Pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej. Kim była matka Jarosława i Lecha? [ZDJĘCIA, SYLWETKA]

Dorota Kowalska
Jadwiga Kaczyńska
Jadwiga Kaczyńska screen: youtube.com
Jadwiga Kaczyńska miała dystans do świata, kochała książki i kwiaty. Zachwycano się jej fenomenalną pamięcią, bo recytowała z głowy całe ustępy poezji. O matce braci Kaczyńskich pisze Dorota Kowalska.

Jadwiga Kaczyńska rzadko w ostatnich miesiącach występowała w mediach, ale i tak przykuwała taką samą uwagę jak politycy z pierwszych stron gazet. Polacy z zapartym tchem śledzili informacje dotyczące jej stanu zdrowia,zastanawiali się, jak sobie poradziła z tą pewnie największą z życiowych tragedii, ze stratą syna. Kilka dni przed pierwszą rocznicą katastrofy smoleńskiej Jadwiga Kaczyńska przerywa milczenie. "Wydaje mi się, że oni się bardzo boją poznania tej prawdy. Albo ją znają i też się boją" - mówi w filmie Anity Gargas "10.04.10" wyprodukowanym przez "Gazetę Polską." - "Zginęli ludzie, którzy byli na czele państwa, i państwo się o nich nie upomina. To znaczy, że tego państwa właściwie nie ma, to znaczy nie ma rządu" - dodaje. Spokojna, dystyngowana. Włosy przycięte króciutko, umalowane powieki, widać było, że pokonała chorobę i jest w na tyle dobrej formie, że zdecydowała się wystąpić przed kamerą.

Potem znowu zniknęła. Co jakiś czas pojawiały się jednak informacje, że właśnie trafiła do szpitala, że choroba wróciła.

O Jadwidze Kaczyńskiej osoby, które ją znały, zawsze wypowiadały się niezwykle ciepło, ale i ona sama była ponoć bardzo ciepłą osobą. Jak wspominają jej przyjaciele, kochała kwiaty i książki. Miała fenomenalną wręcz pamięć. Recytowała całe fragmenty wierszy, nigdy nie powtórzyła dwa razy tej samej anegdoty. Traktowała siebie i świat trochę z przymrużeniem oka.

Dzień urodzin Jarosława i Lecha zawsze był dla niej świętem. W wywiadzie, którego w 2007 r. udzieliła Krystynie Pytlakowskiej dla "Vivy", tak opowiada o 18 czerwca 1949 roku: "Wtedy panowała epidemia pęcherzycy i pani doktor powiedziała, że w domu będzie bezpieczniej. Nie wiem, czy orientowała się, że to będą bliźniaki. Pierwsza zakomunikowała mi to położna, pani Gajcy, matka znanego poety, najlepsza akuszerka na świecie. Tak naprawdę uratowała mi synów. (…) Najpierw zobaczyłam Jarka, który był cały niebieski. Pamiętam, że powiedziałam do niego: »Jesteś niebieski, ale i tak cię kocham«. Po prostu poród był taki długi i ciężki, dzieciom brakowało tlenu".

Bracia Kaczyńscy nigdy nie ukrywali, jak bliska więź łączy ich z matką, podkreślali przywiązanie do niej niemal na każdym kroku, o ojcu Rajmundzie wspominali rzadko. "Zawsze byłem trochę bliżej z mamą. Ojciec całe dnie spędzał w pracy, miał mniejszy wpływ na moje życie. Później jako młodzieniec miałem pewne trudności w kontaktach z ojcem, jego wyróżniał bardzo stanowczy charakter. No i jego opiekuńczość! Ciężkie awantury o to, że chodzę bez czapki. Wtedy dostawałem szału, choć byłem dużo spokojniejszy niż dziś" - wspominał w wywiadach Lech. To Jadwiga Kaczyńska pozwala im na wakacjach konstruować tratwy i pływać nimi po stawie albo spuszczać z łańcuchów wszystkie psy w okolicy i gonić do wody, aby wypłukały z sierści skaczące po nich stada pcheł. Był młodą matką i pewnie wciąż tkwiła w niej ta odrobina beztroski i szaleństwa, tak typowa dla każdego młodego człowieka.

Pochodziła z rodu Jasiewiczów herbu Rawicz. Jej ojciec Aleksander Jasiewicz był jednym z projektantów Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zamieszkał z żoną przy ul. Mickiewicza 27, w tym samym domu, w którym Jacek Kuroń organizował później spotkania opozycji antykomunistycznej. Jadwiga Kaczyńska opowiadała, że ojciec był socjalistą, takim prawdziwym, antykomunistycznym z krwi i kości. Ponoć gniewał się nawet na żonę, a jej matkę, kiedy ta nuciła "Pierwszą Brygadę".
Wojny nie spędziła w Warszawie, rodzice wysłali ją rodziny matki do Starachowic. Jadwiga wstąpiła do harcerstwa, dostała pseudonim "Bratek" i wraz z koleżankami z zastępu przygotowywana była do roli łączniczki. Potem, po szybkim przeszkoleniu medycznym, pomagała przy chorych w starachowickim szpitalu.

Z Rajmundem Kaczyńskim, starszym od siebie o pięć lat studentem wydziału mechanicznego Politechniki Łódzkiej, spotkała się podczas balu karnawałowego na Politechnice Warszawskiej dwa lata po wojnie.

"Przed nim [Rajmundem - red.] miałam narzeczonego Leszka Jastrzębskiego, on jeszcze żyje i nie chciałabym, żeby myślał, że go pomijam. To było tak, że zostałam zaproszona jeszcze przez innego kolegę na bal studencki. Tam poznałam Rajmunda. Bardzo szybko, bo po sześciu miesiącach, oświadczył mi się. Leszek podobno nie zniósł tego najlepiej. Mój drugi syn dostał imię Lech właśnie z powodu sentymentów. Mąż zgodził się na to, ponieważ uważał, że to taki wspaniałomyślny gest. No i o Leszku miał dobre zdanie"- opowiadała Jadwiga Kaczyńska Krystynie Pytlakowskiej.

Kiedy poznawała Rajmunda, była studentką polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, może stąd ta jej miłość do książek, o której mówią wszyscy jej znajomi. Bo książki Jadwiga Kaczyńska pochłania ponoć pasjami. Znała wszystkie nowości, wszystkie wznowienia, zawsze bardzo ją ciekawiło, co dzieje się na rynku wydawniczym.

Marek Dubieniecki, ojciec Marcina, męża Marty Kaczyńskiej, opowiadał mi kiedyś, że w każdym jej geście, słowie widać było, jak bliscy są dla niej synowie i jak ważna ona dla nich.

To na Jadwidze Kaczyńskiej spoczęło wychowanie synów. Ci nigdy nie ukrywali, jak bardzo związani są z matką i jak wiele jej zawdzięczają

Ale też wychowanie Lecha i Jarosława spoczęło głównie na jej barkach. Rajmund Kaczyński pracował na kilku etatach: wykładał na tzw. Sorbonie przy Politechnice Warszawskiej, potem na Wydziale Inżynierii Sanitarnej PW, dorabiał w biurach projektowych. Jadwiga Kaczyńska po urodzeniu synów, a Lech i Jarosław Kaczyński przyszli na świat, kiedy była na trzecim roku studiów, napisała pracę magisterską u profesora Juliana Krzyżanowskiego. Potem przez osiem lat pracowała w szkole i w Instytucie Badań Literackich PAN. Opracowała monografię bibliograficzną Leona Kruczkowskiego, autora "Niemców". W IBL poznała też Jana Józefa Lipskiego, publicystę, opozycjonistę, założyciela KOR. Zaprzyjaźnili się, po śmierci Lipskiego Jadwiga Kaczyńska opracowała bibliografię wszystkich jego publikacji. Także tu, w Instytucie Badań Literackich PAN, poznała ją Julia Pitera.

- Bardzo cicha, spokojna, z takim specyficznym, melancholijnym poczuciem humoru. Lubiła gotować i dużo w kuchni eksperymentowała. Towarzyska, zawsze otoczona wianuszkiem przyjaciół. Ale też bardzo życzliwa ludziom, otwarta na nich - opowiadała mi kiedyś posłanka Pitera. Ale mimo że była tak czynna zawodowo, to ona, matka, miała więcej czasu dla dzieci niż mąż. A Jarosław i Lech chodzili czyści, doprasowani, wyedukowani, nawet w czasach, kiedy ciężko było związać koniec z końcem.
Jadwiga wspominała w 2007 r.: "Wychowywałam ich poprzez lektury, najróżniejsze. Czytałam im do 13. roku życia. Sami też czytali bardzo dużo. Do dziś czytają. A ja też bez lektury nie zasnę. Pamiętam, jak Jan Józef Lipski, z którym byłam w bliskich kontaktach, zwykł pytać chłopców: »A czytaliście to czy tamto?«. Był też okres, gdy bardzo dużo chodzili do kina. I do teatru. Leszek, po raz pierwszy zaprowadzony do teatru dla dzieci, nie chciał w ogóle stamtąd wyjść. Miał wtedy kilka lat".
W rodzinie Kaczyńskich było wielkie przywiązanie do poważnej, prawdziwej historii. Bracia będą potem wielokrotnie opowiadać o swoim tradycyjnym, patriotycznym domu, o tym, jak wielki wpływ miał na nich i ich dalsze losy. "To był przede wszystkim dom starannego wychowania. W którym głośno się czyta ważne lektury, rozmawia z dziećmi o świecie" - mówił były prezydent RP.

Karierę polityczną Lecha i Jarosława obserwowała z boku, ale bracia podkreślali, że miała wpływ na ich decyzje, a oni sami zawsze liczyli się z jej zdaniem. Cały czas mieszkała z Jarosławem w ich w żoliborskim mieszkaniu. Ale nawet kiedy ten wyjeżdżał gdzieś w teren, codziennie kontaktował się z matką. Wypytywał o zdrowie, zbierał recenzje swoich publicznych wystąpień. Podobnie brat bliźniak Lech. - Ta więź między nimi zawsze była wyjątkowa. Pamiętam, kiedy Lech przyjeżdżał z Gdańska do Warszawy, pierwsze kroki kierował do Instytutu zobaczyć się z matką - opowiadała mi Julia Pitera.

Jadwiga też zawsze była na bieżąco z tym, co dzieje się w życiu synów. Żywo interesowała się tym, co piszą o nich w mediach. Sama Jadwiga mówiła w 2007 r.: "Jestem dumna, ale staram się mieć dystans. Bez dystansu to ja bym w ogóle nie wytrzymała tego wszystkiego, chociaż jestem chyba dosyć twarda. Oglądam telewizję, czytam prasę. Niektóre komentarze, ataki mnie bolą".

Sama rzadko udzielała wywiadów, w mediach pojawiała się sporadycznie. A ponoć wspaniale potrafiła opowiadać. Nigdy podczas dyskusji nie gubiła wątków, nie robiła dygresji, z czego znany był zwłaszcza Lech Kaczyński. Po śmierci Lecha jej bliscy cały czas byli przy niej, opiekowali się, wspierali. Ona sama tak mówiła Krystynie Pytlakowskiej o synach: "Ja ich po prostu bardzo lubiłam, oprócz miłości do nich. Oni są bardzo mili, mają poczucie humoru. A jako bracia kochają się bardzo. Obaj są uczuciowi. A dziećmi byli naprawdę przezabawnymi".

Jarosław Kaczyński na pewno śmierć matki odczuje bardzo boleśnie. Była najbliższą mu osobą, na pewno taką, na której mógł zawsze polegać. Bo Jadwiga Kaczyńska, jak to matka, stała za swoimi dziećmi murem.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
już wie
To już teraz wie dlaczego i w jaki sposób "poległ" jej ukochany syn.
r
ryba
nic tylko żałoba narodowa. pis nawet z pogrzebu kogoś z rodziny zrobi szopke polityczną.
Dodaj ogłoszenie