Polaku! Ruszaj śmiało na Anglika!

Marian Kmita
Marian Kmita
Marian Kmita Fot. Polskapresse
Ze wszystkich meczów Polska - Anglia nie widziałem tylko pierwszego w Liverpoolu w 1966 r. Na kilka miesięcy przed finałami mistrzostw świata w Anglii honorem było grać z nimi w piłkę. Tak samo, jak przyjąć w kwietniu 1967 r. na koncert w Sali Kongresowej PKiN wielkich Rolling Stonesów u szczytu sławy.

Wbrew naszym marnym, zażelaznokurtynowym szansom zdarzyło się i jedno, i drugie. Wiele lat później opowiadał mi o liverpoolskim meczu Jacek Gmoch, który wystąpił na prawej obronie. Mówił o podświadomej mobilizacji, koncentracji i bezpardonowej, fizycznej walce z legendarnymi Anglikami. Za sprawą goli Jerzego Sadka i Bobby'ego Moore'a zanotowaliśmy w mieście The Beatles niespodziewany i cenny remis. Jak się okazało po pięciu miesiącach - z mistrzem świata. Następnie przyszedł Chorzów i Wembley '73, które otworzyło bramy wielkiego świata dla polskiej piłki. Pamiętam swoją radość i łzy Allana Clarka schodzącego do szatni po meczu z Polakami w świątyni futbolu. Choć strzelił bramkę Janowi Tomaszewskiemu, na finały MŚ nie pojechał. Jeszcze nie wiedział, że, chcąc nie chcąc, jest akuszerem wielkiej drużyny Kazimierza Górskiego.

Pamiętam też rozczarowanie, kiedy na MŚ w 1986 roku oglądałem mecz z Monterrey z egzekucją Gary'ego Winstona Linekera na drużynie Antoniego Piechniczka. Pamiętam pięć średnio udanych meczów z Anglikami pod wodzą Andrzeja Strejlaua. Również bramkę Marka Citki na Wembley, który w konsekwencji, tego nie rozumiem do dzisiaj, zdystansował w plebiscycie na najpopularniejszego sportowca Polski 1996 wszystkich medalistów igrzysk w Atlancie. Pamiętam dwa ostatnie, wyrównane jak nigdy wcześniej, mecze z Anglikami w eliminacjach MŚ 2006.

Pamiętam i nie potrafię postawić jakiejkolwiek diagnozy na jutro. Współczesna piłka pełna jest zjawisk irracjonalnych,
nieuzasadnionych żadną teorią czy statystycznym wyliczeniem. Teoretycznie nie mamy szans, ale czy je mieliśmy w 1973 r. Też nie! Ktoś powie - OK, ale wtedy mieliśmy bez liku graczy na światowym poziomie. A ja przypomnę, że na jedyne zwycięstwo z Anglikami w czerwcu '73 Górski wystawił debiutanta - obrońcę Stali Mielec Krzysztofa Rześnego, który rozegrał w kadrze raptem sześć meczów. Dzisiaj Waldemar Fornalik jest przymuszony do eksperymentalnego składu, ale paradoksalnie to może być jego atut. Krychowiak, Milik czy Sobota - wszyscy wyjdą na Anglików zmobilizowani jak na najważniejszy mecz w życiu. W tym nadzieja. A więc - na Anglika!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie