reklama

Poligowy ranking trenerów

Paweł ZarzecznyZaktualizowano 
Jan Urban
Jan Urban Wojciech Barczyński/POLSKA
Tu nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić! - ten cytat z przyjmowania szkoleniowca do pracy w pierwszoligowym klubie jeszcze niedawno miał rzeczywiście miejsce. Tak właśnie trenerzy postrzegali swoje kolejne misje: dzwonić do znajomych zawodników i arbitrów i kupować mecze.

Miejmy nadzieję, że to już było i minęło. Dlatego dziś, podsumowując dopiero co zakończoną ligę, raczej z czystym sumieniem "Polska The Times" ocenia najlepszych polskich szkoleniowców. Uwaga: nie ci są wcale najlepsi, którzy mają najgłośniejsze nazwiska. Ba, jest nawet kompletnie na odwrót! Trenerów podzieliliśmy, nie przydzielając dokładnych lokat, na cztery grupy: kosmitów, gwiazdy, meteory i kosmiczny pył.

Kosmici

Waldemar Fornalik. Wielu kibiców pewnie o nim nie słyszało, tymczasem... Ten niepozorny, cichy i bezkonfliktowy człowiek najpierw, jesienią, doprowadził na pierwsze miejsce Widzew (w I lidze) i... został zwolniony. Parę miesięcy posiedział w domu i objął upadający Ruch. Bez zawodników i bez kasy. I nie dość, że uratował ekstraklasę bez najmniejszego wysiłku, to wprowadził Niebieskich do finału Pucharu Polski. A w półfinale ograł Legię. To bez wątpienia w tych warunkach wyczyn kosmiczny!

Grzegorz Wesołowski. Też pewnie nikt nie słyszał. Otóż przejął bankrutujący ŁKS i zamiast ostatniego, 16. miejsca, zajął 7.! Gdy było trzeba, strajkował razem z zespołem, to typ solidarnościowego kosmity. Jego średnia zdobytych punktów na mecz przewyższa - nie do wiary - całą czołówkę. Do tego pracuje w klubie, w którym się wychował. Czyli ginący w kosmosie gatunek patrioty.

Jacek Kazimierski. Hm, pewnie wbijamy mu gwóźdź do trumny, bo to asystent Macieja Skorży od bramkarzy w Wiśle, ale czego się nie dotknie - dziwnym i nieziemskim wprost trafem się udaje. W pięć lat zdobył Puchar Polski z Wisłą Płock i z Groclinem, a w Krakowie dwa tytuły mistrzowskie. Czy on nie zawarł aby jakiegoś paktu z diabłem?

Michał Probierz. Na dużym luzie utrzymał w lidze Jagiellonię, choć ma skład papy i desek wzmocniony emerytem (Frankowski) i hazardzistą (Grosicki). Temu drugiemu dokupił właśnie, bez obaw, Gevorgyana i żartuje, że ma na te trudne charaktery sposób. Otóż Jaga otworzy własne kasyno, a kontrakty dla piłkarzy wypłacać zacznie w żetonach. Chłopaki się pobawią przy ruletce, pieniądze wrócą i tak do klubu, a jak trzeba, to się kasyno zamknie o 21, żeby szybko poszli spać! Ten Probierz ma dopiero 36 lat, więc jeszcze o nim usłyszymy, byle nie jednak z okazji bankructwa tego białostockiego kasyna!

Jacek Grembocki. On z kolei należy dlatego do kosmitów, że zachowuje się jak człowiek z innej planety. Na pewno o znacznie podwyższonej temperaturze - do jakichś 100 stopni, bo stale jest w stanie wrzenia. Ale Polonii dał miejsce w pucharach, okazując w dodatku kompletny brak ludzkich cech - spuszczając z ligi swój dawny klub, Górnika.

Ryszard Tarasiewicz. Nietypowy kompletnie. Opowiada, że nie potrzebuje transferów, bo ma dobrych piłkarzy u siebie (choć nie ma). I nie chce walizki z pieniędzmi, bo nie warto przepłacać. I nie chce pucharów, jak ich sam nie wywalczy (a mógł mieć przed rokiem, podziękował). I pracuje z pasją w rodzinnym Wrocławiu, zamiast krążyć po kraju, kasować i obiecywać. Z nami, Ziemianami, łączy go tylko miłość do piłki i wiara w Boga. Nieudawana.
Gwiazdy
Maciej Skorża. 37 lat. Dwa ostatnie sezony to wygrana ekstraklasa z Wisłą, pokonana Barcelona, remisy z Liverpoolem i Tottenhamem. Profesjonalizm, spokój, brak skandali, pracowitość, skromność. Mógłby być biskupem, ale pewnie będzie trenerem kadry.

Jan Urban. Znów wicemistrzostwo. I danie do zrozumienia kibicom, że nie będą mu chodzić po głowie i dyktować, co Legia ma robić. Ma chłop ja...

Franciszek Smuda: bez kompleksów wobec zagranicy. W Pucharze UEFA Lech grał tak, że po meczu z Austrią (awans i gol w ostatniej minucie dogrywki!) zadzwonił do niego, nieprzesadnie znany z miłości do futbolu, prezydent Kaczyński. Jedyny minus Franza to piwo. Ale dla większości to jednak plus.

Jacek Zieliński. Jest dwóch Jacków Zielińskich, ale to ten, co prowadził Polonię, uczynił z niej lidera jesieni, miał szansę na mistrza, jednak został wyrzucony. Fachmani wiedzą jednak, co jest wart, i teraz przebiera w ofertach.

Meteory
Bobo Kaczmarek. Meteor, bo przemknął w lidze, w czterech meczach zdobył 10 pkt, a obrażony po meczu sam zrezygnował z pracy w Polonii. I może zniknąć na dobre.

Rafał Ulatowski. Żarło, żarło, aż zdechło! Miał pracę u boku Leo, to zachciało mu się dorobić na boku, w Bełchatowie. Tam niby coś się działo, ale w sumie nic nie wygrał.

Czesław Michniewicz. Miał już i puchar z Lechem, i mistrzostwo z Lubinem, a teraz nie wiedzieć czemu zwiał z Arki, choć nie spadała. Duży plus to odwiedziny we Wrocławiu, z własnej woli. Trzeba mieć nadzieję, że da przykład innym. Minus - stwierdził, że fatalnie gra Inter Mediolan pod wodzą Mourinho. Tak się składa, że to mistrz Włoch.

Kosmiczny Pył

Henryk Kasperczak. Ten, co zawalił sprawę w Zabrzu i przepadł, ponoć w PZPN, czyli na amen. I całe mnóstwo jego kompanów, co to chcieli, ale za bardzo nie wyszło: Majewski, Płatek, Motyka, i kilkunastu innych, niewartych już chyba opowiadania. Taka była w tym sezonie trenerska galaktyka.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie