Polityczna wojna o Fundusz Odbudowy. W dalszym ciągu nie wiadomo, co zrobi opozycja

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Szymon Starnawski /Polska Press
We wtorek Sejm powinien zająć się projektem ustawy o ratyfikacji unijnej decyzji dotyczącej Funduszu Odbudowy. Pytanie, czy się nim zajmie, czy w ogóle dojdzie do głosowania nad tym projektem, a jeśli tak, jak zagłosują posłowie opozycji. Póki co, zarówno Koalicja Obywatelska, jak Polskie Stronnictwo Ludowe, ale też Lewica nie określiła jednoznacznie swojego stanowiska

4 maja może być dniem znaczącym w polskiej polityce. We wtorek, na dodatkowym posiedzeniu zbiera się bowiem Sejm, by zająć się projektem ustawy o ratyfikacji unijnej decyzji dotyczącej Funduszu Odbudowy. O przesunięcie terminu posiedzenia wnioskuje jednak Koalicja Obywatelska.

Prawo i Sprawiedliwość od miesięcy miało kłopot z tym głosowaniem. Solidarna Polska jasno deklaruje, że nie zagłosuje za ratyfikacją Funduszu Odbudowy, podobnie Konfederacja, rząd musiał więc szukać sprzymierzeńców wśród opozycji. Borys Budka, przewodniczący Platformy Obywatelskiej już kilka tygodni temu zapowiedział, że jeżeli nie zostaną uwzględnione poprawki Koalicji Obywatelskiej do Krajowego Planu Odbudowy, ta ratyfikacji nie poprze.

- Nie można ślepo darować PiS miliardów złotych, które później zostaną władowane w upadające spółki Skarbu Państwa. Mamy przygotowane poprawki, które gwarantują bezpieczeństwo środków europejskich. Jeżeli one nie zostaną przyjęte, nie widzę możliwość głosowania w ciemno za ratyfikacją – mówił Budka. - Najpierw powinien być przedstawiony Krajowy Plan Odbudowy ze spełnieniem postulatów opozycji, a dopiero później ratyfikacja dodatkowych środków na ten plan. Nie na odwrót – dodał lider PO.
Piotr Zgorzelski, wicemarszałek Sejmu z PSL, podobnie jak lider KO, stwierdził, że jeśli nie będzie dyskusji na temat Krajowego Planu Odbudowy, to ludowcy także za ratyfikacją nie zagłosują.

- Nie poprzemy czegoś, co zamiast być Funduszem Odbudowy, stanie się Funduszem Wyborczym PiS – oświadczył wicemarszałek Zgorzelski.

Cóż, rachunek był zatem prosty – Prawu i Sprawiedliwości została Lewica, która mogłabym zagłosować za ratyfikacją Funduszy Odbudowy. Może dlatego PiS, nieoficjalnie oczywiście, zaproponował Lewicy układ, ustami Bartłomieja Wróblewskiego, który jest kandydatem PiS-u na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich i który stwierdził, że jego zastępcą mógłby zostać Piotr Ikonowicz, ale ten nie wykazał z tego powodu entuzjazmu.

Dość nieoczekiwanie jednak pod koniec kwietnia politycy Lewicy spotkali się w Sejmie z premierem Mateuszem Morawieckim oraz przedstawicielami rządu i klubu PiS, dyskutowali o Krajowym Planie Odbudowy.

Po spotkaniu Robert Biedroń wyliczał, co politykom Lewicy udało się wynegocjować, podczas rozmów z rządem. - Jednym z warunków poparcia w przyszłości propozycji rządowych, wynegocjowanym dzisiaj, jest zapisanie w KPO budowy 75 tys. mieszkań na wynajem. Drugą ważną kwestią jest kwestia szpitali powiatowych. Wynegocjowaliśmy 850 milionów euro na wsparcie dla szpitali powiatowych. Przynajmniej 30 proc. środków z KPO trafił do samorządów - wymieniał jeden z liderów Lewicy. - Kolejna konkretna rzecz dla ludzi, to wsparcie dla firm, dla ludzi, którzy są poszkodowani w czasie pandemii. 300 milionów euro trafi dodatkowo na wsparcie branż szczególnie poszkodowanych, dla branży gastronomicznej, hotelarskiej - mówił dalej Biedroń. Jak dodał, Lewicy udało się również uzgodnić z rządem szczegółowy plan wydatkowania unijnych pieniędzy.

- Ostatnią kwestią, fundamentalną, jest kwestia kontroli nad tymi środkami. Komitet monitorujący, który będzie zrzeszał przedstawicieli i przedstawicielki, związków zawodowych, związków pracodawców, samorządowców, organizacje pozarządowe i przedstawicieli rządu - informował.

Jak mówił Biedroń, podczas rozmów utrzymano sześć punktów, od których Lewica uzależniała swoje poparcie dla Krajowego Planu Odbudowy.

- To jest wielki sukces. Nie nasz, ale wielki sukces tych ludzi, którzy czekają na to, żeby politycy w końcu zaczęli się zajmować ich problemami, a nie sami sobą - stwierdził. Nie odpowiedział jednak wprost na pytanie, czy teraz Lewica rzeczywiście poprze KPO.
- Nie zagłosujemy za, dopóki nie poznamy ostatecznego kształtu Krajowego Planu Odbudowy - zadeklarowała za to w TVN24 Marcelina Zawisza z Lewicy.

Dodała, że „nie żałuje” negocjacji z rządem. - Dla mnie najważniejsze jest to, by doprowadzić do tego, że te pieniądze szybko trafią do Polek i Polaków, będą dobrze wydatkowane i będzie nad nimi kontrola - powiedziała Zawisza.

Michał Kamiński, wicemarszałek Senatu z PSL na tej samej antenie stwierdził, że „w zeszłą niedzielę w Polsce urodziła się lewica Kaczyńska, a była ogromna szansa, że rząd Mateusza Morawieckiego upadnie”. - Nie ma nic złego w siadaniu do stołu z premierem. Ale jest sytuacja, w której rząd, którego polityka może doprowadzić do utraty środków unijnych z powodu łamania praworządności, a Lewica nie podniosła ani jednej sprawy związanej z praworządnością. Politycy Lewicy nie podnieśli spraw mniejszości seksualnych, wolności, demokracji. A to za to możemy stracić te pieniądze - mówił Kamiński.

Z kolei Jan Grabiec z Koalicji Obywatelskiej tłumaczył, że KO była zawsze za ratyfikacją Funduszu przez Polskę, chciała uzgodnić z rządem Krajowy Plan Odbudowy, ale ten nie podjął rozmów z opozycją. - Kiedy inne kraje Unii rozpoczęły ustalenia dotyczące krajowych planów, rząd PiS milczał. Mówiliśmy, że należy jak najszybciej przedstawić Krajowy Plan Odbudowy i go uzgodnić. Nikt nie przewidywał, że PiS będzie ten plan ukrywał przed samorządami, przed parlamentarzystami. Dopiero, kiedy na początku roku zaczęliśmy domagać się pokazania tego planu i rozpoczęcia konsultacji społecznych, rząd ten plan objawił - mówił Grabiec.
Sytuacje krótko podsumował Artur Dziambor z Konfederacji.

- Widzimy wielki pojedynek opozycji centrolewicowej o to, kto będzie bardziej zyskiwał na tracącej Koalicji Obywatelskiej. Lewica właśnie tak chyba chciała zagrać. To jest czysto marketingowa rozgrywka. Wiadomo, że ostatecznie Platforma, PSL i Lewica ten fundusz poprą - powiedział Dziambor.

W Krajowym Planie Odbudowy zostały zawarte propozycje reform i inwestycji, które mają pomóc Polsce po pandemii. Krajowy Plan Odbudowy powstaje w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej i jest podstawą do skorzystania z Funduszu i Odbudowy, a to dodatkowych 750 miliardów euro. Z tej puli Polska będzie miała do dyspozycji około 58 miliardów euro. Na tę kwotę składa się 23,9 miliarda euro dotacji i 34,2 miliarda euro pożyczek.

W piątek wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda zapewniał, że Krajowy Plan Odbudowy przyjęty przez rząd trafił już do Komisji Europejskiej. Jednak w sobotę brukselska korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon poinformowała, że Polska wciąż nie przesłała do Brukseli ostatecznego Krajowego Planu Odbudowy. Dokument, który otrzymała Bruksela przed północą nie jest ostateczny, to tekst roboczy.

Potwierdziła to rzeczniczka KE Marta Wieczorek. – Otrzymaliśmy z Polski w piątek nowy plan, ale nie jest to jeszcze plan ostateczny, bo nie został wysłany w tym systemie. Rozumiem, że to dokument, który wciąż będzie dyskutowany z KE – powiedziała w rozmowie z Katarzyną Szymańską-Borginon.

Wiceminister Waldemar Buda zareagował na Twitterze: „Jak wcześniej informowaliśmy przesłany KPO do KE to ostatnia wersja przyjęta przez Radę Ministrów. Mamy potwierdzenie przesłania dokumentu na poziomie Komisarza”.
Budka zasugerował, że czeka nas teraz dwa tygodnie negocjacji.

Robert Biedroń zareagował natychmiast. - Jeżeli nie zapoznamy się z ostatecznym KPO złożonym do KE, to nie będziemy głosowali za ratyfikacją. Sugeruję zatem od razu pani marszałek, aby przełożyła posiedzenie parlamentu – zapowiedział Biedroń w RMF FM.
Polityk Lewicy stwierdził, że władze muszą albo złożyć w Brukseli do 3 maja ostateczny dokument KOP albo trzeba przesunąć na późniejszy termin posiedzenie Sejmu w sprawie ratyfikacji Funduszu Odbudowy.

Wydaje się zatem, że sprawa głosowania nad Funduszem Odbudowy wciąż jest otwarta. Na razie wiadomo, jak głosować będzie Solidarna Polska, Konfederacja i Prawo i Sprawiedliwość. Wicemarszałek i szef klubu PiS Ryszard Terlecki przekazał, że „w klubie PiS obowiązywać będzie dyscyplina w głosowaniu”.

W skład klubu PiS wchodzą też posłowie Solidarnej Polski, którzy sprzeciwiają się ratyfikacji. Wiceszef klubu PiS Marek Suski pytany przez dziennikarzy, jakie mogą być konsekwencje złamania dyscypliny, odpowiedział, że karą może być „upomnienie, nagana, kara pieniężna, a nawet wykluczenie z klubu”.

Wciąż nie wiadomo jednak, jak zagłosuje Lewica Koalicja Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe, a teraz wychodzi na to, że także Lewica.

Co w Polsce drożeje najszybciej?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie