"Polacy wolą wiarygodnego polityka niż kogoś w nieswoich szatach. W 2015 r. wybiorą podobnie"

Redakcja
Jacek Protasiewicz
Jacek Protasiewicz DARIUSZ GDESZ / POLSKAPRESSE GAZETA WROCLAWSKA
- Doświadczenia ostatniego roku pokazują, że Polacy w roli premiera wolą polityka obliczalnego i wiarygodnego, a nie populistę przywdziewającego na czas kampanii nieswoje szaty. Jestem przekonany, że w 2015 roku będą kierować się tymi samymi przesłankami - mówi Jacek Protasiewicz, europoseł PO, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Właśnie wybrano Pana na wiceprzewodniczącego europarlamentu. Czym będzie się Pan zajmował w tej roli?
Rozmawiałem już z nowym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Martinem Schultzem i uzgodniliśmy, że w moim zakresie będą kontakty z państwami Partnerstwa Wschodniego oraz parlamentarna współpraca w obszarze bezpieczeństwa, np. ze Zgromadzeniem Parlamentarnym NATO. To poważne obowiązki i częściowo pokrywają się z tym, na czym dotychczas koncentrowałem się w Parlamencie Europejskim, m.in. jako przewodniczący delegacji ds. Białorusi. To również ważne zagadnienia z punktu widzenia polskich interesów.

I pozostanie Panu właściwie tylko możliwość spotykania się - bowiem wobec nowych propozycji paktu fiskalnego rola europarlamentu w procesie decydowania w UE zostanie mocno osłabiona.
To jest tylko częściowa prawda. Do tej pory w posiedzeniach eurogrupy, czyli państw posługujących się euro, przedstawiciel PE i tak nie brał udziału. Jest jednak prawdą, iż niepokoi nas to, że być może jesteśmy świadkami tworzenia Unii w Unii na podstawie zupełnie nowej umowy międzyrządowej. Pojawiały się nawet pomysły stworzenia nowego europarlamentu tylko dla krajów unii monetarnej, ale na szczęście z tych pomysłów się wycofano.

Ale cały czas istnieje zagrożenie podziału Europy na dwie prędkości - i wypchnięcia Polski poza główny nurt integracji.
Tak, istnieje takie ryzyko i dlatego premier Tusk słusznie domaga się udziału krajów spoza strefy euro przy podejmowaniu decyzji, które dotyczą także eurostrefy. I ma w tej walce poważnych sprzymierzeńców, w tym Parlament Europejski. Rezolucja w tej sprawie przyjęta została przez Parlament w zeszłym tygodniu.

Donald Tusk już się spotkał z premierem Włoch, publicznie wsparł szefa rządu Węgier. Czy to zalążek koalicji, która ma zablokować plany Niemiec i Francji?
Premier podjął ofensywę dyplomatyczną i przed szczytem spotka się jeszcze m.in. z przywódcami państw Grupy Wyszehradzkiej. Już widać pozytywne rezultaty tych działań, bo w trakcie ostatniego spotkania ministrów finansów państw UE widać było, że większość podziela nasz punkt widzenia. Premier Włoch publicznie poparł pomysł udziału państw spoza eurostrefy. Nam, w europarlamencie, też bardzo zależy na tym, żeby nie powstały dwie Unie w Europie. To byłoby fatalne rozwiązanie. W czasie kryzysu potrzebujemy jedności, a nie podziałów. Zobaczymy, która filozofia myślenia zwycięży na szczycie przywódców państw europejskich. Tandem niemiecko-francuski wcale nie jest jednomyślny w tej sprawie.

Na podziale Unii zależy najbardziej Francji. A czy jest możliwość zbudowania koalicji z Niemcami, która omijałaby Paryż? Bo skoro Sarkozy i Merkel nie zgadzają się we wszystkim, to może niemiecka kanclerz byłaby zainteresowana stworzeniem nowej grupy sojuszników?
Porozumienie na szczycie jest niezbędne, by przekonać świat finansów, że w Europie będzie większa dyscyplina w gospodarowaniu groszem publicznym. Brak porozumienia w sprawie paktu fiskalnego może z kolei skutkować wzrostem kosztów obsługi ogromnych długów niektórych krajów eurostrefy. Stawka w tej grze jest więc bardzo wysoka i mam nadzieję, że kwestie ambicjonalne oraz forsowanie własnych pomysłów na przyszłość UE zejdą jednak na plan dalszy.

Czytaj także:
*Machina propagandowa się zacięła. Ostachowicz się chwieje, Tusk z nim
*Arłukowicz: Nie mam pretensji do Kopacz, cieszy mnie troska Szczypińskiej
*Olechowski: Praktycznie całe prawo powstaje na styku politycy-lobbyści

Dziś wszystko wskazuje na to, że umowa fiskalna zostanie podpisana - ale znajdą się w niej zapisy niedające Polsce prawa udziału nawet jako obserwator we wszystkich szczytach strefy euro. Jak to się może odbić na notowaniach proeuropejskiej Platformy Obywatelskiej? Prawo i Sprawiedliwość, które od dawna przejawia dużą nieufność do przywódców dużych państw europejskich, wykazuje się tutaj lepszą intuicją.
Negocjacje ciągle trwają i jestem przekonany, że większość Polaków rozumie, że nie są prowadzone po to, by nas wykiwać. Tak mogą uważać tylko ci, którzy wszędzie węszą spisek antypolski. To nie jest działanie na złość Polsce, lecz spór o model dalszej integracji Europy. Dla niektórych polityków europejskich, zwłaszcza francuskich, kluczową rolę ma w nim odgrywać nie tylko wspólna waluta, lecz również wspólne ustalanie podatków i świadczeń socjalnych. My uważamy, że ich zróżnicowanie nie tylko odzwierciedla różną sytuację gospodarczą w różnych krajach, ale także służy wewnętrznej konkurencji w Europie. A tym samym zwiększa konkurencyjność naszych gospodarek i unijnej jako całości. Dlatego trzeba było podjąć ten spór, nawet gdyby miało to oznaczać okresowy spadek poparcia u wyborców. Walczymy o zasady, w imię dobrej sprawy, i nawet jeśli wiąże się to z kosztami - warto je ponieść.

Czy mimo wszystko rząd nie powinien opracować planu B dla obecnego pomysłu europejskiej integracji?
Dzisiaj trzeba skoncentrować się na walce o jedną Unię Europejską. Taką, jaką znamy i lubimy - z prawem do podróżowania bez granic i paszportów, z prawem do legalnej pracy w dowolnym zakątku Europy. I taką, jaką cenimy za solidarność bogatych z biedniejszymi, która wyraża się m.in. w miliardowych funduszach, z których korzystamy, rozwijając polską gospodarkę i zmieniając nasz kraj. To jest ta Unia, dzięki której wszyscy zyskujemy.

Te fakty są aktualne na dziś - ale nie wiadomo, co będzie za dwa, trzy lata. Nicolas Sarkozy już zapowiedział, że trzeba zrewidować koncepcję podróżowania po Europie bez granic, negocjacje w sprawie nowej puli pieniędzy dla Polski też mogą się potoczyć różnie. Czy tym bardziej nie powinniśmy myśleć o planie B?
Na wypowiedzi prezydenta Sarkozy'ego trzeba oczywiście patrzeć przez pryzmat francuskiej kampanii wyborczej, gdzie walczy on o głosy z kandydatką Frontu Narodowego, partii otwarcie niechętnej przybyszom z Europy Wschodniej i idei solidarności europejskiej. Tym niemniej sam pan wskazuje, do jakich pomysłów może prowadzić koncepcja Unii dwóch prędkości z bogatym zintegrowanym centrum i uboższymi peryferiami. Dlatego tak ważny jest ten bój o jedność Unii, który prowadzi Polska, nawet jeśli negocjacje są bardzo trudne, a ich wynik może nie spełniać stu procent naszych oczekiwań i wiązać się z pewnymi kosztami.

Czy konieczność podpisania ACTA to jeden z tych kosztów? Do tej pory Polacy wykazywali się rekordowym euroentuzjazem. Nie obawia się Pan, że w najbliższym czasie zacznie on maleć?
Zamieszanie z ACTA minie, bowiem w praktyce szybko okaże się, że ta umowa nie zmienia sytuacji polskich internautów i dzisiejsze obawy nie potwierdzą się. Zapowiedź premiera, że przed ratyfikacją odbędzie się gruntowna debata z udziałem internautów, daje gwarancję tego, że wszystkie sporne kwestie zostaną gruntownie przedyskutowane.

Nie ma Pan wrażenia, że premier ma coraz więcej problemów? Cały czas trwa spór o ustawę refundacyjną, ciągle nie rozwiązano konfliktu w prokuraturze, protestują służby mundurowe i internauci, a do tego niepomyślne zmiany w Unii. Za chwilę jeszcze zaczną się protesty przeciwko podnoszeniu wieku emerytalnego. Czy Donald Tusk nie popełnia błędu, walcząc na tylu frontach jednocześnie?
Tylko niedoświadczonym politykom może się wydawać, że bycie premierem jest równoznaczne z byciem celebrytą. Rządzenie to ciężka praca - zwłaszcza w czasach kryzysu. Unikanie konfliktów prowadzi do pasywności, a to jest dużo groźniejsze niż uczciwa, twarda walka o sprawy, w które się wierzy. Nawet jeśli czasami wygląda to jak równoległa walka na kilku frontach.

Czytaj także:
*Machina propagandowa się zacięła. Ostachowicz się chwieje, Tusk z nim
*Arłukowicz: Nie mam pretensji do Kopacz, cieszy mnie troska Szczypińskiej
*Olechowski: Praktycznie całe prawo powstaje na styku politycy-lobbyści

Jest też inne wyjaśnienie tak dużej aktywności rządu - w pierwszej kadencji premier nie zrobił praktycznie nic, więc teraz musi gonić stracony czas.
Nie zgadzam się, że w pierwszej kadencji niewiele zrobiono. Przebiegała ona w całkowicie innych realiach gospodarczych, niż przewidywaliśmy. To właśnie wtedy wybuchł kryzys, którego skali nikt nie umiał oszacować. Mimo to jednak rząd dokonał poważnych cięć własnych wydatków, ustabilizował finanse publiczne, m.in. poprzez reformę OFE, a jednocześnie rewelacyjnie wykorzystując unijne fundusze, zapewnił warunki stałego wzrostu dla polskiej gospodarki. Tamta kadencja koncentrowała się na mądrej reakcji na niespodziewany kryzys. Z kolei na początku obecnej kadencji premier jasno przedstawił plan dalszych reform i z tych zobowiązań się wywiązuje. Od tempa ich realizacji zależy sytuacja materialna polskich rodzin.

Czy wprowadzane reformy pokonają rząd Donalda Tuska tak jak pokonały ekipę Jerzego Buzka?
Opozycja chętnie straszy konsekwencjami zmian. Na wyrost. Pozytywne skutki reform będą odczuwalne już za dwa, trzy lata. Wtedy, przed kolejnymi wyborami, Polacy będą mogli jasno ocenić, kto miał rację. Jestem przekonany, że realizacja planów rządowych pozwoli Polsce na dalszy rozwój gospodarczy, pomimo zewnętrznego kryzysu.

Czy PO ma precyzyjny plan działania? Zaplanowaliście sobie, do kiedy należy wprowadzać reformy, a kiedy zacząć pracować na zwycięstwo w kolejnych wyborach?
Pozytywne skutki reform są niezbędne, żeby utrzymać zaufanie wyborców, ale doświadczenia ostatniego roku pokazują, że Polacy w roli premiera wolą polityka obliczalnego i wiarygodnego, a nie populistę przywdziewającego na czas kampanii nieswoje szaty. Jestem przekonany, że w 2015 roku będą się kierować tymi samymi przesłankami i oddadzą głos na tych, którzy gwarantują rozwój gospodarczy i mądre rządy, a nie wikłają Polskę w wewnętrzne i zewnętrzne konflikty o sprawy drugo- i trzeciorzędne - jak to miało miejsce chociażby w czasach koalicji PiS - Samoobrona - LPR.

Przed chwilą powiedział Pan, że Polacy głosują na polityka, a nie na partię. To przejęzyczenie czy Pana obserwacja z kampanii wyborczej? Dostrzegł Pan, że partyjny szyld nie ma tak naprawdę znaczenia, a liczy się tylko osobowość kandydata?
To nie było przejęzyczenie. Ostatnią kampanię podzieliliśmy na trzy etapy. Na początku chcieliśmy się rozliczyć z czterech lat rządów, później przedstawić program na następną kadencję, a na końcu uświadomić wyborcom, że kluczowe znaczenie dla jakości rządów ma osoba premiera. Oraz że od ich obecności przy urnach i oddanych głosów zależy, kto zostanie premierem.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że liczy się tylko przywódca, a partia to jedynie maszyna pracująca na jego użytek.
Zbytnio pan upraszcza. Środowisko, z jakiego wywodzi się polityk, jest ważne. Ale osobowość lidera ma kluczowe znaczenie. W końcu to on ma objąć przywództwo w kraju. Jeśli jest nim osoba budząca zaufanie do swoich intencji, kompetencji oraz osobistej uczciwości, ludzie gotowi są powierzyć jej rządy w kraju, a więc także i swój los.

Czytaj także:
*Machina propagandowa się zacięła. Ostachowicz się chwieje, Tusk z nim
*Arłukowicz: Nie mam pretensji do Kopacz, cieszy mnie troska Szczypińskiej
*Olechowski: Praktycznie całe prawo powstaje na styku politycy-lobbyści

Dalej nie widzę w tym partii. Czy jest ona tylko mechanizmem do selekcji premierów, mających zastąpić tych, którzy już się zużyją?
Nie. Proszę sobie przypomnieć końcówkę rządów AWS. W wyborach w 2001 roku ówczesny premier Jerzy Buzek zanotował bardzo dobry wynik, ale formacja, która za nim stała, miała tak słaby rezultat, że nawet osobisty autorytet profesora Buzka nie pomógł i wybory zakończyły się dla niej katastrofą. Odwrotna sytuacja miała natomiast miejsce w przypadku SLD. Rząd tworzony przez tę partię przed wyborami w 2005 roku miał bardzo niskie notowania, ale mimo to Sojusz był w stanie osiągnąć wynik, który pozwolił mu wejść do Sejmu w następnej kadencji. To najlepszy dowód na to, że partia jest ważna. Gdy ma ona solidne fundamenty, to może przetrwać nawet w gorszym dla siebie okresie. Ale żeby zwyciężać - musi mieć dobrego lidera. W dniu wyborów to ci Polacy, którzy nie stanowią żelaznego elektoratu żadnego z ugrupowań, a nawet odczuwają niechęć do partii politycznych, decydują o zwycięstwie. Głosują na tego pretendenta do roli premiera, który wzbudza w nich największe zaufanie. Sami sympatycy Platformy nie wystarczyliby nam do takiego zwycięstwa, jakie odnieśliśmy w 2007 i 2011 roku. W obojgu tych wyborach zadecydowały głosy osób, które uznały, że to właśnie Donald Tusk będzie najlepszym premierem.

Donald Tusk już zapowiedział, że nie będzie walczył o fotel premiera i przywództwo w partii w 2015 roku. Jak w takiej sytuacji zachowa się Jacek Protasiewicz? Czy będzie Pan pracował na nowego lidera jak podczas ubiegłorocznych wyborów, czy sam widzi się w roli jednego z przywódców partii i kraju?
W polityce warto koncentrować się na zadaniach, które zostały nam powierzone, a nie na własnej karierze. Dlatego teraz skupiam się przede wszystkim na tym, żeby dobrze wywiązać się z roli wiceprzewodniczącego europarlamentu i zakończyć tę kadencję w stylu, który zostanie doceniony przez wyborców. A to oznacza walkę o takie rozwiązania, które pozwolą utrzymać Polakom wiarę w sens wspólnoty europejskiej.

Trudno mi uwierzyć, że nie ma Pan żadnych osobistych ambicji politycznych na przyszłość.
Mam, ale to kwestia drugorzędna wobec ważnych zadań, które należy wykonać. Tym bardziej, że polityka - zarówno krajowa, jak i europejska - stała się tak dynamiczna, że trudno prognozować, co będzie za kilka lat. Uczestniczymy w tak ciekawych, ale i nieprzewidywalnych procesach, że lokowanie w nich precyzyjnych planów osobistych może być zawodne.

Czytaj także:
*Machina propagandowa się zacięła. Ostachowicz się chwieje, Tusk z nim
*Arłukowicz: Nie mam pretensji do Kopacz, cieszy mnie troska Szczypińskiej
*Olechowski: Praktycznie całe prawo powstaje na styku politycy-lobbyści

Wideo

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
rycho
same kabotyńskie wypowiedzi POlityków
K
Krasi
Panie Jacku, pobudka !!! Mamy rok 2012, do kolejnych wyborów mamy 3 lata
Mocno się Pan zdziwi ale w Polsce trochę się zmieniło ............. Polacy nie gęsi i swój język, wróć rozum mają !!
s
szulc
kraść ,kłamać,oszukiwać,zadłużyć państwo no i oczywiście mieć w du.ie społeczeństwo,wyzywając ich mocherowych beretów,watachy,bydła,głupoli a ostatni news młode kobiety od suczek.Takie wieprze rzadza Polska,ten na fotce zalicza się do nich!!!!
G
Gabriel
Opluwać Ci wolno - to właśnie ACTA
W
Wiarygodny
"Polacy wolą wiarygodego polityka niż kogoś w nieswoich szatach. W 2015 r. wybiorą podobnie" -a protasiewicz bedzie żył długo i szczęśliwie, jego stanowisko i funkcje przejmnie jakiś jego potomek POmatołek itd. itp.
A
Azor
Protasiewicz najwyżej ulice w Reichu będzie mógł sprzątac a jak się nauczy niemieckiego to w myjni samochodowej z czarnymi będzie pracowac
Tusk doszedł do wniosku, że obrona interesu wielkich korporacji jest dla niego, jeśli chodzi o przyszłe losy polityczne, ważniejsza niż stanięcie po drugiej stronie w obronie interesu odbiorcy, czyli zwykłego, nie do końca uczciwego polskiego internauty, który żywi się kulturą za darmo - ocenia we "Wprost" prof. Janusz Czapiński. Jego zdaniem, młodzież wyszła na ulice, bo nowe prawo narusza ich interesy. Uczony przypomina, że to powtórka czasów pierwszej Solidarności. Zachowując wszystkie proporcje, myślę, że to przypomina powstawanie „Solidarności" w 1980 r. Młodzi - walcząc o swe sieciowe "być albo nie być" - tworzą wspólnotę negatywną. Nie mają pozytywnych propozycji, chcą zwalczyć wroga. Nie mają też przywódców. Na razie. - To chaotyczny początek wściekłości. Jest trochę jak w 1956 czy 1970 r.- wyjaśnia profesor.

Dlaczego taki ruch powstał tylko w Polsce? Uczony wyjaśnia, że polska młodzież chętniej ściąga darmowe, nielegalne pliki z sieci, niż ich koledzy z Zachodu. To wina niskich zarobków - sugeruje. "Młodzi Polacy nie widzą w tym nic złego. Ale i różnica w zarobkach nad Wisłą i zagranicą jest ogromna - tłumaczy Czapiński.
O
Ozi
Protasiewicz wymoczku skończony, mały POwski geszefciarzu szukaj sobie posady w UE, Graś już ma jest cieciem u bogatego Niemca. Ciekawe co Teraz Graś porabia, pewnie wziął urlop i odśnierza posesje swojego dobroczyńcy.
S
Student kochający Polskę
Nie wiem jak inni Polacy widzą kolejne wybory, ale ja już zdecydowałem - będę głosował na partie typu UPR czy Nowa Prawica (tak jak w tych wyborach) - bo te partie mówią jasno i wyraźnie że zależy im na wolności słowa, wolności osobistej i sprawiedliwości. Ale nie chodzi o sprawiedliwość społeczną, ale sprawiedliwość wobec prawa i traktowania ludzi jednakowo wobec nie go. Nie może być podziału na elity, które zasłaniają się immunitetem nawet przy łamaniu prawa drogowego (ja przekraczanie prędkości). Ta sprawiedliwość musi być też w sądach - kasa nie może decydować czy ktoś zostanie ukarany czy nie.
Nie dajcie sobie wmówić, że nie ma innego wybory niż POPis RPP, SLD czy PSL który wchodzi z każdym w koalicję dla utrzymania władzy.
Kolej na młodsze pokolenie, które ma wiele świeżych pomysłów nieskażone jeszcze w takim stopniu marksistowską propagandą.
t
todd
głuPOl Protaś nauczył się kilku sloganów i POwtarza głuPOty... Im wiekszy burak tym wyżej w Platformie Opóźnionych...ten klucz doboru "kadr" jest banalnie prosty - oPOwiadać slogany o ...."merytoryczności ", "przewidywalności", "poprawności politycznej", "konsyliacyjności" ... i tym POdobne bzdety. Ale na to tylko ortodoksyjne Barany, zwłaszcza moskiewskiego POchodzenia, się nabiorą ....
p
polo
Gdzie 300 miliardów z Eurokołchozu?
Kiedy je zobaczę ?
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu "Polacy wolą wiarygodnego polityka niż kogoś w nieswoich szatach. W 2015 r. wybiorą podobnie"
123
jaki 2015 !!!!!!!!!!!!!!!! koniec PO jest bliski.
Dodaj ogłoszenie