reklama

Polacy przegrali z Czechami. Teraz pora na Amerykanów. Koszykarskie mistrzostwa świata w Chinach 2019

Filip Bares
Filip Bares
Zaktualizowano 
Ding Ting/Xinhua News/East News
Mistrzostwa świata w koszykówkę 2019. Reprezentacja Polski przegrała w czwartkowe popołudnie z Czechami 84:94 i nie powalczy o piąte miejsce na chińskim mundialu. Teraz przed drużyną Mike'a Taylora wielkie wyzwanie - mecz o siódmą lokatę przeciwko... Stanom Zjednoczonym.

Awans do światowej ósemki to ważny i znaczący sukces dla polskiej koszykówki. Przed nami jeszcze dwa mecze i wszystko jest otwarte. Postaramy się wygrać to, co możemy - powiedział po przegranym starciu z Hiszpanią kapitan reprezentacji Adam Waczyński.

Chiński turniej przerósł oczekiwania wszystkich kibiców. Po 52 latach Polacy nie tylko wrócili na mistrzostwa świata, ale i awansowali do ćwierćfinałów. W czwartek zespół Mike’a Taylora nie wygrał meczu, ale zdobył serca i uznanie w oczach kibiców.

Polacy rozpoczęli starcie z Czechami w bardzo dobrym stylu. Już po pięciu minutach mieliśmy 9-punktową przewagę (15:6), ale od tego momentu do końca pierwszej połowy nie istnieliśmy. Czesi przez kolejne 15 minut pokonali nas 37:20 i schodzili do szatni z 8-punktową przewagą.

W przerwie Mike Taylor musiał popisać się charakterystyczną dla niego mową motywacyjną, bo trzecia kwarta to dominacja Polaków. Kapitan reprezentacji Adam Waczyński i rozgrywający AJ Slaughter dali prawdziwy popis gry ofensywnej.

W czwartej odsłonie Polacy szli z Czechami punkt za punkt, oko za oko, ząb za ząb, ale podobnie jak w meczu z Hiszpanią w końcówce nie daliśmy rady i przegraliśmy 84:94.

- Mieliśmy problem z nadążaniem za koszykarzami z Czech. Byli za szybcy, a w końcówce brakowało nam sił. Słabo zagraliśmy w obronie, a Czesi rzucali na fenomenalnej skuteczności - powiedział po spotkaniu podkoszowy Adam Hrycaniuk.

- To był wyrównany mecz. Największym naszym problemem były zbiórki rywali. Ponadto Czesi grali dobrze w kontrze i z dobrą skutecznością za trzy. Tomas Satoransky dobrze wybierał wolnych graczy, tak jak zwykle. Zabiły nas zbiórki, tak myślę - dodał Waczyński.

Porażka z Czechami nie oznacza jednak, że Polacy wracają do domów. Teraz czeka ich walka o siódme miejsce i to z nie byle kim. Stany Zjendoczone przegrały z Serbią i po raz pierwszy od dawna znajdują się poza strefą medalową.

- Nie są w najwyżeszj formie to prawda, ale nam też brakuje trochę świeżości. W każdym meczu wszystko zostawialiśmy na parkiecie i teraz trochę nam brakuje sił. Będzie to bardzo wymagający mecz. Z jednej strony to spełnienie marzeń, ale wiemy ze nie będzie żadnej taryfy ulgowej - powiedział Hrycaniuk.

Mecz z Amerykanami w sobotę o godzinie 10.

Herosi 2020. Kalendarz charytatywny z kadrowiczami.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Nie piszcie tylko, że Polacy byli czarnym koniem MŚ. Bo tym czarnym koniem jest Argentyna. Nikt z fachowców przed MŚ nie stawiał, że Argentyna awansuje do 4 a tu finał i....

G
Gość

Jak we wszystkim,jesteśmy nikim

G
Gość

Grali nieżle ale Pepiki nie dali sobie wyrwać victorii.

Dodaj ogłoszenie