Polacy dużo piją? Nasza rozmowa z terapeutą uzależnień Adamem Kłodeckim

Jakub Szczepański jakub.szczepanski@polskatimes.pl
Kasia / Wikimedia Commons
Pijcie ostrożnie i z umiarem, tak żeby odczuwać frajdę - mówi terapeuta uzależnień w rozmowie z Jakubem Szczepańskim

Z pewnością jesteśmy narodem, który pije, ale nie przesadzajmy! Nie pijemy ani specjalnie więcej, ani mniej niż inni Europejczycy, zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy częściej sięgamy po słabsze trunki, takie jak wino czy piwo, nie rezygnując jednak z mocnych alkoholi - rośnie np. ilość wypijanej whisky.

Kto dzisiaj jest najbardziej zagrożony alkoholizmem? Czy niektórzy powinni uważać bardziej niż inni?
Z badań, które dotyczą picia alkoholu przez różne grupy zawodowe, wynika, że bardzo narażeni są lekarze (według Diagnozy Społecznej 2013 11,3 proc. z nich przyznaje się do nadużywania alkoholu). To środowisko, gdzie występuje dużo napięć i stresów. Są też grupy tradycyjnie uznawane za mocno pijące. Mam na myśli chociażby branżę budowlaną (16,9 proc.). Ostatnio głośno mówi się o tym, że na częstsze sięganie po trunki wysokoprocentowe są narażeni przede wszystkim ludzie, którzy żyją intensywnie i prowadzą różne biznesy, np. artyści i dziennikarze (9 proc.). Dotyczy to kobiet i mężczyzn. Płeć jest w tym wypadku bez znaczenia. Duże tempo życia oraz duże pieniądze sprzyjają częstemu sięganiu po alkohol. Warto dodać, że coraz więcej młodych ludzi pije, bo w naszą kulturę wpisany jest kontakt z alkoholem. Oczywiście również z narkotykami, ale w mniejszym stopniu.

Nie uważa Pan, że w ostatnim czasie wysokoprocentowe trunki szturmują media?
Obserwowaliśmy ostatnio w mediach wiele zdarzeń mocno związanych z alkoholem, wywołujących duże emocje w społeczeństwie. Nieodpowiedzialni kierowcy pod wpływem alkoholu wsiadają do aut i dochodzi do tragedii, giną ludzie. Temat nadużywania alkoholu wywołuje w ludziach ogromne napięcie, nie pierwszy raz zresztą. Dramaty będące konsekwencją nadużycia alkoholu zawsze przyciągały uwagę mediów. Stają się też inspiracją dla twórców filmowych, jak chociażby w filmie "Dom zły", gdzie porażająco pokazano problem, czy we wchodzącym niedługo na ekrany "Pod Mocnym Aniołem" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego.

Wydaje mi się, że wizerunek alkoholu w mediach jest dwubiegunowy: z jednej strony, tragedie, a z drugiej - ludzie, którzy wręcz chwalą się swoim pijaństwem. Znacznie więcej jest przedstawianych w mediach tragedii, które wywołuje niekontrolowane picie alkoholu. Praktycznie codziennie dowiadujemy się o jakimś wypadku drogowym, zabójstwie, ekscesach kibiców i tak dalej. W takich wypadkach alkohol wprowadza destrukcję w nasze działanie. Takie zdarzenia przyciągają media, społeczeństwo tym się fascynuje i oburza. Alkohol to gorący temat! Pulsujący, wywołujący dyskusje o zjawisku. Są ludzie, którzy uważają, że alkoholizm nie jest chorobą, że ci, którzy piją, są sami sobie winni. Są też tacy, którzy sądzą, że to ciężkie schorzenie i podchodzą do niego z niepokojem: choroba jest trudna, a efekty leczenia nie zawsze zadowalające.

Dodajmy, że skutki spożycia też mogą napawać niepokojem.
Rzeczywiście, alkohol uruchamia bardzo skrajne postawy i emocje. Zwłaszcza kiedy sprawa dotyczy nadużywania alkoholu przez tzw. osoby publiczne - polityków, artystów, celebrytów. Pijaństwem nikt się nie chwali, bo to wstyd przecież. Są natomiast alkoholicy - w rozumieniu klinicznym: ludzie chorzy - którzy publicznie przyznają się do uzależnienia, ale już z pozycji kogoś, kto o tym wie i próbuje się od nałogu uwolnić. Ma to szczególne znaczenie profilaktyczne, bo może osoba nadużywająca alkoholu weźmie sobie do serca doświadczenie kogoś znanego i ograniczy picie lub zgłosi się na terapię.

Politycy nie dają nam najlepszego przykładu. Wystarczy popatrzeć na posła Wiplera, który wdał się w awanturę z policjantami, czy Adama Hofmana i słynną już sytuację odnoszącą się do wulgarnych rozmów. Dlaczego tak reagujemy po alkoholu? Uzależnienie od alkoholu jest demokratyczną chorobą - politycy, dziennikarze, artyści, urzędnicy itd. piją alkohol, niektórzy się od niego uzależniają. Politycy są taką grupą zawodową, która jest bacznie obserwowana przez media i wszelkie nieodpowiedzialne zachowania szybko stają się sensacją dnia. Alkohol nas zmienia - wpływa na nasze zachowanie, niezależnie od zawodu, jaki wykonujemy. Alkohol wyzwala dosyć często złość i agresję. Pijany, agresywny polityk, zachowujący się nieodpowiedzialnie jest przez nas oceniany - w moim odczuciu słusznie - znacznie bardziej krytycznie niż inne nietrzeźwe osoby.

Nie ma chyba nic gorszego niż chorobliwa skrajność. Jak więc pić, żeby nie przekroczyć granicy? Zwłaszcza w kręgu kulturowym, który jest mocno związany z alkoholem.Alkoholikiem człowiek nie staje się nagle i niespodziewanie. To czasami długi proces przechodzenia od okazyjnego picia do uzależnienia. Coś takiego nie dzieje się z dnia na dzień. Mamy więc dużo czasu, oczywiście jeśli zechcemy, żeby pilnować granicy dotyczącej picia, poza którą nie kontrolujemy już działania alkoholu. Poza tą granicą działają już specyficzne mechanizmy, a przede wszystkim - jak nazywają to specjaliści - system iluzji i zaprzeczeń.

Co to oznacza?
Ktoś, kto pije i być może już nawet odczuwa, że coś jest nie tak, buduje sobie świat iluzji, które pozwalają mu usprawiedliwiać częste sięganie po alkohol. Każdy pretekst jest dobry, żeby się napić. Przykładowo: paskudna pogoda, ból brzucha albo jakaś fajna okazja. Tego typu myślenie, system iluzji, pozwala utrwalać chorobliwe picie. Niektórzy zauważają po pewnym czasie, że przekroczyli jakąś granicę.

Upodlili się najgorzej, jak się da?
Upadli tak nisko, jak to tylko możliwe, dotknęli swojego dna. Wgląd we własne poczynania następuję najczęściej wtedy, kiedy picie spowodowało taką zmianę zachowania, że nie da się jej zracjonalizować: mam na myśli wypadek samochodowy, uderzenia dziecka pod wpływem alkoholu i tak dalej. Wtedy następuję wgląd w to, co się ze mną dzieje, i uświadomienie sobie, że przestaję kontrolować rzeczywistość.

Dwa piwa dziennie zrobią ze mnie alkoholika? Jest jakaś ilość spożywanego alkoholu, której trzeba się trzymać, żeby nie zachorować? Alkoholikowi zagraża każda ilość alkoholu. Jeżeli ktoś nie jest uzależniony i wypija sobie dwa piwa dziennie, to oczywiście absolutnie nie musi być sygnałem, że dzieje się coś niedobrego. Za każdym razem trzeba się jednak uważnie przyglądać, jaki wpływ wywiera na nasze zachowanie alkohol. To, że teraz rozmawiamy, a później ktoś to przeczyta, może spełnić rolę edukacyjną. Jest czymś, co może komuś pomóc zauważyć przekraczanie granicy.

Co dokładnie jest tym przekraczaniem granicy?
To przede wszystkim picie dużych ilości alkoholu, myślenie, w którym zaczynamy podporządkowywać nasze plany obecności różnych trunków. Chętniej pójdę na imprezę, na której jest alkohol, niż do opery, gdzie go nie ma. Przekraczanie granicy jest bardzo rozbudowane. Trudno jednoznacznie stwierdzić , że moje picie jest chore. Najprościej, jak się da, można powiedzieć to banalnie: częste picie i w dużych ilościach może przybliżyć nam niepostrzeżenie niebezpieczną granicę. Krytyczny ogląd swojego modelu picia może nas uchronić przed uzależnieniem.

No dobrze. Ale jak kontrolować się w praktyce? Może jeden z kwestionariuszy w sieci? Jest ich mnóstwo. Większość z nich wskazuje na to, że nawet spokojni ludzie mają duże szanse, żeby stać się alkoholikami. To głupoty? Takie pytania wyrwane z kontekstu można potraktować jako głupotę. Nie o to chodzi, żeby uznać, że jak wypijam raz czy dwa razy w tygodniu kilka butelek piwa, to zostanę alkoholikiem. Te kwestionariusze są o tyle dobre, że gdyby ktoś chciał rzetelnie odpowiedzieć na pytania, to może wyłowi coś takiego, co skłoni go do refleksji. Może ktoś zastanowi się nad coraz częstszymi kacami? Może ktoś pomyśli nad tym, dlaczego sięga po "klina" dzień później? To już jest jeden z sygnałów, które świadczą o utracie kontroli. Podobne testy i kwestionariusze mogą się przydać komuś, kto chce upewnić się, czy jego model picia jest jeszcze bezpieczny. Oczywiście, można tak interpretować wyniki tych "badań", żeby udowodnić sobie, że wszystko jest ze mną OK. Odpowiedzi przecież da się naginać. Tak żeby były bezpieczniejsze dla nas. Ale to może już działać mechanizm iluzji, o którym rozmawialiśmy wcześniej.

Jerzy Pilch powiedział "Polsce", że w chorobę Parkinsona wszedł przez alkoholizm. Tłumaczył, że ręce trzęsły mu się najpierw z przepicia. Jak się Pan do tego odniesie? Oczywiście, że jest to możliwe. Alkohol bardzo destrukcyjnie wpływa zarówno na centralny układ nerwowy, jak i obwodowe nerwy. Może powodować charakterystyczne objawy, np. chód jak na szczudłach, silne drżenie rąk, zaburzenia mimiki. Tak alkohol wpływa na układ nerwowy, na fizjologię organizmu. Picie alkoholu może przybliżać wystąpienie takich zaburzeń, które w konsekwencji doprowadzą chociażby do zawału serca, rozwoju nowotworu, chorób układu pokarmowego czy wreszcie zespołu Parkinsona.

Filmy i publikacje, które traktują o uzależnieniu od alkoholu, są dobre czy złe? W ośrodkach leczenia narkomanów zakazane są na przykład piosenki hiphopowe gloryfikujące marihuanę. To coś podobnego? W moim przekonaniu zarówno filmy, powieści, publikacje prasowe, programy TV, jak i piosenki, w których pokazuje się różne losy ludzi uwikłanych w uzależnienia, są ważnym emocjonalnym przekazem, który daje dużo do myślenia. Wiem też od moich pacjentów, że czasami taki ogląd siebie poprzez np. jakiś film sprawiał, że podejmowali oni terapię.

Alkomat w każdym samochodzie uchroni nas przed rzeszą pijanych kierowców? Nie jestem przekonany, czy to dobry pomysł. Wierzę, że więcej można osiągnąć poprzez stałą, dobrze realizowaną, długofalową profilaktykę już od przedszkola. Alkomatem powinien być każdy, kto widzi siadającego za kierownicą samochodu nietrzeźwego człowieka i zareaguje na to odpowiednio.

Ma Pan jakąś radę dla użytkowników alkoholu?
O rany! Pijcie ostrożnie i z umiarem, tak żeby odczuwać frajdę. Jeśli pierwszy, drugi i trzeci raz macie kaca, to następnym razem wypijcie trochę mniej! Mówię nieco żartobliwie, nie chcę nikomu psuć przyjemności wynikającej z picia alkoholu. Ważne, żeby nie tracić kontroli. Może to banalne, ale uważne picie i przyglądanie się jego efektom bardzo się przydaje. Tyle że jak wypijemy za dużo, to i nasz rozum zaczyna działać inaczej. Właściwie przestaje działać i wtedy możemy pić "do spodu", do totalnego zatracenia się w alkoholu.

Jakub Szczepański

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.