Polki pójdą na emerytury w wieku 53 lat, a Polacy 58? Kto zapracuje na świadczenia i opiekę zdrowotną? [19.01.20]

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Kolejna propozycja "pod obecnych wyborców" ma pomóc Andrzejowi Dudzie pokonać Małgorzatę Kidawę Błońską, kandydatkę Koalicji Obywatelskiej oraz pozostałych kandydatów w majowych wyborach prezydenckich. Szymon Starnawski /Polska Press
35 lat pracy i 35 lat emerytury – tak niebawem może wyglądać życie niejednej Polki. Prezydent Andrzej Duda chce, by każda kobieta nad Wisłą mogła przejść na emeryturę po przepracowaniu 35 lat, wliczając w to urlopy macierzyńskie. U mężczyzn staż uprawniający do odejścia z pracy miałby być o pięć lat dłuższy. Obietnica ta ma dać Dudzie zwycięstwo w majowych wyborach prezydenckich.

Prezydent może liczyć na poparcie związków zawodowych oraz tysięcy Polek i Polaków w wieku przedemerytalnym. Eksperci ostrzegają jednak, że rozwiązanie to pogłębi problemy na rynku pracy: w ciągu roku może zniknąć nawet 400 tys. wartościowych pracowników, których nie ma kto zastąpić. Co w tej sytuacji zrobią firmy, którym zawdzięczamy wzrost gospodarczy i rosnące wpływy do budżetu?

WIDEO: Trzy Szybkie

Ponieważ wiele Polek zaczęło przed laty karierę zawodową w wieku 18 lat (a nawet wcześniej), jest wysoce prawdopodobne, że na garnuszku ZUS będziemy mieli wkrótce panie 53-letnie – z perspektywą 35-letniego życia na emeryturze. W przypadku mężczyzn – do pięćdziesięciokilkuletnich górników-emerytów dołączyć mogą wkrótce ich rówieśnicy - przedstawiciele innych fachów, zwłaszcza fizycznych; tu potencjalny okres życia na emeryturze jest znacząco krótszy (ok. 25 lat) z uwagi na zdecydowanie krótsze życie mężczyzn.

Skuteczne w wyborach, lecz szkodliwe dla gospodarki

Z danych GUS wynika, że pracowników (pań i panów) spełniających proponowane przez prezydenta i związki kryterium stażowe jest obecnie ponad 400 tys. To potężna armia wyborców – w większości mocno zainteresowanych propozycją prezydenta Dudy i gotowych go z tego powodu poprzeć w majowej elekcji. Ludzie ci uważają emerytury stażowe za sprawiedliwsze od obecnie obowiązującego systemu – i mają sporo racji.

Dzisiaj osoby zaczynające kariery zawodowe późno, np. w wieku 26 lat, mają prawo przejść na emerytury w tym samym wieku, co ci, którzy pracują od szesnastego, bądź osiemnastego roku życia (kobiety w wieku 60 lat, mężczyźni – 65). Nakłada się na to sporo wyjątków i przywilejów, np. wspomnianych górników oraz mundurowych, prokuratorów, sędziów.

W efekcie przeciętny Polak pracuje tylko 33 lata, a przeciętna Polka – 30 (dla porównania: Szwed - 42 lata, a Czech – 36). Proponowany przez prezydenta i związki zawodowe próg (35 i 40 lat) na pierwszy rzut oka nie stanowiłby więc żadnego wyłomu w systemie. W rzeczywistości jednak byłby jednak kolejnym ciosem wymierzonym przez rząd polskiej gospodarce – a ściślej: rynkowi pracy.

W większości krajów Europy wiek emerytalny pań i panów jest identyczny i wynosi 67 lat, a w Holandii, Irlandii i Wielkiej Brytanii trwa nawet jego podwyższanie. Na początku mijającej dekady rząd PO i PSL też zaczął zrównywać i podnosić wiek emerytalny do 67 lat (u pań miało to trwać aż 40 lat), ale PiS, po dojściu do władzy w 2015 r., skasował tę reformę, przywracając poprzedni wiek: 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Warto przypomnieć, że to rozwiązanie wprowadzono w Polsce tuż po II wojnie światowej, gdy przeciętny Polak żył mniej niż 55 lat, a przeciętna Polka 61; dziś jest to odpowiednio – 74 (19 lat więcej) i 82 (21 lat więcej!)…

Obniżenie wieku było spełnieniem wyborczej obietnicy Andrzeja Dudy – w dużej mierze dzięki niej kandydat PiS wygrał w 2015 r. z ówczesnym prezydentem Bronisławem Komorowskim. Był to krok w Europie niespotykany i na dłuższą metę bardzo groźny dla gospodarki, ale z punktu widzenia taktyki wyborczej okazał się mistrzowski: ludzie w wieku okołoemerytalnym, zagrożeni w poprzednich latach bezrobociem, poczuli się bezpieczniej. I są do dziś wdzięczni Dudzie – oraz PiS.

Teraz sztab Dudy chce najwyraźniej powtórzyć ów manewr przy okazji reelekcji – nie przejmując się w ogóle sytuacją na polskim rynku pracy, która w coraz większym stopniu uderza w gospodarkę.

O 400 tysięcy pracowników mniej. I nie ma ich kto zastąpić

Głównym problemem pracodawców w Polsce jest od trzech lat brak pracowników. Dotyczy on właściwie wszystkich sektorów i branż, odnosi się zarówno do robotników, jak i specjalistów czy menedżerów. Już teraz nie obsadzone pozostaje co trzecie stanowisko informatyka oraz inżyniera w przemyśle (w branży motoryzacyjnej niedobory sięgają 40 proc.) oraz co czwarte stanowisko logistyka. W usługach medycznych i opiece deficyt przekroczył także 25 proc. ogółu stanowisk. W energetyce i budownictwie – 20 procent.

Część wykonawców prostych i powtarzalnych prac fizycznych można w miarę szybko zastąpić automatami i robotami lub imigrantami (pod warunkiem zasadniczych uproszczeń i ułatwień w przepisach i procedurach dotyczących zatrudnienia cudzoziemców), w niektórych branżach, zwłaszcza w usługach, jest to jednak bardzo trudne. Największym zagrożeniem dla naszej gospodarki jest jednak brak wysokiej klasy specjalistów i menedżerów w innowacyjnych branżach.

W zgodnej opinii ekspertów, do owego deficytu walnie przyczyniło się właśnie obniżenie wieku emerytalnego przez PiS. Wprawdzie rząd podkreślał, że nowy-stary wiek to tylko przywilej, a nie coś, z czego koniecznie trzeba skorzystać. Ba, radził, by kierować się tutaj zdrowym rozsądkiem, zgodnie z zasadą „im dłużej pracujesz, tym więcej otrzymasz”. W praktyce okazało się jednak, że uprawnieni masowo przeszli na garnuszek ZUS. Dotyczy to zwłaszcza 60-letnich kobiet.

Wedle ZUS, w 2010 r. na emeryturę przeszło 92,3 tys. Polek i Polaków, w 2011 – 102,5 tys., w 2012 – 120 tys., w 2013 – 104,4 tys., w 2014 – 158,2 tys., w 2015 – 224,4 tys., w 2016 – 229,4 tys., natomiast po obniżeniu wieku emerytalnego: w 2017 – 417 tys. i w 2018 – 355 tys. W pierwszym półroczu 2019 r. przybyło kolejnych 133 tys. emerytów. Czyli w pełne trzy lata będzie to – najpewniej - ponad milion. Większość to kobiety.

Dane te – oraz wstępne badania opinii zainteresowanych - sugerują, że po wprowadzeniu emerytur stażowych liczba młodych emerytów lawinowo wzrośnie. Nakłada się to na coraz bardziej dramatyczną sytuację demograficzną: w 2020 r. ustawowy wiek emerytalny (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn) osiągnie ponad 700 tys. Polek i Polaków, natomiast w dorosłość wkroczy zaledwie 360 tys. Nie ma więc mowy o zastępowaniu w pracy jednego pokolenia przez drugie: deficyt przekracza 300 tys. osób rocznie! Emerytury stażowe pogłębią ten problem.

Wedle wyliczeń organizacji pracodawców, do 2025 roku polskiej gospodarce zabraknie co najmniej 1,5 mln pracowników. Jeśli PiS przyjmie rozwiązanie Andrzeja Dudy – będzie to ponad 2,5 mln. Pojawia się pytanie: kto zapracuje na świadczenia milionów emerytów oraz ich opiekę zdrowotną i socjalną, która przy wydłużającym się życiu wymaga znacząco wyższych nakładów. Pytanie to dotyczy zwłaszcza Polek, które postanowią na garnuszku ZUS przeżyć 35 i więcej lat, czyli tyle samo, ile wcześniej pracowały.

Na dniach ZUS ma przedstawić analizy dotyczące proponowanej regulacji.

Kto skorzysta, ten straci i będzie musiał wyżyć za tysiąc złotych

Z danych GUS wynika, że 12 proc. Polek dostało w tym roku emeryturę poniżej minimalnej. Lawinowo, w tempie ponad 30 proc. rocznie, przybywa tzw. groszowych emerytek – rekordzistka dostaje 4 grosze miesięcznie, czyli 300 razy mniej niż kosztuje obsługa jej konta w ZUS; osób takich jest już prawie ćwierć miliona! Ponad 60 proc. Polek dostaje poniżej 2 tys. zł brutto, czyli 1680 zł na rękę. Ponad 3 tys. zł na rękę otrzymuje z ZUS zaledwie 5 proc. nowych emerytek. U mężczyzn jest to 30 procent.

Oficjalne prognozy ZUS pokazują, że świadczenia kolejnych pokoleń emerytów będą, mimo waloryzacji, relatywnie niższe niż dziś. Są podstawowe dwa powody: będziemy najpewniej żyli coraz dłużej, zaś w gronie ubezpieczonych stale przybywa tych, którzy nie pracowali przed 1999 rokiem (kiedy przeprowadzono reformę), a więc nie mają wypracowanego i naliczonego tzw. kapitału początkowego.

Pokolenie obecnych 50-latków ma w większości na swych kontach w ZUS, oprócz składek gromadzonych po zmianie systemu w 1999 r., także kapitał początkowy z tytułu wcześniejszej pracy. Kwoty te są różne, zależne od tego, ile i jak długo ktoś wcześniej zarabiał. W przypadku 50-letniej kobiety zarabiającej od 20 roku życia średnią krajową może to być jakieś 200 tys. zł ekstra. To dużo, zważywszy, że osoba zarabiająca przez 35 lat kariery zawodowej równowartość obecnych 4 tys. zł brutto, czyli dość sporo, odłoży przez cały ten czas na koncie w ZUS niespełna 350 tys. zł. Owo 350 tys. plus 200 tys. zł (kapitał początkowy) podzielone przez 253 (liczba pozostałych miesięcy życia) da jej w wieku 60 lat dość przyzwoite świadczenie – w wysokości 2,2 tys. zł. Jeśli taka osoba zdecyduje się popracować o dwa lata dłużej, jej emerytura wzrośnie do 2,8 tys. zł.

Tymczasem Polka mająca dziś 40 lat lub mniej nie zgromadziła na koncie w ZUS kapitału początkowego (bo mało która pracowała przed rokiem 1999), czyli owych – średnio – 200 tys. zł. Cały jej kapitał to wyłącznie składki gromadzone w toku kariery zawodowej. Jeśli zarabia ok. 4 tys. zł, to w wieku 60 lat będzie miała tylko 350 tys. zł, które ZUS podzieli przez 253 (lub więcej, jeśli statystyczne trwanie życia w Polsce się wydłuży), co da niespełna 1,4 tys. zł brutto, czyli niecałe 1200 zł na rękę.

A mówimy tu o kobiecie zarabiającej przez większość życia w okolicach średniej krajowej. 70 proc. pań w Polsce zarabia mniej i nie płaci składek przez 35 lat średnio przez 30.

ZUS wskazuje, że dzisiaj tzw. stopa zastąpienia, czyli relacja między wysokością emerytury a dotychczasowymi zarobkami, jest w Polsce przyzwoita i przekracza 50 proc. Ale w perspektywie 20 lat (interesującej dla obecnych 40-latek) ma spaść do ok. 30 proc. A może nawet poniżej 25 proc. Propozycja prezydenta Dudy znacząco zwiększa prawdopodobieństwo spełnienia takiej czarnej wizji.

W obecnym systemie jedynym sposobem na uchronienie się przed totalna nędzą na starość jest wydłużenie okresu aktywności zawodowej, bez oglądania się na obniżony wiek emerytalny. Oraz gromadzenie dodatkowych oszczędności, nie tylko w bardzo korzystnym dla pracowników systemie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK), który właśnie wystartował, ale też w innych formach.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Polki pójdą na emerytury w wieku 53 lat, a Polacy 58? Kto zapracuje na świadczenia i opiekę zdrowotną? [19.01.20] - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1,214

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mieciu

Jak na razie to tylko wymachiwanie pustą teczką jak przed wyborami w 2015 a do zatwierdzenia bardzo długa i wyboista droga i jeszcze nie wiadomo czy ślepa. Emerytura stażowa dla rządu jest niczym innym jak wrzód na wiecie czym.

G
Gość
19 stycznia, 20:48, Janek:

Kto zarobi? a ty pismaku. Gdzie są pieniądze tych co nie dożyli?

Racja

A
Adolf
19 stycznia, 19:49, Ja on:

To jest obraźliwe , w tekście jest mowa że będziemy na garnuszku ZUSu. Mam 56 lat i 41 lat pracy zawodowej . I przez ten cały czas to ZUS jest na moim garnuszku pobierając 20%mojej pensji i drugie 20% dodaje pracodawca . Do wieku emerytalnego zostało mi 9 lat . Będę miał 50 lat i 4miesiace pracy zawodowej i nie życzę sobie takich wypowiedzi

Ja meine liebe. Du hast recht. Genau. 35 jahre fur polnischen Frau genuch. Frauen must pauze machen. 35 genuch und nach dem kommen zu Deutschland arbeitet. Viele, viele alt mannen und frauen braucht betroyerin. A...polen betroyerin ist wunderbar. Ja Andreas Duden und PiS Fuhrer Ente Mann, Yaroslaf haben recht. Ja das ist wunderbar revolution. Alle Gruse. Euch Adolf

2 Złote
19 stycznia, 19:56, Magda:

Nie wierzcie im ,oni kłamią na potęgę , i wam będą obiecywać złote góry ,żeby przepchnąć budynia na prezydenta i dopuero zaczyna się dojenie ,a zobaczycie co będzie jak budyń wygra i im tylko i wyłącznie chodzi o władzę a nie o wymiar sprawiedliwości ,a jak tam panie budyń obiecywałeś pomoc frankowiczom ,pamiętasz?i co? Paszoł won

Co do franków to kochani, kredyt w obcej walucie ma to do siebie że się "rusza". Ileż to ja chciałam wziąść taki kredyt na 30 lat i se domek z basenem strzelić. Albo apartamenty kupić. Nie każdemu taki przysługiwal. Dali mi w normalnym banku. Z odsetkami, ubezpieczeniem że szok. Wcale nie płacimy mniej od frankowiczow. Różnica jest taka że frankowicze kupili domy, pobudowali, a ci normalni kredytobiorcy za złotówki wyremontowali se łazienkę i kuchnię. A placa też 20 prawie lat. Dlatego mi nie żal.

Z
Zulu czaka
19 stycznia, 21:36, Grabarz:

Oni tylko piszą o ciągle przybywających emerytach tak jakby ci ludzie zagrażali państwu. To przecież normalne że ludzie osiągając wiek emerytalny przechodzą na emeryturę. Każdy ma do tego konstytucyjne prawo. Po co te wyolbrzymiane cyfry. Jedni w końcu przechodzą na emeryturę inni zaś odchodzą z tego świata i śmiem twierdzić że każdego roku tyle samo przybywa emerytów ile naturalnie ubywa. Lecz oni na temat umieralności czyli ubywalności emerytów milczą jakbyśmy w ogóle nie umierali. Myślę więc że emerytów zawsze jest tyle samo każdego roku.

A co Antek Policmajster idzie jako młody chłopiec w porównaniu do ludzi z 40 letnim stażem.

G
Gość
19 stycznia, 21:04, Gość 63:

Jak czytam komentarze co niektórych , którzy mówią że gospodarka nie wytrzyma wprowadzenia emerytur stażowych , że nie będzie komu pracować , że ZUS i budżet tego nie wytrzyma i wiele innych dyrdymałów

to kopnąłbym ich solidnie w cztery litery.

Wszyscy jesteście mądrzy , ale żaden nie pisze o tych wszystkich uprzywilejowanych którzy nie płacą składek zus , w wieku 40 -tu paru lat mogą być już na emeryturze . Oni to dopiero ''uszczuplają'' budżet państwa.

Zgadzam się z Tobą, że uszczuplają i to dużym stopniu.

G
Grabarz

Oni tylko piszą o ciągle przybywających emerytach tak jakby ci ludzie zagrażali państwu. To przecież normalne że ludzie osiągając wiek emerytalny przechodzą na emeryturę. Każdy ma do tego konstytucyjne prawo. Po co te wyolbrzymiane cyfry. Jedni w końcu przechodzą na emeryturę inni zaś odchodzą z tego świata i śmiem twierdzić że każdego roku tyle samo przybywa emerytów ile naturalnie ubywa. Lecz oni na temat umieralności czyli ubywalności emerytów milczą jakbyśmy w ogóle nie umierali. Myślę więc że emerytów zawsze jest tyle samo każdego roku.

G
Gość 63

Jak czytam komentarze co niektórych , którzy mówią że gospodarka nie wytrzyma wprowadzenia emerytur stażowych , że nie będzie komu pracować , że ZUS i budżet tego nie wytrzyma i wiele innych dyrdymałów

to kopnąłbym ich solidnie w cztery litery.

Wszyscy jesteście mądrzy , ale żaden nie pisze o tych wszystkich uprzywilejowanych którzy nie płacą składek zus , w wieku 40 -tu paru lat mogą być już na emeryturze . Oni to dopiero ''uszczuplają'' budżet państwa.

J
Janek

Kto zarobi? a ty pismaku. Gdzie są pieniądze tych co nie dożyli?

G
Gość

To dotyczy nas wszystkich nie tylko Krakowa.

Burdel ,CHAOS, i żadnej poprawy

G
Gość
19 stycznia, 19:49, Ja on:

To jest obraźliwe , w tekście jest mowa że będziemy na garnuszku ZUSu. Mam 56 lat i 41 lat pracy zawodowej . I przez ten cały czas to ZUS jest na moim garnuszku pobierając 20%mojej pensji i drugie 20% dodaje pracodawca . Do wieku emerytalnego zostało mi 9 lat . Będę miał 50 lat i 4miesiace pracy zawodowej i nie życzę sobie takich wypowiedzi

Bogaci mają na Ciebie płacić???????????

A Ż jakiej przyczyny????????

G
Gość
2 stycznia, 11:09, Gość:

35 lat pracy i 35 lat emerytury – tak niebawem może wyglądać życie niejednej Polki.

I jest to wariant (najbardziej) optymistyczny !. W swoim meritum zakłada zaistnienie 35(trzydziestu pięciu) lat składkowych, a to "spędza sen z powiek" różnej maści "liberałów, tj. frajerów". Największą panikę (wśród "frajerów") powoduje fakt, że przez 35 lat będą płacić (należne) podatki, gdyż nikt z (potencjalnych) pracowników nie będzie chciał podjąć pracy bez podpisania umowy o pracę. "Frajerzy" (w Krakowie) będą odsłuchiwać standardowe "nie bądź pan FRAJER". Ot co !.

7 stycznia, 09:26, Gość:

"Oliwa" (zawsze) na wierzch wypływa !.

...

M
Magda

Nie wierzcie im ,oni kłamią na potęgę , i wam będą obiecywać złote góry ,żeby przepchnąć budynia na prezydenta i dopuero zaczyna się dojenie ,a zobaczycie co będzie jak budyń wygra i im tylko i wyłącznie chodzi o władzę a nie o wymiar sprawiedliwości ,a jak tam panie budyń obiecywałeś pomoc frankowiczom ,pamiętasz?i co? Paszoł won

G
Gość

Trzeba być K R E T Y N E M BY

STWORZYĆ TAKA USTAWĘ

T
Tomek

ZNOWU OBIECANKI I KORUPCJA I CO TO ZA RZĄD , KTÓRY WYGRYWA ZA PIENIĄDZE? I CHCĄ DALEJ DEMOLOWAĆ KRAJ I GONIĆ TĄ ZBIERANINĘ

Dodaj ogłoszenie