reklama

Polska Akademia Nauk rusza na wojnę z minister Kudrycką

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Kilkuset profesorów związanych z Polską Akademią Nauk - wśród nich Henryk Samsonowicz, Edmund Wnuk-Lipiński, Karol Modzelewski, Andrzej Paczkowski, Jerzy Szacki - protestuje przeciw reformom forsowanym przez minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbarę Kudrycką. Jak dowiedziała się "Polska", wystosowali list do Donalda Tuska, w którym poprosili go o interwencję. Oprócz tego w PAN-ie zawiązała się Inicjatywa Obywatelska Instytutów należących do akademii, która stara się wpłynąć na przyjmowane przepisy.

* Kudrycka: Proponujemy wsparcie dla prywatnych uczelni
* Kudrycka rozbija naukowe klany

- Nauka nie jest luksusem, lecz motorem napędowym rozwoju, dlatego zależy nam, by działo się w niej jak najlepiej. Tymczasem proponowane przez ministerstwo zmiany prowadzą do degeneracji PAN-u. Politycy są przekonani, że polska nauka jest słaba i dokonują nierozważnych cięć - mówi "Polsce" prof. Edmund Wnuk-Lipiński, który jako przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Studiów Politycznych PAN podpisał się pod listem do premiera.

Obecnie w sejmowej podkomisji do spraw nauki i szkolnictwa wyższego trwa dyskusja nad ostatnimi fragmentami zmian w przepisach, jakie forsuje resort nauki w ramach wielkiego pakietu reformy nauki polskiej oraz szkolnictwa wyższego. - Niestety, na forum podkomisji nie udało nam się przebić z naszymi postulatami. Dlatego napisaliśmy list do premiera - przyznaje prof. Krzysztof Gawlikowski, jeden ze współtwórców tego listu.

Profesorowie protestują przeciwko zmianom w sposobie nadawania tytułów naukowych: doktoratów i habilitacji. Teraz o przyznaniu habilitacji ma decydować siedmioosobowa komisja. Aż pięciu jej członków musi mieć międzynarodową renomę. - Tylko skąd wziąć takich ekspertów na polonistyce? - ironizuje prof. Gawlikowski. Rada wydziału, która wcześniej decydowała o habilitacjach, teraz będzie musiała zatwierdzić decyzje komisji. "Rada, która nie zatwierdzi decyzji wspomnianej komisji, może zostać karnie rozwiązana. Otwiera to drogę do decyzji arbitralnych i opartych na niejasnych kryteriach, łatwo poddających się rozmaitym manipulacjom" - napisali naukowcy w liście do Tuska.

Ich obawy budzi także ograniczenie roli rad naukowych. Obecnie one w dużej mierze decydują m.in. o obsadzaniu poszczególnych stanowisk na uczelniach. Po wejściu reformy w życie będą miały tylko głos doradczy, natomiast decyzje podejmować będą szefowie poszczególnych jednostek. Oprócz tego ograniczania samorządności naukowców Ministerstwo Nauki zmienia także system finansowania badań. - Nowe przepisy sprawią, że będzie mniej pieniędzy na badania podstawowe. Poza tym wprowadzany system utrudni prace naukowcom. Według jego założeń nawet Kopernik musiałby uzasadnić, w jaki sposób jego praca wpłynie na gospodarkę - podkreśla prof. Henryk Samsonowicz.

Profesorowie obawiają się także o przyszłość PAN. "Wydaje się konieczne przeprowadzenie w trybie pilnym nowelizacji ustawy o PAN, zanim ta instytucja ulegnie trudnej do odwrócenia dekompozycji. A przypomnieć warto, że według najnowszego rankingu SCImage instytucja ta zajmuje 72. pozycję w świecie, podczas gdy czołowe polskie uczelnie zajmują miejsca od 365. do 501. PAN jest zatem jedyną polską instytucją naukową reprezentującą przyzwoity poziom światowy, co nakazuje traktowanie jej jako naszego dobra narodowego" - napisali w liście do premiera. Ich troskę budzi przede wszystkim zmiana sposobu finansowania prac akademii, zwłaszcza płac dla jej pracowników. Do tej pory profesorowie otrzymywali pensje poniżej średniej krajowej, asystenci mogli liczyć na 1,2 tys. zł. Zmiany sprawią, że tych pieniędzy będzie jeszcze mniej.
- Jako osoba podpisująca nominacje na stanowiska dyrektorów instytutów PAN dla najwybitniejszych naszych uczonych z pensją często na poziomie 3 tys. zł muszę podzielić obawy autorów listu. Sprawa ta nie ma jednak wiele wspólnego z przyjętą ustawą, bowiem poprzednia sytuacja nie była lepsza - przyznaje prof. Michał Kleiber, prezes PAN, który woli zachować dystans wobec postulatów zawartych w liście do premiera, mimo że z częścią z nich się zgadza.

Z zawartymi w liście zarzutami nie zgadza się natomiast Ministerstwo Nauki. - Dyskusje o reformie nauki i szkolnictwa wyższego prowadzimy już od trzech lat i rozważamy wszystkie argumenty. Nie widzimy jednak powodów, by od tych zmian odstąpić. Najwyższa pora, żeby odejść od dawnej socjalistycznej zasady mówiącej, że każdemu należy się po równo. Trzeba wymusić konkurencję w nauce i na uczelniach i otworzyć je na ludzi młodych - mówi "Polsce" Bartosz Loba, rzecznik ministerstwa.

- Naprawdę chcemy wprowadzić jak najlepsze prawo i pracujemy nad nim do ostatniej chwili. Na ostatnim posiedzeniu podkomisji zmieniliśmy na przykład reguły dotyczące składu komisji nadającej habilitacje. Zamiast specjalistów o międzynarodowej renomie będzie zapis, że mają ją tworzyć autorytety w danej dziedzinie, w tym międzynarodowym. To zmiana z myślą m.in. o polonistach - dodaje.

- My się konkurencji i reform nie obawiamy. Zależy nam tylko na zmianach, które przyczynią się do poprawy jakości uczelni i nauki - ripostuje prof. Wnuk-Lipiński.

Agaton Koziński

CZYTAJ TEŻ:
* Kudrycka: Proponujemy wsparcie dla prywatnych uczelni
* Kudrycka rozbija naukowe klany

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
JP

"4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze)."????
Nigdy nie slyszalam o takiej rekrutacji gdzie CUDZOZIEMCY maja decydowac o przyjeciu kogos do pracy w polskiej instytucji na terenie Polski. Bardzo dziwna propozycja. Nauka w Polsce w praktyce nie istnieje, a przynajmniej nie liczy sie na forum swiatowym. Gdy popatrzec w PubMed (nauki biomedyczne) to najlepsza praca jak znalazlam patrzac na nazwiska starych znajomych byla opublikowana w PloSone - to czasopismo ktore ma impact factor 4.5. Nikt na zachodzie nie otrzyma pieniedzy na badania bez solidnej publikacji w czasopismie z impact factor co najmnie 7, 8, i to rowniez zalezy od instytucji przyznajacej pieniadze. Te lepsze wymagaja lepszych publikacji. To bardzo smutne ale w Polsce nauki biomedyczne sa na niskim poziomie w porownaniu z zachodem i trzeba bedzie jak mysle wielu, wielu lat aby to sie zmienilo.

s
spokojny

Odpowiadam na pytanie pierwsze: tak miały.
Odpowiadam na pytanie drugie: pozytywny.

Problem polega na tym, że każda jednostka naukowa chętnie wykazuje jak największą ilość samodzielnych, bo z tego wynikają jej naukowe uprawnienia tak? Z drugiej strony taki samodzielny z otwartymi ramionami i pocałowaniem ręki przyjmowany jest na każdej uczelni tak? Czyli stawia ultimatum: albo zatrudniony jestem u was na moich warunkach (czyli formalnie pełny etacik, praktycznie wizytant) albo idę do prywaciarzy czy za granicę. W przypadku niesamodzielynch problem jest mniejszy ale mechanizm podobny, bo też każdy potrzebuje wyrobników do dydaktyki tak? A podstarzałymi czy starszymi-wykładowcami-magistrami też wszystkiego się nie obsadzi, trzeba takie plany studiów jakimiś doktorami poprzetykać żeby jakoś poprządniej wyglądało tak?

A więc ideał, że mam pracownika naukowego i on jest u mnie i tylko u mnie na 100% będzie działał jak mu zapłacę dwa, trzy razy wiącej niż teraz, bo wtedy mogę wymagać żeby zrezygnował z dówch, trzech etatów tak? Czyli kółko się zamyka i musimy pogodzić się z tym co mamy. Natomiast można kadrę rozliczać z jakości. Bo co to za „nauka” kierowana przez profesorów nie umiejących obsłużyć programu poczty elektronicznej na PC-cie? Robi to panna Krysia z sekretariatu, po maturze tylko ale umie. No a jak ktoś dzwoni do sławnego profesora to on mówi do panny Krysi: „po polsku? Aaaa to jestem!”, bo nie zna języków obcych. Wstyd.

I wydaje taki kasę na granty sprowadzające się do finansowania tłumaczeń zagranicznych mądrości z Wikipedii na polski. A ktoś mówi „kadra zna angielski i komputery”, bo „publikuje po angielsku”. A owszem, nazwiska kadry są pod publikacjami ale czy to znaczy, że ci ludzie są ich autorami?
A czemu od tych ludzi nie zażądać certyfikatu British Council albo TOEFLA? Nagle okazałoby się, że jednak tego angielskiego nie znają tak? I oczywiście kadra używa komputera , bo „używa poczty elektronicznej”. A może tylko to panna Krysia (po maturze tylko ale kompa zna) klika myszką za „uczonego”?

A zrobić egzamin z podstaw PC-ta. Godzinka: napisać i odebrać mejla, wydrukować krótkie pismo, wklepać do excela prostacką formułkę, streścić banalny artykulik z wikipedii, posłużyć się sztyfcikiem USB i powiedzmy wypalić płytkę CD/DVD, wszystko – zobaczymy, który z panów profesorów zaliczy.

m
m.a

O wiele ciekawsze bylo by przegladniecie ostatniej oceny parametrycznej jednostek naukowych pod katem oceny czy przypadki opisane przez spokojnego mialy wplyw na jej wynik. Jezeli tak to jaki?
W Polsce zdecydowanie myli sie krotki pobyt typu visiting professor z regularnym etatem. To powazna patologia systemowa, ktorej winno sie ustawowo zakazac.

s
spokojny

Znam przypadki kiedy profesor na kierowniczym stanowisku ma pełny etat w Polsce, kasuje w Polsce pieniądze, „prowadzi” projekty, tzn. stempluje swoim nazwiskiem rachunki do wypłaty, czasem przyśle jakiegoś mejla a nawet osobiście pojawi się żeby wgłosić jakiś wykład inauguracyjny a potem z powrotem za granicę gdzie trzepie prawdziwą kasę.

p
prof. józef beton

Moje nauczanie z zakresu z zakresu obrzędowości systemu nauki w Polsce nie jest szeroko znane. Gdyby znano moje encykliki z zakresu liturgii systemu nauki w Polsce to by wiedziano, że nasz wspaniały systemu nauki jest oparty na solidnych podwalinach którymi są: habilitacja, zatrudnieniowa polityka prorodzinna, rodzinne dziedziczenie katedr, wielo-etatowość samodzielnych pracowników nauki oraz zdolność sprawowania stanowisk kierowniczych przez samodzielnych pracowników nauki do momentu dobrowolnego położenia się na katafalk oraz transparentne przyznawanie grantów. A najważniejsza jest habilitacja bo ona spaja system. A zgodnie z moim nauczaniem szkoły wyższe i instytuty naukowe, są nie po to by zaspokajać rynek potrzeb edukacyjnych studenta na wiedze, a rynek pracy osób posiadających stopień doktora habilitowanego nauki w Polsce. Stąd słusznie kwiat polskiej nauki i wybitni intelektualiści , europejczycy oraz humaniści i erudyci walczą z mową nienawiści i xenofobią jaką uprawią Platforma widzą potrzebę zmian w nauce . W nauce zmiany nie są potrzebne ważne że by nasi nobliści mogli robić na 5 etatach na raz.
Wasz prof. Jozef Beton

z
zz

brawa dla emeryta29 za celny komentarz!

s
sprawdzam

Panowie walcza o swoja wlasna wladze i dalsza mozliwosc wplywania na polska rzeczywistosc naukowa. I to pomimo - niestety przykro to napisac - mocno zaawansowanego wieku czesci z nich.
W 2008 r. dzieki "dzialalnosci" niektorych z nich, sp Prezydent RP w czerwcu 2008 r. zapowiedzial "skorzystanie z uprawnien konstytucyjnych" w sprawie nowelizacji ustawy o stopniach i tytulach. Teraz zblizaja sie wybory wiec nowelizacja i tak jest mocno zachowawcza i niewystarczajaca. Dla Panow Profesorow wazne jest tylko zachowanie status quo. Nie przypominam sobie by przez ostatnie kilkanascie lat zaproponowali jakies konkretne systemowe zmiany...
Tylko wiecej i wiecej pieniedzy, ktore juz teraz sa przez srodowisko w duzym stopniu marnowane a polscy studenci fatalnie ksztalceni. A PAN jako calosc wcale nie reprezentuje poziomu swiatowego w nauce - taki poziom reprezentuja bardzo nieliczni naukowcy i grupy - takze na polskich uczelniach. Niestety wskazuja na to wszystkie dostepne rankingi i bazy swiatowe, a takze statystyka dotyczaca patentowania (nawet bez uwzglednienia wdrozen jestesmy na szarym koncu w Europie).
Komitet "Ratowania" Nauki Polskiej wslawil sie glownie szeroko zakrojona akcja na rzecz zachowania niezasluzonych przywilejow podatkowych srodowiska.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Polska Akademia Nauk rusza na wojnę z minister Kudrycką

e
emeryt29

PAN w obecnej strukturze i roli w nauce jest w większości placówek reliktem po ZSRR I PRL i zupełnie nie odpowiada współczesnemu rozwojowi nauki w kraju.Wymaga daleko idącej reorganizacji i uporządkowania, by ogromne sumy na badania nie szły na utrzymanie wielu placówek o prawie zerowym znaczeniu dla rozwoju danej dziedziny nauki. Wysoki ranking niektórych , ale nie całej PAN jest względny, bowiem kryteria dla tego rankingu ustalane są przez naukowców o podobnym zaangażowaniu się w odkrycia naukowe jak większość naszych placówek: m.in. liczba publikacji w renonomowanych czasopismach zagranicznych jest swego rodzaju megalomanią naukową, a nie rzeczywistą wartością odkrywczą. Należy 1) placówki prowadzące stricte badania podstawowe włączyć do uniwersytetów i poltechnik, dla podniesienia szkolenia i rozwoju kadr naukowych i tam przez sensownie dobraną problematykę rozijać badania podstawowe. Diś niepotrzebnie dublują się w takich badaniach szkoły wyższe i placówki PAN. 2)placówki o charakterze b. utylitarnym przekształcić w naukowo-wdroźeniowe placówki resortowe, finansowane tak jak dotychczas funkcjonujące instytuty resortowe .Podniesie to wartość takich placówek, a miarą ich przydatności będą rzeczywiste odkrycia naukowe,przy współpracy ze szkołami wyższymi. 3)Dotychaczsowi t.zw. członkowie PAN, wybierani i nominowani dość przypadkowo i najczęściej przez pewne układy mogą tworzyć czasowo rodzaj " forum" przedstawicieli nauki, aż do ich naturalnego odejścia w stan spoczynku, wynagradzane na zasadzie zleconych potrzeb ekspertalnych.
4)W pełni można poprzeć projekty Min. NSzW starajacego sie porządkować obszar nauki i pozostałości po PRL.

s
spokojny

Dosyć feudalizmu. Wprowadzić oficjalne ocenianie wykładowców przez studentów i ciąć po premii! Otóż uczelnia jest (też) dla studenta i to on jest jej klientem i on głównie ma oceniać naukowca (w zakresie dydaktycznym tylko rzecz jasna). Ja wiem, że to wymaga pokornego odwrócenia dotychczasowej roli jaśnie naukowca na rzecz usługodawcy ale o to chodzi. I proszę nie traktować studenta jak barana, który przchodzi na uczelnię żeby ładnie zaliczyć dla papierka. Te czasy się skończyły. Student to dorosły człowiek i wie, że z tą wiedzą pójdzie w życie zawodowe i czego się niedouczy na studiach to mu wyjdzie bokiem potem. Twierdzę, że ci naprawdę najlepsi naukowcy dostaliby najlepsze oceny od studentów. I właśnie za to, że wymagają ale muszą to robić z autentyczną pasją, na najnowocześniejszym poziomie, mieć czas dla studenta i wymagać na podstawie klarownych warunków a nie na zasadzie „gnojenia” typu gadka-szmatka na wykładzie a na egzaminie pytania z rękawa a materiały żeby się przygotować skąd? Ale to wymagałoby pracy od jaśnie naukowca prawda? Bo trzebaby taki grubaśny zbiór zadań przygotować (z rozwiązaniami poproszę!) albo zestaw pytań a przede wszystkim i odpowiedzi(!) i wtedy jechać z tego a nie z powietrza tak? I te oceny wykładowców mają być w internecie! Wykładowca ma prawo stawiać ocenę studentowi a student ma prawo oceniać wykładowcę i to jest układ partnerski.

A tu niedawno jakąś akcję ktoś rozpętuje żeby nie kserować skryptów, bo to „piractwo”. A wała! Jaśnie naukowiec ma z pensji zapłacone ze wszystkie obowiązki, do których należy też przygotowanie materiałów na zajęcia czyli prezentacji w pałerpojncie czy innych wydruków czy skryptów. I za to proszę mi kasy nie żądać! Nie będę co semster kupował dziesięciu skryptów po pięćdziesiąt złotych na zaliczenie. To ma być w bibliotece na 100% albo za darmo udostępnione.

Dodaj ogłoszenie