Polexit nie wchodzi (raczej) w grę. Co z nami w Unii Europejskiej?

Tomasz Dereszyński AIP

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Polacy popierają członkostwo w UE, ale widzą wiele jej wad. Co dalej z nami we Wspólnocie?

W sobotę, 25 marca 2017 r., w Rzymie liderzy Unii Europejskiej świętują 60. lecie podpisania Traktatów rzymskich podpisanych przez Francję, Republikę Federalną Niemiec, Włochy, Belgię, Holandię i Luksemburg 25 marca 1957 r.

Tymczasem trwa debata o przyszłości Wspólnoty. Autorzy raportu Fundacji Batorego “Polacy wobec UE: koniec konsensusu” zwracają uwagę na wiele zagrożeń związanych właśnie z przyszłością 27 krajów członkowskich (przyjęcie Turcji w obecnej sytuacji nie wchodzi w grę). Jak zauważają twórcy raportu, czas konsensusu w Polsce związanego z patrzeniem na Unię jako całościowy twór, minął.

W czym problem? Jak wiemy, diabeł tkwi w szczegółach. Oczywiście Polacy w dalszym ciągu popierają nasze członkostwo w UE, także wyborcy PiS, ale to poparcie - zdaniem twórców diagnozy dla Fundacji Batorego - niewiele już znaczy.
Pomimo że ok. 80 proc. Polaków popiera samo członkostwo we Wspólnocie, właśnie te szczegóły, detale, mają, często decydujące znaczenie.

W raporcie przywoływane są te detale: to częściowa dysfunkcyjność struktur unijnych, problem kilku krajów w strefie euro, kryzys migracyjny, zbyt intensywne wkraczanie biurokracji unijnej w kompetencje krajów członkowskich. Hasło “więcej integracji” nie jest już tak oczywistą i pewną kwestią, jaką była jeszcze kilka lat temu.

Adam Balcer, Piotr Buras, Grzegorz Gromadzki i Aleksander Smolar zwracają uwagą na sytuację związaną z kryzysem zaufania do instytucji przedstawicielskich i tzw. establishmentu politycznego. W związku z tym coraz popularniejsze staje się odwoływanie do instytucji referendum. W Polsce głównym orędownikiem tej formy odwoływania się do głosu społecznego jest ugrupowanie Kukiz’15. PiS był “za” będąc w opozycji, teraz będzie okazja się przekonać jak zareaguje na wniosek o ogólnokrajowe referendum edukacyjne. Może się okazać, że referendum nie jest równe referendum.

Ciekawy głos w tej kwestii przedstawia Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego. Jego zdaniem należy rozróżnić referendum dotyczące ważnych kwestii bezpośrednio dotyczących obywateli od referendum z pytaniem zbyt ogólnym. - Przecież po to wybieramy przedstawicieli, bo w naszym imieniu decydowali o ważnych rzeczach - mówi.

Prezes zwraca uwagę na to, że to ci nasi przedstawiciele mają wiedzę, fachowców, mogą też zlecać ekspertyzy, raporty, by odpowiednio zadecydować. - Co do referendów lokalnych, decydujących o ważnych dla mniejszych społeczności sprawach, nie mam wątpliwości, że powinny być organizowane - dodaje.

Kolejnym elementem zachwiania się pewności przekazu o “dobroci” UE są informacje medialne. Z powodu wielu kanałów dotarcia do społeczeństwa nie ma już możliwości, tak jak to było kiedyś, kreowania jednej polityki informacyjnej. Widać to bardzo wyraźnie również w Polsce. Polaryzacja mediów to fakt. Tak jest też za Atlantykiem, do którego wzorców medialnych często się w Polsce odwołuje. I dlatego nie powinniśmy mieć o to pretensji. Zauważmy przy okazji fakt pojawienia się trolli czy innych "dziwolongów" na portalach społecznościowych czy w przestrzeni medialnej ogólniej. To zresztą kwestia na osobny artykuł.

Brexit wywołał szok w UE. Ale czy na pewno musiało do niego dojść? Pewności nie ma ale te wcześniejsze zastrzeżenia do UE miały zapewne znaczny wpływ na decyzję Brytyjczyków. Negocjacje i nieformalne rozmowy pomiędzy liderami państw UE będą zatem miały decydujący wpływ na przyszłość Wspólnoty.

Autorzy raportu zwracają uwagę na fakt, że tzw. Polexit nie wchodzi w grę. Wprawdzie w ciągu ostatnich dni, szczególnie po szczycie UE na którym Donald Tusk został ponownie przewodniczącym Rady Europejskiej, pojawiły się głosy o jakoby planowanym przez PiS Polexicie, co stanowczo zdementowano w kręgach rządowych. Słychać raczej przekaz, że my chcemy parę rzeczy w tej Wspólnocie poprawić i optujemy za silną organizacją.

Z raportu przebija się konstatacja, że grozi nam raczej wyjście UE z Polski w znaczeniu osłabienia naszego wpływu na losy całości czy też z powodu braku wspólnej waluty, nasza powolna marginalizacja czy wręcz izolacja.

Niemniej ważne dla przyszłości UE są najbliższe wybory prezydenckie we Francji czy parlamentarne w Niemczech. Choć na przykładzie Holandii czy wcześniej Austrii widać, że straszenie przestawieniem wajchy i dojściem do głosu przeciwników UE, nie spełniło się. Pewnie podobnie będzie we Francji i Niemczech.

Kto ma pieniądze ten ma władzę. Znamy to zdanie bardzo dobrze. Czy zatem przyjęcie w Polsce wspólnej waluty europejskiej jest jedynym naszym problemem i remedium na nasze problemy?

Zdaniem Balcera, Burasa, Gromadzkiego i Smolara strefa euro to będzie prawdziwa Unia. Przywołują przy okazji obliczenia, iż państwa strefy euro po wyjściu Wielkiej Brytanii (piąta gospodarka świata), wyniesie aż 85 proc. PKB całej Wspólnoty. Prezes Fundacji Batorego także zwraca uwagę na ten problem i uważa, że powinniśmy dążyć do przyjęcia europejskiej waluty.
Jak widać, sytuacja nie jest zbyt różowa, choć nie ma co dramatyzować. Jak mawiał mój dziadek, jeśli nie masz na coś wpływu, nie denerwuj się. To kto ma ten wpływ? Dobre pytanie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie