Pojednanie, czyli czas, kiedy wrogowie podają sobie dłonie

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Adam Jankowski/Polska Press
Zdarzają się w świecie polityki, show-biznesie, ale też w życiu zwykłych ludzi. Niektórzy nazywają je cudem, inni zaskoczeniem, jeszcze inni procesem, do którego po prostu trzeba dojrzeć. Pojednanie kojarzy nam się ze świętami Wielkiej Nocy, ale tak naprawdę dobry jest na nie każdy inny czas.

Święta Wielkiej Nocy, to czas szczególny, nie tylko dla katolików. - Wielkanoc, to jest dobry moment do pojednania się dla każdego człowieka. Nie wyróżniałbym tu polityków, oni mają swoje grzechy, inni mają swoje. Wielkanoc to szczególny moment dla wszystkich ludzi – przekonywał swego czasu biskup Tadeusz Pieronek.

Na pojednanie nigdy nie jest za późno, a jak oczyszczające ma ona znaczenie, może świadczyć chociażby przypowieść o synu marnotrawnym, przedstawiona w Ewangelii według św. Łukasza (15,11-32). A brzmi ona tak:

„Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem, uczyń mię choćby jednym z najemników”. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko. Wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go, dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie, będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić”.

Polacy, przez wielu uważani za naród skłócony, podzielony mieli także swoje dobre momenty, chociaż powiedzmy sobie szczerze, nie trwały one długo. Do wielkiego narodowego pojednania, niestety zaledwie na kilka dni, doszło po katastrofie smoleńskiej, wcześniej śmierć Jana Pawła II sprawiła, że na czas jakiś zapomnieliśmy o naszych śmiertelnych wrogach, a nawet wyciągnęliśmy do nich rękę.

Do najgłośniejszego wówczas pojednania doszło podczas Mszy Świętej odprawionej w intencji Jana Pawła II na stadionie Cracovii. Zebrali się kibice „Pasów”, Wisły Kraków, Hutnika i innych piłkarskich klubów. Uroczystość odprawili kapelani Cracovii i Wisły: ksiądz Henryk Surma oraz ksiądz infułat Bronisław Fidelus. Prawie 30 tysięcy ludzi „krzyżowało” klubowe szaliki.

Na forach stron internetowych poświęconych krakowskim klubom pojawiły się setki apeli o zakończenie tak zwanej „świętej wojny” pomiędzy fanatykami drużyn. Na chwilę topór wojenny został zakopany. Jak jest dzisiaj, wszyscy wiemy.

Do większych i mniejszych pojednań dochodziło i dochodzi także w świecie polityki. Aleksander Kwaśniewski przez długie lata szerokim łukiem omijał Lecha Wałęsę i vice versa. Do historii przeszły chociażby słowa Wałęsy z debaty prezydenckiej z 1995 roku, gdy ten powiedział, że swojemu konkurentowi może podać co najwyżej nogę, a nie rękę. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Aleksander Kwaśniewski wspominał, jak w jakich okolicznościach uścisnęli sobie z Wałęsą dłonie.

„Pamiętam rozmowę z Tadeuszem Mazowieckim, gdy Wałęsa nie chciał być członkiem delegacji rządowej na pogrzeb Jana Pawła II. Byliśmy w sporze od 10 lat. Poprosiłem Mazowieckiego, by go przekonał, że to będzie niezrozumiałe, jeśli nie pojedziemy razem. I wtedy Mazowiecki powiedział: „Panie prezydencie, ja znam dwóch Wałęsów: jednego, którego podziwiam, i drugiego, którego nie znoszę. Ten, o którym pan teraz opowiada, to jest ten drugi, więc niczego nie zrobię” – opowiadał. W rozwiązaniu sporu pomógł abp Gocłowski. „Wałęsa pojechał, ale oddzielnie. Spotkaliśmy się w Watykanie przypadkowo w toalecie i tam się przywitaliśmy, i uścisnęliśmy sobie dłonie, co było dość groteskową puentą a'la Polonaise. Tak doszło do naszego pojednania” – zakończył opowieść Kwaśniewski.

A przywołując czasy nam bliższe, spójrzmy na obóz Zjednoczonej Prawicy. Jarosław Kaczyński nigdy ponoć nie darzył Zbigniewa Ziobry szczególną sympatią, choć mówiło się o nim „delfin”, czy ,„następca prezesa”. Z czasem Ziobro, zbyt pewny siebie, momentami arogancki, zaczął nawet drażnić Jarosława Kaczyńskiego. Ten co i raz rugał swojego podopiecznego, a gdy w 2009 roku Ziobro zdobył mandat europosła, prezes PiS publicznie odesłał go do nauki języków obcych.

„Co najmniej sześć godzin dziennie! Angielski i francuski!” - ironizował Kaczyński.

„Stawiam sobie poprzeczkę wysoko, codziennie szlifuję język” - tłumaczył Ziobro. Konflikt między panami w Prawie i Sprawiedliwości stawał się coraz bardziej widoczny, portal Fronda.pl nazwał go wprost wojną. Jak się później okazało, do wojny zaiste doszło. Tyle że był to pojedynek Dawida z Goliatem.

W 2010 roku Jarosław Kaczyński wykluczył z PiS Elżbietę Jakubiak i Joannę Kluzik-Rostkowską. Miały działać na szkodę ugrupowania. Wraz z nimi partię opuściła grupa tzw. muzealników - ludzi skupionych wokół Muzeum Powstania Warszawskiego, bliskich współpracowników zmarłego prezydenta. Stało się jasne, że w partii nie ma miejsca ani na sentymenty, ani tym bardziej na nielojalność. Niespełna rok później los Jakubiak podzielili Ziobro, Jacek Kurski i Tadeusz Cymański. Posłowie założyli Solidarną Polskę. Zapał „ziobrystów” ustał jednak dość szybko. Ziobrze ewidentnie zabrakło charyzmy. Dobitny tego przykład wyborcy otrzymali podczas pamiętnej demonstracji zorganizowanej w obronie telewizji Trwam. To wtedy Jarosław Kaczyński zwrócił się do młodego polityka słowami: „Zbyszku, zapomnijmy o tym, co było złe, o co mamy pretensje. Idźmy razem! Wracajcie!”. A Zbyszek odpowiedział łamiącym się głosem, trzymając mikrofon w rozedrganej dłoni: „Jarku, chciałbym powiedzieć jasno - jesteśmy razem! Zapomnieliśmy, co było złe, chcemy działać razem!”. Brak wyraźnej tożsamości, trudność jasnego zdystansowania się od Prawa i Sprawiedliwości to był ewidentnie spory problem Solidarnej Polski. Solidarna Polska miała niemałe problemy, a morale wśród jej członków, wbrew zapowiedziom przewodniczącego i rzecznika prasowego, z czasem były coraz gorsze. Inicjatywę opuścili Ludwik Dorn, Tomasz Górski, Jacek Bogucki.

Nic więc dziwnego, że Ziobro dogadał się w końcu z Kaczyńskim, nie miał wyjścia, jeśli chciał przetrwać. 19 lipca 2015 roku Solidarna Polska i Polska Razem Jarosława Gowina podpisały porozumienie o współpracy z Prawem i Sprawiedliwością, zakładające start partii z list PiS w kolejnych wyborach: samorządowych, potem parlamentarnych, a także wystawienie wspólnego kandydata na prezydenta Polski. Ostatnio minister Ziobro mocno się daje Jarosławowi Kaczyńskiemu we znaki, co rusz krytykując premiera Morawickiego, albo nie popierając ustaw forsowanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Póki co, prezes Kaczyński zachowuje spokój.

- Wbrew obiegowej opinii pan premier Jarosław Kaczyński ma bardzo miękkie serce. Zbigniew Ziobro to wprawdzie, stosując biblijne porównanie, syn marnotrawny, ale jednak syn. Natomiast odpowiadając już zupełnie poważnie na pani pytanie: Jarosław Kaczyński po to właśnie wszedł do rządu, aby uciąć wszelkie niepotrzebne niejasności w różnych spornych sytuacjach, które zdarzały się i zdarzać się będą – mówił mi ostatnio Zbigniew Girzyński, polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński pojednał się jednak jeszcze bardziej spektakularnie, chociaż na chwilę. To była polityczna sensacja roku. 1 października 2014 roku Ewa Kopacz w swoim expose zaapelowała o zgodę między największymi rywalami polskiego życia politycznego.

„Wszyscy wiemy, że nad polską polityką od lat ciąży osobista niechęć Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Donald Tusk wyjeżdża do Brukseli. Apeluję do Jarosława Kaczyńskiego: Panie prezesie, zdejmijmy z Polski tę klątwę nienawiści!” – wezwała nowa premier wywołując konsternację w ławach Prawa i Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński posłuchał wezwania i po zakończeniu expose podszedł do Donalda Tuska, podał mu rękę i chwilę porozmawiał.
„Powiedziałem Donaldowi Tuskowi, żeby nie wierzył, że go nienawidzę i że życzę mu powodzenia” – relacjonował potem prezes Prawa i Sprawiedliwości i dodał, że Donald Tusk w pierwszej chwili, nie zrozumiał dokładnie, o co chodzi Jarosławowi Kaczyńskiemu.

„Podaliśmy sobie ręce. Chciałem w ten sposób zareagować na to wezwanie, które opierało się na tezie absolutnie kontrfaktycznej. Że to my jesteśmy wini przemysłowi nienawiści. A my jesteśmy jego ofiarą” – tłumaczył Kaczyński. Zaskoczony tym gestem Donald Tusk, rękę jednak wyciągnął.

„Oczywiście jestem przekonany, że to wpływ Ewy Kopacz i w pewnym sensie można to zaliczyć do kategorii politycznych sensacji, a nawet cudów. Nikomu nie udało się tego osiągnąć przez tyle lat. A tu wystarczyło jedno słowo pani Kopacz i Jarosław Kaczyński wstał, podszedł i z ludzkim uśmiechem życzył wszystkiego najlepszego” – mówił o pojednaniu Donald Tusk.

Cóż, ten cud nie trwał jednak długo. Dzisiaj panowie wciąż uchodzą za największych wrogów na polskiej scenie politycznej. Z czasem nie najlepsze stosunki łączyły też Donalda Tuska i Grzegorza Schetynę, którzy przez długi czas uchodzili za skuteczny i nierozłączny duet. Ale Schetyna za bardzo rósł w siłę, stracił więc względy lidera Platformy, a przy okazji afery hazardowej stanowisko ministra spraw wewnętrznych i administracji. Ostatnio jednak ci politycy coraz częściej pokazują się razem, chodziły nawet plotki, że Schetyna dość często jeździ do Brukseli, w której urzęduje były premier.

Na lewicy, też nie brak politycznych sensacji. Adrian Zandberg, Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń nie szczędzili sobie cierpkich słów, ale do wyborów poszli razem.

„Gdybyśmy zgadzali się we wszystkim z Wiosną i SLD, to bylibyśmy w jednej partii, a nie w koalicji. Dla Razem priorytetem jest poprawa sytuacji pracowników i nowoczesna polityka gospodarcza” – tłumaczył potem Zandberg.

Spektakularnych pojednań nie brak także w show biznesie. Kuba Wojewódzki znany z medialnych przepychanek z innymi gwiazdami i ciętego języka, czasami przyłoży tak, że zaboli. Wśród osób, z którymi się pokłócił, jest Kinga Rusin. Zdaniem gwiazdora, dziennikarka jest „arogancka, brakuje jej kultury i nienawidzą jej współpracownicy”. Ta nie pozostała mu dłużna i wyzwała go od „narcyzów” i „idiotów”, po latach kłótni para pogodziła się. Doda również toczyła publiczną, medialną wojnę z Wojewódzkim. Do historii przeszła wizyta piosenkarki w talk show dziennikarza. W trakcie ostrej wymiany zdań Doda zarzuciła Wojewódzkiemu dwulicowość, a później wylała na niego wodę. Kilka lat później para pogodziła się, a Doda była gościem jubileuszowego, 200. odcinka programu Wojewódzkiego.

Swego czasu dużo mówiło się o konflikcie pomiędzy Romualdem Lipką a Krzysztofem Cugowski. Panowie poróżnili się podczas reaktywacji Budki Suflera w 2019 roku. Za mikrofonem stanął wtedy Robert Żarczyński. Powrotowi zespołu sprzeciwił się Krzysztof Cugowski, który zapowiadał nawet kroki prawne w tej sprawie. Lipko pytany w tamtym czasie, czy jest szansa, aby zakopał topór wojenny z byłym wokalistą Budki, przyznał, że nie ma na to szans.

„Nie pojednaliśmy się i nie pojednamy się nigdy. Proszę nie myśleć, że kiedykolwiek może zaistnieć jakiekolwiek pojednanie, ponieważ pojednać się mogą ludzie, którzy kiedyś próbowali ze sobą na jakiś temat rozmawiać” - mówił kompozytor „Super Expressowi”.

Wszystko zmieniło się tuż przed śmiercią Lipki. Artyści podali sobie ręce.

„Spotkałem się z Romkiem we wtorek w szpitalu, z jego inicjatywy. Leżał na łóżku. Pożegnaliśmy się i pogodziliśmy. Niech spoczywa w spokoju” - powiedział „Faktowi” Krzysztof Cugowski.

Ale przecież świadkami takich pojednań jesteśmy na co dzień, nie tylko w świecie polityki, czy show biznesu, ale w zwyczajnym, codziennym życiu.

Mira, dziennikarka, opowiada tak: „Obraziłam się na mojego ojczyma. Śmiertelnie. Przez rok nie zamieniłam z nim ani jednego zdania, bąkałam zaledwie grzecznościowe „dzień dobry”, kiedy go spotykałam w przedpokoju rano. Starałam się nawet na niego nie patrzeć. Zapiekłam się w swojej złości na niego, zacięłam w swojej „krzywdzie”. Ale prawdą jest też to, że byłam wtedy zbuntowaną nastolatką w drugiej klasie średniej szkoły, egoistką zapatrzoną w czubek własnego nosa. I w swoim wyobrażeniu miałam pełne prawo do tego, żeby Alka, którego przed chwilą jeszcze bardzo kochałam, znienawidzić. Popełnił bowiem straszną rzecz: bez zapytania mnie choćby o zdanie sprzedał dwa nasze najpiękniejsze motory, a za pieniądze z ich sprzedaży kupił…. Miałam napisać samochód, ale to nie był samochód, tylko Trabant, ohydna plastikowa mydelniczka z pogrzebaczem zamiast drążka do zmiany biegów”.

To były lata 80. XX w., wybór samochodu, jaki można było kupić, był ograniczony, ale i tak sąsiedzi uważali ich za szczęściarzy. Natomiast w opinii Miry nie było niczego gorszego i brzydszego, niż trabant. Za motory, które zniknęły z ich garażu, były wspaniałe i piękne. Pierwszy z nich, jej ulubiony, to K-750 („Kaśka”) produkowany w ZSRR w latach 60., następca legendarnego M-72 („emka” była kopią świetnego niemieckiego BMW R71). Biały, z koszem, budził sensację, gdziekolwiek się pojawił. Drugi to było już „zwyczajne” BMW R 80 G/S – cacuszko, obiekt zawiści innych motocyklistów.

„Więc w swojej wściekłości na swojego starszego byłam w zupełności usprawiedliwiona, prawda? Tak wówczas myślałam. Tyle że w tej sprawie jest drugie dno. Tego lata on i moja mama pojechali na wakacje nad morze, emką poobwieszaną sakwami z ich rzeczami osobistymi. Aby tam dotrzeć, musieli przejechać przez całą Polskę, taka samą trasę musieli przebyć, aby wrócić. Ale właśnie podczas tego powrotu nastąpiło nieoczekiwane załamanie pogody: zrobiło się zimno, nad cały nasz kraj nadciągnęły chmury, rozpętała się ulewa. Która goniła ich, kiedy starali się przed nią uciec. Do domu przyjechali przemoczeni, przemarznięci, wyczerpani. W efekcie u mamy rozwinęło się ciężkie, obustronne zapalenie płuc. Była w ciężkim stanie”– wspomina Mira. Wtedy jej ojczym powiedział sobie, że nie może już nigdy więcej narazić miłości swojego życia na takie niebezpieczeństwo. Niech będzie to cokolwiek do jeżdżenia, byle miało dach. Nie było go stać, aby tak po prostu kupić auto – dlatego musiał sprzedać swoje ulubione jednoślady. Pieniędzy było tyle, że wystarczyło na mydelniczkę. Nie konsultował tej decyzji z dziećmi, uważał, że to będzie dla nich oczywiste. Nie było.

„To był smutny rok, tej obrazy i schodzenia sobie z drogi. Ja się zawzięłam, a on też był uparty, taki typowy Baran. Sytuację uratowała moja ślepa kiszka… Pewnego dnia rano poczułam silny ból w dole brzucha. Mama wezwała pogotowie, wylądowałam w szpitalu, na stole operacyjnym. Wyrostek był w takim już stanie, że jeszcze chwila, a by się rozlał i mogło być niewesoło (nie wiem, dlaczego wcześniej nie dawał żadnych objawów). Kiedy się wybudziłam z narkozy przy moim łóżku siedział Alek.

„Przepraszam za te motory, mogłem cię zapytać” – powiedział. Alka nie ma z nami od lata zeszłego roku. Bardzo mi go brakuje. I tak sobie myślę, że straciliśmy oboje niepotrzebnie tyle czasu, kiedy mogliśmy być nie koło, ale dla siebie, tak, jak zawsze wcześniej i później to było” – mówi dziennikarka.

I tak to pewnie jest, że po latach często szkoda nam czasu straconego na fochy, dąsanie się, nie mówiąc już głębszych jeszcze uczuciach. Żałujemy, że nie powiedzieliśmy po prostu: „Przepraszam”, nie wyciągnęliśmy ręki do zgody. I może to jest ten moment, kiedy warto to zrobić.

30 stopniowe upały już w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie