyników uczniów a nie biadolić, że się nie da, że nauczyciele i tak dużo już robią. Pytam konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Podobnie na uczelniach.

K
Krytyk

Profesor Kleiber nie od dziś jest obecny na scenie polskiej nauki.
Był świadkiem jak w okresie ogólnego i bezmyślnego zachwytu "naukami"
z rodziny Bussines and administration zepchnięto na zupelny margines
tzw. nauki ścisle niemal na każdym poziomie od szkoly podstwawowej
po uczelnie wyższe. Matematykę, fizykę, chemię uznano za nie modną
- nie obowiązkowo na maturze, zmiejszenie liczby godzin lekcyjnych itd .
Prymitywne myślenie wolnorynkowe zaowocowało tym, że wypadło nam jedno
pokolenie. Teraz obudziliśmy się, brakuje inzynierów a poziom obecnego
ich nauczania nie rzadko woła o pomstę do nieba.
Dotacje ministralne zależa od liczby a nie jakości
studentów w związku z tym uczelnie niespiesznie skreślają z list studentów abnegatów w zakresie matematyki i fizyki.
Uczelnie robią co mogą a więc w części zastępują szkoły średnie i douczają często z miernym skutkiem niedouczonych absolwentów szkół średnich. A przcież czego Jaś się nie nauczył tego Jan nie umie!
Obecne lamenty z powodu niedostatku inżynierów były łatwe do przewidzenia. Nie brakowało ludzi którzy dobrze wiedzieli do czego
prowadziła ta bezmyślna polityka edukacyjna. Ale ktoby ich słuchał.
W ostatnim 20 leciu tym wiecej "racji" mieli ci którzy dłużej
siedzieli w PRL-owskich więzieniach. Dowodzi tego choćby najświeższa hucpa z min. Czumą. Jak sobie poscieli
Na efekty obecnego przebudzenia min. Kudruckiej i zawsze politycznie poprawnego prof. Kleibera trzeba bedzię poczekać nastepne 20 lat aż ta rana na ciele kadry inżynierskiej się zabliżni.

s
spokojny

Samo zwiększanie budżetowych nakładów na naukę to zbyt słaby warunek, bo nie gwarantuje sensownego wydawania pieniędzy.
Z dugiej strony, budżetowy naukowiec, jeśli nie ma mechanizmów kontrolujących jego efekty, będzie marnotrawił pieniądze – tak np. często dzieje się w nauce polskiej i w tych krajach gdzie nauka jest zdominowana przez instytucje państwowe.

Nie rozumiem zatem przeciwstawiania nauki i komercji.
Nauka musi być przecież dla kogoś, bo kosztuje
i ten ktoś własnie musi decydować na co idą środki.

Kto jest tym kimś? My. Konsumenci i podatnicy. I naszymi
portmonetkami czy wyborami politycznymi mamy prawo głosować
czym ma się nauka zajmować. A wiec właśnie komercja czyli
wolny, demokratyczny rynek jest najlepszą gwarancją,
że podatnicze pieniądze nie bedą marnotrawione.

Co to za „nauka” kierowana przez profesorów nie umiejących obsłużyć programu poczty elektronicznej na PC-cie? Robi to panna Krysia z sekretariatu, po maturze tylko ale umie.
No a jak ktoś dzwoni do sławnego profesora to on mówi do panny Krysi: „po polsku? Aaaa to jestem!”, bo nie zna języków obcych. Wstyd. I wydaje taki kasę na granty sprowadzające się do finansowania tłumaczeń zagranicznych mądrości z Wikipedii na polski.

Jeśli ktoś chce uprawiać naukę "dla sztuki i zabawy",
proszę bardzo ale dlaczego za moje podatnicze pieniądze?

m
malgorzata.academicus

Znaczące dofinansowanie studiów, a zwłaszcza technicznych to bardzo dobry kierunek, gdyż obecna 'wiedza' absolwentów jest jedną z przyczyn zapaści polskiej nauki - w mojej skromnej ocenie większość z nich po ukończeniu studiów nie posiada wystarczającej wiedzy by podjąć działalność naukową nawet na drugorzędnym w stosunku do świata poziomie. Moje komentarze odnoszą się do naszej wspólnej z prof. Kleiberem tematyki naukowej czyli mechaniki obliczeniowej. Stawianie na naukę należy więc zacząć od właściwego kształcenia młodych kadr - vide zatrważająco niski poziom polskich doktoratów.

Z drugiej strony ma rację prof. Kleiber, że droga niekoniecznie wiedzie przez zachęcające stypendia dla studentów. Dużo pisze się o nieprzygotowaniu maturzystów - wszystko to jest prawdą, ale jest jeszcze druga, może nawet ważniejsza strona medalu. Brak nowoczesnych programów studiów, odpowiednio wyposażonych laboratoriów, a przede wszystkim niestety kadry znającej 'the state of the art' i mającej kontakt z technologiami high-tech. W Polsce muszą się znaleźć pieniądze na NOWYCH wykładowców, a przede wszystkim MIEJSCE dla nich na uczelniach i możliwość działania w przyjaznym środowisku. Tutaj prof Kleiber trafia w dziesiątkę.

Wiedzy i innowacyjności nie będzie bez całkowitej zmiany struktury działania polskich uczelni, bez wprowadzenia zasad konkurencji, bez 'przekłucia balona', o którym świetnie opowiedział prof. Pacholski. Na razie polskie uczelnie w swoim działaniu są podporządkowane interesom już zatrudnionych pracowników, a nie podatników, którzy ich istnienie opłacają. Są w stanie wchłonąć dowolną ilość funduszy, stworzyć dowolny program dla kierunku zamawianego bez przełożenia tego na wzrost jakości kształcenia i innowacyjności. Pracownicy polskich uczelni mają olbrzymią zdolność przekwalifikowania się do nowych 'wyzwań dydaktycznych' gdy można za to wziąć pieniądze chociaż nie posiadają do tego żadnych credentials w swoim CV.

Inżynier budownictwa bez elemntarnej znajomości mechaniki ośrodka ciągłego prowadzący w ramch funduszy europejskich dokształcanie inżynierów mechaników to wcale nie jest science fiction tylko bardzo prawdopodobny scenariusz przy obecnym systemie organizacji i zarzadzania uczelniami.

s
spokojny

Ciągle słyszę jacy to możemy być, jacy będziemy. Tylko nie wiem kiedy. Za 20 lat? Za 120 lat? Bo inni to już są teraz proszę państwa. A my 20 lat po socjaliźmie dorobiliśmy się ledwo 750 kilometrów autostrad. Polak potrafi! Obudźcie mnie za 50 lat jak będziemy mieli 10 razy więcej, bo tyle nam na pewno potrzeba; przykładowo Francja ma aktualnie ponad 10 tysięcy kilometrów a Niemcy mieli już przed wojną(!) 4 tysiące i akurat za tą pod Szczecinem i A4 możemy im podziękować, bo był teren i to co socjalizm zniszczył III RP wyremontowała i wybudowała. A jeśli ktoś uważa, że to za bogate dla nas państwa do porównań to może Hiszpania przekona: ponad 12 tysięcy kilosów autostrad i ekspresówek a my co?

A tu gość wyskakuje i nawija coś o "high-tech". Do łopat, do fabryk, do roli! Niech nowe się jutro wykuwa powoli! Oj jak powoli ono się wykuwa. Oj jak powoli

Dodaj ogłoszenie