Polityka wschodnia szansą dla całej Europy

Wojciech Rogacin
Polsapresse/Archiwum
Można się zastanawiać, czy to nie pech, że unijny szczyt programu Partnerstwa Wschodniego odbywa się w Warszawie w momencie, gdy cała Europa drży przed kryzysem, który ma nadejść, ponoć gorszym od tego z 2009 r., i zastanawia się, jak zapobiec najgorszemu. Czy kanclerz Angela Merkel, która jeszcze w czwartek rano walczyła w Bundestagu o przegłosowanie dodatkowej pomocy dla Grecji, będzie miała głowę do zastanawiania się nad tym, jak próbować wciągać w orbitę wpływów unijnych kraje położone na wschód od Bugu.

A jednak właśnie jest najwyższy czas na to, aby Unia Europejska - mimo wielu bieżących kłopotów - mocniej niż dotychczas zasygnalizowała wolę współpracy z krajami wschodnimi i nadała nowej energii programowi, który ma zadośćuczynić europejskim aspiracjom tych państw i narodów.

Jeśli bowiem uda się wciągnąć Ukrainę, Białoruś, Gruzję, Armenię, Azerbejdżan czy Mołdawię w ściślejsze relacje i współpracę z Unią Europejską, skorzystają na tym nie tylko te kraje, ale też Europa, a zwłaszcza Polska. Im bowiem mniej wpływów Rosji u naszych wschodnich sąsiadów, tym mniejsze zagrożenie imperialną polityką gospodarczą Moskwy.

Czytaj też:Partnerstwo Wschodnie: 1 mln euro od Polski na Fundusz Powierniczy

Tydzień temu dowiedzieliśmy się, że na Kremlu zapadły decyzje i przez najbliższe 12, a może i 24 lata w Moskwie rządzić będzie tandem Putin - Miedwiediew. Dotychczasowe rządy Władimira Putina, czy to jako prezydenta, czy premiera Rosji, cechowały się imperialnymi ambicjami wobec najbliższych sąsiadów Rosji, których Kreml zawsze uważał za swoją strefę wpływów. Odczuwała to silnie Ukraina (ale też i Polska) w postaci przykręcanych kurków z gazem czy zakazów importu produktów.

W perspektywie rządów Putina na Kremlu przez kolejne 12 lat kraje na wschód od Bugu potrzebują silniejszego niż dotąd wsparcia z Unii

Rosja Putina, z jej przestarzałą i uzależnioną od surowców ekonomią, będzie nadal prowadzić imperialną politykę w sferze gospodarczej, czego przykładem są próby przejmowania ukraińskich rurociągów, próby niedopuszczenia do dywersyfikacji dostaw surowców, a także - jak twierdzi wielu ekspertów - lobbowanie przeciwko energii atomowej i wykorzystaniu gazu łupkowego w Europie.

Czytaj też:Ekspert: Partnerstwo Wschodnie to inicjatywa mało realistyczna, innych krajów UE to nie interesuje

Dlatego kraje położone na wschód od Bugu potrzebują dziś silniejszej niż dotychczas oferty ze strony Unii Europejskiej. Warszawski szczyt co prawda nie zaspokoi w pełni ich ambicji, ale w jakimś stopniu ożywi program Partnerstwa Wschodniego. Dla krajów objętych programem kluczowe znaczenie będzie mieć fakt, że deklaracja po warszawskim szczycie, wbrew niektórym głosom w Unii, pozostawi im na przyszłość opcję ubiegania się o członkostwo we Wspólnocie. Poza tym Unia będzie mogła nadal wywierać nacisk na rządy tych państw, by w gospodarce i polityce dostosowywały standardy do poziomu europejskiego.

Szczyt powinien również wzmocnić prestiż Warszawy w stolicach naszych wschodnich sąsiadów. Pokaże bowiem, że Polska ma siłę przekonywania na forum unijnym i jest w stanie skutecznie walczyć w Brukseli o interesy naszych wschodnich sąsiadów.

Czytaj też:Pozostałe komentarze Wojciecha Rogacina

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cezar
Francja i Wielka Brytania olały ten prowincjonalny bankiet i imprezy mu towarzyszące.

Białoruś – nasz potężny (tak! Armia białoruska może zająć Warszawę tak szybko, że Prezydent klamotów nie zdąży spakować) sąsiad, zbojkotował tę hucpę i to zbojkotował demonstracyjnie.

Pozostali wschodnioeuropejscy uczestnicy – Ukraina, Gruzja, Mołdowa, Armenia i Azerbejdżan solidarnie i asertywnie odrzucili podsuniętą im do podpisania pod nos deklarację potępiającą Łukaszenkę.

Bo nie są idiotami i wiedzą, że sami mają tyle za uszami, że jakikolwiek podpis przeciwko Łukaszence byłby podpisem przeciwko nim samym.

I cały ten pardon - bardak tylko po to, żeby Tusk mógł w telewizji za przeproszeniem publicznej , w prime time’ie i z pomocą dziennikarza Dousłużnego, spróbować raz jeszcze urwać się ze stryczka (wyborczego).

A Łukaszenka?

Cóż, pewnie siedzi sobie gdzieś tak, jak ja, na daczy i tak jak Sarkozy, Cameron czy Fedorowicz, olewa….
s
sceptyk
no ale pewnie fohofcy od twittera rozgłoszą jutro jaki to sukces odnotowali, starsi poklepali ich po plecach a mogli klapsa dać ;-)
J
Jacek
Cały ten szczyt, jak wszystkie tego typu imprezy, nie jest niczym innym jak jeszcze jedną formą rozrywki dla rządzących i dobrze ustawionych polityków. Szczyt ten niczym nie skutkuje, nie ma żadnych konkretnych następstw. To jest impreza towarzyska, na której się trochę pogada, powygłasza drętwe mowy, poje i popije. Nic więcej.
Dodaj ogłoszenie