Polacy to nomadzi Europy

Dorota Kowalska
Nie ma i nie będzie wielkiej fali powrotów z emigracji do kraju. Staliśmy się ludźmi w drodze i polubiliśmy siebie w tej roli - pisze Dorota Kowalska

Co drugi młody Polak rozważa wyjazd z kraju", "Młodzi Polacy emigrują na stałe" - pamiętacie te tytuły, które jeszcze nie tak dawno krzyczały z pierwszych stron gazet? Dziś zastąpiły je nagłówki, w których fraza "Polacy wracają" powtarza się niczym refren.

A wraz z nią spekulacje, co się stanie, kiedy ci wszyscy - jakiś milion osób (wg GUS), którzy po 2004 roku spakowali walizki, by szukać szczęścia na Wyspach Brytyjskich - wrócą. Bo że wrócą już lada chwila, prawie nikt nie ma wątpliwości.

Funt leci na łeb, na szyję, z 7 zł w 2004 spadł do 4,2 zł. Ci, którzy zarabiali i oszczędzali w funtach, stracili jedną trzecią, więc opłacalność zmywania kufli w Londynie czy kładzenia dachówek w Manchesterze stała się problematyczna.

Zwłaszcza że w kraju dzieje się coraz lepiej: bezrobocie spadło z 20 do 9 proc., a pracodawcy zabijają się o pracowników i są skłonni coraz lepiej im płacić. Polska dogania Europę pod względem stosunku zarobków do wydatków i rośnie jej atrakcyjność jako miejsca pracy.

Jednak z rozmów, które przeprowadziliśmy: zarówno z naukowcami badającymi migracje i zmiany na rynku pracy, jak i z samymi zainteresowanymi, czyli Polakami, którzy w pewnym momencie życia zdecydowali się na emigrację, wynika, że sprawa wcale nie jest taka oczywista. Bo kiedy jedni wracają, inni już pakują walizki. A w dodatku jedna trzecia tych, którzy wrócili, deklaruje chęć ponownego wyjazdu (badania Instytutu Spraw Publicznych, marzec - kwiecień 2008).

Dlatego nie należy się spodziewać jakiejś wielkiej fali powrotów, tylko łagodnych pływów - do i z Polski. A to dlatego, że choć sytuacja ekonomiczno-polityczna w kraju się ustabilizowała, to wyjazdy za granicę za pracą stały się dla nas czymś tak oczywistym, jak szukanie jej w sąsiednim mieście.

- Polacy jako pierwsi w UE wprowadzają modę na przemieszczanie się po Europie w poszukiwaniu pracy - wyjaśnia dr Paweł Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami przy UW.

Polska emigracja po 2004 roku jest o tyle wyjątkowa, że ani wcześniej, ani nawet obecnie żadna inna nacja nie podchodziła do wyjazdów zarobkowych za granicą w ten sposób.

A Polacy stali się nomadami Europy. Coraz częściej traktujemy wyjazd do Anglii czy Irlandii tak, jak cotygodniowe dojazdy do pracy z Białegostoku do Warszawy czy z Bielska-Białej do Warszawy.
Według Michała Garapicha, prowadzącego badania nad migracjami na University of Surrey, ponad 60 proc. tych, którzy raz zakosztowali emigracyjnego chleba, gotowych jest powtarzać to doświadczenie.

Są to, by użyć jego nomenklatury, "buszujący" - ludzie mobilni, w każdym momencie gotowi spakować plecak i ruszyć przed siebie. Oraz poczciwe polskie "bociany" emigrujące sezonowo. Jednak im wszystkim, także "chomikom", którzy wyjeżdżają po to, by zarobić na lepsze życie w kraju, chodzi o to samo: większe pieniądze i lepsze perspektywy zawodowe.

Jednak, co ciekawe, o ile w decyzji o emigracji decydujący był czynnik ekonomiczny, o tyle powroty następują z całkiem innego powodu: a mianowicie tęsknoty za bliskimi, nieumiejętności zaadaptowania się na stałe do życia w obcym kraju. Tak przynajmniej zadeklarowało 65 proc. powracających przebadanych przez Instytut Spraw Publicznych. Dlatego skłonni są godzić się na niższe zarobki i gorszy standard życia niż "tam".

Ale tych, którzy już zdecydowali się wrócić na stałe, jest - jak wynika z badań prof. Krystyny Iglickiej z Centrum Stosunków Międzynarodowych - niewielu, najwyżej 10 proc. z milionowej emigracji.

Reszta, która wciąż się waha - wracać czy nie wracać, jako warunek powrotu podaje (wg ISP) zdecydowany wzrost zarobków w kraju (77 proc.), dostanie pracy odpowiadającej kwalifikacjom i zapewniającej możliwość awansu (42 proc.), pewność zatrudnienia (40 proc.). Mówią też o irytacji polską polityką, niesprawną administracją, nieżyciowymi przepisami. Wrócą, jeśli to wszystko się zmieni.

A na razie dobrze sobie radzą za granicą i coraz śmielej próbują sił w biznesie. Według obliczeń Centrum Stosunków Międzynarodowych już 15-20 proc. Polaków prowadzi na Wyspach własne firmy, tylko w zeszłym roku założyli ich prawie 40 tysięcy.

Głównie w branży budowlanej, w handlu spożywczym, informatyce oraz w usługach kosmetycznych, fryzjerskich i doradztwie finansowym. Pojawia się coraz więcej polskich hurtowni zaopatrujących w krajowe produkty nie tylko sklepy spożywcze, ale również firmy budowlane, bo te wolą sprawdzone polskie wyroby niż ich brytyjskie odpowiedniki.

- Ci, którym się udało, ściągną znajomych i krewnych, a oni swoich kolegów. Emigracyjne koło będzie toczyło się dalej - uważa Paweł Kaczmarczyk.

Ale w gruncie rzeczy na tym polega idea integracji europejskiej: każdy może sam wybrać miejsce dla siebie do życia i pracy. A o tym, gdzie ono będzie, zadecyduje serce i wolny rynek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie