POLSA, czyli prawie jak NASA. Czy Polska ma szansę zostać...

    POLSA, czyli prawie jak NASA. Czy Polska ma szansę zostać kosmiczną potęgą?

    Jakub Szczepański

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Posłowie przegłosowali projekt ustawy, który ma powołać do życia Polską Agencję Kosmiczną. Kto naprawdę na tym skorzysta? Czy Polska ma szansę zostać kosmiczną potęgą?
    POLSA. Brzmi prawie jak NASA. Z tą małą różnicą, że ma działać w Polsce. Powstanie POLSA, czyli Polish Space Agency, zostało przegłosowane w Sejmie miażdżącą jednością 434 głosów. Trzech parlamentarzystów było przeciw, jeden wstrzymał się od głosu. Co w pomyśle firmowanym przez Waldemara Pawlaka aż tak spodobało się zarówno opozycji, jak i partii rządzącej?

    Być może chodzi o "pozytywne" skojarzenia sprzed kilku lat związane z wojażami przedstawicieli sejmowej komisji ds.
    kosmosu. Dokąd? Chociażby do Gujany Francuskiej. Dwa lata temu podatnicy zapłacili za poselską wymianę doświadczeń jakieś 30 tys. zł. Dzisiaj oficjalne stanowisko głosi, że mamy łatwiej pozyskiwać środki z Europejskiej Agencji Kosmicznej. Ale po kolei.

    Projekt ustawy, która miała za zadanie powołać do życia Polską Agencję Kosmiczną, trafił na Wiejską 5 grudnia ubiegłego roku. To inicjatywa Waldemara Pawlaka. Do tej pory projektowi udało się przebrnąć przez trzy czytania w Sejmie. Na razie pierwsze poprawki zaproponowali senatorowie. W sumie jest ich 41. Dotyczą przeniesienia centrali organizacji ze stolicy do Gdańska, rozszerzenia kompetencji rady POLSA, kwestii legislacyjnych czy stylistycznych. Tylko co dokładnie wynika z pierwotnej wersji dokumentu? Jakie mają być cele działania instytucji?

    "Agencja realizuje zadania państwa w zakresie badań przestrzeni kosmicznej i ich wykorzystania w rozwoju technologii kosmicznych i satelitarnych oraz ich zastosowania do celów użytkowych, przemysłowych, obronnych i bezpieczeństwa państwa oraz naukowych w ramach programów narodowych, dwustronnej lub wielostronnej współpracy międzynarodowej, programów UE, Europejskiej Agencji Kosmicznej i innych organizacji międzynarodowych, których RP jest członkiem". Tyle art. 3 ustawy o naszej rodzimej agencji kosmicznej.

    W uzasadnieniu projektu wnioskodawcy napisali, że sektor kosmiczny ma coraz większe znaczenie dla gospodarki europejskiej i światowej. Koronnym argumentem jest tutaj "brak rozwiniętej struktury zajmującej się zagadnieniami prawno-administracyjnymi eksploracji przestrzeni kosmicznej". Słowem: potrzeba nam podmiotu, który będzie kreował i koordynował politykę kosmiczną nad Wisłą. I tu - zdaniem pomysłodawców - pierwsze skrzypce będzie grać właśnie Polska Agencja Kosmiczna.

    Tyle że trudno sobie wyobrazić, żeby Polska inicjowała loty kosmiczne czy inne podobne przedsięwzięcia. Stąd wszystkie kąśliwe komentarze. Należy jednak pamiętać, że dwa lata temu przystąpiliśmy do ESA, czyli Europejskiej Agencji Kosmicznej. Na rynku globalnym to nie byle jaki gracz. Współpracuje chociażby z NASA, wysyła w komos zarówno misje załogowe, jak i bezzałogowe. Ale wróćmy do agencji na naszym podwórku. Jednym z najważniejszych zadań organizacji pomysłu Waldemara Pawlaka jest pozyskiwanie europejskich środków przeznaczonych na badania kosmiczne. Jest tym bardziej zasadne, że wpłacamy do ESA 20 mln euro na programy obowiązkowe i 9 mln na programy opcjonalne. Jak napisano w uzasadnieniu projektu ustawy, w praktyce zasilamy unijny budżet przeznaczony na rozwój technologii kosmicznych łączną kwotą 60 mln euro rocznie. Nawet 45 proc. pieniędzy lądujących w ESA może wrócić do Polski. Jest jeden warunek: nasze firmy muszą realizować projekty kosmiczne. Dodajmy, że od 2012 r. podpisaliśmy z ESA kontrakty opiewające jedynie na 5 mln euro. Z pewnością jest więc o co walczyć.

    Pomysł wydaje się dobry, tylko czy mamy odpowiedni oręż, żeby ubiegać się o unijne pieniądze przeznaczone na technologie kosmiczne? Owszem. Polska ma doświadczenie uzyskane jeszcze w czasach komunizmu. Wówczas nasz kraj uczestniczył w programie Interkosmos, biorąc czynny udział w tworzeniu elementów wykorzystywanych przy budowie sond kosmicznych. Zresztą i obecnie w Centrum Badań Kosmicznych PAN wybudowano kilkadziesiąt urządzeń, które cały czas pracują w przestrzeni kosmosu.

    Wyrastają też nowe firmy zajmujące się zaawansowanymi technologiami. Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego liczy obecnie 26 członków. Zaliczają się do nich m.in. (poza Centrum Badań Kosmicznych PAN) Instytut Lotnictwa, Instytut Łączności czy Polski Holding Obronny. Jeśli do potencjału tych firm doliczymy konkurencyjność i niskie ceny obowiązujące na rynku to okaże się, że przemysł kosmiczny może nawet stać się rokującą gałęzią polskiej gospodarki.

    Przyjrzyjmy się samej agencji. Z definicji ma być niezależna. Wszystko, żeby przeciwdziałać nadużyciom, związkom z ministerstwami czy konkretnymi układami politycznymi. Jak sprawa wygląda w praktyce? Prezesa, w ramach konkursu, będzie powoływał premier. I trzeba przyznać, że zgodnie z ustawą poprzeczkę postawiono całkiem wysoko. Tytuł doktora, uznany dorobek naukowy związany z działalnością agencji czy sześcioletni staż w przemyśle wysokich technologii na stanowisku pracy związanym z inicjowaniem lub wdrażaniem technik satelitarnych. To wymagania postawione przed przyszłym szefem POLSA. Zgodnie z ustawą ciałem zarządzającym agencją ma być rada organizacji. W jej skład wejdzie dziewięciu przedstawicieli administracji rządowej oraz po czterech przedstawicieli nauki i przemysłu. O uznanych osiągnięciach oczywiście.

    Przynajmniej początkowo budżet POLSA ma nie przekroczyć 10 mln zł. W pierwszym etapie działalności organizacja ma zatrudniać nie więcej niż 30 osób.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo