Policja tylko pozorowała działania w sprawie Ziętary

Krzysztof M. KaźmierczakZaktualizowano 
Jarosław Ziętara (1968-1992)
Jarosław Ziętara (1968-1992) ARCHIWUM
Zaniechania, błędy i niekompetencja organów ścigania w tej sprawie jeżą włos na głowie. 24-letni dziennikarz Jarosław Ziętara zajmujący się aferami gospodarczymi i politycznymi zaginął 1 września 1992 r. w drodze do redakcji "Gazety Poznańskiej".

Od tego czasu nie wyjaśniono, co się z nim stało, choć było wiele tropów, które wskazywały na zabójców i ich zleceniodawców.

Skala "nieudolności" policji i prokuratury w tej sprawie przerasta nawet to, co działo się przy poszukiwaniu porywaczy i zabójców Krzysztofa Olewnika,

Wczoraj przedstawiliśmy nowe informacje dotyczące tajemniczych "przypadków", które nie pozwoliły wyjaśnić najbardziej oczywistych wątków dotyczących zaginięcia Ziętary. Policja skupiała się na wątkach pobocznych, a lekceważyła istotne informacje, jak ta że dziennikarz po wyjściu z domu wsiadł do radiowozu.

16 lat temu zaginął poznański dziennikarz. Przez ten czas organy ścigania popełniały same "błędy"

Na szefa specjalnej grupy poszukiwawczej wyznaczono policjanta, o którym już wówczas wiedziano, że współpracuje z przestępcami...

***

Rozmowa z oficerem poznańskiej policji o kulisach śledztwa

Dlaczego nie wszczęto dochodzenia w sprawie zniknięcia dziennikarza zaraz po jego zaginięciu, tylko dopiero po roku?
To zależało od kierownictwa komendy. Wtedy nie było takiej jak teraz jasności w przepisach dotyczących wszczynania spraw. Wiem, że była jednak inicjatywa kilku oficerów, by w porozumieniu z prokuraturą stworzyć specjalny zespół śledczy. Ale ówczesny komendant miał inne zdanie.

Dlaczego?
Może nie lubił dziennikarzy...

W końcu w 1994 roku utworzono grupę specjalną, która przez rok zajmowała się wyjaśnianiem losu Ziętary...
To była fikcja.

Jak to fikcja? Do grupy skierowano kilku oficerów, jej szefem został zastępca naczelnika, otrzymali dodatki do pensji...
Skład osobowy tej grupy świadczy o tym, że było to działanie pozorowane. Gdyby celem było faktycznie ustalenie sprawców, sprawę oddano by policjantom, którzy mieli doświadczenie w tropieniu zabójców. Tymczasem do grupy powołano ludzi od przestępstw gospodarczych i zajmujących się wcześniej głównie niezidentyfikowanymi zwłokami lub zaginionymi osobami z amnezją. A tutaj potrzeba było ludzi z dużym doświadczeniem operacyjnym i dobrymi kontaktami w grupach przestępczych.

Po co zatem utworzono specgrupę?

W Komendzie Głównej chcieli mieć spokój. Pojawiły się wtedy artykuły krytykujące naszą bezczynność. Ojciec zaginionego wysyłał listy nawet do premiera i prezydenta. W Komendzie Głównej polecili stworzenie grupy na odczepnego, by rodzina nie skarżyła się, że nic w tej sprawie się nie robi...

Ale przecież można było wybrać do sprawy Ziętary najlepszych policjantów?
Tyle że delegowanie ich do grupy wpłynęłoby negatywnie na wyjaśnianie bieżących zabójstw. Spadłaby wykrywalność, a w policji rządzi statystyka. Uznano, że sprawa Ziętary i tak ma już małe szanse po dwóch latach od zaginięcia, więc szkoda dla niej najlepszych ludzi... Poza tym były wtedy bardziej priorytetowe śledztwa, np. dotyczące śmierci Jaroszewiczów, którzy zginęli tego samego dnia co Ziętara.

Podejrzewa Pan, że koledzy ze specgrupy nie chcieli ustalić losu Ziętary?
Daleki jestem od tego, by sądzić, że uczestniczyli oni w jakimś spisku. Po prostu ta sprawa ich wyraźnie przerastała. Nigdy nie zajmowali się tak złożonym śledztwem. Inna rzecz, że pierwsze skrzypce odgrywał w grupie A., który potem poszedł siedzieć za sprzedawanie informacji przestępcom. Nikt nie sprawdzał nigdy, czy nie robił on tego także w sprawie Ziętary.

***

Dziennikarze proszą ministra o pomoc

List otwarty w sprawie Jarosława Ziętary do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
Jarosław Ziętara (...) był młodym, odważnym, zawsze dążącym do prawdy człowiekiem. Śledztwo w sprawie uprowadzenia J. Ziętary wszczęto dopiero po roku od jego zniknięcia. Umarzano je kilkakrotnie, po raz ostatni w 1999 roku - uznając, że dziennikarza zamordowano na zlecenie, ale nie można odnaleźć jego zwłok. (...) J. Ziętara był pierwszym dziennikarzem w demokratycznej Polsce, który stracił życie w związku z wykonywanym zawodem. (...)

Rodzice Jarosława Ziętary zmarli, nie doczekawszy się odpowiedzi na zadręczające ich latami pytanie, co stało się z ich synem. Także w ich imieniu prosimy Pana o pilne zajęcie się sprawą zamordowanego dziennikarza.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

C
Carlito

Na 100% umoczeni w to morderstwo są niektórzy ówcześni politycy , niektórzy do dziś dnia siedzą przy korycie.

Dodaj ogłoszenie